about me
Pani chirurg przybyła z Włoch i zakochała się w swojej już żonie. Razem z Beverly planują powiększyć rodzinę, co wcale nie jest takie łatwe.

Florencja, Włochy
- Wstawaj śpiochu! – usłyszała wołanie brata, które o dziwo nie dobiegło zza drzwi a parę centymetrów nad jej uchem. Zmarszczyła nosek i schowała głowę pod kołdrą. - Nigdzie nie idę. – wymamrotała niespodziewanie czując gwałtowne uderzenie w biodro. – Ej! – warknęła z gniewem patrząc na chłopaka, który stał na straży porządku nie tylko w swych marzeniach, ale również w domu. Wyższa instancja, czyli matula, na pewno go oto poprosiła a ten jak wierny pies wykonał zadanie. – Idź sobie. Wracaj na studia egoistyczny draniu. – ponownie schowała się pod kołdrą nie zamierzając dzisiaj pójść do szkoły. Miała dość liceum i choć była już w ostatniej klasie to rówieśnicy nie dawali jej spokoju. – Nie rób tego. – starała się brzmieć groźnie czując drugie ciało, które kładło się tuż obok. On już wiedział, że coś się stało. Mówiła mu wcześniej by nie groził tym, którzy ją nękali, bo gdy on już skończy liceum to ona zostanie sama. Nie wierzył. Bronił siostry jak lew aż do ostatniego dnia szkoły. Kolejny rok, już bez niego, był Margo utrapieniem, do którego nie chciała wracać.
Nie drgnęła pozwalając bratu objąć się przed kołdrę. Spięła mięśnie i zacisnęła powieki powstrzymując płacz. W głowie wciąż dudniły bluzgi i obelgi, bo śmiała wyróżniać się na tle przeciętnych dzieciaków. Nie umiała tego zrozumieć. Nikomu nie robiła żadnej krzywdy, nie naśmiewała się, gdy komuś coś nie wychodziło i starała pomóc tym, którzy nie mieli tak wielkiej głowy, jak ona. Nie chwaliła się też swymi umiejętnościami uważając się raczej za zwykłe dziecko, które w tym danym momencie potrzebowało wsparcia. Prostego i niewymuszonego cielesnego kontaktu w postaci silnego uścisku brata, którego bicie serca potrafiło ukoić zszargane nerwy nękanej w szkole „kujonki”.
- Może zamiast iść do szkoły to razem potrenujemy? Nauczę cię paru sztuczek. – zaproponował rozluźniając uścisk. Nie przepadała za przemocą, chociaż tak naprawdę nigdy jej nie próbowała. Może kiedyś uderzyła kogoś encyklopedią i raz ugryzła kolegę na placu zabaw, ale to były odruchy, od których zazwyczaj się powstrzymywała. Najwyraźniej niepotrzebnie, bo jak się okazało, nie była taka bezbronna jak sądziła. Nadal jej największą bronią był umysł, ale nie dała się już szykanować przez rówieśników i inne wredne dzieciaki.
Palermo, Włochy
- Wybieraj. - Wiesz, że tego nie lubię. – przewróciła oczami i z pobłażaniem spojrzała na towarzyszkę, która wpatrywała się w nią z cwanym uśmiechem. Obie trafiły do tego miejsca pięć miesięcy temu i już w pierwszym tygodniu znalazły rozwiązanie na to, kto przyniesie sprzęt znajdujący się w sąsiednim budynku. Niby nic. Spacer jak każdy inny, ale to nigdy nie była zwykła przechadzka z punktu A do punktu B. Gnieżdżący się w ośrodku imigranci potrzebujący pomocy medycznej zaczepiali przechodzących obok lekarzy. Prosili aby zająć się nimi w pierwszej kolejności albo czy w środku był ktoś z ich bliskich.
To trudne i uciążliwe, bo pracy było mnóstwo, zaś w wielu przypadkach liczyła się każda minuta.
- Wybierz albo pójdziesz. – zagroziła wciąż się delikatnie uśmiechając jakby wcale nie chodziło o spacer po polu żalu, smutku, błagań i bólu; oto uroki pracy w Medecins Sans Frontieres.
- Reszka.
Reszka.
Reszka.
Wstawaj śpiochu!
Gwałtownie otworzyła powieki i usta, przez które wzięła głęboki wdech. Nos miała zapchany drobinkami pyłu i kurzu. Oczy zaczęły piec od dymu a płuca wypełniły się ciężkim i gorącym powietrzem. Policzek przylegający do podłoża palił niemiłosiernie, ale to nie ciepło od panującego klimatu a ognia pochłaniającego placówkę szpitalną. Przez parę sekund starała się zrozumieć, co takiego zaszło, lecz wtedy do jej świadomości dotarła informacja o okropnym bólu na plecach.
