about me
Skorumpowany nadinspektor policji, który jest mężem Cameron, ma romans z Carmen i niebawem dopadnie go karma

012.
Kalle & Carmen
Sometimes bad things take the place where good things go
{outfit}
Sometimes bad things take the place where good things go
{outfit}
Inna sprawa, że wyjazd z Carmen mógł też przyczynić się do rozwoju ich znajomości w zupełnie innym kierunku i niestety amoralność Regalado śmiało mu to podpowiadała.
— Poprosiłaś o dwie karty do pokoju, czy będę musiał pukać? — Zapytał bezczelnie, gdy już zabookowali się w hotelu i odebrali klucze do swoich pokoi. Naturalnie dwóch osobnych, bo przecież Regalado był w pracy, a pozory wciąż musiały być zachowane. Nie zmieniało to jednak tego, że odkąd on i Carmen spotkali się na lotnisku w Carins, dwuznaczności nieustannie wplątywały się w ich rozmowę. — Swoją drogą, będę musiał dziś wieczorem udać się na tutajszą komendę i w tym czasie chciałbym, abyś nigdzie sama nie wychodziła, a czekała grzecznie w hotelu, aż wrócę, dobrze? — Zagadnął z nadzieją, że mimo tego niepoprawnego planu, jaki posiadali to jednak pewna — a może wręcz znacząca — część ich świadomości zdawała sobie sprawę o niebezpieczeństwie, które bezczelnie dawało o sobie znać.
Carmen W. Alderson
terapeutka i seksuolożka w szpitalu
podcasterka i influencerka po godzinach
165 cm
24 yo
about me
i be in the back, levitatin', doin' meditation, leave me, girl, get up
009.
Nie spodziewała się, że wyjazd spędzi w towarzystwie Regalado. Nie było to jednak coś, co jej przeszkadzało. Właściwie wręcz przeciwnie, widziała w tym sporo plusów. Po pierwsze dlatego, że nie był jakimś przypadkowym gościem, z którym w życiu nie zamieniła słowa. Po drugie dlatego, że darzyła go pewną dozą sympatii i czuła się przy nim bardzo — być może nawet za bardzo — swobodnie i komfortowo. Po trzecie sprawiał też, że czuła się całkiem bezpiecznie. A po czwarte… No cóż, po czwarte nie wykluczała, że ten wyjazd będzie nieprofesjonalny również pod kątem zdarzeń bardziej między nimi. I najwyraźniej nie była luźna myśl tylko w jej głowie, biorąc pod uwagę, że nie brakowało między nimi chemii i Kalle wcale nie starał się jej dystansować.
— Tak, czy inaczej powinieneś pukać — stwierdziła, unosząc lekko brwi, niby w wyrazie oburzenia jego bezczelnością, ale w tym samym czasie po jej ustach błądził uśmiech rozbawienia. — Lubię chodzić nago, gdy jestem u siebie, pokoje hotelowe nie stanowią wyjątku — wyjaśniła, wymijając go lekko, aby wcisnąć guzik od windy i rzucić mu przez ramię uśmiech, który teraz był zdecydowanie bardziej bezczelny i zaczepny niż jeszcze chwilę temu.
— Taaak, i tak mam wywiad. Potem pewnie pójdziemy na drinka, ale równie dobrze może być on w hotelowym barze — westchnęła lekko, opierając się plecami o ścianę windy, gdy do niej weszli. — Bo mam nadzieję, że mówiąc w hotelu nie masz na myśli ograniczenia się do pokoju — dodała. Nie była tu mimo wszystko na wycieczce prywatnej. I chociaż zaplanowała na nią absolutne minimum, bo poza wywiadem miała pojawić się tylko na imprezie rozdania nagród, która była głównym powodem, to jednak nadal coś zrobić musiała.
Kallevi Regalado
about me
Skorumpowany nadinspektor policji, który jest mężem Cameron, ma romans z Carmen i niebawem dopadnie go karma

Wszystko to, co się działo było wybitnie niemoralne i Kallevi doskonale zdawał sobie z tego sprawę. Niemniej jednak nie zamierzał nagle stawiać sobie jakichś granic. Miał na sumieniu tak wiele, że nawet nie robiło na nim wrażenia dorzucenie do tej listy kilku następnych grzechów. Tym bardziej że wydawały się być one niesamowicie kuszące i sensualne. W relacji z Carmen było coś, co niesamowicie go fascynowało. Bardzo możliwe, że była to sama postać młodej — nawet za młodej — influencerki, która zajmowała się wybitnie niepoprawną tematyką. Możliwe też, że chodziło o łączące ich koneksje, które przez splot wydarzeń ostatecznie sprawiły, że wylądowali w łóżku.
— Zapoluję więc na moment, gdy poczujesz się swobodnie — odpowiedział, a na jego twarzy błądził pełen satysfakcji uśmiech. Oczami wyobraźni widział już naglą Carmen przemierzającą swój hotelowy pokój. — I naturalnie nie będę pukał — dokończył, bo przecież oczywistością było, że cały ten wyjazd był moralnie wątpliwy. Oni doskonale to wiedzieli od chwili, w której Regalado zdecydował się na wyjazd. Jego służbowy charakter w tym wszystkim był tylko dodatkiem.
— Jaki wywiad? — Zapytał, marszcząc brwi. — Nie miałaś mieć tego dopiero jutro? Czemu mi nie powiedziałaś? — Rzucił, bo owszem, mieli się zabawić, ale jednak jej bezpieczeństwo też leżało mu na sumieniu. — Carmen, nie wiem, czy to jest dobry pomysł, ale z drugiej strony mam nadzieję, że nigdzie nie postowałaś, w jakim hotelu się zatrzymasz? — Musiał to ustalić, bo w przeciwnym wypadku mogli już być obserwowani i jeśli Carmen zostanie sama to na bank taki moment nie umknie jej prześladowcy. — W sumie bezpieczniej byłoby jakbyś nigdzie się beze mnie nie ruszała, ale nie będę kazał ci wpadać w paranoje — mruknął, ale ze słabym przekonaniem i raczej markotnością brzmiącą wyraźnie w każdej wypowiadanej sylabie. — I z kim ten wywiad? — Dopytał, bo ten drink nieco go zaintrygował. Poza tym planował dość szybko się uwinąć i wrócić, ale nie miał pojecia, czy może nie będzie lepiej jak pozostanie gdzieś w pobliżu i nie będzie się ujawniał, jeśli jego postać przeszkadzałaby w planach Alderson. Ostatecznie, był tutaj tylko jej ochroną, a towarzysko wciąż wszystko było rozmytym obrazem, którego nikt nie miał nigdy podziwiać jawnie.
Carmen W. Alderson
— Zapoluję więc na moment, gdy poczujesz się swobodnie — odpowiedział, a na jego twarzy błądził pełen satysfakcji uśmiech. Oczami wyobraźni widział już naglą Carmen przemierzającą swój hotelowy pokój. — I naturalnie nie będę pukał — dokończył, bo przecież oczywistością było, że cały ten wyjazd był moralnie wątpliwy. Oni doskonale to wiedzieli od chwili, w której Regalado zdecydował się na wyjazd. Jego służbowy charakter w tym wszystkim był tylko dodatkiem.
— Jaki wywiad? — Zapytał, marszcząc brwi. — Nie miałaś mieć tego dopiero jutro? Czemu mi nie powiedziałaś? — Rzucił, bo owszem, mieli się zabawić, ale jednak jej bezpieczeństwo też leżało mu na sumieniu. — Carmen, nie wiem, czy to jest dobry pomysł, ale z drugiej strony mam nadzieję, że nigdzie nie postowałaś, w jakim hotelu się zatrzymasz? — Musiał to ustalić, bo w przeciwnym wypadku mogli już być obserwowani i jeśli Carmen zostanie sama to na bank taki moment nie umknie jej prześladowcy. — W sumie bezpieczniej byłoby jakbyś nigdzie się beze mnie nie ruszała, ale nie będę kazał ci wpadać w paranoje — mruknął, ale ze słabym przekonaniem i raczej markotnością brzmiącą wyraźnie w każdej wypowiadanej sylabie. — I z kim ten wywiad? — Dopytał, bo ten drink nieco go zaintrygował. Poza tym planował dość szybko się uwinąć i wrócić, ale nie miał pojecia, czy może nie będzie lepiej jak pozostanie gdzieś w pobliżu i nie będzie się ujawniał, jeśli jego postać przeszkadzałaby w planach Alderson. Ostatecznie, był tutaj tylko jej ochroną, a towarzysko wciąż wszystko było rozmytym obrazem, którego nikt nie miał nigdy podziwiać jawnie.
Carmen W. Alderson
terapeutka i seksuolożka w szpitalu
podcasterka i influencerka po godzinach
165 cm
24 yo
about me
i be in the back, levitatin', doin' meditation, leave me, girl, get up
Jej podejście do kwestii związanych z seksem i kontaktami intymnymi cechowało się dość dużą elastycznością i nie zawsze (a właściwie rzadko, bo do tej pory nie potra. Tym samym różnorakie normy, zakazy, nakazy czy postrzeganie, czy coś wypada, czy może jednak nie, było u niej bardzo luźne. Podchodziła do tego, że tak długo, jak była obustronna zgoda i wyraźna chęć, to tak naprawdę nie trzeba było się specjalnie ograniczać. Zasady… Jasne, były potrzebne w wielu kwestiach i zdawała sobie sprawę, że sam sposób, w jaki na niego aktualnie patrzyła był przekroczeniem granic w relacji która p o w i n n a ich łączyć, nie mówiąc już o czymś więcej. Ale i tak nie dokładała jakichś wielkich starań, aby się ograniczać.
