{outfit}
W sklepach wszystko było wykupione, więc jedynym ratunkiem była w tej sytuacji Lori - była w końcu dziennikarką, więc też niesamowicie dobrze poinformowaną osobą i telefon do niej był idealnym pomysłem - w przeciągu pół godziny znalazła kogoś, kto będzie w stanie jej pomóc, a tym ktoś był Tobey Green, który na całe szczęście mieszkań niedaleko.
Kojarzyła go tylko trochę, widzieli się chyba parę razy, ale to dawno, przed jej wyjazdem. Zapakowała się do swojego Mustanga, do którego przyczepiła przyczepkę i miała naprawdę ogromną nadzieję, że nie urwie sobie jakiejś części na tych wertepach, nazywanych drogą. Umarłaby chyba, jakby taki zabytkowy samochód rozwaliła. Potrzebowała czegoś bardziej terenowego, tańszego i mniej rzucającego się w oczy. Udało się jej jednak zajechać na miejsce, wznosząc przy okazji dookoła tumany kurzu, bo przez ostatnie kilka dni deszcz nie zawitał do Lorne Bay, za to słońce prażyło niemiłosiernie. Dobrze, że teraz chyliło się już ku horyzontowi, dając lekkie wytchnienie od upałów.
- Hej, Tobey, jesteś? - zawołała, wchodząc powoli po schodkach na podwyższenie. Musiała to robić bardzo powoli, bo schodki były całe dwa. Ale nie miała wątpliwości, że jej nie usłyszał, kiedy parkowała tuż obok, więc raczej go nie zaskoczyła. - Lori mówiła, że mogę wpadać? - dodała jeszcze pytająco, bo może ją zrobiła w bambuko, albo Raine źle zrozumiałą? Mogła do niego sama zadzwonić, ale... nie była ogólnie fanką telefonowania.
Tobey Green

Kiedy Lori zadzwoniła do niego z pytaniem, czy mógłby podzielić się swoim źródłem prądu z Raine ("Pamiętasz ją, prawda? Taka brunetka, mega łebska dziewczyna, którą poznałeś na moich urodzinach trzy lata temu (…)" "W sensie, ta laska od turbin?" "TAK"), bez wahania odpowiedział, że nie ma sprawy. Czekając na Raine przygotowywał sobie kolację, mającą jutro awansować na jego obiad. Słysząc dźwięk kół auta rysujących naiwechnię pod jego przyczepą, zmniejszył nieco gaz pod patelnią i wyjrzał przez otwarte drzwi przyczepy.
- Hej! Tak, uprzedzała, że wadniesz. Wskakuj. Tylko się nie zgub - rzucił z rozbawieniem ustawiając się bokiem w wejściu, tak by mogła wejść. Zmarszczył lekko brwi, kiedy w oczy rzuciło mu się auto, jakim przyjechała Barlowe. - To twoje? - spytał, być może nieco głupkowato, bo raczej nie podejrzewał, że je komuś gwizdnęła. - Warto było wyjechać z tego miasteczka i robić karierę, co Turbino? - mrugnął do niej porozumiewawczo. - Sorry, nazywamy cię tak za twoimi plecami z Lori - dodał z rozbawieniem, unosząc ręce ku górze. Niestety, miał ojca boomera który słynął z nieśmiesznych żartów i Tobe niestety musiał coś po nim odziedzdziczyć.
Czasami odczuwał ciary zażenowania wpuszczając kogoś do swojego przybytku - zwłaszcza kogoś podjeżdżającego tu taką furą. Niestety, po tym jak większość oszczędności wpakował w Surf Shop i narobił sobie długów u Nasha, nie za bardzo miał opcję na przeprowadzkę choćby do kawalerki w Opal Moonlane. Obserwował więc przez chwilę, jak Raine niepewnie rozgląda się po jego włościach. - Ostrzegałem. To labirynt bez wyjścia - skomentował z uśmiechem, bo we dwie osoby było tu już się ciężko poruszać.