Ziemia zatrzęsła się, budynek zadrżał a ściany zaczęły pękać. Ludzie krzyczeli, placówka na drugim końcu korytarza zaczęła się walić i palić pod wpływem nagłego wybuchu gazu.
Bertinelli próbowała się poruszyć, lecz coś szarpnęło ją z tyłu. Fala gorąca wraz z rażącym cierpieniem opanowała całe ciało i znów zemdlała wspominając wyrzuconego przez współpracownice orła.
Orła będącego jej wybawieniem i jednocześnie wyrokiem śmierci doktor Sofii Bianchi.
Lastra a Signa, Włochy
- Nie możesz jej zabrać! – krzyknęła za pakującą rzeczy córki ex żoną. - Przekonamy się? – Kobieta wyszła z pokoju młodej pewnym krokiem kierując się do wyjścia z mieszkania Bertinelli. Od półtorej roku było między nimi źle. Praca obu wpłynęła na braki w kontaktach i zarazem w zbliżeniu się do innych osób. Obie zawiniły i obie chciały nad tym pracować, ale roczny okres separacji niczego nie dał. Jedynie doszczętnie wszystko zrujnował pozostawiając Margarite z marnym orzeczeniem o możliwości widywania dziecka w co drugi weekend.
- To też moje dziecko! – Walczyła o nią z całych sił, lecz była żona przypomniała o istotnym i jakże okropnym fakcie.
- To moja córka. Tylko i wyłącznie moja. Być może niedługo będzie też Stefana, ale nigdy nie była twoja. – Te słowa kiedyś musiały paść. Rzucone niczym szmata w twarz przypomniały Margo o rozmowach na temat adopcji córki, którą chciała sfinalizować, lecz druga strona nie była ku temu chętna.
Teraz już wiedziała czemu. Być może i wtedy przeczuwała problem uparcie naciskając na nadanie jej praw rodzicielskich, ale nigdy nie dopuszczała tego głosu do świadomości. Nigdy nie spodziewała się, że ktoś odbierze jej córkę, którą przez siedem lat wychowywała, jak swoją własną.
Florencja, Włochy
- Margo, jesteś z nami? – kolega w kitlu bezczelnie palcami pstryknął tuż przed jej nosem, czym sobie zasłużył na atak jedną z frytek, którymi zajadała się od zaledwie trzech minut, a paczka już była prawie pusta. – Jak możesz wyłączać się w takim momencie? – zapytał nie odwracając wzroku od szyby, za którą odbywała się przełomowa operacja wielkich specjalistów i jeszcze większych głów. Nie przepadała za nimi.- Nie lubię siedzieć w miejscu i nic nie robić. Kiedy siedzę to jem. – zajrzała do pustego kartonika po frytkach z niezadowoleniem stwierdzając, że ni huja, nie pójdzie w cycki. – Muszę czymś zająć ręce.
- Julie wyskoczył nowy pryszcz. Możesz go wycisnąć. – zaśmiał się otwierając usta bardzo szeroko, co dało Frankie możliwość wetknięcia w nie zgniecionego pudełeczka po frytkach. Wróciła do Florencji pół roku temu, po miesiącu dochodzenia do siebie decydując się na pracę w szpitalu, którego już miała dość.
- Doktor Bertinelli. Ordynator cię wzywa. – Młody rezydent zwrócił na siebie uwagę wszystkich zgromadzonych i choć jeszcze nikt nie wiedział, co to oznaczało, Margo wyczuwała koniec swej kariery. W duchu liczyła, że jej się upiecze, ale z tyłu głowy świeciła się czerwona lampka ostrzegawcza. Popełniła przestępstwo ubezpieczeniowe chcąc ratować młodą pacjentkę, która natychmiast potrzebowała operacji. Zrobiła to świadoma konsekwencji, które właśnie miała ponieść.
Cairns, Australia
- Proszę pani. – Margo poczuła, jak ktoś trąca ją w ramię. – Podchodzimy do lądowania. Proszę zapiąć pas. – Spod lekko uniesionych powiek dostrzegła uśmiechniętą stewardesse. Odwzajemniła grymas, kiwnęła głową i czując ogromny ból karku (po nieudanej drzemce) sięgnęła po pas. Wmawiała wszystkim, że leciała na wakacje. Odetchnie, pochodzi po tamtejszych górach i wróci z nowym planem na życie, bo chirurgiem we Włoszech już nie mogła być.
To oficjalna wersja.
Mniej oficjalna zakładała osiedlenie się w Australii po uprzedniej dobrej rozmowie o pracę w tutejszym szpitalu, którą miała umówioną na jutrzejsze popołudnie. Im też nie powie całej prawdy i jak na razie nie przejmowała się także brakiem wizy. Dopóki dokumenty zakładały jej turystyczny pobyt to będzie po prostu robić swoje.
