about me
you were the better part of every bit of beating heart that I had
010.
Zwykle zjawiał się tu w czasie swoich wakacji, czyli w czasie tutejszej zimy. Kilka razy spędził tu nawet całe dwa miesiące szkolnych wakacji. Za jednym z nich dorabiał dając korepetycje z matmy synowi znajomych jego ojczyma. To właśnie jego spostrzegł dziś w tłumie ludzi znajdujących się na jarmarku, który przemierzał by dotrzeć do lodowiska. A przynajmniej wydawało mu się, że to właśnie Brooksa widział. Najwyżej okaże się, że zaczepił nieznajomego. Nie był to koniec świata.
— Corey? — zapytał, kiedy stanęli ze sobą twarzą w twarz, o co Grey odpowiednio zadbał. Było to bardzo przypadkowe spotkanie, ale polubił chłopaka bardzo mocno w trakcie tych wspólnych lekcji i był ciekawy, zobaczyć co się z nim działo. — Nie wiem czy mnie poznajesz — przyznał po chwili zastanowienia, bo choć on pamiętał, jego rozmówca mógł już wymazać tamte lekcje z pamięci (celowo lub nieświadomie) albo po prostu mieć problem z rozpoznaniem Ellswortha, skoro minęło tyle lat i odbiły swoje piętno na jego obliczu. — Możesz już nie pamiętać, że kiedyś dawałem Ci korepetycje przez dwa miesiące — przypomniał mu więc kim właściwie był. — I dawałem Ci wygrać jak graliśmy w piłkę w Twoim ogródku w ramach przerwy od lekcji — dodał, żeby zarysować jaśniej obraz w głowie Brooksa. Kto wie, może potem jeszcze miał jakieś korepetycje od innych ludzi.
Corey Brooks
about me
Jeden z Brooksów. Dyspozytor w tutejszej straży pożarnej, szalony tata, całkiem spoko człowiek.
/ po grach
Święta w Lorne były tym, co znał i kochał. Miał to szczęście, że w mieście mieszkała jego rodzina, jego matka, bracia, a także dzieci tychże braci, kiedy więc wszyscy zasiadali przy świątecznym stole, w domu panowała atmosfera grozy i zastraszenia chaosu oraz ogólnego rozgardiaszu, ale właśnie to Corey kochał najbardziej. Najwięcej obowiązków brała na siebie oczywiście mama, ale synowie, oczywiście w miarę możliwości, starali się jakoś jej pomagać lub chociaż nie wchodzić jej w drogę, gdy kobieta działała.
On, jako ten w miarę jeszcze młody, sam czuł się trochę jak dzieciak, dlatego też w ostatnich latach brał na siebie ciężar zajmowania się najmłodszymi Brooksami. Mniej więcej taki cel przyświecał mu również dziś. Do samych świąt było jeszcze trochę czasu, ale już teraz w Lorne Bay dało się dostrzec pierwsze atrakcje, między innymi coś, co w tutejszych warunkach było nie do końca oczywiste - lodowisko. A kiedy doda się jeszcze do tego randkę w ciemno, na którą miał dziś wyjść.
Szkoda tylko, że odrobinkę pomyliły mu się godziny. Był pewien, że ma jeszcze dwie godzinki i wystarczająco dużo czasu, by wykonać inspekcję tafli i spokojnie zdążyć, ale rzeczywistość była nieco inna.
- No ja - odparł bez zastanowienia, gdy usłyszał swoje imię. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że zna mężczyznę, który go zatrzymał, potrzebował jednak chwili, by dopasować imię do twarzy. - Graham! Pewnie, że pamiętam - od razu wyciągnął rękę, by przywitać się z dawnym znajomym, którego nie widział od... Sam nie miał pojęcia, ile czasu już minęło. Z pewnością o wiele za dużo. - Czekaj, jak to dawałeś mi wygrać? Przecież ja do dziś opowiadam swoim braciom, że byłem taki dobry, że aż ogrywałem o wiele starszego ode mnie gościa.
Nie kłamał. Naprawdę nie zdawał sobie wtedy sprawy z tego, że dostawał fory. Prawdopodobnie chciał jakoś zrekompensować sobie to, że był wtedy nieco słabszy w nauce, więc potrzebował sukcesu na jakimś innym polu.
graham ellsworth
Święta w Lorne były tym, co znał i kochał. Miał to szczęście, że w mieście mieszkała jego rodzina, jego matka, bracia, a także dzieci tychże braci, kiedy więc wszyscy zasiadali przy świątecznym stole, w domu panowała atmosfera grozy i zastraszenia chaosu oraz ogólnego rozgardiaszu, ale właśnie to Corey kochał najbardziej. Najwięcej obowiązków brała na siebie oczywiście mama, ale synowie, oczywiście w miarę możliwości, starali się jakoś jej pomagać lub chociaż nie wchodzić jej w drogę, gdy kobieta działała.
On, jako ten w miarę jeszcze młody, sam czuł się trochę jak dzieciak, dlatego też w ostatnich latach brał na siebie ciężar zajmowania się najmłodszymi Brooksami. Mniej więcej taki cel przyświecał mu również dziś. Do samych świąt było jeszcze trochę czasu, ale już teraz w Lorne Bay dało się dostrzec pierwsze atrakcje, między innymi coś, co w tutejszych warunkach było nie do końca oczywiste - lodowisko. A kiedy doda się jeszcze do tego randkę w ciemno, na którą miał dziś wyjść.
Szkoda tylko, że odrobinkę pomyliły mu się godziny. Był pewien, że ma jeszcze dwie godzinki i wystarczająco dużo czasu, by wykonać inspekcję tafli i spokojnie zdążyć, ale rzeczywistość była nieco inna.
- No ja - odparł bez zastanowienia, gdy usłyszał swoje imię. Dopiero po chwili zdał sobie sprawę z tego, że zna mężczyznę, który go zatrzymał, potrzebował jednak chwili, by dopasować imię do twarzy. - Graham! Pewnie, że pamiętam - od razu wyciągnął rękę, by przywitać się z dawnym znajomym, którego nie widział od... Sam nie miał pojęcia, ile czasu już minęło. Z pewnością o wiele za dużo. - Czekaj, jak to dawałeś mi wygrać? Przecież ja do dziś opowiadam swoim braciom, że byłem taki dobry, że aż ogrywałem o wiele starszego ode mnie gościa.
Nie kłamał. Naprawdę nie zdawał sobie wtedy sprawy z tego, że dostawał fory. Prawdopodobnie chciał jakoś zrekompensować sobie to, że był wtedy nieco słabszy w nauce, więc potrzebował sukcesu na jakimś innym polu.
graham ellsworth
+30
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 24h.
1 / 5
1 / 5
about me
you were the better part of every bit of beating heart that I had
Graham w tym roku wyprawiał święta na swojej farmie, na której zdążył już się na tyle urządzić by ugościć matkę i ojczyma, a także siostrę. Kameralnie, jak zawsze, ale więcej osób do szczęścia nie było mu potrzebnych. Czasem przewijali się partnerzy jego siostry, przez dwa lata z rzędu towarzyszyła im jego żona, ale ostatecznie i tak zawsze wracali do tego czteroosobowego składu. Biologicznego ojca już dawno z nimi nie było.