— Być może byłabym rozczarowana, gdybyś powiedział coś innego — stwierdziła z rozbawieniem, przyglądając mu się spod rzęs, czekając aż dotrą na odpowiednie piętro. Wysiedli z windy i zatrzymała się przed drzwiami do swojego pokoju, wyciągając — a jakżeby inaczej — dwie karty. Skoro miał jej tu pilnować, to jednak rozsądnie, aby ją miał, dlatego jedną z nim mu podała, drugą otworzyła pokój. — Wchodzisz? — zapytała, otwierając drzwi i wpuszczając go do środka. Mieli najwyraźniej kilka spraw do omówienia. Zamknęła więc za nimi drzwi, zanim przeszła do odpowiadania na jego pytania.
— Wywiad będzie bardzo luźny, o tym jaka jestem super fajna i jak miło jest w życiu pozwolić sobie lubić seks — wzruszyła ramionami. Nic wielkiego, żadna poważna prasa i profesjonalne dziennikarstwo. Bardziej niż wywiad pewnie będzie to zwykła, luźna rozmowa, która potem zostanie wrzucona na YT i Spotify, ale to były już kwestie techniczne. — Jutro muszę ubrać się niczym diva na czerwony dywan, pojawić się na gali, odebrać nagrodę, powiedzieć kilka słów, zgarnąć gifty od sponsorów, po drodze może wypić dwa kieliszki szampana i wrócić do hotelu — streściła mu mniej więcej, jak widziała swój plan na jutrzejsze wydarzenie, które było głównym celem tego wyjazdu. Teoretycznie nie miała pewności, że zgranie tę nagrodę, ale w praktyce była o tym dość mocno przekonana, biorąc pod uwagę to, że o jej pracy mówiło się sporo. Nie były to jednak żadne Oscary wśród influencerów, więc nie robiła też z tego wielkiego halo.
— I spokojnie, nic nie publikowałam, nie jestem niepoważna — zapewniła go, odkładając swoje rzeczy. Była nawet lekko obruszona, że w ogóle ją o to pytał. — Nie bawię się w bartery z hotelami, więc nie jest to też wymagane — skrzywiła się lekko. Nienawidziła tego podejścia do influencingu i na razie udawało jej się pozostawać autentyczną w swoich ocenach i osądach, i trzymała się tego, na czym się znała i co rzeczywiście sama testowała. Czyli gadżetach erotycznych.
— Wystarczy mi pokój, hotelowy bar i ewentualnie hotelowa siłownia, nic więcej nie potrzebuję, jeśli uważasz, że to konieczne, ok? — podeszła trochę bliżej do niego, zatrzymując się na przeciwko. Spojrzała na niego pytająco, wydymając jednak przy tym usta w nieco niezadowolonej minie. Wiedziała, że nie robi jej na złość, ale nie było też raczej niczym dziwnym, że ją to trochę wszystko frustrowało i irytowało. Osobiście uważała, że i tak była bardzo dzielna.
— Z taką podcasterką, znamy się, nagrywałam z nią kilka odcinków, jest w porządku. Żadna narwana dziennikarka, poszukująca sensacji, newralgiczne tematy nie będą poruszane — mimo wszystko, głównie mimo tego, że obydwoje dobrze wiedzieli, że ten wyjazd nie był czysto służbowy, Carmen pozostawała całkiem rozsądna w kwestii bezpieczeństwa. Nie sprecyzowała, co kryło się pod określeniem newralgicznych tematów, ale chyba byli świadomi, że nie chodziło tylko o jej problem ze stalkerem, ale też o to, jaka dokładnie była rola Kalleviego w tym wszystkim.
Kallevi Regalado
— Być może byłabym rozczarowana, gdybyś powiedział coś innego — stwierdziła z rozbawieniem, przyglądając mu się spod rzęs, czekając aż dotrą na odpowiednie piętro. Wysiedli z windy i zatrzymała się przed drzwiami do swojego pokoju, wyciągając — a jakżeby inaczej — dwie karty. Skoro miał jej tu pilnować, to jednak rozsądnie, aby ją miał, dlatego jedną z nim mu podała, drugą otworzyła pokój. — Wchodzisz? — zapytała, otwierając drzwi i wpuszczając go do środka. Mieli najwyraźniej kilka spraw do omówienia. Zamknęła więc za nimi drzwi, zanim przeszła do odpowiadania na jego pytania.
— Wywiad będzie bardzo luźny, o tym jaka jestem super fajna i jak miło jest w życiu pozwolić sobie lubić seks — wzruszyła ramionami. Nic wielkiego, żadna poważna prasa i profesjonalne dziennikarstwo. Bardziej niż wywiad pewnie będzie to zwykła, luźna rozmowa, która potem zostanie wrzucona na YT i Spotify, ale to były już kwestie techniczne. — Jutro muszę ubrać się niczym diva na czerwony dywan, pojawić się na gali, odebrać nagrodę, powiedzieć kilka słów, zgarnąć gifty od sponsorów, po drodze może wypić dwa kieliszki szampana i wrócić do hotelu — streściła mu mniej więcej, jak widziała swój plan na jutrzejsze wydarzenie, które było głównym celem tego wyjazdu. Teoretycznie nie miała pewności, że zgranie tę nagrodę, ale w praktyce była o tym dość mocno przekonana, biorąc pod uwagę to, że o jej pracy mówiło się sporo. Nie były to jednak żadne Oscary wśród influencerów, więc nie robiła też z tego wielkiego halo.
— I spokojnie, nic nie publikowałam, nie jestem niepoważna — zapewniła go, odkładając swoje rzeczy. Była nawet lekko obruszona, że w ogóle ją o to pytał. — Nie bawię się w bartery z hotelami, więc nie jest to też wymagane — skrzywiła się lekko. Nienawidziła tego podejścia do influencingu i na razie udawało jej się pozostawać autentyczną w swoich ocenach i osądach, i trzymała się tego, na czym się znała i co rzeczywiście sama testowała. Czyli gadżetach erotycznych.
— Wystarczy mi pokój, hotelowy bar i ewentualnie hotelowa siłownia, nic więcej nie potrzebuję, jeśli uważasz, że to konieczne, ok? — podeszła trochę bliżej do niego, zatrzymując się na przeciwko. Spojrzała na niego pytająco, wydymając jednak przy tym usta w nieco niezadowolonej minie. Wiedziała, że nie robi jej na złość, ale nie było też raczej niczym dziwnym, że ją to trochę wszystko frustrowało i irytowało. Osobiście uważała, że i tak była bardzo dzielna.
— Z taką podcasterką, znamy się, nagrywałam z nią kilka odcinków, jest w porządku. Żadna narwana dziennikarka, poszukująca sensacji, newralgiczne tematy nie będą poruszane — mimo wszystko, głównie mimo tego, że obydwoje dobrze wiedzieli, że ten wyjazd nie był czysto służbowy, Carmen pozostawała całkiem rozsądna w kwestii bezpieczeństwa. Nie sprecyzowała, co kryło się pod określeniem newralgicznych tematów, ale chyba byli świadomi, że nie chodziło tylko o jej problem ze stalkerem, ale też o to, jaka dokładnie była rola Kalleviego w tym wszystkim.
Kallevi Regalado
about me
Skorumpowany nadinspektor policji, który jest mężem Cameron, ma romans z Carmen i niebawem dopadnie go karma

Regalado także pozostawał bardzo elastyczny i otwarty jeśli chodziło o kwestie związane z seksem. I chociaż jeszcze kilka miesięcy temu jego sumienie krzyczało ze wstydu, gdy po raz kolejny plugawił swoimi czynami małżeńską przysięgę, to obecnie patrzył na to z innej perspektywy. Chyba wewnętrznie pogodził się już z tym, że jego miłość do Cameron umarła dawno temu i to, co wciąż łączyło go z żoną, było ułudą. Okłamywali się wzajemnie i zamykali w więzieniu, z którego każde z nich chciało uciec. Należało w końcu obalić te mury i wyjść. Z tym był pogodzony, ale z tym jak cholernie zboczył z pozostałych ścieżek już niekoniecznie. Przepełniał go stres i niepokój, a interesy, w jakie się wmanewrował zdecydowanie go przerastały. Możliwe, że gdyby nie dostarczał sobie adrenaliny i emocji w postaci przelotnych romansów, zatraciłby się w alkoholu i używkach, co na pewno jeszcze bardziej pogorszyłoby sytuację. Tak przynajmniej jako tako panował nad tym co robił zawodowo i chociaż odznakę potraktował równie podle jak swoją małżeńską obrączkę, to jej nie zamierzał się pozbywać.
Zerkając na trzymane przez Carmen karty do pokoju, Kallevi uśmiechnął się w sposób jasno zdradzający jego nieczyste i jednocześnie pełne zadowolenia myśli.
— Może mam iść tam z tobą i dodać kilka słów od siebie, bo totalnie odnajduję się w tym temacie — odparł, snując się jednocześnie po pomieszczeniu i analizując dokładnie jego układ. — Właśnie o tym co będzie "jutro" muszę pozmawiać z tutejszą policją — oznajmił, a po tym jak zerknął przez okno, powrócił spojrzeniem do Alderson. Faktycznie mieli kilka spraw do omówienia, bo chociaż ten ich wspólny w y j a z d był podszyty bezwstydną niepoprawnością, to jednak mieli także obowiązki do spełnienia. — Twoja sprawa nie jest niczym w i e l k i m w ich oczach, ale powinni wiedzieć, że ktoś podejrzany może znajdować się w okolicy. Organizatorzy także, ale ich poinformowaliśmy już wcześniej, więc ochrona będzie wyczulona — wyjaśnił, a może raczej wyłożył Carmen te suche fakty. — Ja zaś będę grał twojego prywatnego ochroniarza, nawet nie wiesz jaki zaszczyt ciebie w tym momencie dosięgnął — dodał, prychając przy tym z lekkim zadęciem, bo faktycznie gdyby on s a m nie wyraził zainteresowanie i zaangażowania w tę sprawę to nigdy nie znalazłby się z Carmen w takich okolicznościach.