Raine Barlowe
- Turbino, co? - uśmiechnęła się, wcale nie obrażona tym określeniem. Była wręcz psychofanką turbin wiatrowych i jej normalni znajomi czasem przyznawali, że to nie jest najnormalniejsze zachowanie tak się nimi zachwycać. Ale nie wstydziła się tego, każdy w końcu musiał mieć jakąś pasję, nie? - Nazywacie mnie, hmm? - no trochę się też zaskoczyła, że w ogóle o niej mówią, ale w sumie to chyba było normalne, że się rozmawiało ze znajomymi o swoich znajomych? Lori też coś czasem Raine o nim wspominała. Że uczy ludzi surfować i mógłby Raine nauczyć też, ale musiałaby najpierw umieć pływać, o, takie rzeczy.
- Jest bardzo... przytulnie - przyznała, rozglądając się po ścianach. Trochę przypominało jej to jej domek w Sapphire, za którym czasami tęskniła. Był ciasny, przeciekał mu dach i ciągle trzeba było coś naprawiać, ale był jej i tego jej nikt nie mógł zabrać. - A nie będzie ci potrzebny ten generator? Jak tu w ogóle działa prąd? - farmy może nie były najlepsze do polegania na nich, ale jednak jakoś tak bardziej ufała czemuś, co jest budynkiem, a nie przyczepą i też raczej nie znała nikogo, kto by w takiej mieszkał. Była więc ciekawska, nie dało się ukryć!
Tobey Green

- Taaa. Ale nie mów Lori, że się wygadałem - odparł z uśmiechem. To prawda, czasami ludzie po prostu wiedzieli niektóre rzeczy o znajomych znajomych, samemu ich tak naprawdę nie znając jakoś dobrze. I nie zawsze musiało być to coś złego, bo akurat Lori zawsze mówiła o Raine w samych superlatywach - że jest turbo (he, he) mądra i tak dalej. No i Green zapamiętał, że brunetka zajmowała się turbinami o wiele bardziej niż to, w co była ubrana na urodzinach Lori kilka lat temu (bo tak Lori zaczęła ją opisywać, chcąc mu nakreślić o jakiej Raine mówi). - Chyba wróciłaś tu całkiem niedawno, co? Gdzie dokładnie byłaś? - zagadnął, w międzyczasie wyjmując generator, który miał schowany w jednym z pawlaczy. Wolał nie trzymać takich rzeczy na zewnątrz na wypadek niespodziewanych deszczy. I złodziei, bo nie zapominajmy, gdzie mieszkał.
- Wiesz, na moje potrzeby jest całkiem wystarczający. W zasadzie głównie tu śpię, a przez większość dnia jestem poza domem - wyjaśnił. Czasami zastanawiał się, czy jego goście byli aż takimi dyplomatami, czy na jakimś poziomie naprawdę uważali, że przytulnie się tu urządził. Bo w rzeczy samej roiło się tu od osobistych fantów, co śmiało można było uznać za urządzenie się. - Mamy tu sieć elektryczną. Wbrew pozorom to całkiem cywilizowane miejsce. Wychodzi na to, że o wiele bardziej niż farmy, skoro u was jeszcze nie przywrócili prądu - dodał z uśmiechem. - Tylko wiesz, to nie tak, że zasilisz nim całą farmę. Jego moc wystarczy na jedno, może dwa pomieszczenia jednocześnie. A sam generator działa na benzynę, energia mechaniczna zmienia się w energię elektryczną. Ale ty pewnie znasz się na tym lepiej - zauważył, bo co się tu będzie wymądrzał, skoro Raine zajmowała się turbinami, a on był jakimś tam instruktorem. - W każdym razie, odpalasz tu... - nacisnął odpowiedni przycisk... i nic się nie zadziało. Nacisnął go jeszcze parokrotnie - wciąż nic. - Kurwa. Sorry - wymsknęło mu się, kiedy ponownie próbował włączyć i wyłączyć. W żadnym IT nie udzieliliby mu lepszej porady.