Wybór na lodowisko padł ze względu na tęsknotę za tymi typowo zimowymi zajęciami, którym tu nie mógł się oddawać w żadną z pór roku, nawet w środku tutejszej zimy. Zaspokajania takich potrzeb trzeba było szukać poza Lorne Bay, ale w tym roku nie mógł pozwolić sobie na wyjazd na narty ani nic takiego. Może za kilka miesięcy, gdy sytuacja na farmie się ustabilizuje, a on znajdzie kogoś, kto będzie go wspierał w większym stopniu niż pracownicy, których tam obecnie zatrudniał. Na razie więc pozostawało mu sztuczne lodowisko.
— Pytanie czy byś mnie rozpoznał bez tego przypomnienia? — zapytał żartobliwie, mrużąc przy tym lekko oczy, kiedy ściskali sobie dłonie. Nie dość, że widywali się tylko przez jakieś dwa miesiące to jeszcze było to dziesiątki lat temu. Albo co najmniej piętnaście, chociaż Ellsworthowi też nie chciało się teraz tego liczyć. — O nie, nie wiedziałem, że nie masz pojęcia — przyznał szczerze z przepraszającą miną. — Ale no, dawałem Ci fory — pokiwał głową, bo skoro już wyszło szydło z worka to nie mógł się wycofać i udawać, że sprawy się miały inaczej. — Ale może to pozostać naszym sekretem, nie musisz nikomu zdradzać prawdy, a ja będę Cię popierał, jeśli ktoś mnie zapyta — zaproponował pół żartem, pół serio, jeśli Corey chciał utrzymać pozory i twarz przed starszymi braćmi. Dla Grey’a nie byłaby to żadna ujma na godności.
— Już się wczuwasz w świąteczne klimaty? — zagadnął Brooksa o to, co go sprowadza tu dzisiejszego dnia. W końcu do świąt jeszcze trochę czasu pozostało.
Corey Brooks
Wybór na lodowisko padł ze względu na tęsknotę za tymi typowo zimowymi zajęciami, którym tu nie mógł się oddawać w żadną z pór roku, nawet w środku tutejszej zimy. Zaspokajania takich potrzeb trzeba było szukać poza Lorne Bay, ale w tym roku nie mógł pozwolić sobie na wyjazd na narty ani nic takiego. Może za kilka miesięcy, gdy sytuacja na farmie się ustabilizuje, a on znajdzie kogoś, kto będzie go wspierał w większym stopniu niż pracownicy, których tam obecnie zatrudniał. Na razie więc pozostawało mu sztuczne lodowisko.
— Pytanie czy byś mnie rozpoznał bez tego przypomnienia? — zapytał żartobliwie, mrużąc przy tym lekko oczy, kiedy ściskali sobie dłonie. Nie dość, że widywali się tylko przez jakieś dwa miesiące to jeszcze było to dziesiątki lat temu. Albo co najmniej piętnaście, chociaż Ellsworthowi też nie chciało się teraz tego liczyć. — O nie, nie wiedziałem, że nie masz pojęcia — przyznał szczerze z przepraszającą miną. — Ale no, dawałem Ci fory — pokiwał głową, bo skoro już wyszło szydło z worka to nie mógł się wycofać i udawać, że sprawy się miały inaczej. — Ale może to pozostać naszym sekretem, nie musisz nikomu zdradzać prawdy, a ja będę Cię popierał, jeśli ktoś mnie zapyta — zaproponował pół żartem, pół serio, jeśli Corey chciał utrzymać pozory i twarz przed starszymi braćmi. Dla Grey’a nie byłaby to żadna ujma na godności.
— Już się wczuwasz w świąteczne klimaty? — zagadnął Brooksa o to, co go sprowadza tu dzisiejszego dnia. W końcu do świąt jeszcze trochę czasu pozostało.
Corey Brooks
+30
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 24h.
1 / 5
1 / 5
about me
Jeden z Brooksów. Dyspozytor w tutejszej straży pożarnej, szalony tata, całkiem spoko człowiek.
- Myślę, że tak. Być może nie od razu i na pewno stałoby się to szybciej, gdybyśmy byli na plaży... Bo wiesz, kiedy byliśmy młodsi i faktycznie graliśmy w piłkę, to czasami, kiedy zadarła ci się koszulka, zdarzało mi się patrzeć na twój sześciopak. Był boski. Sam chciałem taki mieć. Przez chwilę nawet ostro trenowałem, żeby mieć takie same mięśnie, ale to na pewno nie byłoby to. No i... Takiego widoku się nie zapomina. A dzisiaj... Stary, dzisiaj twój sześciopak na pewno jest tak samo cudowny - rozgadał się, ale po chwili w końcu się uciszył i na moment zacisnął usta w wąską kreskę, chcąc w ten sposób ukryć zmieszanie, jakie coraz silniej odczuwał.
- Powiedziałem to wszystko głośno, prawda?
Oczywiście, że powiedział. Liczył na to, że Graham obróci to wszystko w żart i nie uzna, że Corey próbuje wyrwać go przy użyciu szalenie niezręcznych tekstów, choć jednocześnie musiał przyznać, że komplement był jak najbardziej prawdziwy.
- Ale tak całkiem serio... Doceniam to, co wtedy robiłeś. Wiem, że dosłownie każdy marzy o tym, żeby w swoim wolnym czasie uczyć dzieciaki, ale musisz wiedzieć, że wyrosłem na porządnego człowieka.
Zdecydowanie chciał się tym pochwalić. Być może ich znajomość sprzed lat była krótka, ale w jakiś sposób zaowocowała. Już teraz cieszył się, że mogli się spotkać, bo jednak ciężko byłoby jakoś im się zdzwonić. Tak naprawdę Corey nie wiedział nawet, czy Graham wciąż odwiedza Lorne, czy można spotkać go w okolicy, a tu proszę, miał gotową odpowiedź.
- W pewnym sensie. Mam sześcioletniego syna i pomyślałem sobie, że wybadam to lodowisko, zanim go na nie zabiorę. Mam się tu z kimś spotkać, więc uznałem, że przyjdę wcześniej i wszystko sprawdzę, bo powinienem być... - sięgnął do kieszeni, by wyciągnąć karteczkę z najważniejszymi informacjami. - O, przy tym wejściu o... O cholera, to jest szóstka, a nie ósemka. Byłem pewien, że randkę mam o osiemnastej.
Tylko z kim?
graham ellsworth
- Powiedziałem to wszystko głośno, prawda?
Oczywiście, że powiedział. Liczył na to, że Graham obróci to wszystko w żart i nie uzna, że Corey próbuje wyrwać go przy użyciu szalenie niezręcznych tekstów, choć jednocześnie musiał przyznać, że komplement był jak najbardziej prawdziwy.
- Ale tak całkiem serio... Doceniam to, co wtedy robiłeś. Wiem, że dosłownie każdy marzy o tym, żeby w swoim wolnym czasie uczyć dzieciaki, ale musisz wiedzieć, że wyrosłem na porządnego człowieka.
Zdecydowanie chciał się tym pochwalić. Być może ich znajomość sprzed lat była krótka, ale w jakiś sposób zaowocowała. Już teraz cieszył się, że mogli się spotkać, bo jednak ciężko byłoby jakoś im się zdzwonić. Tak naprawdę Corey nie wiedział nawet, czy Graham wciąż odwiedza Lorne, czy można spotkać go w okolicy, a tu proszę, miał gotową odpowiedź.