Chciał jednak tu być. Chciał być tu z nią z wielu powodów i seks nie był tym najistotniejszym, o dziwo. Potrzebował odskoczni, odpoczynku, czegoś nowego i chyba też zwyczajnie lubił tę nietuzinkową kobietę. Fascynowała go swoim podejściem do życia. Z jednej strony niesamowicie frywolnym, a z drugim nadwyraz przemyślanym.
Gdy przyznała, że nigdy nic nie publikowała odnośnie swojej lokalizacji, przytaknął jej skinieniem. Miała głowę na karku, chociaż to, w jakim miejscu nadal mieszkała Kalle wciąż poddawał w szczerą wątpliwość.
— Uważam, że to rozsądne, abyś nie ruszała się sama poza obręb hotelu — podzielił się swoją opinią i to w sposób dość mocno wskazujący na to, że nie byłby zadowolony, gdyby Carmen nie zamierzała się z nim zgodzić. Uniósł także lekko brew, gdy Alderson podeszła do niego z tym nieprzeniknionym wyrazem twarzy. — Nie patrz tak na mnie. Przyjechałem dla ciebie aż tutaj i chciałbym też z tobą wrócić, więc bądź grzeczna poza tym pokojem, tak? — Postanowił obrać inną taktykę, a jednocześnie przypomnieć im, że w tych czterech ścianach mogą także zając się i n n y m i sprawami. — Masz na myśli, że nie zamierzasz jej się przyznać do romansu z policjantem prowadzącym śledztwo w sprawie twojego prześladowcy? Rozsądnie — przytaknął. — I wiesz... Może akurat ten temat powinnaś pominąć, ale inne, które z nią poruszysz podejrzewam, że są także dość newralgiczne — kontynuował, gdy dwoma palcami lekko zadarł brodę Carmen w górę, ku sobie. — Słuchałem ostatnio kilku twoich podkastów i mocno działają na wyobraźnię, w szczególności jak zna się ciebie dość b l i s k o — dodał, bezczelnie lustrując wzrokiem twarz Alderson i czekając na jej reakcję.
Carmen W. Alderson
Zerkając na trzymane przez Carmen karty do pokoju, Kallevi uśmiechnął się w sposób jasno zdradzający jego nieczyste i jednocześnie pełne zadowolenia myśli.
— Może mam iść tam z tobą i dodać kilka słów od siebie, bo totalnie odnajduję się w tym temacie — odparł, snując się jednocześnie po pomieszczeniu i analizując dokładnie jego układ. — Właśnie o tym co będzie "jutro" muszę pozmawiać z tutejszą policją — oznajmił, a po tym jak zerknął przez okno, powrócił spojrzeniem do Alderson. Faktycznie mieli kilka spraw do omówienia, bo chociaż ten ich wspólny w y j a z d był podszyty bezwstydną niepoprawnością, to jednak mieli także obowiązki do spełnienia. — Twoja sprawa nie jest niczym w i e l k i m w ich oczach, ale powinni wiedzieć, że ktoś podejrzany może znajdować się w okolicy. Organizatorzy także, ale ich poinformowaliśmy już wcześniej, więc ochrona będzie wyczulona — wyjaśnił, a może raczej wyłożył Carmen te suche fakty. — Ja zaś będę grał twojego prywatnego ochroniarza, nawet nie wiesz jaki zaszczyt ciebie w tym momencie dosięgnął — dodał, prychając przy tym z lekkim zadęciem, bo faktycznie gdyby on s a m nie wyraził zainteresowanie i zaangażowania w tę sprawę to nigdy nie znalazłby się z Carmen w takich okolicznościach.
Chciał jednak tu być. Chciał być tu z nią z wielu powodów i seks nie był tym najistotniejszym, o dziwo. Potrzebował odskoczni, odpoczynku, czegoś nowego i chyba też zwyczajnie lubił tę nietuzinkową kobietę. Fascynowała go swoim podejściem do życia. Z jednej strony niesamowicie frywolnym, a z drugim nadwyraz przemyślanym.
Gdy przyznała, że nigdy nic nie publikowała odnośnie swojej lokalizacji, przytaknął jej skinieniem. Miała głowę na karku, chociaż to, w jakim miejscu nadal mieszkała Kalle wciąż poddawał w szczerą wątpliwość.
— Uważam, że to rozsądne, abyś nie ruszała się sama poza obręb hotelu — podzielił się swoją opinią i to w sposób dość mocno wskazujący na to, że nie byłby zadowolony, gdyby Carmen nie zamierzała się z nim zgodzić. Uniósł także lekko brew, gdy Alderson podeszła do niego z tym nieprzeniknionym wyrazem twarzy. — Nie patrz tak na mnie. Przyjechałem dla ciebie aż tutaj i chciałbym też z tobą wrócić, więc bądź grzeczna poza tym pokojem, tak? — Postanowił obrać inną taktykę, a jednocześnie przypomnieć im, że w tych czterech ścianach mogą także zając się i n n y m i sprawami. — Masz na myśli, że nie zamierzasz jej się przyznać do romansu z policjantem prowadzącym śledztwo w sprawie twojego prześladowcy? Rozsądnie — przytaknął. — I wiesz... Może akurat ten temat powinnaś pominąć, ale inne, które z nią poruszysz podejrzewam, że są także dość newralgiczne — kontynuował, gdy dwoma palcami lekko zadarł brodę Carmen w górę, ku sobie. — Słuchałem ostatnio kilku twoich podkastów i mocno działają na wyobraźnię, w szczególności jak zna się ciebie dość b l i s k o — dodał, bezczelnie lustrując wzrokiem twarz Alderson i czekając na jej reakcję.
Carmen W. Alderson
terapeutka i seksuolożka w szpitalu
podcasterka i influencerka po godzinach
165 cm
24 yo
about me
i be in the back, levitatin', doin' meditation, leave me, girl, get up
Nie da się ukryć, że brzmiało to wszystko dość przytłaczająco i ciężko. Można byłoby uznać, że sam sobie na to zapracował, wytrwale popełniając kolejne błędy i krocząc ścieżką, z której powinien zejść już dawno. To była jednak tylko teoria, bo w praktyce nie wyglądało to wcale tak prosto. Łatwo było przegapić ten moment, w którym człowiek zagłębiał się w bagno na tyle głęboko, że nie bardzo wiedział już, jak z niego wyjść. A gdy udawało mu się dostrzec rozwiązanie, musiał pogodzić się najpierw z tym, że gdy już to zrobi, to ubłocone będzie miał nie tylko buty, więc trudno będzie to ukryć przed kimkolwiek i wszystko się wyda. I nagle tkwienie w tym, bez możliwości wykonania żadnego bezpiecznego ruchu, okazywało się w jakiś sposób prostsze. Niestety, raczej takie rozwiązania były tylko sposobem na przeczekanie, a nie czymś, co mogło trwać wiecznie.
— No nie wiem, najpierw musisz mi chyba zaprezentować, jak bardzo odnajdujesz się w temacie, żebym mogła zdecydować, czy Cię zaprosić do rozmowy — jej usta drgnęły w lekkim uśmiechu, w którym próżno było szukać jakiegoś zawstydzenia. Przekrzywiła lekko głowę, przyglądając się, jak krąży po pokoju.
— Domyślam się, że to dla nich nic wielkiego, nawet im się nie dziwię — przyznała spokojnie, zgodnie z prawdą, chociaż jakaś cierpka nuta pojawiła się w jej głosie. Nie wynikała ona z rozżalenia, że cały świat nie przejmuje się wiece jej sprawą, biegając dookoła niej, ale raczej z tego, że ona sama do końca nie potrafiła odsunąć tego z swojej głowy. Nie tylko więc się im nie dziwiła, ale też trochę zazdrościła. Wiedziała jednak, że nie tylko nie było możliwe, aby dla niej stało się to mniej istotne, ale też nie powinno takie być, skoro ogromna część dbania o jej bezpieczeństwo była zależna tylko i wyłącznie od niej samej. Nawet jeśli więc było to frustrujące i męczące, szczególnie że poczynienie jakichś znaczących postępów było cholernie trudne, to jednak niestety, olewanie tego nie wchodziło w grę. Z tego powodu Carmen nawet ostatnio mieszkała u Alory w Opal, pod numerem 30c. O czym Kalle pewnie wiedział, ale autorka tego posta ma sklerozę i zapomniała o tym wspomnieć. Buziaczki.
— Domyślam się, że niesamowicie duży — przekrzywiła lekko głowę. — Chyba powinnam przemyśleć, jak Ci za to niesamowite zaangażowanie podziękować, hm? — jej mina niestety nie wskazywała na to, że jakoś głęboko się nad tym zastanawiała. Za to błysk w spojrzeniu, który się pojawił, mógł już zdradzać, że i tak miała pewien pomysł, jak mogłaby zadbać o to, aby Kallevi poczuł się doceniony. Nie były to zdecydowanie n i e w i n n e pomysły. Ani tym bardziej stosowne czy dopasowane do tego, jaka relacja powinna ich łączyć. Ale aktualnie jednak nie musieli się tym przejmować ani trochę, skoro znajdowali się tak daleko od Lorne Bay i od wszystkich osób osób, które mogłyby jakkolwiek się zainteresować potencjalnie tym, co się między nimi działo.
— Okej — przyjęła do wiadomości jego opinię i tym samym ją zaakceptowała. Nawet jeśli nie było to dla niej wszystko najbardziej naturalne, bo jak zdążył zauważyć, Carmen lubiła czuć się wolna i niezależna w różnych aspektach życia, to miało to sens. — Całe szczęście, że w tym pokoju nie muszę — trudno stwierdzić, które z nich byłoby tym bardziej niepocieszone. Nie zamierzała jednak wnikać.
— Dokładnie to mam na myśli — zaśmiała się lekko, przyglądając mu z rozbawieniem. — Wiele zależy od punktu widzenia — jej brew powędrowała nieznacznie ku górze, gdy poczuła jego palce na swojej skórze. — Och, doprawdy? — mruknęła, mimowolnie wyginając usta w nieco zaczepnym uśmiechu. — Na szczęście nie musisz ograniczać się do zachowywania tego w swojej wyobraźni — stwierdziła miekkim, bardzo ponętnym tonem głosu. Przesunęła w tym samym czasie dłońmi od jego przedramion w górę, aby zatrzymać dłonie na jego barkach, robiąc jeszcze co najmniej pół kroku w jego stronę, zmniejszając między nimi odległość jeszcze bardziej.