Raine Barlowe
Puściła mu porozumiewawcze oczko, że niby nic nie powie, ale też całkiem normalnym i zrozumiałym było, że przyjaciółkom się wygadywało wszystkie szczegóły, wiadomo. To znaczy, gdyby jej Tobey, z jakiegoś kompletnie niezrozumiałego powodu, postanowił wyznać swój sekret życiowy, jeszcze taki, który z Lori nie miał nic wspólnego, to oczywiście, że by jej nie wygadała. Raine w ogóle nie była raczej plotkarą, nie czerpała radości z wysłuchiwania domysłów na czyjś temat, ale tutaj - wiadomo, inna sytuacja. Znacznie bardziej błaha. - Tak, z miesiąc temu? Niedługo będzie pewnie miesiąc - zrobiła szybką kalkulację w głowie, próbując sobie przypomnieć ile to już czasu minęło. - Byłam w Sydney, piękne miasto, ale trochę duże - wiadomo, widok słynnej opery był nie do zapomnienia, ale nie wszystkie rzeczy były tak samo fascynujące. Zgiełk, korki, wybetonowane chodniki jakoś wcale jej nie zachęcały swoją surowością.
- To rzeczywiście, nic większego nie jest ci potrzebne - a Raine doskonale rozumiała jak to jest mieć domek w nienajlepszym stanie - ciasny, ale grunt, że własny, niedzielony z innymi osobami. Prywatność była bardzo ważna, kiedy chciało się być niezależnym, albo kiedy wracało się do domu o najdziwniejszych godzinach dnia i nocy i nie trzeba było chodzić na paluszkach wokół ewentualnych współlokatorów. - Ej, no przeciez nie o to mi chodziło! - nie była taka miastowa, żeby przypuszczać, że nie są w ogóle podłączeni do prądu, albo, że wierzą w jakieś dziwne zabobony tylko dlatego, że mieszkają w przyczepach. Ale trochę jednak ją zainteresowały tematy związane z architekturą takiej sieci, jej ewentualnym przeciążeniem i w ogóle jakąkolwiek kontrolą, kiedy to nie było tak, że miało się działkę, wszelkie pozwolenia budowlane i inne takie rzeczy na własność. - Mhm, mhm, tak, owszem, wiem jak działa generator - parsknęła śmiechem, bo może i normalnie ludzie nie wiedzieli takich rzeczy, ale tak się składało, że ona akurat miała dość szerokie pojęcie o rzeczach mechanicznych i nawet w stodole w kanistrze, nie karnistrze, trzymała zapas benzyny w razie czego, bo na farmie sporo maszyn działało właśnie na benzynę czy olej napędowy, a wiadomo, że nie wszystkim się opłacało jechać na stację paliw. - Aha, aha - przytaknęła i nawet się pochyliła, kiedy jej pokazywał gdzie powinna odpalić, a a potem ułożyła usta w cienką kreskę, kiedy nie zadziało się nic. - A nalałeś tam już benzyny? - zapytała kontrolnie, bo to kolejne pytanie z kategorii czy ktoś nie był idiotą, ale zdarzało się najlepszym. Rozejrzała się nawet dookoła, żeby zobaczyć czy nie ma tu czegoś, w czym mógłby trzymać paliwo, ale jedynym naczyniem, nadającym się do przechowywania płynów w zasięgu jej wzroku, był wazon.
Tobey Green

- Emmm - zmarszczył brwi, odrobinę zbity z tropu, bo nie spodziewał się, że Raine będzie drążyła ten tema. - Nadaję im imiona, odchowuję, a potem wypuszczam je, żeby odpracowały to wszystko - odparł po chwili z rozbawieniem. Faktycznie, momentalnie zapomniał o aucie Raine, choć pewnie gdy jeszcze kiedyś ujrzy je gdzieś na farmach, rzuci w jego kierunku spojrzenie pełne zazdrości.
- O proszę. Podobno przedostanie się z centrum na plażę w godzinach szczytu w Sidney graniczy z cudem - rzucił, przypominając sobie ciekawostkę, jaką jakiś czas temu zasłyszał od koleżanki, która również narzekała na wielkość tego miasta. Tobey osobiście nie wyobrażał sobie nie mieć tak swobodnego dostępu do plaży, jak tu, w Lorne Bay. Już nawet nie chodziło o to, że jego praca była ściśle powiązana z linią brzegową, ale plaża kojarzyła mu się z wolnością. Nie poświęciłby jej dla może i lepszych zarobków, ale kosztem życia w otoczeniu betonozy.