- W pewnym sensie. Mam sześcioletniego syna i pomyślałem sobie, że wybadam to lodowisko, zanim go na nie zabiorę. Mam się tu z kimś spotkać, więc uznałem, że przyjdę wcześniej i wszystko sprawdzę, bo powinienem być... - sięgnął do kieszeni, by wyciągnąć karteczkę z najważniejszymi informacjami. - O, przy tym wejściu o... O cholera, to jest szóstka, a nie ósemka. Byłem pewien, że randkę mam o osiemnastej.
Tylko z kim?
graham ellsworth
+30
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 24h.
2 / 5
2 / 5
about me
you were the better part of every bit of beating heart that I had
Dobrze, że nie pił niczego ani nie jadł, bo z pewnością by się zakrztusił, usłyszawszy komplement ze strony Brooksa. Tak to się tylko roześmiał, gdy już pierwsze zaskoczenie minęło. Był nieco zakłopotany, ale zrzucił ten komplement na karb faktu, że wziął Corey’a mocno z zaskoczenia. Wyskoczył przed nim nagle i zmuszał do sięgania pamięcią w odmęty przeszłości. Najwyraźniej wypadło z niej trochę niespodziewanych rzeczy. Pokiwał na głową, potwierdzając, że te słowa rzeczywiście zostały wypowiedziane na głos.
— Po to tyle ćwiczyłem — stwierdził rozbawiony. — Żeby inspirować innych do naśladowania mnie — wyjaśnił żartobliwie. Tak naprawdę to wcale nie, miał inne powody. Nawet nie chodziło mu o zaimponowanie laskom (ani facetom), tylko o znalezienie jakiegoś sposobu, żeby odreagowywać stres i siedzenie godzinami nad projektami na studia oraz na własne potrzeby, a ćwiczenia były dobrą formą na załatwienie obydwu potrzeb. No i ten sześciopak rzeczywiście nie przeszkadzał. — Nikt mi wcześniej nie powiedział, że najbardziej zapadł mu w pamięć mój brzuch — przyznał się po chwili zastanowienia. — A wciąż nad nim rzeczywiście pracuję, więc tym bardziej doceniam taki komplement — dokończył, żeby rozwiać jakiekolwiek resztki niezręczności, jakie mogły między nimi wciąż wisieć.
— Byłeś całkiem przyzwoitym uczniem, więc nie narzekałem — zapewnił go. — I cieszę się, że na coś Ci się to zdało — dodał jeszcze, całkowicie szczerze. To rzeczywiście była tylko chwila, ledwie mrugnięcie okiem w perspektywie całego życia, ale najwyraźniej coś zostało z Brooksem na dłużej, z tego co mu Grey próbował przekazać. Nie tylko matmę, ale też inne rzeczy podczas rozmów jako takich, bo przecież nie ślęczeli nad książkami przez cały czas.
— Wow — wyrwało mu się na wieść o tym, że kilka lat temu pojawił się na świecie mały Brooks. Zanim zdążył coś więcej powiedzieć i zareagować na tę część, coś do niego dotarło. — Zapisywałeś się na te spotkania towarzyskie w domu kultury? I miałeś iść na lodowisko na szesnastą? — upewnił się. — Bo jeśli tak to istnieje całkiem spora szansa, że jestem Twoją randką — powiedział i wyciągnął z kieszeni podobną karteczkę do tej, którą trzymał Corey. Właściwie, przy ilości zapisanych osób to był prawie pewien, że sytuacja ma się tak jak ją właśnie przedstawił.
Corey Brooks
— Po to tyle ćwiczyłem — stwierdził rozbawiony. — Żeby inspirować innych do naśladowania mnie — wyjaśnił żartobliwie. Tak naprawdę to wcale nie, miał inne powody. Nawet nie chodziło mu o zaimponowanie laskom (ani facetom), tylko o znalezienie jakiegoś sposobu, żeby odreagowywać stres i siedzenie godzinami nad projektami na studia oraz na własne potrzeby, a ćwiczenia były dobrą formą na załatwienie obydwu potrzeb. No i ten sześciopak rzeczywiście nie przeszkadzał. — Nikt mi wcześniej nie powiedział, że najbardziej zapadł mu w pamięć mój brzuch — przyznał się po chwili zastanowienia. — A wciąż nad nim rzeczywiście pracuję, więc tym bardziej doceniam taki komplement — dokończył, żeby rozwiać jakiekolwiek resztki niezręczności, jakie mogły między nimi wciąż wisieć.
— Byłeś całkiem przyzwoitym uczniem, więc nie narzekałem — zapewnił go. — I cieszę się, że na coś Ci się to zdało — dodał jeszcze, całkowicie szczerze. To rzeczywiście była tylko chwila, ledwie mrugnięcie okiem w perspektywie całego życia, ale najwyraźniej coś zostało z Brooksem na dłużej, z tego co mu Grey próbował przekazać. Nie tylko matmę, ale też inne rzeczy podczas rozmów jako takich, bo przecież nie ślęczeli nad książkami przez cały czas.
— Wow — wyrwało mu się na wieść o tym, że kilka lat temu pojawił się na świecie mały Brooks. Zanim zdążył coś więcej powiedzieć i zareagować na tę część, coś do niego dotarło. — Zapisywałeś się na te spotkania towarzyskie w domu kultury? I miałeś iść na lodowisko na szesnastą? — upewnił się. — Bo jeśli tak to istnieje całkiem spora szansa, że jestem Twoją randką — powiedział i wyciągnął z kieszeni podobną karteczkę do tej, którą trzymał Corey. Właściwie, przy ilości zapisanych osób to był prawie pewien, że sytuacja ma się tak jak ją właśnie przedstawił.
Corey Brooks
+30
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 24h.
2 / 5
2 / 5
about me
Jeden z Brooksów. Dyspozytor w tutejszej straży pożarnej, szalony tata, całkiem spoko człowiek.
Nigdy wcześniej nie spotkało go nic równie głupiego. Nigdy wcześniej nie czuł się tak zażenowany, jak teraz i miał nadzieję na to, że Graham szybko o tym wszystkim zapomni lub przynajmniej nie uzna go za wariata. Corey zdecydowanie był... normalny. W sensie... Niekoniecznie natarczywy.
- W takim razie... Nie wiem czy nie wolałbyś, żeby coś takiego powiedziała ci jakaś atrakcyjna kobieta, a nie taki kasztan, jak ja - uśmiechnął się. Nieco przesadzał, bo nie uważał samego siebie za jakiegoś najgorszego, ale do takiego Ellswortha trochę mu jednak brakowało.
