about me
I want you to be happy
But it's hard to watch you fall again
'Cause now I gotta play pretend
But it's hard to watch you fall again
'Cause now I gotta play pretend
Rozwiązanie morderstwa Amber Brandy nie tylko wstrząsnęło małą mieściną w Wyoming, ale też sprawiło, że Connor Westbrook pojawił się na mapie podcastów. Przyniosło mu całkiem spore zasięgi, rozgłos, a nawet kilku nowych sponsorów. Niestety, odkąd odkrył tożsamość mordercy, którym okazał się ówczesny woźny w liceum, jego kariera się zatrzymała. Potrzebował contentu, a z kaźdym dniem coraz bardziej tracił nadzieję na to, że ktoś w magiczny sposób padnie trupem tuż obok, i on będzie na miejscu, i cała ta zabawa zacznie się jeszcze raz.
Aż tutaj… flash, Bam, Alakazam.… szczerze mówiąc, nie jedyny.
Nic nie zapowiadało, że to będzie tak niesamowity poniedziałek. Zaczął się całkiem normalnie. Po pierwsze, Connor otworzył oczy. I dzięki Bogu, póki co, to wciąż się powtarzało co rano. Potem jęknął i ziewnął, przeciągnął się - tak jak robił to dotychczas. Niebo było bezchmurne, a rajskie ptaki latały to tu, to tam, wydając z siebie dziwne dźwięki.
Jakiś czas temu.
Poniedziałek,
8.22 rano
Odpalił muzykę na swojej mikrowieży, a zanim dźwięki muzyki dotarły do jego uszu, musiały przedrzeć się przez te wszystkie ubrania, które na niej lezały. Przez co nie było za głośno, a Juno nadal mogła spać w swojej TOTALNIE OSOBNEJ SYPIALNI W TEJ WIEKIEJ NICZYM DOM CARRTINGTONÓW PRZYCZEPIE. Owszem, czasem spali sobie razem, ale mieli OSOBNE POKOJE. Pierwsze, co dostał, to powiadomienie.
BING. I kiedy spojrzał na ekran telefonu, zobaczył swoją nominację do iHeartPodcast Awards. Najpierw się uszczypnął, a kied poczuł ból, aż pisnął. Po pierwsze z bólu, a po drugie z tego, jak wielkim wyróżnieniem była ta nominacja. Nie czekając na nic, chwycił za telefon, odpalił dyktafon i, dramatycznie obracając się wokół własnej osi, zaczął mówić:
-Cóż to za wspaniała wiadomość! Mój podcast został nominowany do nagrody iHeartPodcast. Warto było ryzykować swoim i Juno życiem, tylko po to, by znaleźć mordercę, który ukrywał się w małej miescowości Cottonwood falls! Bardzo dziękuję za tę nominację i obiecuję, że już niedługo wrócę z drugim sezonem tego NOMINOWANEGO podcastu. Z nową tajemnica, nowymi wątkami i przede wszystkim nowym śledztwem! - skończył nagrywac, a następnie odsłuchał swoje nagranie. Szybko wyczyścił dźwięk, uciął pauzę to tu, to tam, a w międzyczasie zaparzał sobie kawę. W końcu opublikował na Spotify "Podziękowania za nominację [odcinek specjalny]" i, trzymając kubek w dłoniach, wyszedł przed przyczepę. I tak sobie stoi na ganku, patrząc przed siebie, zupełnie jak na jakimś Wisteria Lane, tylko że to trailer park, a on nie jest Evą Longorią, tylko Connorem Westbrook.
Który za chuja nie miał pojęcia, o czym nagra drugi sezon podcastu.
Drago Colter
Aż tutaj… flash, Bam, Alakazam.… szczerze mówiąc, nie jedyny.
Nic nie zapowiadało, że to będzie tak niesamowity poniedziałek. Zaczął się całkiem normalnie. Po pierwsze, Connor otworzył oczy. I dzięki Bogu, póki co, to wciąż się powtarzało co rano. Potem jęknął i ziewnął, przeciągnął się - tak jak robił to dotychczas. Niebo było bezchmurne, a rajskie ptaki latały to tu, to tam, wydając z siebie dziwne dźwięki.
Jakiś czas temu.
Poniedziałek,
8.22 rano
Odpalił muzykę na swojej mikrowieży, a zanim dźwięki muzyki dotarły do jego uszu, musiały przedrzeć się przez te wszystkie ubrania, które na niej lezały. Przez co nie było za głośno, a Juno nadal mogła spać w swojej TOTALNIE OSOBNEJ SYPIALNI W TEJ WIEKIEJ NICZYM DOM CARRTINGTONÓW PRZYCZEPIE. Owszem, czasem spali sobie razem, ale mieli OSOBNE POKOJE. Pierwsze, co dostał, to powiadomienie.