- Wiem, wiem. Żartowałem - odparł z uśmiechem. - Po prostu ludzie mają różne wyobrażenia na temat mieszkania tutaj. Mój ojciec na przykład jest zdania, że każdego dnia walczę tu o życie. Najchętniej ściągnąłby mnie do rodzinnego domu i na pewno nie ma to nic wspólnego z tym, że ma na głowie jeszcze trójkę dzieciaków i sam nie ma czasu na ogarnianie ich - tuż po wypowiedzeniu tych słów zrobiło mu się głupio, że zastosował wobec Raine taki oversharing. Pewnie guzik obchodziło go to, jakie Green ma relacje ze swoi starym. Dziewczyna podjechała tylko po generator, a on pierdolił i pierdolił.
- To wspaniale, bo w teorii jestem ci w stanie opowiedzieć tylko tyle - odparł również parskając śmiechem. Najważniejsze, że generator działał, prawda? A przynajmniej powinien, W TEORII. Bo w praktyce przez dłuższą chwilę po prostu kucał przy tym dziadostwie, opierając brodę o dłoń i zastanawiając się, czemu to gówno nie chce odpalić. - Oczywiście, że tak - odparł natychmiast, żeby jednak spróbować zapobiec podejrzeniom, że jest dzbanem. - To znaczy, ostatni raz jakieś dwa tygodnie temu. A w międzyczasie.... och - spoważniał, przypominając sobie o jednym bardzo ważnym szczególe. Jakiś czas temu pożyczył generator swojemu sąsiadowi mieszkającemu kilka przyczep dalej. - W międzyczasie korzystał z niego mój sąsiad. Myślisz, że zużył całą benzynę, czy spuścił ją i mi ją podpierdolił? - spytał Raine, choć co ona mogła wiedzieć o tym człowieku. Tobey być może był zbyt ufny i pomocny, co nie zmieniało faktu, że trochę się w tym momencie jednak wkurzył. - Wiesz co, poczekaj tu chwilę, okej? Pójdę do niego i po prostu spytam. Co za kutas - rzucił pod nosem, wychodząc z przyczepy. Nie było go jakieś dziesięć minut, po których wrócił i przystanął w drzwiach.
- Mam dwie wiadomości, dobrą i złą - zapowiedział, obiema dłońmi trzymając się framugi. - Dobra jest taka, że facet przyznał się, że sobie p o ż y c z y ł ode mnie benzynę. A zła jest taka, że pojedzie do najbliższej stacji, ale zajmie mu to jakieś czterdzieści minut. Dasz radę tyle poczekać? - spytał, mrużąc oczy. Na głupa już wyszedł, ale miał nadzieję, że Raine nie ma go jednocześnie za creepa, z którym strach zostać dłużej.
- Dobra, zasady podstawowe działania znamy, ale to brzmi jak problem wyłącz - włącz - prawie wywróciła oczami, jak chłopak uparcie się trzymał tego, że przecież wszystko było zrobione odpowiednio. Każdy tak mówił i nie sprawdzał, czasem po prostu lepiej było sprawdzić. - O, no widzisz. Nie wiem czy ci całą zużył, ale jak zużył to muszę przyznać, że trochę chamówa - pokiwała głową, bo ona jednak planowała oddać generator nawet z większą ilością benzyny niż tylko to, co zużyła. W końcu korzystała z jego zasobów, musiała się jakoś odwdzięczyć, nie? - Nie no, czekaj, gdzie idziesz? - zapytała, ale nawet jej nie słuchał i już zniknął, zostawiając Raine w swojej przyczepie samą, co, trzeba było przyznać, było TROCHĘ dziwne, prawda? Nie zamierzała być wścibska i grzebać mu w rzeczach, ale porozglądała się trochę, potem wyszła na ten tarasik i wróciła znów do środka, bo palące słońce było wyjątkowo palące.