Kallevi Regalado
— No nie wiem, najpierw musisz mi chyba zaprezentować, jak bardzo odnajdujesz się w temacie, żebym mogła zdecydować, czy Cię zaprosić do rozmowy — jej usta drgnęły w lekkim uśmiechu, w którym próżno było szukać jakiegoś zawstydzenia. Przekrzywiła lekko głowę, przyglądając się, jak krąży po pokoju.
— Domyślam się, że to dla nich nic wielkiego, nawet im się nie dziwię — przyznała spokojnie, zgodnie z prawdą, chociaż jakaś cierpka nuta pojawiła się w jej głosie. Nie wynikała ona z rozżalenia, że cały świat nie przejmuje się wiece jej sprawą, biegając dookoła niej, ale raczej z tego, że ona sama do końca nie potrafiła odsunąć tego z swojej głowy. Nie tylko więc się im nie dziwiła, ale też trochę zazdrościła. Wiedziała jednak, że nie tylko nie było możliwe, aby dla niej stało się to mniej istotne, ale też nie powinno takie być, skoro ogromna część dbania o jej bezpieczeństwo była zależna tylko i wyłącznie od niej samej. Nawet jeśli więc było to frustrujące i męczące, szczególnie że poczynienie jakichś znaczących postępów było cholernie trudne, to jednak niestety, olewanie tego nie wchodziło w grę. Z tego powodu Carmen nawet ostatnio mieszkała u Alory w Opal, pod numerem 30c. O czym Kalle pewnie wiedział, ale autorka tego posta ma sklerozę i zapomniała o tym wspomnieć. Buziaczki.
— Domyślam się, że niesamowicie duży — przekrzywiła lekko głowę. — Chyba powinnam przemyśleć, jak Ci za to niesamowite zaangażowanie podziękować, hm? — jej mina niestety nie wskazywała na to, że jakoś głęboko się nad tym zastanawiała. Za to błysk w spojrzeniu, który się pojawił, mógł już zdradzać, że i tak miała pewien pomysł, jak mogłaby zadbać o to, aby Kallevi poczuł się doceniony. Nie były to zdecydowanie n i e w i n n e pomysły. Ani tym bardziej stosowne czy dopasowane do tego, jaka relacja powinna ich łączyć. Ale aktualnie jednak nie musieli się tym przejmować ani trochę, skoro znajdowali się tak daleko od Lorne Bay i od wszystkich osób osób, które mogłyby jakkolwiek się zainteresować potencjalnie tym, co się między nimi działo.
— Okej — przyjęła do wiadomości jego opinię i tym samym ją zaakceptowała. Nawet jeśli nie było to dla niej wszystko najbardziej naturalne, bo jak zdążył zauważyć, Carmen lubiła czuć się wolna i niezależna w różnych aspektach życia, to miało to sens. — Całe szczęście, że w tym pokoju nie muszę — trudno stwierdzić, które z nich byłoby tym bardziej niepocieszone. Nie zamierzała jednak wnikać.
— Dokładnie to mam na myśli — zaśmiała się lekko, przyglądając mu z rozbawieniem. — Wiele zależy od punktu widzenia — jej brew powędrowała nieznacznie ku górze, gdy poczuła jego palce na swojej skórze. — Och, doprawdy? — mruknęła, mimowolnie wyginając usta w nieco zaczepnym uśmiechu. — Na szczęście nie musisz ograniczać się do zachowywania tego w swojej wyobraźni — stwierdziła miekkim, bardzo ponętnym tonem głosu. Przesunęła w tym samym czasie dłońmi od jego przedramion w górę, aby zatrzymać dłonie na jego barkach, robiąc jeszcze co najmniej pół kroku w jego stronę, zmniejszając między nimi odległość jeszcze bardziej.
Kallevi Regalado
about me
Skorumpowany nadinspektor policji, który jest mężem Cameron, ma romans z Carmen i niebawem dopadnie go karma

Doprawdy, gdyby Kallevi mógł poznać hipotetyczne — przecież Carmen nie znała jego sytuacji — przemyślenia Alderson, zapewne byłby pod ich olbrzymim wrażeniem. Bardzo zgrabnie ujęła to, co on obecnie nazywał bagnem w jakim utknął i chociaż pragnąłby się z niego wydostać to zdecydowanie bezpieczniej czuł się będąc bródnym w otoczeniu, gdzie wszystko było równie nieczyste.
Tak jak obecnie jego myśli, gdy Carmen pozwalała sobie na bardzo sugestywne komentarze. Dokładnie takie, dla których Kalle był gotów przemierzyć kilkaset kilometrów u jej boku. Z drugiej strony nie tylko ta seksualna relacja ich łączyła, bo jednak na takowych brak Regalado nie narzekał — biedna Cameron. Łaczyło ikch coś jeszcze, a może zaczynało dopiero zawiązywać się między nimi, ale coraz solidniej było dostrzegane to nieme porozumienie. Nie dało się też ukryć tego, że Kallevi był szczerze zaabsorbowany tym, co reprezentowała sobą Carmen na każdej płaszczyźnie. Chciał ją poznać lepiej, bliżej i bardziej, a ten wspólny wyjazd — na neutralnym gruncie — idealnie się do tego nadawał.
— Coś mi mówi, że twój sposób okazywania wdzięczności zdecydowanie odbiega od oficjalnego protokołu policyjnego — odpowiedział, zatapiając się w tę ich dyskusję, która nieustannie przeplatana była dwuznacznościami. Odpuścił też sobie dalszą inspekcję otoczenia i skupił się w pełni na Carmen, przy okazji niwelując dzielący ich dystans. — Ale nie ukrywam, że jestem gotów przymknąć na to oko — szepnął drapieżnie, gdy już stanął tuż przed nią.
Miło byłoby ten wyjazd traktować tylko jako urlop i skupiać się wyłącznie na tych wyuzdanych przyjemnościach, które nieustannie krążyły w myślach Regalado. Jednak mimo swojej wysokiej tolerancji na nieregulaminowe zachowania, musiał także skupić się na tym, aby zapewnić pannie Alderson bezpieczeństwo.
— Tak tutaj nie musisz... I wiesz co? Paradoksalnie to właśnie twoja niezależność sprawia, że cholernie chcę cię pilnować — odparł cicho, tonem z lekka ochrypłym, a na jego twarzy pojawił się bezczelny uśmiech. Z drugiej strony po raz pierwszy powiedział wobec Camren coś, co nie było podszyte tanim podrywem, ani bezpośrednio związane tylko ze sprawą jej stalkera. — Tylko nie przeginaj, okej? To, że lubię twoją pewność siebie i pyskowanie, nie oznacza, że teraz możesz robić głupoty, by mnie pociągać jeszczse bardziej — zaznaczył nagle i chyba też przy okazji chciał zatrzeć ten ukryty sens, który zawarł w swoich poprzednich słowach.
Odetchnął głębiej, gdy Carmen zaczęła sunąć dłońmi po jego ciele. Sam pozwolił sobie obdarować ją przeciągłym i pełnym tęsknoty spojrzeniem. Nie spieszył się z nim — zupełnie jakby chciał, aby czuła jak jego wzrok delektuje się każdym detalem jej piękna.
— I jeszcze jedno — mruknął, samemu także błądząc wciąż palcami po jej twarzy i ramionach. —Jeśli naprawdę mam cię chronić, muszę znać twoje słabości. Wszystkie, więc jeśli na tej gali będzie ktoś, albo coś co mogłoby ciebie rozproszyć, albo przyciągnąć, chcę o tym wiedzieć. O wszystkim co w tym miejscu może pokusić ciebie o bycie niegrzeczną poza ścianami tego pokoju — dodał na koniec z niepokojącym błyskiem w oku, wyciągając dłoń, by opuszkiem palca lekko przesunąć po jej linii żuchwy, jakby badał teren, który i tak znał już z zamkniętymi oczami.
Carmen W. Alderson
Tak jak obecnie jego myśli, gdy Carmen pozwalała sobie na bardzo sugestywne komentarze. Dokładnie takie, dla których Kalle był gotów przemierzyć kilkaset kilometrów u jej boku. Z drugiej strony nie tylko ta seksualna relacja ich łączyła, bo jednak na takowych brak Regalado nie narzekał — biedna Cameron. Łaczyło ikch coś jeszcze, a może zaczynało dopiero zawiązywać się między nimi, ale coraz solidniej było dostrzegane to nieme porozumienie. Nie dało się też ukryć tego, że Kallevi był szczerze zaabsorbowany tym, co reprezentowała sobą Carmen na każdej płaszczyźnie. Chciał ją poznać lepiej, bliżej i bardziej, a ten wspólny wyjazd — na neutralnym gruncie — idealnie się do tego nadawał.
— Coś mi mówi, że twój sposób okazywania wdzięczności zdecydowanie odbiega od oficjalnego protokołu policyjnego — odpowiedział, zatapiając się w tę ich dyskusję, która nieustannie przeplatana była dwuznacznościami. Odpuścił też sobie dalszą inspekcję otoczenia i skupił się w pełni na Carmen, przy okazji niwelując dzielący ich dystans. — Ale nie ukrywam, że jestem gotów przymknąć na to oko — szepnął drapieżnie, gdy już stanął tuż przed nią.
Miło byłoby ten wyjazd traktować tylko jako urlop i skupiać się wyłącznie na tych wyuzdanych przyjemnościach, które nieustannie krążyły w myślach Regalado. Jednak mimo swojej wysokiej tolerancji na nieregulaminowe zachowania, musiał także skupić się na tym, aby zapewnić pannie Alderson bezpieczeństwo.