BING. I kiedy spojrzał na ekran telefonu, zobaczył swoją nominację do iHeartPodcast Awards. Najpierw się uszczypnął, a kied poczuł ból, aż pisnął. Po pierwsze z bólu, a po drugie z tego, jak wielkim wyróżnieniem była ta nominacja. Nie czekając na nic, chwycił za telefon, odpalił dyktafon i, dramatycznie obracając się wokół własnej osi, zaczął mówić:
-Cóż to za wspaniała wiadomość! Mój podcast został nominowany do nagrody iHeartPodcast. Warto było ryzykować swoim i Juno życiem, tylko po to, by znaleźć mordercę, który ukrywał się w małej miescowości Cottonwood falls! Bardzo dziękuję za tę nominację i obiecuję, że już niedługo wrócę z drugim sezonem tego NOMINOWANEGO podcastu. Z nową tajemnica, nowymi wątkami i przede wszystkim nowym śledztwem! - skończył nagrywac, a następnie odsłuchał swoje nagranie. Szybko wyczyścił dźwięk, uciął pauzę to tu, to tam, a w międzyczasie zaparzał sobie kawę. W końcu opublikował na Spotify "Podziękowania za nominację [odcinek specjalny]" i, trzymając kubek w dłoniach, wyszedł przed przyczepę. I tak sobie stoi na ganku, patrząc przed siebie, zupełnie jak na jakimś Wisteria Lane, tylko że to trailer park, a on nie jest Evą Longorią, tylko Connorem Westbrook.
Który za chuja nie miał pojęcia, o czym nagra drugi sezon podcastu.
Drago Colter
about me
Remontuje farmę otrzymaną od przyjaciela, robi prawo jazdy, roznosi listy jeżdżąc na rowerze i próbuje wyrwać młodszą siostrę spod jarzma ojca-alkoholika
Poniedziałki dla Coltera wyglądały z reguły tak samo. Pobudka o godzinie piątej rano, zwleczenie z kanapy w salonie, toaleta, przebranie w przyszykowane wieczorem ubrania, wzięcie leków, zgarnięcie z lodówki dwóch śniadań i napojów, zerknięcie na siostrę śpiącą w przyczepowej sypialni, pozostawienie jej opcjonalnej notatki z wytycznymi i przejazd na pocztę przy pomocy elektrycznego roweru. Na miejscu zapisywał się na liście obecności, czekał na przekazanie listów oraz paczek i zasiadał z powrotem na rower, w międzyczasie ustalając sobie dogodną trasę, aby sprawnie dostarczyć przesyłki. Bynajmniej nie uchodził za wyrodnego opiekuna, który to miał kompletnie wywalone w siostrę oraz jej drogę do szkoły. Szczęśliwe, przy osiedlu farm znajdował się przystanek autobusu szkolnego, zabierającego Dagny do placówki oświatowej zgodnie z rozkładem. Czekał jedynie na SMS potwierdzający bezpieczne dotarcie do celu. Z reguły wystarczało krótkie „Jestem”, aby nie musiał martwić się przez pół zmiany, próbując dostosować trasę, aby zahaczyć przy okazji o szkołę. Na swojej krótkiej liście rzeczy do ogarnięcia na dniach, miał jeszcze zdanie egzaminu na prawo jazdy oraz przewóz części mebli na farmę, w której gotowa była już kuchnia, łazienka oraz jeden pokój. Potrzebował jeszcze trochę czasu na dopracowanie korytarza oraz małych drobiazgów, jednak przy tym mógł dłubać już po oficjalnej przeprowadzce.
Szczerze mówiąc, przyzwyczaił się do życia w przyczepie. Lubił również sąsiadów, zwłaszcza tych, pomagających w opiece nad Dagny. Zapewnił zarówno Juno, jak i Connora, że będą mogli w każdej chwili odwiedzić go na farmie, na której do dyspozycji gości był osobny pokój, wymagający małego odświeżenia. Nim również zajmie się w przeciągu kolejnych dni. Sporadycznie pojawiał się również na farmie Barbie, aby dorobić w ten sposób do remontu oraz rodzinnych wydatków.
Wszystko zdawało się zmierzać w dobrą stronę.
Po godzinie ósmej zawitał na znajome osiedle przyczepowe. Miał do dostarczenia dwa listy oraz jedną paczkę. Papierowe koperty zostawił w skrzynkach przy odpowiednich numerach, aż przyszła kolej na przesyłkę, którą to powinien przekazać do rąk własnych adresata.
Connor Westbrook.
Nie był to pierwszy raz, gdy przynosił przesyłkę do młodych sąsiadów. Zdaje się, że część paczek leciała aż z Chin, co świadczyło o uwielbieniu Amerykanów do portali typu Aliexpress lub Temu. Być może sam powinien się skusić na kilka przystępnych cenowo drobiazgów, choćby celem doposażenia auta, ewentualnie za jakiś czas zakupi, po pozytywnym przebiegu egzaminu.
Dostrzegając Connora siedzącego na ganku uśmiechnął się delikatnie, machając już z daleka. Prowadził rower po swojej prawej stronie, trzymając jednocześnie pod ramieniem zaadresowaną do sąsiada przesyłkę.