Budowanie więzi między facetami zawsze ma wielkie znaczenie dla ich dalszego rozwoju. Dzięki temu, że Corey'a uczył właśnie Graham, młody Brooks miał w głowie całkiem przyjemny obraz człowieka, jakim warto być w przyszłości. W pewnym sensie patrzył wtedy na niego jak na starszego brata lub kuzyna i chociaż miał ich kilku, to jednak nie zawsze można było opowiedzieć im o wszystkim. O, na przykład nigdy nie powiedziałby Brooksom o tym, że jeszcze w czasie studiów, gdy natłok egzaminów sprawił, że nie mógł wrócić na święta do domu. Zaplanował sobie wtedy, że wykorzysta cały ten wolny czas na naukę, by wyciągnąć z tego wszystkiego chociaż jeden plus. Mimo wszystko nie było tak, że zamierzał spędzić przy książce każdą wolną chwilę. Pewnego dnia uznał, że nawet jemu, nawet w takiej sytuacji, należy się odrobina przyjemności. Miał skitranego niewielkiego joincika, odpalił go i wtedy... Do dziś uważa, że kangur, którego wtedy zobaczył, był prawdziwy, nawet wtedy, gdy przemówił do niego ludzkim głosem i nakazał mu zejść piętro niżej, do sąsiada, z którym Corey raczej nie utrzymywał większych relacji. On też spędzał samotnie, zdecydowanie nie odmówił świątecznego buszka i tak oto Brooks zyskał nowego kumpla, a take spędził święta w towarzystwie innego człowieka, pizzy oraz browarków, zamiast ciszy, książek i samotności.
- No... tak. Nie wiem, co mi odbiło. Przecież mógłbym umówić się z kimś na normalną randkę, a nie na spotkanie w ciemno - przyznał. Zaraz jednak odrobinkę pożałował tego, że w ogóle poruszył ten temat. - Ale... Stary, słuchaj, ja... Zaznaczyłem tam, że chciałbym spotkać się z panią, a teraz... Nie zrozum mnie źle, ja po prostu... Gram do innej bramki. Takiej z bramkarkami - poruszył brwiami. - Skoro już się tu spotkaliśmy i mieliśmy okazje, żeby spotkać się po latach... Przecież wcale nie musimy całować się na koniec tej randki.
Chyba że było to gdzieś dopisane małym druczkiem. To dlatego Brooks raz jeszcze przyjrzał się swojej karteczce, ale na szczęście nie dostrzegł żadnego dodatkowego napisu.
graham ellsworth
- W takim razie... Nie wiem czy nie wolałbyś, żeby coś takiego powiedziała ci jakaś atrakcyjna kobieta, a nie taki kasztan, jak ja - uśmiechnął się. Nieco przesadzał, bo nie uważał samego siebie za jakiegoś najgorszego, ale do takiego Ellswortha trochę mu jednak brakowało.
Budowanie więzi między facetami zawsze ma wielkie znaczenie dla ich dalszego rozwoju. Dzięki temu, że Corey'a uczył właśnie Graham, młody Brooks miał w głowie całkiem przyjemny obraz człowieka, jakim warto być w przyszłości. W pewnym sensie patrzył wtedy na niego jak na starszego brata lub kuzyna i chociaż miał ich kilku, to jednak nie zawsze można było opowiedzieć im o wszystkim. O, na przykład nigdy nie powiedziałby Brooksom o tym, że jeszcze w czasie studiów, gdy natłok egzaminów sprawił, że nie mógł wrócić na święta do domu. Zaplanował sobie wtedy, że wykorzysta cały ten wolny czas na naukę, by wyciągnąć z tego wszystkiego chociaż jeden plus. Mimo wszystko nie było tak, że zamierzał spędzić przy książce każdą wolną chwilę. Pewnego dnia uznał, że nawet jemu, nawet w takiej sytuacji, należy się odrobina przyjemności. Miał skitranego niewielkiego joincika, odpalił go i wtedy... Do dziś uważa, że kangur, którego wtedy zobaczył, był prawdziwy, nawet wtedy, gdy przemówił do niego ludzkim głosem i nakazał mu zejść piętro niżej, do sąsiada, z którym Corey raczej nie utrzymywał większych relacji. On też spędzał samotnie, zdecydowanie nie odmówił świątecznego buszka i tak oto Brooks zyskał nowego kumpla, a take spędził święta w towarzystwie innego człowieka, pizzy oraz browarków, zamiast ciszy, książek i samotności.
- No... tak. Nie wiem, co mi odbiło. Przecież mógłbym umówić się z kimś na normalną randkę, a nie na spotkanie w ciemno - przyznał. Zaraz jednak odrobinkę pożałował tego, że w ogóle poruszył ten temat. - Ale... Stary, słuchaj, ja... Zaznaczyłem tam, że chciałbym spotkać się z panią, a teraz... Nie zrozum mnie źle, ja po prostu... Gram do innej bramki. Takiej z bramkarkami - poruszył brwiami. - Skoro już się tu spotkaliśmy i mieliśmy okazje, żeby spotkać się po latach... Przecież wcale nie musimy całować się na koniec tej randki.
Chyba że było to gdzieś dopisane małym druczkiem. To dlatego Brooks raz jeszcze przyjrzał się swojej karteczce, ale na szczęście nie dostrzegł żadnego dodatkowego napisu.
graham ellsworth
+10
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 72h.
1 / 5
1 / 5
about me
you were the better part of every bit of beating heart that I had
— Daleko Ci do kasztana, nie tylko na klaty laski lecą — stwierdził, skupiając się na tym aspekcie, zamiast kontynuowania dyskusji o tym od kogo chciałby usłyszeć ten wybitnie długi komplement o swojej zajebistej klacie. Biedny Corey wyglądał na niesamowicie zakłopotanego, więc Grey chciał mu oszczędzić dalszego wstydu.
— Ja to zrobiłem, bo uznałem, że może być to zabawna przygoda i coś innego niż zwykłe umawianie się na randkę — przyznał się i podrapał po głowie. Kiedy Brooks zaczął się dalej tłumaczyć, znów nie pozostało mu nic innego jak się znowu roześmiać. — Nie wiem jak Ci to powiedzieć… — zaczął rozbawiony tym jak jego dawny uczeń się pokrętnie tłumaczył. — Ale ja też wolę przeciwną bramkę i na pewno nie zaznaczałem inaczej, żeby się rozerwać, więc chyba ktoś nam zrobił psikusa albo się pomylił — zapewnił go, żeby mieli jasność i nikt tu sobie nie pomyślał, że to jakiś podryw. Chociaż po tym jaki komplement Corey mu sprawił to Grey by prędzej mógł pomyśleć, że woli bramkarzy niż odwrotnie. No ale wierzył mu na słowo, że obaj woleli całować kobiety pod jemiołą niż facetów. — Sprawdzasz czy na pewno nie musimy? — zapytał rozbawiony, widząc, że mężczyzna sprawdza dokładnie swoją karteczkę. — Na mojej nic o tym nie ma — dodał, żeby uspokoić go i by uciekał na widok każdej jemioły, bo na jarmarku trochę ich było.
— No ale chciałem przygodę i mam Ciebie zamiast jakiejś nieznajomej, co ostatecznie nie jest taką najgorszą niespodzianką. W przeciwieństwie do jednego roku, w którym moja była żona kupiła mi na święta szczeniaka, uznawszy, że to wspaniały sposób na to bym spędzał więcej czasu w domu. Serce mi się łamało jak musiałem mu szukać nowego miejsca zamieszkania i kochającej rodziny, bo ja nie mógłbym się nim odpowiednio zająć przy mojm trybie pracy — opowiedział, dzieląc się tym przykrym wspomnieniem, w zasadzie nie wiedział po co. Może żeby się trochę zbłaźnić i wyrównać szalę, którą Corey przechylił mocno na swoją stronę. — Sorki, jakoś mi się to tak przypomniało jak pomyślałem o przykrych niespodziankach — powiedział że skruszoną miną. — Którą Ty nie jesteś, jakby co — przypomniał mu, żeby nie zrozumiał go źle i pomyślał, że Ellsworth jest wybitnie rozczarowany rozwojem wypadków. Nie była to randka, jakiej się spodziewał, ale i tak mogli się przecież razem dobrze bawić.