- Aha? - podskoczyła jakby przyłapał ją na czymś dziwnym jak wrócił. - Nie no, nie ma tutaj chyba dobrej - możliwe, że zdiagnozowali jakoś źródło problemu, ale wcale nie mieli pewności, że to to. - Mogłabym już sama kupić w sumie - zaczęła, ale jak machina ruszyła, to już trudno, przecież poczeka. - A masz coś zimnego do picia? - zapytała, bo przyzwyczaiła się jakoś przez te parę miesięcy w Sydney do uroków chłodu klimatyzacji i dystrybutorów z zimną wodą. Korporacyjne życie ją rozpieściło. - No, to ten, masz jakieś plany na wakacje? - kurde, czymś się przecież musieli zająć na ten czas. Była najgorsza w small talk o pierdołach, więc nie wyszło najlepiej, ale cóż, przecież nie będą siedzieć bez słowa.
Tobey Green

- Moi bracia mają po 11 lat, więc czasami mam wrażenie, że robią rabanu na jeszcze kilkoro innych dzieciaków - odparł z uśmiechem. Zawsze mimowolnie się uśmiechał, kiedy myślał o bliźniakach - Fredzie i George'u, którym imiona wymyślił nie kto inny jak starszy brat mający wówczas fazę na Pottera. - Rodzice chyba nigdy nie przestaną widzieć w nasz małych nieporadnych dzieci - westchnął, chociaż nie uważał, że to usprawiedliwiało w jakikolwiek sposób podejście Stephena, który sądził, że ma prawo nie tylko komentować wybory najstarszego syna, ale również je podważać i wciąż mu powtarzać, co powinien zrobić inaczej. A Tobey… cóż no, nie był oazą spokoju. Szybko się denerwował i tym sposobem obecnie z ojcem po prostu nie gadał.
Było mu strasznie głupio, że nie pomyślał wcześniej o benzynie. Kiedy Lori do niego napisała, z automatu odpisał jej, że jasne, ma generator i chętnie się nim podzieli. Faktem było, że ostatnio miał całkiem sporo na głowie, ale żeby zapomnieć o tym, że pożyczył go sąsiadowi? Czuł się jak głupek.
W ogóle nie pomyślał o tym, jak dziwne było zostawienie Raine samej w swoim domu. Nie podejrzewał jej o żadną kradzież, co to, to nie! Ale tu, na polu kempingowym, obcy sobie ludzie żyli trochę jak w komunie i dla Greena coraz mniej rzeczy nosiło łatkę: dziwne. Kiedyś na przykład zastał swojego sąsiada - wkrótce dobrego kumpla - który zajadał się w jego kuchni jedzeniem, które Green dopiero co przygotował. Potem tłumaczył on, że ładnie pachniało kiedy przechodził i po prostu chciał skosztować.
- No daj spokój, zaraz przywiezie to cholerne paliwo i na pewno wszystko ruszy - machnął ręką. W sumie nie chciał, żeby odebrała to tak, jakby chciał ją tu zatrzymać za wszelką cenę, bo był jakimś creepem. Po prostu był towarzyski! - Mam zimne piwo, chcesz? - nie czekając na odpowiedź po prostu przeszedł do mini-lodówki i wyjął im po butelce. - Bezalkoholowe - dodał, bo pamiętał, że Raine przyjechała tu super-wypasionym-autem. A sam miał jeszcze wieczorem lekcje, na której nie chciał pojawić się nabzdryngolony.
Oparł się tyłkiem o kuchenny blat. - Nie, w tym roku raczej nie będę miał wakacji. Praca trochę mnie ostatnio zbyt mocno pochłania - wyjaśnił. Cóż, no. Chciał, to ma! I trochę nie chciał mówić o tym głośno, ale chyba bałby się zostawić Surf Shop wyłącznie pod opieką Bjola. Wolał się zajechać, ale mieć wszystko pod kontrolą. - A ty? - odbił piłeczkę, przyglądając jej się uważnie. Miał wrażenie, że nie czuła się komfortowo w jego towarzystwie. - Czujesz się niezręcznie, czy coś? - spytał wprost, bo nie za bardzo umiał i lubił podchody. Może bała się, że zaraz ją zamorduje?