- Hej, jak mija poranek, działo się już coś ciekawego? - zagaił na wstępie, zerkając na boki jakby rzeczywiście spodziewał się dramatycznej sceny przy którejś z przyczep. Tak już bywało na tym osiedlu: zdarzały się nocne awantury, poranne kłótnie, incydenty… nie wszyscy mieszkańcy byli zrównoważeni psychicznie, a część konfliktów oglądało się niemal tak intensywnie, jak reality show.
- Mam dla ciebie przesyłkę - dodał po chwili, zerkając na przetrzymywany przy ramieniu karton, który to zamierzał przekazać, po ustawieniu roweru na solidnej nóżce.
Szczerze mówiąc, przyzwyczaił się do życia w przyczepie. Lubił również sąsiadów, zwłaszcza tych, pomagających w opiece nad Dagny. Zapewnił zarówno Juno, jak i Connora, że będą mogli w każdej chwili odwiedzić go na farmie, na której do dyspozycji gości był osobny pokój, wymagający małego odświeżenia. Nim również zajmie się w przeciągu kolejnych dni. Sporadycznie pojawiał się również na farmie Barbie, aby dorobić w ten sposób do remontu oraz rodzinnych wydatków.
Wszystko zdawało się zmierzać w dobrą stronę.
Po godzinie ósmej zawitał na znajome osiedle przyczepowe. Miał do dostarczenia dwa listy oraz jedną paczkę. Papierowe koperty zostawił w skrzynkach przy odpowiednich numerach, aż przyszła kolej na przesyłkę, którą to powinien przekazać do rąk własnych adresata.
Connor Westbrook.
Nie był to pierwszy raz, gdy przynosił przesyłkę do młodych sąsiadów. Zdaje się, że część paczek leciała aż z Chin, co świadczyło o uwielbieniu Amerykanów do portali typu Aliexpress lub Temu. Być może sam powinien się skusić na kilka przystępnych cenowo drobiazgów, choćby celem doposażenia auta, ewentualnie za jakiś czas zakupi, po pozytywnym przebiegu egzaminu.
Dostrzegając Connora siedzącego na ganku uśmiechnął się delikatnie, machając już z daleka. Prowadził rower po swojej prawej stronie, trzymając jednocześnie pod ramieniem zaadresowaną do sąsiada przesyłkę.
- Hej, jak mija poranek, działo się już coś ciekawego? - zagaił na wstępie, zerkając na boki jakby rzeczywiście spodziewał się dramatycznej sceny przy którejś z przyczep. Tak już bywało na tym osiedlu: zdarzały się nocne awantury, poranne kłótnie, incydenty… nie wszyscy mieszkańcy byli zrównoważeni psychicznie, a część konfliktów oglądało się niemal tak intensywnie, jak reality show.
- Mam dla ciebie przesyłkę - dodał po chwili, zerkając na przetrzymywany przy ramieniu karton, który to zamierzał przekazać, po ustawieniu roweru na solidnej nóżce.
about me
I want you to be happy
But it's hard to watch you fall again
'Cause now I gotta play pretend
But it's hard to watch you fall again
'Cause now I gotta play pretend
Connor właśnie był zajety zapijaniem kawą swoich watpliwosci i lęków, oraz dramatycznym spoglądaniem w dal, kiedy usłyszał znajomy głos. No cóż, będzie musiał przełożyć na inny moment zastanawianie się, o czym do jasnej cholery nagra nowy sezon. Chłopak mrugnął kilka razy, jakby próbował sprowadzić się na ziemię, a nastepnie uśmiechnął na widok listonosza.
Dopiero po chwili do niego dotarło, co też Drago powiedział. -Chwila, paczke?- a następnie spojrzał na kartonik, który listonosz trzymał w ręku.
Westbrook lekko się zarumienił. Można by pomysleć, że karton skrywa jakiegoś sztucznego turboptysia albo action figure Christine Grey-Aha - wydukał jedynie. Tak bardzo nie wiedział co ma powiedzieć, że wypalił pierwszą rzecz, która przyszła mu do głowy-Wy to macie przerąbane, nie? zagaił, po czym pstryknał palcami i dodał-No, Wy w sensie listonosze, a nie…że….. biali. Czy…coś… - chrząknął próbując przeczyścić gardło-Bo ja sam jestem biały, wiesz? - dodał z takim naciskiem na słowo "też", że trudno powiedzieć, czy aż tak chciał być inkluzywny, czy aż tak diabelnie niezręczną rzecz zamówił. I na litość boską nie pytajcie dlaczego Connie w ogóle poruszył temat rasy między dwoma białasami, ale czasem za bardzo wkręcał się w swoje seriale o czarnych. I żył ich problemami. To się nazywa empatia.
No ale co może się skrywać w paczce? Czyżby kartonowa podobizna Austina Butlera?-A opowiadałem Ci kiedykolwiek o tym, jak sam spróbowałem sił jako listonosz? - zapytał z uśmiechem na twarzy. Dopiero po chwili dodał-Co prawda w grze Lake, ale według mnie i tak się liczy. Poznałem te podstawy. Bo wiesz, Babcia Westbrook zawsze mówiła, ze jak juz poznasz podstawy, to reszta sama przyjdzie - dodał pośpiesznie. I teraz, kiedy tak o tym myślał, to w sumie trochę było mu tęsknie do babci.