— Jak chcesz kogoś jednak wyrwać to mogę być Twoim pomocnikiem — zaproponował żartobliwie. — Moze popchnę Cię na jakąś ładną panią na lodowisku. Możemy chyba na nie razem iść skoro chcesz je przetestować zanim weźmiesz tu syna — mówił dalej, chcąc już wyciągnąć coś z tej pomyłki, którą popełnił ktoś w domu kultury.
Corey Brooks
— Ja to zrobiłem, bo uznałem, że może być to zabawna przygoda i coś innego niż zwykłe umawianie się na randkę — przyznał się i podrapał po głowie. Kiedy Brooks zaczął się dalej tłumaczyć, znów nie pozostało mu nic innego jak się znowu roześmiać. — Nie wiem jak Ci to powiedzieć… — zaczął rozbawiony tym jak jego dawny uczeń się pokrętnie tłumaczył. — Ale ja też wolę przeciwną bramkę i na pewno nie zaznaczałem inaczej, żeby się rozerwać, więc chyba ktoś nam zrobił psikusa albo się pomylił — zapewnił go, żeby mieli jasność i nikt tu sobie nie pomyślał, że to jakiś podryw. Chociaż po tym jaki komplement Corey mu sprawił to Grey by prędzej mógł pomyśleć, że woli bramkarzy niż odwrotnie. No ale wierzył mu na słowo, że obaj woleli całować kobiety pod jemiołą niż facetów. — Sprawdzasz czy na pewno nie musimy? — zapytał rozbawiony, widząc, że mężczyzna sprawdza dokładnie swoją karteczkę. — Na mojej nic o tym nie ma — dodał, żeby uspokoić go i by uciekał na widok każdej jemioły, bo na jarmarku trochę ich było.
— No ale chciałem przygodę i mam Ciebie zamiast jakiejś nieznajomej, co ostatecznie nie jest taką najgorszą niespodzianką. W przeciwieństwie do jednego roku, w którym moja była żona kupiła mi na święta szczeniaka, uznawszy, że to wspaniały sposób na to bym spędzał więcej czasu w domu. Serce mi się łamało jak musiałem mu szukać nowego miejsca zamieszkania i kochającej rodziny, bo ja nie mógłbym się nim odpowiednio zająć przy mojm trybie pracy — opowiedział, dzieląc się tym przykrym wspomnieniem, w zasadzie nie wiedział po co. Może żeby się trochę zbłaźnić i wyrównać szalę, którą Corey przechylił mocno na swoją stronę. — Sorki, jakoś mi się to tak przypomniało jak pomyślałem o przykrych niespodziankach — powiedział że skruszoną miną. — Którą Ty nie jesteś, jakby co — przypomniał mu, żeby nie zrozumiał go źle i pomyślał, że Ellsworth jest wybitnie rozczarowany rozwojem wypadków. Nie była to randka, jakiej się spodziewał, ale i tak mogli się przecież razem dobrze bawić.
— Jak chcesz kogoś jednak wyrwać to mogę być Twoim pomocnikiem — zaproponował żartobliwie. — Moze popchnę Cię na jakąś ładną panią na lodowisku. Możemy chyba na nie razem iść skoro chcesz je przetestować zanim weźmiesz tu syna — mówił dalej, chcąc już wyciągnąć coś z tej pomyłki, którą popełnił ktoś w domu kultury.
Corey Brooks
+30
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 24h.
3 / 5
3 / 5
about me
Jeden z Brooksów. Dyspozytor w tutejszej straży pożarnej, szalony tata, całkiem spoko człowiek.
No to teraz Corey był totalnie zakłopotany. Nie dość, że gadał głupoty, to jeszcze Graham, jego wzór męskiego piękna sprzed lat, niejako prawił mu komplementy. Niby jak inaczej zinterpretować to, że jego zdaniem Brooksowi daleko było do kasztana? I niby jak tu wierzyć w przeznaczenie?
- Stary, to... Cholera, nie masz pojęcia, jak mi ulżyło - wyraźne odetchnął z ulgą. - To na pewno robota mojego brata. Chociaż... Cofam to. Bankowo zrobiła to moja była. Bankowo wciąż na mnie leci i zrobiła to, żebym nie spotkał się z jakąś inną laską.
Na pewno tak było. Jak inaczej to wytłumaczyć? Przecież organizatorzy nie wpadliby na to, żeby umawiać ze sobą osoby tej samej płci. A to ci dopiero podstępna Saszka! Teraz Corey będzie musiał uważać, żeby przypadkiem nie podała mu zatrutych pierogów, po których mężczyzna już nigdy nie pójdzie na żadną randkę.
- To brzmi... Nie, wcale ci się nie dziwię. Sam pracuję w dziwnych godzinach, często na nocnych zmianach i gdyby ktoś sprawił mi taki prezent, też uznałbym go za nietrafiony. Decyzję o posiadaniu psa powinno się podejmować odpowiedzialnie. To przecież nie jest wełniany, puszysty sweter w renifery, który można zwrócić, bo rozmiar nam nie odpowiada.
Machnął ręką na znak, że wcale nie ma mu za złe tego typu zwierzeń. Przeciwnie. Cieszyło go to, że mimo wszystko udało im się spotkać, chociaż okoliczności były odrobinkę nietypowe.
- Nie no, daj spokój. Nie będę nikogo wyrywał, kiedy w końcu mam okazję spędzić z tobą trochę czasu. Osobiście wybrałbym coś innego, jakiś wypad na piwo albo coś związanego z surfingiem, ale chyba podoba mi się to, że mamy dziś "randkę".
Hej, to tylko hasło! A skoro właśnie ona sprawiła, że mieli okazję spotkać się po tylu latach, to Coorey zdecydowanie ne powinien narzekać. I kto wie, może take dwa kangury jak on spotkają dwie kangurzyce, które również zostały ze sobą sparowane, więc wyjdzie im z tego podwójna randka?
- Dobra, to chodźmy przetestować ten lód - zaczął powoli iść w stronę punktu w którym można wypożyczyć łyżwy. Nigdy w życiu na takowych nie jechałam, ale Corey na pewno ogarniał to lepiej niż ja - czyli ogarniał w jakikolwiek sposób. - Wspomniałeś o byłej żonie. Dlaczego wam nie wyszło?
graham ellsworth
- Stary, to... Cholera, nie masz pojęcia, jak mi ulżyło - wyraźne odetchnął z ulgą. - To na pewno robota mojego brata. Chociaż... Cofam to. Bankowo zrobiła to moja była. Bankowo wciąż na mnie leci i zrobiła to, żebym nie spotkał się z jakąś inną laską.
Na pewno tak było. Jak inaczej to wytłumaczyć? Przecież organizatorzy nie wpadliby na to, żeby umawiać ze sobą osoby tej samej płci. A to ci dopiero podstępna Saszka! Teraz Corey będzie musiał uważać, żeby przypadkiem nie podała mu zatrutych pierogów, po których mężczyzna już nigdy nie pójdzie na żadną randkę.