— Tak tutaj nie musisz... I wiesz co? Paradoksalnie to właśnie twoja niezależność sprawia, że cholernie chcę cię pilnować — odparł cicho, tonem z lekka ochrypłym, a na jego twarzy pojawił się bezczelny uśmiech. Z drugiej strony po raz pierwszy powiedział wobec Camren coś, co nie było podszyte tanim podrywem, ani bezpośrednio związane tylko ze sprawą jej stalkera. — Tylko nie przeginaj, okej? To, że lubię twoją pewność siebie i pyskowanie, nie oznacza, że teraz możesz robić głupoty, by mnie pociągać jeszczse bardziej — zaznaczył nagle i chyba też przy okazji chciał zatrzeć ten ukryty sens, który zawarł w swoich poprzednich słowach.
Odetchnął głębiej, gdy Carmen zaczęła sunąć dłońmi po jego ciele. Sam pozwolił sobie obdarować ją przeciągłym i pełnym tęsknoty spojrzeniem. Nie spieszył się z nim — zupełnie jakby chciał, aby czuła jak jego wzrok delektuje się każdym detalem jej piękna.
— I jeszcze jedno — mruknął, samemu także błądząc wciąż palcami po jej twarzy i ramionach. —Jeśli naprawdę mam cię chronić, muszę znać twoje słabości. Wszystkie, więc jeśli na tej gali będzie ktoś, albo coś co mogłoby ciebie rozproszyć, albo przyciągnąć, chcę o tym wiedzieć. O wszystkim co w tym miejscu może pokusić ciebie o bycie niegrzeczną poza ścianami tego pokoju — dodał na koniec z niepokojącym błyskiem w oku, wyciągając dłoń, by opuszkiem palca lekko przesunąć po jej linii żuchwy, jakby badał teren, który i tak znał już z zamkniętymi oczami.
Carmen W. Alderson
terapeutka i seksuolożka w szpitalu
podcasterka i influencerka po godzinach
165 cm
24 yo
about me
i be in the back, levitatin', doin' meditation, leave me, girl, get up
Niewiele rzeczy w życiu było czarno-białych i doskonale o tym wiedziała. Musiałaby pogodzić się z porażką i wrócić na studia, gdyby jej podejście do błędów ludzi było na zasadzie zero-jedynkowej. Ludzie rzadko kiedy byli albo do szpiku źli i zepsuci, albo tak zupełnie dobrzy i altruistyczni. Ona też nie należała do żadnych z tych kategorii i chociaż trudno mówić w jej przypadku o tak daleko idących konsekwencjach jej decyzji, jak miało to miejsce w przypadku Kallego, to też się potykała. Też nie zawsze potrafiła być obiektywna, wykazać się odpowiednią empatią, podejmowała decyzje, które raniły innych i takie, które były podyktowane czysto egoistycznymi pobudkami. I chociaż lubiła uważać samą siebie za osobę stosunkowo rozsądną, szczególnie jak na swój młody wiek, to nie zawsze udawało jej się ten rozsądek postawić na pierwszym miejscu. To, jak kształtowała się jej relacja z Regalado było doskonałym tego przykładem. Wiedziała przecież doskonale, kiedy niebezpiecznie zbliżyła się do granicy, której nie powinna przekraczać z wielu różnych powodów, a nawet nie znała ich wszystkich. Lista i bez tego i tak była całkiem długa i zawierała również kwestie tego, że to wszystko mogło negatywnie odbić się na jej sprawie, skoro zaburzało to mocno relacje jej, jako ofiary i niego, jako osoby odpowiedzialnej za prowadzenie tego śledztwa. Była inteligentna kobieta, która wiedziała, że to coś, co raczej nie mogło przejść bez żadnego echa, a mimo to i tak zdecydowała się przekroczyć tę granicę, nie potrafiąc się ani powstrzymać ani określić do końca dlaczego. Nie była w końcu to kwestia tylko tego, że Kallevi był cholernie przystojnym mężczyzną, który pociągał ją fizycznie, chociaż oczywiście i ta kwestia odgrywała tutaj rolę. Prawda była jednak taka, że podobnie jak i on, tak i Carmy nie narzekała na nudę w swoim życiu erotycznym. Obracała się w bardzo luźnym środowisku ludzi otwartych i ciekawych, więc miała na swoim koncie różne relacje, przygody i eksperymenty. I chociaż skupianie się na tym aspekcie ich relacji, i uznawanie tego za po prostu kolejny eksperyment czy zabawę było cholernie wygodne, to gdzieś z tyłu głowy pozostawała świadomość, że nie kryło się za tym tylko to. Chociażby dlatego, że Carmen nie była na tyle głupia, aby ryzykować bez większego powodu bezpieczeństwo swoje i przy okazji być może również swoich bliskich, bo nie mogła mieć żadnej pewności, jak daleko był w stanie posunąć się stalker, który obrał ją sobie za cel.
— Doceniam to ogromne poświęcenie i wyrozumiałość z Twojej strony — uniosła kąciki ust w nieco wręcz kpiącym i jednocześnie dość pewnym siebie uśmiechu, a jej słowa były okraszone sporą dozą ironii. W końcu nie było sekretem, że tylko jej odpowiadały takie metody. Przyjemność z nich płynęła dla jednej i drugiej strony, szczególnie że żadne nie robiło nic, aby jakkolwiek się z tego wycofać czy spróbować utrzymać należny dystans. Wręcz przeciwnie, skoro obydwoje tu byli.
Przyglądała mu się przez moment bardzo uważnie, gdy z jego strony padły kolejne słowa. Może nieco zbyt uważnie i nieco przenikliwie, jakby próbowała odgadnąć przy okazji to, co się kryje pod tym bardzo seksownym i bezczelnym uśmiechem, czując że jest tam zdecydowanie w i ę c e j. A ona bardzo chciała to odkryć. Kawałek po kawałku, dowiadując się więcej. I sama ta myśl sprawiała, że aż przeszedł ją lekki dreszcz ekscytacji. A może to po prostu on i to, jak na nią patrzył.
— No dobrze — wydęła lekko usta w geście niezadowolenia, które jednak do końca nie było prawdziwe. Była dość rozsądną osobą, mimo wszystko, jak doskonale wiedział i nie narażała się celowo w aktualnej sytuacji. Lubiła kusić, to nie ulegało wątpliwości. Lubiła też sobie trochę z nim pogrywać, ale w granicach zdrowego rozsądku. O ile oczywiście przymknąć oko na to, że ta relacja z rozsądkiem nie miała za wiele wspólnego. — I bez tego łatwo stracić dla mnie głowę, nie będę Ci utrudniać dodatkowo życia — dodała nonszalancko, a kąciki ust wykrzywiły się ku górze w uśmiechu dość bezczelnym, który dość dobrze współgrał z wesołymi iskierkami w jej spojrzeniu i dłonią, którą powoli sunęła po jego barku, a potem dalej, muskając opuszkami palców skórę na jego szyi , aby zatrzymać dłoń na jego policzku, czując lekko drapiący zarost.
— Coś lub ktoś, do kogo mam słabość? Poza Tobą? — zapytała zaczepnie, przekrzywiając lekko głowę. Przesunęła powoli kciukiem dłoni, którą nadal miała na jego policzku, po jego ustach. Nie do końca widziała sens w udawaniu aktualnie, że słabości do niego nie miała. — Wątpię. Ale przemyślę to jeszcze, gdy przestaniesz mnie rozpraszać — obiecała, bardzo grzecznie. — Później — dodała, żeby nie miał wątpliwości, że nie miała zamiaru tego robić teraz. Ale chyba nie powinien, skoro zaraz po wypowiedzeniu tych słów go pocałowała, bo ileż można czekać, skoro napięcie między nimi sięgało zenitu.
Kallevi Regalado
— Doceniam to ogromne poświęcenie i wyrozumiałość z Twojej strony — uniosła kąciki ust w nieco wręcz kpiącym i jednocześnie dość pewnym siebie uśmiechu, a jej słowa były okraszone sporą dozą ironii. W końcu nie było sekretem, że tylko jej odpowiadały takie metody. Przyjemność z nich płynęła dla jednej i drugiej strony, szczególnie że żadne nie robiło nic, aby jakkolwiek się z tego wycofać czy spróbować utrzymać należny dystans. Wręcz przeciwnie, skoro obydwoje tu byli.
Przyglądała mu się przez moment bardzo uważnie, gdy z jego strony padły kolejne słowa. Może nieco zbyt uważnie i nieco przenikliwie, jakby próbowała odgadnąć przy okazji to, co się kryje pod tym bardzo seksownym i bezczelnym uśmiechem, czując że jest tam zdecydowanie w i ę c e j. A ona bardzo chciała to odkryć. Kawałek po kawałku, dowiadując się więcej. I sama ta myśl sprawiała, że aż przeszedł ją lekki dreszcz ekscytacji. A może to po prostu on i to, jak na nią patrzył.
— No dobrze — wydęła lekko usta w geście niezadowolenia, które jednak do końca nie było prawdziwe. Była dość rozsądną osobą, mimo wszystko, jak doskonale wiedział i nie narażała się celowo w aktualnej sytuacji. Lubiła kusić, to nie ulegało wątpliwości. Lubiła też sobie trochę z nim pogrywać, ale w granicach zdrowego rozsądku. O ile oczywiście przymknąć oko na to, że ta relacja z rozsądkiem nie miała za wiele wspólnego. — I bez tego łatwo stracić dla mnie głowę, nie będę Ci utrudniać dodatkowo życia — dodała nonszalancko, a kąciki ust wykrzywiły się ku górze w uśmiechu dość bezczelnym, który dość dobrze współgrał z wesołymi iskierkami w jej spojrzeniu i dłonią, którą powoli sunęła po jego barku, a potem dalej, muskając opuszkami palców skórę na jego szyi , aby zatrzymać dłoń na jego policzku, czując lekko drapiący zarost.