Kolejna krótka, całkiem niezręczna pauza sprawiła, że biedny Connor znów postanowił się odezwać. Chile, miej litość-Dostałem nominację do iHeartPodcast Awards, super, nie? - zapytał z wyraźnym ożywieniem. Zdecydowanie potem będzie pił wino musujące z Juno, świętując ten całkiem spory sukces. Powoli zaczynało mu brakować powietrza w płucach, dlatego na zakończenie wziął głęboki wdech, który sprawił, że aż zachłysnął się powietrzem. Zupełnie jak wtedy, gdy podczas swojego swiatowego road tripu zawitał do Amsterdamu i gdzie szukał ławki z "Gwiazd naszych wina"-Ym… a…. Twój dzień jak tak mija? - dodał z niepewnym uśmiechem kogoś, kto na końcu języka miał pytanie "przegiołem, co".
Drago Colter
Dopiero po chwili do niego dotarło, co też Drago powiedział. -Chwila, paczke?- a następnie spojrzał na kartonik, który listonosz trzymał w ręku.
Westbrook lekko się zarumienił. Można by pomysleć, że karton skrywa jakiegoś sztucznego turboptysia albo action figure Christine Grey-Aha - wydukał jedynie. Tak bardzo nie wiedział co ma powiedzieć, że wypalił pierwszą rzecz, która przyszła mu do głowy-Wy to macie przerąbane, nie? zagaił, po czym pstryknał palcami i dodał-No, Wy w sensie listonosze, a nie…że….. biali. Czy…coś… - chrząknął próbując przeczyścić gardło-Bo ja sam jestem biały, wiesz? - dodał z takim naciskiem na słowo "też", że trudno powiedzieć, czy aż tak chciał być inkluzywny, czy aż tak diabelnie niezręczną rzecz zamówił. I na litość boską nie pytajcie dlaczego Connie w ogóle poruszył temat rasy między dwoma białasami, ale czasem za bardzo wkręcał się w swoje seriale o czarnych. I żył ich problemami. To się nazywa empatia.
No ale co może się skrywać w paczce? Czyżby kartonowa podobizna Austina Butlera?-A opowiadałem Ci kiedykolwiek o tym, jak sam spróbowałem sił jako listonosz? - zapytał z uśmiechem na twarzy. Dopiero po chwili dodał-Co prawda w grze Lake, ale według mnie i tak się liczy. Poznałem te podstawy. Bo wiesz, Babcia Westbrook zawsze mówiła, ze jak juz poznasz podstawy, to reszta sama przyjdzie - dodał pośpiesznie. I teraz, kiedy tak o tym myślał, to w sumie trochę było mu tęsknie do babci.
Kolejna krótka, całkiem niezręczna pauza sprawiła, że biedny Connor znów postanowił się odezwać. Chile, miej litość-Dostałem nominację do iHeartPodcast Awards, super, nie? - zapytał z wyraźnym ożywieniem. Zdecydowanie potem będzie pił wino musujące z Juno, świętując ten całkiem spory sukces. Powoli zaczynało mu brakować powietrza w płucach, dlatego na zakończenie wziął głęboki wdech, który sprawił, że aż zachłysnął się powietrzem. Zupełnie jak wtedy, gdy podczas swojego swiatowego road tripu zawitał do Amsterdamu i gdzie szukał ławki z "Gwiazd naszych wina"-Ym… a…. Twój dzień jak tak mija? - dodał z niepewnym uśmiechem kogoś, kto na końcu języka miał pytanie "przegiołem, co".
Drago Colter
about me
Remontuje farmę otrzymaną od przyjaciela, robi prawo jazdy, roznosi listy jeżdżąc na rowerze i próbuje wyrwać młodszą siostrę spod jarzma ojca-alkoholika
Pokiwał głową na jakże retoryczne pytanie Connora, delikatnie unosząc przesyłkę, po oparciu roweru o masywną, metalową nóżkę.
- Niespodziewana? - w gruncie rzeczy chłopak nie musiał mu odpowiadać na to pytanie, bo była to jego prywatna sprawa, nie mniej, Colter wolał utrzymywać pozytywne kontakty z sąsiadami i poświęcić odrobinę czasu na small talk. Juno i Connor wydawali się w porządku, nie byli jeszcze przeżarci przez sąsiedztwo pełne zadymiarzy i mruków, a to był zdecydowany plus (nie wspominając o możliwości pozostawienia u nich Dagny, kiedy akurat musiał coś załatwić).
Uniósł brwi nieco wyżej, gdy zamiast zwyczajnego odebrania przesyłki, chłopak zagaił o naturę jego pracy. Czasami słyszał podobne uwagi z ust seniorek, którym dostarczał paczki, a te akurat miały potrzebę z kimś pogadać. Parę razy skusił się nawet na herbatę i kawałek domowego ciasta, o ile nie miał zbyt wielu przesyłek do dostarczenia. Musiał wyrabiać jako tako normę, aby z dnia na dzień poczta nie zechciała zakończyć z nim współpracy. Potrzebował tej normalnej roboty, co by utrzymać status osoby pracowitej, uczciwej i nieszukającej zarobku po kątach, na czarno.