- To brzmi... Nie, wcale ci się nie dziwię. Sam pracuję w dziwnych godzinach, często na nocnych zmianach i gdyby ktoś sprawił mi taki prezent, też uznałbym go za nietrafiony. Decyzję o posiadaniu psa powinno się podejmować odpowiedzialnie. To przecież nie jest wełniany, puszysty sweter w renifery, który można zwrócić, bo rozmiar nam nie odpowiada.
Machnął ręką na znak, że wcale nie ma mu za złe tego typu zwierzeń. Przeciwnie. Cieszyło go to, że mimo wszystko udało im się spotkać, chociaż okoliczności były odrobinkę nietypowe.
- Nie no, daj spokój. Nie będę nikogo wyrywał, kiedy w końcu mam okazję spędzić z tobą trochę czasu. Osobiście wybrałbym coś innego, jakiś wypad na piwo albo coś związanego z surfingiem, ale chyba podoba mi się to, że mamy dziś "randkę".
Hej, to tylko hasło! A skoro właśnie ona sprawiła, że mieli okazję spotkać się po tylu latach, to Coorey zdecydowanie ne powinien narzekać. I kto wie, może take dwa kangury jak on spotkają dwie kangurzyce, które również zostały ze sobą sparowane, więc wyjdzie im z tego podwójna randka?
- Dobra, to chodźmy przetestować ten lód - zaczął powoli iść w stronę punktu w którym można wypożyczyć łyżwy. Nigdy w życiu na takowych nie jechałam, ale Corey na pewno ogarniał to lepiej niż ja - czyli ogarniał w jakikolwiek sposób. - Wspomniałeś o byłej żonie. Dlaczego wam nie wyszło?
graham ellsworth
+30
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 24h.
3 / 5
3 / 5
about me
you were the better part of every bit of beating heart that I had
Totalnie było to przeznaczenie, nie żadna Sasha i jej podstęp, ale Graham i tak się zaśmiał krótko, gdy Corey o tym wspomniał.
— Można się albo cieszyć, że jest byłą skoro do takich rzeczy się ucieka albo docenić jak bardzo się wciąż stara, żebyście do siebie wrócili — rozważył dwie opcje, nie będąc przy tym w pełni poważnym, czego nigdy w zasadzie nie można było powiedzieć o Grey’u, bo poważnym człowiekiem. je był, ale i okoliczności sprzyjały takim niezbyt wyszukanym dywagacjom. Coś o szalonych kobietach jednak wiedział, o czym z resztą Brooks się niedługo później dowiedział.
— No, też tak sądzę — zgodził się z nim i skrzywił lekko, bo nawet on, który nie był gigantycznym miłośnikiem zwierząt, miał problem z tym by rozstać się z psem, o którego przez kilka tygodni dbał zanim udało mu się znaleźć mu nowy dom. To było jednak dawno, więc ta mina szybko zniknęła z jego twarzy. — Czym się zajmujesz w tych dziwnych godzinach? — dopytał zaciekawiony. Planował skorzystać z tego zrządzenia losu Sashy i dowiedzieć się o tym co jego były uczeń porabiał przez te wszystkie lata. Poza pracowaniem nad swoją klatą, rzecz jasna.
— No wiesz, myślę, że da się to zaaranżować, jeśli ta randka dobrze nam pójdzie — stwierdził z lekkim uśmiechem, bo skoro obaj mieszkali w Lorne Bay to nic nie stało na przeszkodzie przed powtórzeniem tej rozrywki, chociaż, rzeczywiście, może w innych okolicznościach niż te. Stanęli przy ładzie, gdzie wypożyczało się łyżwy i kupowało wstęp na lodowisko. Poczekał z udzielaniem Corey’owi odpowiedzi na pytanie do czasu aż usiedli, żeby zmienić swoje normalne buty na łyżwy już we wnętrzu małej hali.
— Ona chciała innych rzeczy od życia, ja myślałem, że też mogę ich chcieć. Przez chwilę tak było, ale ostatecznie wróciłem do starych nawyków, czyli do pracowania bardzo dużo, a jej to nie odpowiadało. Przez pewien czas liczyła, że się zmienię znów i stąd wziął się, na przykład ten szczeniak, ale ostatecznie się poddała i odeszła — wyjaśnił pokrótce bez wchodzenia w szczegóły. Nie tylko ze względu na to, że gdzieś w środku wciąż miał problem z tym jak się sprawy między nimi potoczyły, choć doszedł do tego dopiero po pewnym czasie i nie chciał o tym opowiadać przy ludziach, ale też dlatego, że obawiał się, że może popsuć atmosferę tego spotkania, które po początkowych zawirowaniach się coraz bardziej rozkręcało.
— A chcesz mi opowiedzieć o swoim synu? — zagadnął go, chcąc zmienić temat na taki, który, potencjalnie, mógł być znacznie milszy. Chciał też sobie połączyć sobie obraz małego Corey’a, który miał w głowie z tym dorosłym mężczyzną, którego widział przed sobą.
Corey Brooks
— Można się albo cieszyć, że jest byłą skoro do takich rzeczy się ucieka albo docenić jak bardzo się wciąż stara, żebyście do siebie wrócili — rozważył dwie opcje, nie będąc przy tym w pełni poważnym, czego nigdy w zasadzie nie można było powiedzieć o Grey’u, bo poważnym człowiekiem. je był, ale i okoliczności sprzyjały takim niezbyt wyszukanym dywagacjom. Coś o szalonych kobietach jednak wiedział, o czym z resztą Brooks się niedługo później dowiedział.
— No, też tak sądzę — zgodził się z nim i skrzywił lekko, bo nawet on, który nie był gigantycznym miłośnikiem zwierząt, miał problem z tym by rozstać się z psem, o którego przez kilka tygodni dbał zanim udało mu się znaleźć mu nowy dom. To było jednak dawno, więc ta mina szybko zniknęła z jego twarzy. — Czym się zajmujesz w tych dziwnych godzinach? — dopytał zaciekawiony. Planował skorzystać z tego zrządzenia losu Sashy i dowiedzieć się o tym co jego były uczeń porabiał przez te wszystkie lata. Poza pracowaniem nad swoją klatą, rzecz jasna.
— No wiesz, myślę, że da się to zaaranżować, jeśli ta randka dobrze nam pójdzie — stwierdził z lekkim uśmiechem, bo skoro obaj mieszkali w Lorne Bay to nic nie stało na przeszkodzie przed powtórzeniem tej rozrywki, chociaż, rzeczywiście, może w innych okolicznościach niż te. Stanęli przy ładzie, gdzie wypożyczało się łyżwy i kupowało wstęp na lodowisko. Poczekał z udzielaniem Corey’owi odpowiedzi na pytanie do czasu aż usiedli, żeby zmienić swoje normalne buty na łyżwy już we wnętrzu małej hali.