Zacznie się martwić, gdy urząd imigracyjny zapuka do jej drzwi.
Margarita Bertinelli
~ Ma silny włoski akcent i zdarza jej się mylić słowa. Nie przywykła do tak częstego używania angielskiego, dlatego kiedy jest pełna skrajnych emocji mówi tylko i wyłącznie po włosku. ~ Od dziecka marzyła o byciu lekarzem. Nie wyobrażała się w innej roli z dokładnością rozcinając lalki oraz pluszaki, co przez terapeutę zostało nazwane okresem przejściowym, choć matka szczerze obawiała się, że pod swoim dachem wychowywała psychopatkę. Szaloną i niezdecydowaną, bo po uzyskaniu specjalizacji z chirurgii ogólnej bardzo szybko jej się odmieniło. Zakochała się w chirurgii urazowej i raz jeszcze przeszła okres przejściowy zdobywając nowe kwalifikacje, którym aktualnie wciąż jest oddana.
~ Czynnie brała udział w akcjach organizowanych przez Medecins Sans Frontieres (Lekarze Bez Granic).
~ Posiada bliznę, po głębokim i silnym oparzeniu, która jest pamiątką po wycieku gazu. Nie trudno ją przeoczyć, bo zdobi jej lewą stronę pleców oraz bok i jest wielkości dwóch dużych męskich dłoni. Z tego powodu uparcie nosi przydługie koszulki albo bokserki pod szpitalnym wdziankiem by przypadkiem nikt nie zauważył jej ‘wady’.
~ Po powrocie z Palermo kuzynostwo postanowiło zrobić jej prezent w formie psa. Sir Oscar Henry San Angelo III znany również jako Ozzie jest mały, nieporadny, ciągle gania za własnym ogonem, wpada na każdą nóżkę od krzesła, stołu lub innego mebla i nie umie szczekać, chociaż raz chyba to zrobił i Bertinelli miała wrażenie, że przy tym wypowiedział jej imię. Pies ostatecznie trafił do jej rodziców, bo szczerze powiedziawszy przez pracę nie mogła zaspokoić jego potrzeby towarzyskich.
~ Człowiek ‘zimna stopa’. Przez na ogół kiepskie krążenie krwi często ma zimne stopy i dłonie. Bywa nawet, że całą skórę ma chłodną, ale o dziwo nic z tym nie robi, bo przynajmniej nie ma problemu zimą i nie narzeka na niskie temperatury.
~ Z marchewki zrobi obiad. Z wody zrobi bimber. To drugie pędziła kiedyś z wujkiem. Gotowania nauczyła ją mama, pani domu, która nigdy przez całe swoje życie nie zamówiła gotowego jedzenia.
~ Nie przepada za sportami drużynowymi głównie przez rówieśników, którzy upodobali ją sobie jako ofiarę własnych wybryków. Liczyła głównie na siebie i mocno (poza szpitalem) ciągnęło ją do większych przestrzeni, do przyjemnego dreszczyku, który dostarcza jej wspinaczka skałkowa. Ma bardzo silny chwyt i jak mocno się wkurzy to łamie ołówki.
Środek transportu
Posiada używanego Mercedesa GLC, ale stara się poruszać komunikacją miejską.
Związek ze społecznością Aborygenów
Aktualnie brak.
Najczęściej spotkasz mnie w:
Szpital w Cairns, przychodnia w Lorne Bay (pracuje tam dorywczo) i okoliczne puby.
Kogo powiadomić w razie wypadku postaci?
Rodziców mieszkających w Florencji.
Czy wyrażasz zgodę na ingerencję MG?
Tak.
Posiada używanego Mercedesa GLC, ale stara się poruszać komunikacją miejską.
Związek ze społecznością Aborygenów
Aktualnie brak.
Najczęściej spotkasz mnie w:
Szpital w Cairns, przychodnia w Lorne Bay (pracuje tam dorywczo) i okoliczne puby.
Kogo powiadomić w razie wypadku postaci?
Rodziców mieszkających w Florencji.
Czy wyrażasz zgodę na ingerencję MG?
Tak.
Margarita Bertinelli
Stefania Spampinato
about me
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky
And as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
And as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

witamy w lorne bay
Cieszymy się, że jesteś z nami! Możesz już teraz rozpocząć swoją przygodę na forum. Przypominamy, że wszelka niezbędna wiedza o życiu w niezwykłej Australii znajduje się w przewodnikach, przy czym wiadomości podstawowe odnajdziesz we wprowadzeniu. Zajrzyj także do działu miasteczko, by poznać Lorne Bay jeszcze lepiej.
Uważaj na węże, meduzy i krokodyle i baw się dobrze!