- Jasne - Colter kiwnął głową i po chwili parsknął śmiechem, słysząc o sprostowaniu, przy jednoczesnym poruszeniu tematu rasowego. - Zabawny jesteś. Luz. Czasami bywa ciężko.
Oczywiście swoje słowa wiązał ściśle z pracą kuriera. Obłożenie paczkami w okolicach świąt, albo innych, wyjątkowych dni, potrafiło być ogromne. Jako, że nie posiadał (jeszcze) prawa jazdy, omijały go stosy wielkich paczek, jednak działo się to kosztem zarobków. Kiedy już otrzyma odpowiednie uprawnienia i będzie mógł prowadzić samochód, wypłata powinna się powiększyć.
- Serio? - uniósł ciekawsko brwi, kiedy Connor nawiązał do kariery pocztowej. Okazało się, że chodziło o jakiś symulator w formie gierki, aczkolwiek jeśli ta była dobrze zrobiona, mogła trafnie oddać charakter pracy listonosza.
Skinął głową, przytakując tym samym na powiedzenie babci Westbrook.
- Początki bywają trudne, ale jak już wdrożysz się w rytm, idzie wytrzymać - nie mógłby powiedzieć, że praca listonosza była szczytem jego marzeń. Gdyby nie kwestie zdrowotne, zostałby ratownikiem medycznym, albo strażakiem, niestety, pula genów okrutnie zweryfikowała jego marzenia i żadne pieniądze nie zmieniłyby jego przypadłości.
- O, to brzmi… nieźle. Musisz być cholernie dobrym podcasterem - Drago za cholerę nie wiedział, czym była nagroda iHeartPodcast, nie mniej, pewnie oznaczała prestiż, skoro Connor chwalił się nominacją. Dzięki Dagny zorientował się kim naprawdę byli podcasterzy i że byli odłamem internetowej branży rozrywkowej.
- Po staremu. Jeśli uda mi się do końca miesiąca wyremontować kuchnię na farmie, będzie zajebiście - podsumował, słysząc kolejne pytanie, w trakcie którego podszedł bliżej, co by przekazać Connorowi paczkę.
- Chciałbyś sprawdzić zawartość czy ufasz mi, że dotarła w całości? - zaśmiał się krótko, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że kurierzy mieli różną renomę. Zdarzali się również tacy, którzy podstępem kradli zawartość paczek, wrzucając do środka śmieci. Jego własna moralność nie pozwoliłaby mu na takie sztuczki. Miewał problemy z prawem i wplątywał się w różne, nieciekawe akcje, jednak nigdy nie dał nikomu powodów, aby nazwać go parszywym złodziejem (poza sytuacją, gdy prawie wypłynął obcą łódką na środek jeziora, ale to się nie liczy, bo łódki nie przywłaszczył na stałe)
- Pogadałbym dłużej, ale mam jeszcze sporo adresów do obskoczenia, więc… - wzruszył ramionami i uśmiechnął się delikatnie, nie chcąc wyjść na odludka, albo innego dzikusa. Pewnie i tak spotkają się z Connorem wieczorem, albo przy najbliższych dniach, w końcu mieszkali niedaleko siebie.
- Niespodziewana? - w gruncie rzeczy chłopak nie musiał mu odpowiadać na to pytanie, bo była to jego prywatna sprawa, nie mniej, Colter wolał utrzymywać pozytywne kontakty z sąsiadami i poświęcić odrobinę czasu na small talk. Juno i Connor wydawali się w porządku, nie byli jeszcze przeżarci przez sąsiedztwo pełne zadymiarzy i mruków, a to był zdecydowany plus (nie wspominając o możliwości pozostawienia u nich Dagny, kiedy akurat musiał coś załatwić).
Uniósł brwi nieco wyżej, gdy zamiast zwyczajnego odebrania przesyłki, chłopak zagaił o naturę jego pracy. Czasami słyszał podobne uwagi z ust seniorek, którym dostarczał paczki, a te akurat miały potrzebę z kimś pogadać. Parę razy skusił się nawet na herbatę i kawałek domowego ciasta, o ile nie miał zbyt wielu przesyłek do dostarczenia. Musiał wyrabiać jako tako normę, aby z dnia na dzień poczta nie zechciała zakończyć z nim współpracy. Potrzebował tej normalnej roboty, co by utrzymać status osoby pracowitej, uczciwej i nieszukającej zarobku po kątach, na czarno.
- Jasne - Colter kiwnął głową i po chwili parsknął śmiechem, słysząc o sprostowaniu, przy jednoczesnym poruszeniu tematu rasowego. - Zabawny jesteś. Luz. Czasami bywa ciężko.