— Ona chciała innych rzeczy od życia, ja myślałem, że też mogę ich chcieć. Przez chwilę tak było, ale ostatecznie wróciłem do starych nawyków, czyli do pracowania bardzo dużo, a jej to nie odpowiadało. Przez pewien czas liczyła, że się zmienię znów i stąd wziął się, na przykład ten szczeniak, ale ostatecznie się poddała i odeszła — wyjaśnił pokrótce bez wchodzenia w szczegóły. Nie tylko ze względu na to, że gdzieś w środku wciąż miał problem z tym jak się sprawy między nimi potoczyły, choć doszedł do tego dopiero po pewnym czasie i nie chciał o tym opowiadać przy ludziach, ale też dlatego, że obawiał się, że może popsuć atmosferę tego spotkania, które po początkowych zawirowaniach się coraz bardziej rozkręcało.
— A chcesz mi opowiedzieć o swoim synu? — zagadnął go, chcąc zmienić temat na taki, który, potencjalnie, mógł być znacznie milszy. Chciał też sobie połączyć sobie obraz małego Corey’a, który miał w głowie z tym dorosłym mężczyzną, którego widział przed sobą.
Corey Brooks
+10
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 72h.
1 / 5
1 / 5
about me
Jeden z Brooksów. Dyspozytor w tutejszej straży pożarnej, szalony tata, całkiem spoko człowiek.
Ani trochę nie dziwiłby się Saszce, gdyby okazało się, że to faktycznie ona wmanewrowała go w randkę z facetem. Nawet jeśli to nie była ona, tylko to ktoś w z Domu Kultury odrobinkę namieszał, z pewnością również była to przedstawicielka płci pięknej. Kobiety naprawdę były dziwne.
- Pracuję w straży pożarnej. Jestem dyspozytorem - pochwalił się. - Ale gdyby zaistniała potrzeba, mógłbym przerzucić się na etat strażaka, mam papiery. Jakoś tak wyszło, że nigdy nie pracowałem stricte w zawodzie.
Czy odrobinę się tego obawiał? Poniekąd tak. Być może dawniej, gdy był młodszy, byłoby to dla niego coś wielkiego, powód do dumy, ale teraz, gdy był ojcem, niekoniecznie chciał pakować się zawodowo w ryzykowne sytuacje. Wciąż miał w pamięci to, że jego własny ojciec, gliniarz, zginął na służbie. Zdecydowanie nie chciał tego samego dla swojego dziecka.
- Na pewno dobrze pójdzie. To co, umówisz się ze mną na kolejną randkę? Zobaczysz, to będzie niezapomniany wieczór - uśmiechnął się. Nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że ich kolejne spotkanie byłoby naprawdę fajne. Co racja to racja, skoro już na siebie wpadli i obaj mieszkali w Lorne Bay, trzeba było korzystać z okazji.
Trzeba również korzystać z lodowiska, dlatego dość zgrabnie poradził sobie z założeniem łyżew.
- Rozumiem. Czasami rzeczy nie układają się tak, jak byśmy sobie tego życzyli.
On sam również czuł czasami, że mógł nieco inaczej pokierować swoim życiem, podjąć jakieś inne decyzje, ale co miał teraz na to poradzić? Teraz trzeba po prostu konsekwentnie stawiać czoła codziennym wyzwaniom.
- Stary, mogę o nim opowiadać non stop - uśmiechnął się. Z kieszeni spodni wyciągnął telefon i poświęcił chwilę na wyszukanie w galerii najnowszych zdjęć chłopca. - To Scotty. Ma sześć lat. Jest szalenie odważny i ciekawy świata. Nie jestem z jego matką, ale mamy dobre relacje i staram się spędzać z nimi każdą wolną chwilę. Wiesz, nie chcę, żeby młody nie miał ojca przez to, że rodzice nie potrafili się dogadać.
To dlatego uznał, że przetestowanie lodowiska, na które planował zabrać kiedyś małego w ramach wspólnego spędzania czasu.
- Myślisz, że mają tu te takie... No te, jak to się nazywa? Takie figurki zwierzaków z uchwytami, żeby trzymać się czegoś, kiedy jest się już na lodzie. WIdziałem takie w telewizji - i zdecydowanie zamierzał ich używać.
graham ellsworth
- Pracuję w straży pożarnej. Jestem dyspozytorem - pochwalił się. - Ale gdyby zaistniała potrzeba, mógłbym przerzucić się na etat strażaka, mam papiery. Jakoś tak wyszło, że nigdy nie pracowałem stricte w zawodzie.
Czy odrobinę się tego obawiał? Poniekąd tak. Być może dawniej, gdy był młodszy, byłoby to dla niego coś wielkiego, powód do dumy, ale teraz, gdy był ojcem, niekoniecznie chciał pakować się zawodowo w ryzykowne sytuacje. Wciąż miał w pamięci to, że jego własny ojciec, gliniarz, zginął na służbie. Zdecydowanie nie chciał tego samego dla swojego dziecka.
- Na pewno dobrze pójdzie. To co, umówisz się ze mną na kolejną randkę? Zobaczysz, to będzie niezapomniany wieczór - uśmiechnął się. Nie miał żadnych wątpliwości co do tego, że ich kolejne spotkanie byłoby naprawdę fajne. Co racja to racja, skoro już na siebie wpadli i obaj mieszkali w Lorne Bay, trzeba było korzystać z okazji.
Trzeba również korzystać z lodowiska, dlatego dość zgrabnie poradził sobie z założeniem łyżew.
- Rozumiem. Czasami rzeczy nie układają się tak, jak byśmy sobie tego życzyli.
On sam również czuł czasami, że mógł nieco inaczej pokierować swoim życiem, podjąć jakieś inne decyzje, ale co miał teraz na to poradzić? Teraz trzeba po prostu konsekwentnie stawiać czoła codziennym wyzwaniom.
- Stary, mogę o nim opowiadać non stop - uśmiechnął się. Z kieszeni spodni wyciągnął telefon i poświęcił chwilę na wyszukanie w galerii najnowszych zdjęć chłopca. - To Scotty. Ma sześć lat. Jest szalenie odważny i ciekawy świata. Nie jestem z jego matką, ale mamy dobre relacje i staram się spędzać z nimi każdą wolną chwilę. Wiesz, nie chcę, żeby młody nie miał ojca przez to, że rodzice nie potrafili się dogadać.
To dlatego uznał, że przetestowanie lodowiska, na które planował zabrać kiedyś małego w ramach wspólnego spędzania czasu.
- Myślisz, że mają tu te takie... No te, jak to się nazywa? Takie figurki zwierzaków z uchwytami, żeby trzymać się czegoś, kiedy jest się już na lodzie. WIdziałem takie w telewizji - i zdecydowanie zamierzał ich używać.
graham ellsworth
+30
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 24h.
4 / 5
4 / 5
about me
you were the better part of every bit of beating heart that I had
— Kurde, bardzo fajnie, gratuluję — powiedział z uznaniem, bo to był naprawdę chwalebny zawód. Nie tylko ludzie z pierwszej linii w służbach publicznych się liczyli, całe zaplecze było równie istotne i bez nich też by to wszystko nie działało tak jak powinno. Nie miał żadnych oczekiwań względem przyszłości Corey’a gdy ostatnim razem się z nim widział, ale wyszło na to, że wyrósł na naprawdę porządnego człowieka. Takiego zawodu nie wykonywało się z braku laku czy innych możliwości, trzeba było chcieć pomagać ludziom.