— Coś lub ktoś, do kogo mam słabość? Poza Tobą? — zapytała zaczepnie, przekrzywiając lekko głowę. Przesunęła powoli kciukiem dłoni, którą nadal miała na jego policzku, po jego ustach. Nie do końca widziała sens w udawaniu aktualnie, że słabości do niego nie miała. — Wątpię. Ale przemyślę to jeszcze, gdy przestaniesz mnie rozpraszać — obiecała, bardzo grzecznie. — Później — dodała, żeby nie miał wątpliwości, że nie miała zamiaru tego robić teraz. Ale chyba nie powinien, skoro zaraz po wypowiedzeniu tych słów go pocałowała, bo ileż można czekać, skoro napięcie między nimi sięgało zenitu.
Kallevi Regalado
about me
Skorumpowany nadinspektor policji, który jest mężem Cameron, ma romans z Carmen i niebawem dopadnie go karma

Uroda Carmen była niezaprzeczalna i działała na Kalleviego jak magnez, ale zdecydowanie nie tylko sama fizyczność Alderson go przyciągała. Za tą całą powierzchownością okraczoną uwodzeniem i seksem, kryło się coś więcej. Ostatecznie przecież Regalado nie narzekał na brak zainteresowania ze strony kobiet, ale z żadną z kochanek nie zdecydował się rozwinąć relacji bardziej. Nie, żeby obecnie jego stosunki z Carmen były wyjątkowo głębokie (hehe xD nie mogłem się powstrzymać), ale z jakiś powodów zdecydował się przylecieć z nią do Brisbane. Te powody nie były dla Regalado do końca jasne, ale jakby miał przyznać się przed Bogiem — bo przed samym sobą nie potrafił — to wymieniłby tę świeżość i młodość bijącą od Alderson. Jednak nie tę związaną z jej wyglądem i metryką, a spojrzeniem na świat. Nie rozumiał pokolenia, z którego pochodziła, odrobinę był wobec niego uprzedzony, ale jej osoba była wyjątkiem od tej reguły.
Tak jak teraz, gdy on chciał porozmawiać na spokojnie o tym, co jeszcze powinien wiedzieć i skupić się na obowiązkach zanim zajmą się przyjemnościami, tak ona miała zupełnie inne plany. Owszem, dało się wyczuć to jak napięcie z każdą kolejną sekundą, między nimi narasta. Jak delikatne gesty, powoli zaczynają nabierać głębszego znaczenia; jak spojrzenia przestają oddawać sens wypowiedzi, a bezczelnie zdradzają grzeszne myśli. Kalle jednak umiałby jeszcze odrobinę nad tym zapanować, wiedząc przecież, że nagroda za cierpliwość go nie ominie, ale Carmen... Miała ochotę zająć się czymś innym i najwidoczniej nie zamierzała czekać z tym, aby zrealizować swoje plan.
Asertywność Regalado zostawił gdzieś w Lorne Bay, bo gdy tylko poczuł na swoich ustach dotyk dłoni Carmen, jego plany przestały mieć znaczenie. Chciał już tylko więcej i w zasadzie nie długo musiał czekać, aby zasmakować warg Alderson, a potem całej jej.
Hotelowe pokoje były jak afrodyzjak, który tylko potęgował uczucie niezaspokojonej żądzy. Takie przynajmniej odnosił wrażenie Kallevi, gdy kolejne części ich garderoby zaczęły lądować na podłodze. Nie przejmowali się niczym; ani odsłoniętymi oknami, ani niegodziwymi dźwiękami, ani tym, że zza drzwi co jakiś czas dobiegały ich dźwięki rozmów, które prowadzili inni hotelowi goście, przemierzający korytarze. Nic nie miało znaczenia, gdy pochłonięci byli tą perwersyjną potrzebą okazania sobie uwagi.
—Mówiąc o słabości, miałaś na myśli tylko to, Carmen? — zapytał gdy podpierając się na łokciu, powoli sunął opuszkami palców po ciele Alderson. Leżała tuż obok, nagła i niewinna, chociaż jeszcze chwilę wcześniej dopuszczała się czynów godnych demonicznej grzesznicy. — W romansie ze mną podnieca cię to, kim jestem, czy to, co potrafię, bo nie sądzę, aby moja osobowość robiła na tobie zabójcze wrażenie — kontynuował, otwierając się przed nią odrobinę bardziej, chociaż wciąż zachowywał bezpieczny dystans. Jego dłoń przesunęła się z jej tylnej części uda, na pośladek, a teraz powoli sunęła po linii pleców, aż na bark. Śledził uważnie jej tor, ale po tym jak skończył mówić, skupił spojrzenie na twarzy Carmen, ciekaw co odpowie mu na to dość nietypowe, jak na nich, pytania.
Carmen W. Alderson
Tak jak teraz, gdy on chciał porozmawiać na spokojnie o tym, co jeszcze powinien wiedzieć i skupić się na obowiązkach zanim zajmą się przyjemnościami, tak ona miała zupełnie inne plany. Owszem, dało się wyczuć to jak napięcie z każdą kolejną sekundą, między nimi narasta. Jak delikatne gesty, powoli zaczynają nabierać głębszego znaczenia; jak spojrzenia przestają oddawać sens wypowiedzi, a bezczelnie zdradzają grzeszne myśli. Kalle jednak umiałby jeszcze odrobinę nad tym zapanować, wiedząc przecież, że nagroda za cierpliwość go nie ominie, ale Carmen... Miała ochotę zająć się czymś innym i najwidoczniej nie zamierzała czekać z tym, aby zrealizować swoje plan.
Asertywność Regalado zostawił gdzieś w Lorne Bay, bo gdy tylko poczuł na swoich ustach dotyk dłoni Carmen, jego plany przestały mieć znaczenie. Chciał już tylko więcej i w zasadzie nie długo musiał czekać, aby zasmakować warg Alderson, a potem całej jej.
Hotelowe pokoje były jak afrodyzjak, który tylko potęgował uczucie niezaspokojonej żądzy. Takie przynajmniej odnosił wrażenie Kallevi, gdy kolejne części ich garderoby zaczęły lądować na podłodze. Nie przejmowali się niczym; ani odsłoniętymi oknami, ani niegodziwymi dźwiękami, ani tym, że zza drzwi co jakiś czas dobiegały ich dźwięki rozmów, które prowadzili inni hotelowi goście, przemierzający korytarze. Nic nie miało znaczenia, gdy pochłonięci byli tą perwersyjną potrzebą okazania sobie uwagi.
—Mówiąc o słabości, miałaś na myśli tylko to, Carmen? — zapytał gdy podpierając się na łokciu, powoli sunął opuszkami palców po ciele Alderson. Leżała tuż obok, nagła i niewinna, chociaż jeszcze chwilę wcześniej dopuszczała się czynów godnych demonicznej grzesznicy. — W romansie ze mną podnieca cię to, kim jestem, czy to, co potrafię, bo nie sądzę, aby moja osobowość robiła na tobie zabójcze wrażenie — kontynuował, otwierając się przed nią odrobinę bardziej, chociaż wciąż zachowywał bezpieczny dystans. Jego dłoń przesunęła się z jej tylnej części uda, na pośladek, a teraz powoli sunęła po linii pleców, aż na bark. Śledził uważnie jej tor, ale po tym jak skończył mówić, skupił spojrzenie na twarzy Carmen, ciekaw co odpowie mu na to dość nietypowe, jak na nich, pytania.
Carmen W. Alderson
terapeutka i seksuolożka w szpitalu
podcasterka i influencerka po godzinach
165 cm
24 yo
about me
i be in the back, levitatin', doin' meditation, leave me, girl, get up
Cierpliwość to podobno bardzo ważna cnota i Carmen często potrafiła się nią w życiu wykazać. Aktualnie jednak nie do końca widziała powód, aby to robić. A na ogół uważał, że jeśli męczenie się nie było konieczne, to robienie tego w imię… Trudno stwierdzić czego, mijało się z celem. Bycie męczennicą dla zasady nie leżało w jej naturze. Na kontynuowanie tej rozmowy mieli jeszcze trochę czasu, a najważniejsze kwestie chyba zdążyli ustalić. Trzymanie się na dystans — niewielki i bez trzymania rąk przy sobie — było czymś, co i tak pochłaniało sporo energii i utrudniało jej skupienie, więc jakby się uparła, pewnie decyzję o pocałunku wrzuciłaby bezczelnie do tych rozsądnych. Oczywiście pomijając wszystkie te istotne kwestie i fundamenty w ich relacji, które z rozsądkiem nie miały nic wspólnego. Nie rozsądek miał jednak dyktować warunki w najbliższym czasie — gdy pozbywali się wzajemnie swoich ubrań, przypominając sobie bardzo dokładnie swoje ciała, smakując siebie nawzajem i skupiając się na czerpaniu fizycznej przyjemności, której tak bardzo obydwoje chcieli. Pragnienia przejęły kontrolę, pozwalając im dotrzeć do momentu, gdy kolejne fale rozkoszy zalewały ich umysły i ciała, niosąc za sobą przyspieszone bicie serc i nierówne oddechy. I to przyjemne, błogie uczucie, sprawiające że miała wrażenie, że to wszystko było wręcz elektryzujące.
Zamruczała cicho, z rozkoszą, gdy ponownie poczuła jego dotyk na swojej skórze. Nadal rozgrzanej, ale i tak pod wpływem tego subtelnego kontaktu i tak czuła, że przechodzi ją lekki dreszcz — ten z kategorii bardzo rozkosznych i miłych. Powieki miała wpół przymknięte i otworzyła oczy szerzej dopiero na jego słowa, cierpliwie (teraz mogła sobie na tę cierpliwość najwyraźniej pozwolić) czekając na ciąg dalszy tej wypowiedzi. Po której to on musiał wykazać się cierpliwością, bo potrzebowała chwili — podczas której odwzajemniła jego spojrzenie, utrzymując z nim kontakt wzrokowy — aby zebrać myśli i sformułować konkretną odpowiedź na te pytania. Które rzeczywiście były dość zaskakujące i niespodziewane, ale najwyraźniej był to moment, w którym głębię w tej relacji miało zyskać coś jeszcze (zero wstydu, szanuję tę grę słów).