Oczywiście swoje słowa wiązał ściśle z pracą kuriera. Obłożenie paczkami w okolicach świąt, albo innych, wyjątkowych dni, potrafiło być ogromne. Jako, że nie posiadał (jeszcze) prawa jazdy, omijały go stosy wielkich paczek, jednak działo się to kosztem zarobków. Kiedy już otrzyma odpowiednie uprawnienia i będzie mógł prowadzić samochód, wypłata powinna się powiększyć.
- Serio? - uniósł ciekawsko brwi, kiedy Connor nawiązał do kariery pocztowej. Okazało się, że chodziło o jakiś symulator w formie gierki, aczkolwiek jeśli ta była dobrze zrobiona, mogła trafnie oddać charakter pracy listonosza.
Skinął głową, przytakując tym samym na powiedzenie babci Westbrook.
- Początki bywają trudne, ale jak już wdrożysz się w rytm, idzie wytrzymać - nie mógłby powiedzieć, że praca listonosza była szczytem jego marzeń. Gdyby nie kwestie zdrowotne, zostałby ratownikiem medycznym, albo strażakiem, niestety, pula genów okrutnie zweryfikowała jego marzenia i żadne pieniądze nie zmieniłyby jego przypadłości.
- O, to brzmi… nieźle. Musisz być cholernie dobrym podcasterem - Drago za cholerę nie wiedział, czym była nagroda iHeartPodcast, nie mniej, pewnie oznaczała prestiż, skoro Connor chwalił się nominacją. Dzięki Dagny zorientował się kim naprawdę byli podcasterzy i że byli odłamem internetowej branży rozrywkowej.
- Po staremu. Jeśli uda mi się do końca miesiąca wyremontować kuchnię na farmie, będzie zajebiście - podsumował, słysząc kolejne pytanie, w trakcie którego podszedł bliżej, co by przekazać Connorowi paczkę.
- Chciałbyś sprawdzić zawartość czy ufasz mi, że dotarła w całości? - zaśmiał się krótko, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że kurierzy mieli różną renomę. Zdarzali się również tacy, którzy podstępem kradli zawartość paczek, wrzucając do środka śmieci. Jego własna moralność nie pozwoliłaby mu na takie sztuczki. Miewał problemy z prawem i wplątywał się w różne, nieciekawe akcje, jednak nigdy nie dał nikomu powodów, aby nazwać go parszywym złodziejem (poza sytuacją, gdy prawie wypłynął obcą łódką na środek jeziora, ale to się nie liczy, bo łódki nie przywłaszczył na stałe)
- Pogadałbym dłużej, ale mam jeszcze sporo adresów do obskoczenia, więc… - wzruszył ramionami i uśmiechnął się delikatnie, nie chcąc wyjść na odludka, albo innego dzikusa. Pewnie i tak spotkają się z Connorem wieczorem, albo przy najbliższych dniach, w końcu mieszkali niedaleko siebie.
about me
I want you to be happy
But it's hard to watch you fall again
'Cause now I gotta play pretend
But it's hard to watch you fall again
'Cause now I gotta play pretend
Być może Connor powinien poczuć się fajny, że został nazwany zabawnym. No i początkowo nawet na jego twarzy pojawił się uśmiech, ale szybko znikł, kiedy przypomniał sobie ostatni raz, kiedy ktoś przystojny nazwał go zabawnym. A był to Crispin, pielęgniarz z Cottonwood Falls, którego Connie zaprosił na randkę w rodzinnej stodole. Wtedy naprawdę się przygotował do tego wydarzenia roku - wydrukował śliczną wieżę Eiffla na drukarce brata, przygotował stolik, światła, a nawet zabawkowe szczury i kloszarda. Wtedy też usłyszał o sobie, że jest zabawny. Paryż pełną gębą. To nie wystarczyło.
-No tak - mruknął, mimowolnie spoglądając gdzieś pod nogi. Dlaczego patrzył na swoje nogi? Może chciał się upewnić, że ma nadal stopy, że nadal jest tutaj, żyje, funkcjonuje. Oddycha. Mimo tego, że chętnie by się zapadł pod ziemię. No jakoś niezręcznie mu się zrobiło, a teraz, kiedy wspomniał o grze, w której rozdaje listy, to już w ogóle poczuł się jak idiota.
Kiedy usłyszał uwagę o tym, że musi być cholernie dobrym podcasterem, aż wypiął pierś dumnie, odzyskując nieco panowanie nad sytuacją. Kiwnął głową - No trzeba przyznać, że wychodzi mi to całkiem spoko - oświadczył z cwanym uśmiechem. Wziął do rąk paczkę od listonosza, potrząsnął nią, próbując wykminić, co to właściwie jest - Nie, nie, luz. Na pewno jest w całości - a przynajmniej było, zanim zaczął tym potrząsać jak pojebany. Kiwnął nawet głową na pożegnanie - No to udanego. - a następnie skierował się ponownie w stronę swojego domu. Czyli przyczepy.