— Jak tak stawiasz sprawę to tylko głupi by odmówił — stwierdził rozbawiony. Na razie, mimo drobnych niezręczności, było naprawdę fajnie, więc grzechem byłoby nie korzystać z okazji, że oboje tu byli i załapali znowu kontakt po latach. — Jak chcesz to możesz wpaść na moją farmę drugiego dnia Świąt z synem. Mam stado puchatych owiec, które lubią jak się je głaszcze — zareklamował całkiem poważnie siebie i swoich futrzastych podopiecznych na czterech nogach. Nie znał się specjalnie na dzieciach, ale wydawało mu się, że większość lubi zwierzątka. — I dużo kotów, które są bardzo łase na jedzenie i drapanie — dodał po chwili namysłu, bo to też mogło zabrzmieć zachęcająco.
Pokiwał głową na jego stwierdzenie, zostawiając już ten temat, bo nie było co się rozwlekać. Szczególnie nie wtedy, gdy mieli właśnie robić razem coś przyjemnego. Lepiej było zostawić przykre rozstania poza lodem. Roześmiał się na zapewnienie Corey’a, że mógłby bez przerwy opowiadać o Scottym. Przyjrzał się roześmianej twarzy na zdjęciu i odruchowo porównał ją z tą, która wychylała się zza ekranu.
— Jest do Ciebie bardzo podobny — uznał pogodnym tonem. Wysłuchał opisu dzieciaka, czując przyjemne ciepło rozlewające się po jego ciele jak tak słuchał, gdy mężczyzna opowiada o nim z zapałem. No serce topniało. Sasha była głupia. — Super, że udało Wam się dogadać. Brzmi jak wspaniałe dziecko — powiedział szczerze. Może i brzmiało to banalnie i trochę jakby zbywał Brooksa, ale niewiele więcej potrafił powiedzieć o latoroślach i nie rozmawiał o nich za często z ludźmi, więc nawet nie wiedział o co zapytać. Wiedział za to jak ważne jest, żeby dorastać mając oboje rodziców, którzy kochają dziecko i potrafią się ze sobą dogadać, pomimo dzielących ich różnic.
— Nie chcesz się wywalić na twarz? — zapytał żartobliwie, ale jednocześnie zaczął się już rozglądać za tym, o czym opowiadał Corey. — To będzie Twój pierwszy raz na lodzie? — dopytał go, bo dopiero połączył kropki. — O, tam jest foczka — wskazał palcem miejsce, gdzie została ostatnia (!) podpórka dla początkujących. Musieli się pospieszyć, bo reszty nie było nigdzie widać. Może dopiero na lodowisku, które kryło się za kolejnymi drzwiami. Ta część, w której byli, była jak śluza, która nie pozwalała gorącemu powietrzu wdzierać się na lód za każdym razem jak ktoś postanowi wejść lub wyjść. — Zgarnijmy ją, żebyśmy potem nie musieli podkradać jakiemuś dziecku — rzucił żartobliwie i skierował się w tamtą stronę.
Corey Brooks
Bunyip
— Jak tak stawiasz sprawę to tylko głupi by odmówił — stwierdził rozbawiony. Na razie, mimo drobnych niezręczności, było naprawdę fajnie, więc grzechem byłoby nie korzystać z okazji, że oboje tu byli i załapali znowu kontakt po latach. — Jak chcesz to możesz wpaść na moją farmę drugiego dnia Świąt z synem. Mam stado puchatych owiec, które lubią jak się je głaszcze — zareklamował całkiem poważnie siebie i swoich futrzastych podopiecznych na czterech nogach. Nie znał się specjalnie na dzieciach, ale wydawało mu się, że większość lubi zwierzątka. — I dużo kotów, które są bardzo łase na jedzenie i drapanie — dodał po chwili namysłu, bo to też mogło zabrzmieć zachęcająco.
Pokiwał głową na jego stwierdzenie, zostawiając już ten temat, bo nie było co się rozwlekać. Szczególnie nie wtedy, gdy mieli właśnie robić razem coś przyjemnego. Lepiej było zostawić przykre rozstania poza lodem. Roześmiał się na zapewnienie Corey’a, że mógłby bez przerwy opowiadać o Scottym. Przyjrzał się roześmianej twarzy na zdjęciu i odruchowo porównał ją z tą, która wychylała się zza ekranu.
— Jest do Ciebie bardzo podobny — uznał pogodnym tonem. Wysłuchał opisu dzieciaka, czując przyjemne ciepło rozlewające się po jego ciele jak tak słuchał, gdy mężczyzna opowiada o nim z zapałem. No serce topniało. Sasha była głupia. — Super, że udało Wam się dogadać. Brzmi jak wspaniałe dziecko — powiedział szczerze. Może i brzmiało to banalnie i trochę jakby zbywał Brooksa, ale niewiele więcej potrafił powiedzieć o latoroślach i nie rozmawiał o nich za często z ludźmi, więc nawet nie wiedział o co zapytać. Wiedział za to jak ważne jest, żeby dorastać mając oboje rodziców, którzy kochają dziecko i potrafią się ze sobą dogadać, pomimo dzielących ich różnic.
— Nie chcesz się wywalić na twarz? — zapytał żartobliwie, ale jednocześnie zaczął się już rozglądać za tym, o czym opowiadał Corey. — To będzie Twój pierwszy raz na lodzie? — dopytał go, bo dopiero połączył kropki. — O, tam jest foczka — wskazał palcem miejsce, gdzie została ostatnia (!) podpórka dla początkujących. Musieli się pospieszyć, bo reszty nie było nigdzie widać. Może dopiero na lodowisku, które kryło się za kolejnymi drzwiami. Ta część, w której byli, była jak śluza, która nie pozwalała gorącemu powietrzu wdzierać się na lód za każdym razem jak ktoś postanowi wejść lub wyjść. — Zgarnijmy ją, żebyśmy potem nie musieli podkradać jakiemuś dziecku — rzucił żartobliwie i skierował się w tamtą stronę.
Corey Brooks
Bunyip
+30
DODANO BONUS! Odpisz swojemu partnerowi w 24h.
4 / 5
4 / 5
about me
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
grinch mode
Awaria prądu prowadzi do całkowitego paraliżu miejsca, w którym znajdują się postacie. Jedna z nich wpada w panikę, a druga usiłuje odnaleźć rozwiązanie albo ich stamtąd wyprowadzić
Wykonajcie rzut kością 1d20. Postać z większym wynikiem wpada w panikę.
Obie postacie, za wykonanie zadania w min. jednym poście od gracza otrzymają jednorazowo po+15 śnieżynek , pod warunkiem, że każdy z postów będzie liczyć minimum 3 tys. znaków.
Zadanie można zrealizować w dowolnym momencie, ale po kolejną kartę można zgłosić się dopiero wtedy, gdy oboje z graczy zgłoszą wykonanie polecenia aktywnej karty.
Aby wylosować tę kartę, rzut kością pierwszego losowania musi wskazać liczbę w zakresie 21-40.
Wykonajcie rzut kością 1d20. Postać z większym wynikiem wpada w panikę.
Obie postacie, za wykonanie zadania w min. jednym poście od gracza otrzymają jednorazowo po
Zadanie można zrealizować w dowolnym momencie, ale po kolejną kartę można zgłosić się dopiero wtedy, gdy oboje z graczy zgłoszą wykonanie polecenia aktywnej karty.
Aby wylosować tę kartę, rzut kością pierwszego losowania musi wskazać liczbę w zakresie 21-40.