— Pewnie byłoby wygodniej, gdybym mogła potwierdzić, ale nie, nie tylko to — przyznała w końcu, uznając że nie jest to moment, w którym kokieteria i odwracanie uwagi od sedna były wskazane. Albo ona po prostu nie miała ochoty się do nich uciekać. Mogła lubić kusić i podejmować różne gierki w relacjach, ale mimo wszystko uważała, że szczerość jest cholernie istotna w tym wszystkim. Nawet jeśli w tym przypadku było to wszystko dla niej nie do końca zrozumiałe, co samo w sobie było nowością. Te cholerne studia, które czasami pozwalały jej czuć, jakby pozjadała wszystkie rozumy i była najmądrzejszą dziewczyną w pokoju zawsze, najwyraźniej nie na wszystko ją przygotowały. — Nie mam sprecyzowanej odpowiedzi na to, co jeszcze sprawia, że najwyraźniej mam do Ciebie słabość — zmrużyła lekko oczy, gdy w jej głowie pojawił się wniosek, że ta słabość była zdecydowanie większa niż sądziła, a ona nie potrafiła do końca wskazać nawet momentu, w którym się pojawiła. Nie powiedziała tego jednak na głos. — Dlaczego nie sądzisz, że Twoja osobowość robi na mnie wrażenie? — musiała zadać to pytanie, bo było to coś, co odrobinę ją zaintrygowało. — To, co potrafisz i to, że jesteś piekielnie przystojny to na pewno istotne kwestie, nie będę wraz udawać, że nie, ale rzadko kiedy chodzę do łóżka z kimś, kto nie pociąga mnie też na innych płaszczyznach — mówiąc to, przyglądała się uważnie jego twarzy i wyciągnęła dłoń, aby palcem wskazującym powoli przesunąć po linii jego szczęki. Nic z tych słów nie było żadnym naciąganiem prawdy. Nie nazwałaby się może osoba sapioseksualną, ale rzadko decydowała się na jakieś klasyczne podrywy w barze. Często zdarzało jej się lądować w łóżku z osobami, z którymi robiła podcasty między innymi dlatego, że cholernie kręciło ją ich podejście do życia i wielu istotnych dla niej kwestii. A Kalle? Tu do końca nie potrafiła wskazać, o co chodziło, ale fascynował ją mocno i przyciągał całym sobą.
Kallevi Regalado
Zamruczała cicho, z rozkoszą, gdy ponownie poczuła jego dotyk na swojej skórze. Nadal rozgrzanej, ale i tak pod wpływem tego subtelnego kontaktu i tak czuła, że przechodzi ją lekki dreszcz — ten z kategorii bardzo rozkosznych i miłych. Powieki miała wpół przymknięte i otworzyła oczy szerzej dopiero na jego słowa, cierpliwie (teraz mogła sobie na tę cierpliwość najwyraźniej pozwolić) czekając na ciąg dalszy tej wypowiedzi. Po której to on musiał wykazać się cierpliwością, bo potrzebowała chwili — podczas której odwzajemniła jego spojrzenie, utrzymując z nim kontakt wzrokowy — aby zebrać myśli i sformułować konkretną odpowiedź na te pytania. Które rzeczywiście były dość zaskakujące i niespodziewane, ale najwyraźniej był to moment, w którym głębię w tej relacji miało zyskać coś jeszcze (zero wstydu, szanuję tę grę słów).
— Pewnie byłoby wygodniej, gdybym mogła potwierdzić, ale nie, nie tylko to — przyznała w końcu, uznając że nie jest to moment, w którym kokieteria i odwracanie uwagi od sedna były wskazane. Albo ona po prostu nie miała ochoty się do nich uciekać. Mogła lubić kusić i podejmować różne gierki w relacjach, ale mimo wszystko uważała, że szczerość jest cholernie istotna w tym wszystkim. Nawet jeśli w tym przypadku było to wszystko dla niej nie do końca zrozumiałe, co samo w sobie było nowością. Te cholerne studia, które czasami pozwalały jej czuć, jakby pozjadała wszystkie rozumy i była najmądrzejszą dziewczyną w pokoju zawsze, najwyraźniej nie na wszystko ją przygotowały. — Nie mam sprecyzowanej odpowiedzi na to, co jeszcze sprawia, że najwyraźniej mam do Ciebie słabość — zmrużyła lekko oczy, gdy w jej głowie pojawił się wniosek, że ta słabość była zdecydowanie większa niż sądziła, a ona nie potrafiła do końca wskazać nawet momentu, w którym się pojawiła. Nie powiedziała tego jednak na głos. — Dlaczego nie sądzisz, że Twoja osobowość robi na mnie wrażenie? — musiała zadać to pytanie, bo było to coś, co odrobinę ją zaintrygowało. — To, co potrafisz i to, że jesteś piekielnie przystojny to na pewno istotne kwestie, nie będę wraz udawać, że nie, ale rzadko kiedy chodzę do łóżka z kimś, kto nie pociąga mnie też na innych płaszczyznach — mówiąc to, przyglądała się uważnie jego twarzy i wyciągnęła dłoń, aby palcem wskazującym powoli przesunąć po linii jego szczęki. Nic z tych słów nie było żadnym naciąganiem prawdy. Nie nazwałaby się może osoba sapioseksualną, ale rzadko decydowała się na jakieś klasyczne podrywy w barze. Często zdarzało jej się lądować w łóżku z osobami, z którymi robiła podcasty między innymi dlatego, że cholernie kręciło ją ich podejście do życia i wielu istotnych dla niej kwestii. A Kalle? Tu do końca nie potrafiła wskazać, o co chodziło, ale fascynował ją mocno i przyciągał całym sobą.
Kallevi Regalado
about me
Skorumpowany nadinspektor policji, który jest mężem Cameron, ma romans z Carmen i niebawem dopadnie go karma

Obecnie był człowiekiem, którego ciężko było określić mianem dobrego. Popełniał milion błędów i absolutnie się ich nie wypierał. Miał na swoim sumienie bardzo wiele, ale wciąż to sumienie posiadał. I chociaż popadał w egocentryzm, to nigdy nie zależało mu na skrzywdzeniu kogokolwiek. Wiele lat przekonany był o tym, że kochał żonę. Nadal ją szanował i chciał, aby ułożyła sobie życie na nowo — wolna od jego obłudy. Pogubił się, ale wciąż umiał wskazać jakieś wartości w swoim życiu. I chyba powoli docierało do niego, że relacja z Carmen przestawała być tylko płytką przyjemnością, a stawała się czymś, na czym mogłoby mu zależeć odrobinę bardziej. Nie chciał używać żadnych górnolotnych sformułowań — nawet dla siebie samego — jednak, w porównaniu z poprzednimi romansami, nie uznawał tego tylko za przelotną historię, która może nagle zniknąć i nie pozostawić po sobie śladu. Dlaczego tak było? Ciężko powiedzieć, ale zdecydowanie Alderson fascynowała go na każdym możliwym poziomie. Nie tylko tym fizycznym, który obecnie w skupieniu kontemplował, czekając cierpliwie na jej odpowiedź.
— Hm.. — mruknął, zastanawiając się nad sensem jej wypowiedzi. Niby nie dała mu żadnych konkretów, ale właśnie w tym braku jasności skrywała się ta przyjemna niepewność. — W sumie ja swoich powodów też do końca nie rozumiem, bo jesteś pyskata i przemądrzała, a jednak masz coś w sobie — skomentował, po czym nieco mocniej zacisnął palce na pośladku Carmen, bo jego dłoń ponownie zaczęła błądzić po jej ciele. Chciał także odrobinę rozładować to napięcie, które z seksualnego obecnie nabrało bardziej sensualnego charakteru i Regalado czuł się tym odrobinę skrepowany. Zupełnie jakby wkraczał na tereny, po których nie stąpał od dawna i nieprzekonany był o tym, czy to dobry pomysł, aby się z nimi zaznajamiać. — Bo niewiele o mnie wiesz, Carmy — przyznał zgodnie z przekonaniem. — I też niekoniecznie pokazywałem ci się z jakieś wybitnie dobrej strony — dodał, a zarazem niewiele więcej miałby do zaoferowania, bo nigdy nie należał do przyjemnych osób. W sumie sam nie do końca wiedział, co chodziło mu po głowie; co prawda wciąż skrywał przed nią swoje małżeństwo, ale nie chodziło o to. Chyba bał się tego, że po prostu fascynował ją swoją posadą, aparycją i dzielącą ich różnicą wieku, a ona łaknęła romansu z dojrzałym facetem. Nie chciał, a przynajmniej już nie teraz, spłycać ich relacji do takiej definicji. — To opowiedz o tych płaszczyznach, o tym czego szukasz w partnerach, Carmen — zachęcił ją, po czym zmienił pozycję i położył się na plecach, uprzednio sprawadzjąc godzinę na telefonie, ale jeszcze mieli trochę czasu, a więc mogli spożytkować ją na rozmowy, do których raczej nie przechodziło się tak łatwo w innych okolicznościach.