Tydzień później
Godzina 9.21
Dlaczego? Co sprawiło, że los zdecydował się od niego odwrócić? Czy to te liczne żarty z brata Juno sprawiły, że karma go ugryzła w dupę, a on przegrał w iHeartPodcast? Czy to właśnie karma była winna temu? Jeszcze nie było dziesiątej, a on już popijał sobie z gwinta, niczym upadła diwa kina niemego po tym, gdy wymyślono w filmie dźwięk. I teraz już wiedział, że ani comeback, ani return nie jest mu możliwy. Do diabła z tymi podcastami! Wróci do Cottonwood Falls, założy kocią kawiarnię i będzie cholernie szczęśliwy. To nic, że w Cottonwood Falls nie ma kotów ani też za wiele kawiarni. W ogóle to nawet ilość dróg asfaltowych jest znacznie ograniczona. On będzie sobie tam żył, będzie zajmował się kotkami i wszystko będzie dobrze.
Pociągnął kolejny łyk wina. Truskawkowe. Boże, jak można pić truskawkowe wino? Lisa Vanderpump would never. No, ale ona też nigdy nie straciła wszystkiego, na czym jej zależało. Pociągnął nosem i rozejrzał się smutno po okolicy. Boże, jak tutaj jest przygnębiająco.
Drago Colter
-No tak - mruknął, mimowolnie spoglądając gdzieś pod nogi. Dlaczego patrzył na swoje nogi? Może chciał się upewnić, że ma nadal stopy, że nadal jest tutaj, żyje, funkcjonuje. Oddycha. Mimo tego, że chętnie by się zapadł pod ziemię. No jakoś niezręcznie mu się zrobiło, a teraz, kiedy wspomniał o grze, w której rozdaje listy, to już w ogóle poczuł się jak idiota.
Kiedy usłyszał uwagę o tym, że musi być cholernie dobrym podcasterem, aż wypiął pierś dumnie, odzyskując nieco panowanie nad sytuacją. Kiwnął głową - No trzeba przyznać, że wychodzi mi to całkiem spoko - oświadczył z cwanym uśmiechem. Wziął do rąk paczkę od listonosza, potrząsnął nią, próbując wykminić, co to właściwie jest - Nie, nie, luz. Na pewno jest w całości - a przynajmniej było, zanim zaczął tym potrząsać jak pojebany. Kiwnął nawet głową na pożegnanie - No to udanego. - a następnie skierował się ponownie w stronę swojego domu. Czyli przyczepy.
Tydzień później
Godzina 9.21
Dlaczego? Co sprawiło, że los zdecydował się od niego odwrócić? Czy to te liczne żarty z brata Juno sprawiły, że karma go ugryzła w dupę, a on przegrał w iHeartPodcast? Czy to właśnie karma była winna temu? Jeszcze nie było dziesiątej, a on już popijał sobie z gwinta, niczym upadła diwa kina niemego po tym, gdy wymyślono w filmie dźwięk. I teraz już wiedział, że ani comeback, ani return nie jest mu możliwy. Do diabła z tymi podcastami! Wróci do Cottonwood Falls, założy kocią kawiarnię i będzie cholernie szczęśliwy. To nic, że w Cottonwood Falls nie ma kotów ani też za wiele kawiarni. W ogóle to nawet ilość dróg asfaltowych jest znacznie ograniczona. On będzie sobie tam żył, będzie zajmował się kotkami i wszystko będzie dobrze.
Pociągnął kolejny łyk wina. Truskawkowe. Boże, jak można pić truskawkowe wino? Lisa Vanderpump would never. No, ale ona też nigdy nie straciła wszystkiego, na czym jej zależało. Pociągnął nosem i rozejrzał się smutno po okolicy. Boże, jak tutaj jest przygnębiająco.
Drago Colter
about me
Remontuje farmę otrzymaną od przyjaciela, robi prawo jazdy, roznosi listy jeżdżąc na rowerze i próbuje wyrwać młodszą siostrę spod jarzma ojca-alkoholika
Dzisiejszą zmianę Drago zaczynał nieco później, w związku z czym porządnie skorzystał z okazji na dłuższe zaleganie w łóżku, to jest do godziny siódmej trzydzieści. Na śniadanie zjadł parę tostów z serem i szynką, które popił mocną kawą, upewniając się, że Dagny zabrała do szkoły wszystkie wymagane rzeczy (w tym blok na plastykę, o którym pamiętał od wczoraj). Przekazał jeszcze siostrze termiczny kubek z herbatą i przypomniał, aby napisała, gdy już będzie na miejscu.
Po krótkim śniadaniu przyszła pora na małe porządki. Starł kurz z blatów salono-kuchni, dostrzegając rysunek Dagny, który to miał trafić do Juno. Zapomniała zabrać go ze sobą, zapewne przez lekki stres, związany z kartkówką z przyrody. Szczerze mówiąc, Drago wciąż miewał niekiedy koszmary, związane ze szkołą. Mimo dorosłego życia, które prowadził, przerażał się, widząc uwalone sprawdziany, które to w sennych wizjach musiał poprawiać, co by zdać do kolejnej klasy. Ogromną ulgę czuł po wybudzeniu, gdy wracał do rzeczywistości, pozbawionej cholernych kartkówek, sprawdzianów i innych cyrków, uprzykrzających uczniom życie.
