z zawodu cukiernik, który wybrał
przemierzanie Australii kamperem
183 cm
42 yo
Awatar użytkownika
about me
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Awatar użytkownika
evening date

Było dobrze.
Od kiedy szczerze porozmawiali o Winterween i jego skutkach, Algie miał wrażenie, że jakiś wielki ciężar w końcu opuścił jego klatkę piersiową. W końcu mógł w pełni odetchnąć. W końcu na nowo odnajdywał radość w drobnych rzeczach i gestach. W końcu to poczucie zagrożenia i wrażenie bycia obserwowanych bardzo powolutku (ale jednak) zaczęło go opuszczać. Towarzystwo Colette również pomagało. Umyślne spędzanie ze sobą więcej czasu — nie tylko w przyczepie czy na terenie kempingu, ale też dalej, w innych dzielnicach Lorne, na zaplanowanej randce, czy po prostu na wieczornym spacerze — sprawiały mu nie tylko radość, ale również przywracały dawny spokój. Cudownie działało to też na relacje między nimi, przynajmniej z jego perspektywy. W ostatnim czasie czuł się jej jeszcze bliższy, niż kiedykolwiek wcześniej. Nigdy nie miał jej dość.
Właściwie to było nawet lepiej, niż dobrze.

Właśnie wrócili z kolejnej randki, które weszły im trochę w co-kilku-dniowy rytuał. Z kolanem Colette było lepiej, ale woleli nie ryzykować, więc te w teorii bardziej ekscytujące atrakcje musieli sobie na razie odpuścić. Nie brakowało im jednak sposobności, by spędzić wspólnie czas inaczej, niż tylko siedząc na kanapie. Raz to był film w kinie pod gołym niebem i ciastko w kawiarni, innym razem malownicza wycieczka kolejką do Kurandy, a czasem po prostu wspólne przygotowanie posiłku. Tym razem zahaczyli nieco o kliszę, kolacją w restauracji i zachodem słońca na plaży, ale Algernonowi to nie przeszkadzało. Bawił się cudownie i ten romantyczny nastrój miał nadzieję przeciągnąć również po powrocie do przyczepy... Niestety pierwszą rzeczą, po jaką Coco sięgnęła w domu był służbowy laptop, a nie guziki jego koszuli.
Chyba powinienem być zazdrosny — zarzucił trochę przekornie, zachodząc ją od tyłu. Siedziała na jednym z ogrodowych foteli rozłożonych na ich prowizorycznym tarasie. Zasłony i wyłączone lampki dawały im w tej chwili nieco prywatności, jedynym źródłem światła był przenośny komputer rozłożony tuż przed nią. Algie nie chcąc naruszać poufności jej pracy nawet nie spojrzał na ekran. Coco zwykle, jeśli już mogła i chciała, sama dzieliła się z nim swoimi projektami. Nie chciał tego zaburzać. Zresztą w tej chwili interesowało go coś całkiem innego. Zwykle nie przeszkadzał jej w pracy, ale dziś b a r d z o mocno nie chciał, by ten wieczór zakończył się w taki sposób. Wciąż stojąc za Colette, nachylił się więc nad nią i delikatnie odsunął jej bujne włosy na bok, odsłaniając jej prawe ramię, szyję i ucho, by właśnie w tej kolejności zacząć składać na nich pocałunki. Mimowolne drżenie jej ciała zatrzymało go przy tej ostatniej wspomnianej jego części. Uszy były szczególnie wrażliwe. — Albo znaleźć tego, kto ci tego laptopa tu przywiózł i... bardzo... grzecznie... mu go... oddać — zaczął szeptać jej do ucha, pod koniec przerywając raz za razem wypowiedź, by koniuszkiem języka drażnić jego płatek.
W jego głosie nie było krztyny wyrzutu. Podczas kolacji zauważył, że dostała jakąś wiadomość czy powiadomienie na telefonie, ale odłożyła go na bok i nie dała Faulknerowi odczuć, by przez resztę wieczoru myślała tylko o aktualnym projekcie. Teraz być może powinien odpuścić, dać jej przestrzeń na wykonanie czy poprawienie tego, co było tak pilne, że wymagało pracy po godzinach, ale bardzo, b a r d z o nie chciał, by Coco utknęła przed monitorem przez resztę wieczoru. Jutro też był dzień. Oczywiście był gotowy w każdej chwili się wycofać, gdyby mu to zakomunikowała, ale teraz oddał się dalszej części tej drobnej, fizycznej manipulacji, by jednak na dalszy wieczór również wybrała jego, nie pracę.
Przeciągnął powoli językiem wzdłuż krawędzi całej małżowiny jej ucha, od płatka po sam czubek i z powrotem, by w końcu zakończyć drażnienie się z nią pocałunkami poprowadzonymi wzdłuż jej szyi do odsłoniętego ramienia. Teraz ruch należał do niej.
purranormal cativity
ejmi
brak multikont