Carmen W. Alderson
— Hm.. — mruknął, zastanawiając się nad sensem jej wypowiedzi. Niby nie dała mu żadnych konkretów, ale właśnie w tym braku jasności skrywała się ta przyjemna niepewność. — W sumie ja swoich powodów też do końca nie rozumiem, bo jesteś pyskata i przemądrzała, a jednak masz coś w sobie — skomentował, po czym nieco mocniej zacisnął palce na pośladku Carmen, bo jego dłoń ponownie zaczęła błądzić po jej ciele. Chciał także odrobinę rozładować to napięcie, które z seksualnego obecnie nabrało bardziej sensualnego charakteru i Regalado czuł się tym odrobinę skrepowany. Zupełnie jakby wkraczał na tereny, po których nie stąpał od dawna i nieprzekonany był o tym, czy to dobry pomysł, aby się z nimi zaznajamiać. — Bo niewiele o mnie wiesz, Carmy — przyznał zgodnie z przekonaniem. — I też niekoniecznie pokazywałem ci się z jakieś wybitnie dobrej strony — dodał, a zarazem niewiele więcej miałby do zaoferowania, bo nigdy nie należał do przyjemnych osób. W sumie sam nie do końca wiedział, co chodziło mu po głowie; co prawda wciąż skrywał przed nią swoje małżeństwo, ale nie chodziło o to. Chyba bał się tego, że po prostu fascynował ją swoją posadą, aparycją i dzielącą ich różnicą wieku, a ona łaknęła romansu z dojrzałym facetem. Nie chciał, a przynajmniej już nie teraz, spłycać ich relacji do takiej definicji. — To opowiedz o tych płaszczyznach, o tym czego szukasz w partnerach, Carmen — zachęcił ją, po czym zmienił pozycję i położył się na plecach, uprzednio sprawadzjąc godzinę na telefonie, ale jeszcze mieli trochę czasu, a więc mogli spożytkować ją na rozmowy, do których raczej nie przechodziło się tak łatwo w innych okolicznościach.
Carmen W. Alderson
terapeutka i seksuolożka w szpitalu
podcasterka i influencerka po godzinach
165 cm
24 yo
about me
i be in the back, levitatin', doin' meditation, leave me, girl, get up
Świadomość od samego początku, że Kallevi miał nie tylko żonę, którą regularnie zdradzał, ale też inne grzechy, które nie należały do najlżejszych i na pewno nie były zgodne z zasadami, jakie powinien wyznawać ktoś, kto nosi odznakę, być może wpłynęłaby na jej odczucia względem jego osoby. A być może nie. Pewnie wolałaby wierzyć, że tak, ale z drugiej strony, aż za bardzo zdawała sobie sprawę z tego, że nie wszystkie ludzkie reakcje i zachowania można było wytłumaczyć logicznie i znaleźć na nie uzasadnienie. Albo z pełnym przekonaniem stwierdzić, że czegoś się nigdy nie zrobi. Szczególnie w momencie, gdy w grę wchodziły emocje.
Zaśmiała się na jego słowa, przyglądając się mu z rozbawieniem widocznym w oczach, opierając głowę na ręce, aby było jej wygodniej. Byłaby skłonna uznać, że były to akurat cechy charakteru, które go w niej pociągały. Chociaż z jedną z nich nie mogła zgodzić się w stu procentach.. — Nie jestem przemądrzała — wydęła usta w geście niezadowolenia, jednak trudno było uznać, aby była urażona tym, co powiedział. — Jestem po prostu piekielnie inteligentna i mądra — dodała, uśmiechając się do niego bardzo ładnie i niewinne. Sama skromność. Pyskata jednak była na pewno, słyszała to od dziecka. Była też o wiele bardziej kłótliwa niż jej brat (prawie)bliźniak (chyba, że chodziło o jego relację z Alorą, ale to inna para kaloszy), więc zdecydowanie bardziej musiała się starać, żeby wykazać swoją wartość w czasach szkolnych niż ten cwaniak. Teraz jednak było już inaczej. Nie była zakompleksioną nastolatką, która nie potrafiła do końca pogodzić się z faktem, że ktoś porzucił ją bez żadnego wyjaśnienia, nie wspominając już o jakiejś głupiej kartce, na której nabazgrolone byłby słowa skruchy, że oddaje się niemowlę… W sumie nie wiedziała, w czyje ręce oddaje się dziecko, gdy zostawia się je w progu kościoła. Nie zastanawiała się już nad tym, bo teraz sprawy wyglądały zdecydowanie inaczej. Przepracowała wiele spraw, zapracowała na bardzo dużo rzeczy i nauczyła się, że wartość człowieka nie wyraża się w tym, jak duże uznanie względem niego mają inni. Ta wersja Carmy rzeczywiście była bardziej mądra niż przemądrzała, ale nigdy nie straciła woli walki i pyskowała, kłócąc się zażarcie o rzeczy, które były dla niej ważne. Lub takie, w których wiedziała, że ma rację i czuła, że jej zdanie jest istotne.
— To prawda — zgodziła się z nim. — Jesteś bardzo tajemniczy i powściągliwy w tej kwestii — nie mogła mu tego odmówić. — Ale nie jest to coś, co mi przeszkadza, bo nawet jeśli nie obraziłabym się, gdybyś odkrył więcej kart, szczególnie że o mnie wiesz sporo, z różnych powodów — uniosła znacząco brwi. Po części dlatego, że była w jakimś stopniu osobą publiczną, która bardzo otwarcie dyskutowała na tematy intymne, ale też dlatego, że prowadził jej sprawę i trochę musiała się wyspowiadać z różnych prywatnych spraw, gdy składała zeznania i odpowiadała na pytania, które miały dać szerszy kontekst i pogląd na jej życie. — To potrafię być cierpliwa. I lubię odkrywać rzeczy, a ludzi jeszcze bardziej, jeśli mnie interesują — a on ją interesował. Z jakiegoś powodu bardzo. — A jaka jest Twoja wybitnie dobra strona? — zapytała, przysuwając się nieznacznie w jego stronę, leżąc całkiem wygodnie na boku i nie spuszczając z niego wzroku. Wolną dłoń — tę, którą nie podpierała sobie głowy, aby było jej bardziej komfortowo — położyła na jego klatce piersiowej, aby móc swobodnie przesuwać palcami po jego skórze, kreśląc jakieś trudne do zidentyfikowania kształty.
— Mogę Ci powiedzieć, co do tej pory znalazłam w Tobie — zaproponowała alternatywną wersję odpowiedzi na zadane przez niego pytanie. Głównie dlatego, że chociaż oczywiście pewne podstawy były dla niej istotne, to starała się nie mieć wizji idealnej osoby, z którą chciałaby stworzyć coś głębszego. A trochę też dlatego, że po prostu wolała skupić się na nim. I na wrażeniu, że ta rozmowa miała zdecydowanie głębszy wymiar, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka.
Kallevi Regalado
Zaśmiała się na jego słowa, przyglądając się mu z rozbawieniem widocznym w oczach, opierając głowę na ręce, aby było jej wygodniej. Byłaby skłonna uznać, że były to akurat cechy charakteru, które go w niej pociągały. Chociaż z jedną z nich nie mogła zgodzić się w stu procentach.. — Nie jestem przemądrzała — wydęła usta w geście niezadowolenia, jednak trudno było uznać, aby była urażona tym, co powiedział. — Jestem po prostu piekielnie inteligentna i mądra — dodała, uśmiechając się do niego bardzo ładnie i niewinne. Sama skromność. Pyskata jednak była na pewno, słyszała to od dziecka. Była też o wiele bardziej kłótliwa niż jej brat (prawie)bliźniak (chyba, że chodziło o jego relację z Alorą, ale to inna para kaloszy), więc zdecydowanie bardziej musiała się starać, żeby wykazać swoją wartość w czasach szkolnych niż ten cwaniak. Teraz jednak było już inaczej. Nie była zakompleksioną nastolatką, która nie potrafiła do końca pogodzić się z faktem, że ktoś porzucił ją bez żadnego wyjaśnienia, nie wspominając już o jakiejś głupiej kartce, na której nabazgrolone byłby słowa skruchy, że oddaje się niemowlę… W sumie nie wiedziała, w czyje ręce oddaje się dziecko, gdy zostawia się je w progu kościoła. Nie zastanawiała się już nad tym, bo teraz sprawy wyglądały zdecydowanie inaczej. Przepracowała wiele spraw, zapracowała na bardzo dużo rzeczy i nauczyła się, że wartość człowieka nie wyraża się w tym, jak duże uznanie względem niego mają inni. Ta wersja Carmy rzeczywiście była bardziej mądra niż przemądrzała, ale nigdy nie straciła woli walki i pyskowała, kłócąc się zażarcie o rzeczy, które były dla niej ważne. Lub takie, w których wiedziała, że ma rację i czuła, że jej zdanie jest istotne.
— To prawda — zgodziła się z nim. — Jesteś bardzo tajemniczy i powściągliwy w tej kwestii — nie mogła mu tego odmówić. — Ale nie jest to coś, co mi przeszkadza, bo nawet jeśli nie obraziłabym się, gdybyś odkrył więcej kart, szczególnie że o mnie wiesz sporo, z różnych powodów — uniosła znacząco brwi. Po części dlatego, że była w jakimś stopniu osobą publiczną, która bardzo otwarcie dyskutowała na tematy intymne, ale też dlatego, że prowadził jej sprawę i trochę musiała się wyspowiadać z różnych prywatnych spraw, gdy składała zeznania i odpowiadała na pytania, które miały dać szerszy kontekst i pogląd na jej życie. — To potrafię być cierpliwa. I lubię odkrywać rzeczy, a ludzi jeszcze bardziej, jeśli mnie interesują — a on ją interesował. Z jakiegoś powodu bardzo. — A jaka jest Twoja wybitnie dobra strona? — zapytała, przysuwając się nieznacznie w jego stronę, leżąc całkiem wygodnie na boku i nie spuszczając z niego wzroku. Wolną dłoń — tę, którą nie podpierała sobie głowy, aby było jej bardziej komfortowo — położyła na jego klatce piersiowej, aby móc swobodnie przesuwać palcami po jego skórze, kreśląc jakieś trudne do zidentyfikowania kształty.
— Mogę Ci powiedzieć, co do tej pory znalazłam w Tobie — zaproponowała alternatywną wersję odpowiedzi na zadane przez niego pytanie. Głównie dlatego, że chociaż oczywiście pewne podstawy były dla niej istotne, to starała się nie mieć wizji idealnej osoby, z którą chciałaby stworzyć coś głębszego. A trochę też dlatego, że po prostu wolała skupić się na nim. I na wrażeniu, że ta rozmowa miała zdecydowanie głębszy wymiar, niż mogło się wydawać na pierwszy rzut oka.
Kallevi Regalado