Spakowawszy kanapki, nieco picia i danie do odgrzania w socjalnym na poczcie, chwycił jeszcze rysunek Dagny, co by zamknąć przyczepę i przejść do sąsiadów. Zamierzał wcielić się w rolę prywatnego posłańca siostry, aby dostarczyć całkiem imponujący rysunek konia, sporządzony dla Juno. Widać, Dagny podzielała z bratem talent do rysunków, co być może kiedyś wykorzysta. Mogłaby iść w przyszłości do liceum o profilu artystycznym… o ile takowe mieściło się w okolicach. Dojeżdżanie codziennie do Cairns mogłoby być problematyczne, zwłaszcza, że Drago tam nie pracował ani nie posiadał samochodu.
Westchnął pod nosem i podniósł spojrzenie, dostrzegając na zewnątrz sąsiedzkiej przyczepy Connora we własnej osobie. Tym razem nie siedział z nosem w telefonie, ani nie wydawał z siebie dziwacznych dźwięków podczas oglądania jakiegoś reality show, a zwyczajnie… sączył coś ze sporej, szklanej butelki.
- Hej Connor - przywitał się na wstępie, poprawiając lekko zawinięty pasek od plecaka. - Nie za wcześnie na picie?
Cóż, Vito, jego ojciec alkoholik nigdy nie miał problemu z alkoholizacją w godzinach wczesnoporannych. Wśród większości ludzi panowało jednak przekonanie, że należało odczekać przynajmniej do południa, tak, aby nie popełnić jakiegoś ewentualnego nietaktu, albo zbrodni towarzyskiej.
- Coś się stało? - zapytał po chwili, gdy do jego myśli napłynęły czarne scenariusze. Co, jeżeli Juno wylądowała w szpitalu, albo wpadła w inne problemy? Być może Connor przechodził żałobę, albo pił z poczucia beznadziejności, w związku z jakimś wydarzeniem? Dla niektórych końcem świata okazało się zcancellowanie ulubionego show, albo wycofanie ze sprzedaży ulubionego napoju. Cóż, nie zaszkodzi więc zapytać o powód płynnego winobrania z samego (prawie) rana.
Po krótkim śniadaniu przyszła pora na małe porządki. Starł kurz z blatów salono-kuchni, dostrzegając rysunek Dagny, który to miał trafić do Juno. Zapomniała zabrać go ze sobą, zapewne przez lekki stres, związany z kartkówką z przyrody. Szczerze mówiąc, Drago wciąż miewał niekiedy koszmary, związane ze szkołą. Mimo dorosłego życia, które prowadził, przerażał się, widząc uwalone sprawdziany, które to w sennych wizjach musiał poprawiać, co by zdać do kolejnej klasy. Ogromną ulgę czuł po wybudzeniu, gdy wracał do rzeczywistości, pozbawionej cholernych kartkówek, sprawdzianów i innych cyrków, uprzykrzających uczniom życie.
Spakowawszy kanapki, nieco picia i danie do odgrzania w socjalnym na poczcie, chwycił jeszcze rysunek Dagny, co by zamknąć przyczepę i przejść do sąsiadów. Zamierzał wcielić się w rolę prywatnego posłańca siostry, aby dostarczyć całkiem imponujący rysunek konia, sporządzony dla Juno. Widać, Dagny podzielała z bratem talent do rysunków, co być może kiedyś wykorzysta. Mogłaby iść w przyszłości do liceum o profilu artystycznym… o ile takowe mieściło się w okolicach. Dojeżdżanie codziennie do Cairns mogłoby być problematyczne, zwłaszcza, że Drago tam nie pracował ani nie posiadał samochodu.
Westchnął pod nosem i podniósł spojrzenie, dostrzegając na zewnątrz sąsiedzkiej przyczepy Connora we własnej osobie. Tym razem nie siedział z nosem w telefonie, ani nie wydawał z siebie dziwacznych dźwięków podczas oglądania jakiegoś reality show, a zwyczajnie… sączył coś ze sporej, szklanej butelki.
- Hej Connor - przywitał się na wstępie, poprawiając lekko zawinięty pasek od plecaka. - Nie za wcześnie na picie?
Cóż, Vito, jego ojciec alkoholik nigdy nie miał problemu z alkoholizacją w godzinach wczesnoporannych. Wśród większości ludzi panowało jednak przekonanie, że należało odczekać przynajmniej do południa, tak, aby nie popełnić jakiegoś ewentualnego nietaktu, albo zbrodni towarzyskiej.
- Coś się stało? - zapytał po chwili, gdy do jego myśli napłynęły czarne scenariusze. Co, jeżeli Juno wylądowała w szpitalu, albo wpadła w inne problemy? Być może Connor przechodził żałobę, albo pił z poczucia beznadziejności, w związku z jakimś wydarzeniem? Dla niektórych końcem świata okazało się zcancellowanie ulubionego show, albo wycofanie ze sprzedaży ulubionego napoju. Cóż, nie zaszkodzi więc zapytać o powód płynnego winobrania z samego (prawie) rana.