Raine Barlowe
Zostawienie jej samej było owszem, dosyć dziwne i gdyby nie to, że Tobey był z polecenia Lori, pewnie po jego wyjściu sama zmyłaby się szybko swoim super-wypasionym-autem, bo chociaż kiedyś była straszną naiwniarą i miała zerowy instynkt samozachowawczy, trochę się jednak przez ostatnie parę lat pozmieniało i Raine się ogarnęła. Najwyżej jakby miał znienacka ją tutaj zajść, a potem poćwiartować i zakopać pod tarasem, to przynajmniej zrobią o niej i onim kiedyś dokument na Netflixie i Lori będzie łyso, że ją naraziła.
Wrócił jednak normalnie, o ile normalną można było tę sytuację nazwać. - Chcę, dzięki! - potaknęła głową, bo z jakiegoś powodu piwo, czy to z alkoholem, czy bez, lepiej gasiło pragnienie niż jakaś tam woda. A jeszcze jak było z lodówki przy tak gorącym dniu? Bajka, po prostu bajka! Przyłożyła sobie nawet chłodną butelkę do rozgrzanego policzka, czując jak drobne krople wody spływają jej po skórze. Ulga.
- A jednak wakacje są czasem ważne - pokiwała głową, bo coś na ten temat wiedziała! Sama przez dłuższy czas olewała odpoczynek i prawie się zajechała, a nic takiego niesamowitego z tego nie wyszło. Ani nie była obrzydliwie bogata, ani nie miała zapewnionej dobrej posady naukowej, wręcz przeciwnie. - Taki wiesz, reset, nie musi być daleki wyjazd - może camping to nie było to, ale nawet wyjazd do sąsiedniego miasteczka już mógł być udany? Camping się Raine kojarzył jakoś tak... mało wypoczynkowo. - Ja jeszcze nie wiem, dopiero planuję co będę miała w planach - uwielbiała planować i mieć wszystko ułożone jak w zegarku, ale niestety życie tak nie działało i nie dało się poukładać zdarzeń, w których siła wyższa miała więcej do powiedzenia. Niestety, bo bardzo liczyła na to, że jej założenia się spełnią i będzie mogła być najlepszą inżynier od turbin wiatrowych w kraju. - Ja? Nieee, no co ty - bardzo nienaturalnie odpowiedziała na jego zarzut i od razu zapiła go trzema szybkimi łykami piwa. - A biznes się kręci? - natualnie od razu chciała zmienić temat. To nie tak, że się go jakoś wstydziła, ale jednak nie znali się na tyle, żeby mogła od razu rozmawiać z nim o wszystkim jak z najlepszą przyjaciółką.
Tobey Green

- Tak, wiem. Jedyne czego tu brakuje, to klima - stwierdził z rozbawieniem, obserwując jak dziewczyna przykłada sobie zimną butelkę do policzka. - Możemy wyjść na zewnątrz. Przynajmniej jest tam jakiś przewiew - zaproponował, wskazując głową na siedziska przed przyczepą. Z racji braku miejsca w środku, lubił przesiadywać wieczorami właśnie przed przyczepą. Pić piwo albo zapalić blanta i gapić się w gwiazdy. Czasami pogadać z kimś z sąsiadów. Były to bardzo proste rzeczy, a jednocześnie dla niektórych tak trudno dostępne przez natłok bodźców.
- Może... - stwierdził zamyślony. On akurat uważał, że camping był absolutnie najlepszą formą wypoczynku. Najlepiej taki bez zasięgu i dostępu do sanitariatu. Aż się rozmarzył. - Może udałoby nam się ogarnąć jakiś wyjazd większą ekipą. Pisałabyś się? - rzucił całkiem niezobowiązująco. Mówiąc o ekipie miał na myśli między innymi Lori czy Ruthie i parę innym osób. A skoro Raine znała Lori, to już absolutnie mógł proponować jej wspólne wakacje. To nic, że gadali dłużej pierwszy raz w życiu. Ziomkowie jego ziomków byli jego ziomkami - czy jakoś tak.
Roześmiał się pod nosem słysząc jej odpowiedź i uznając ją za potwierdzenie, że absolutnie czuje się trochę niezręcznie. - Słuchaj, nie jestem żadnym crepem, serio. Chociaż pewnie każdy creep tak właśnie mówi - stwierdził unosząc lekko brew. Dla niego ta sytuacja była zdecydowanie prostsza niż dla Raine - może i się nie znali, ale mogli się teraz poznać, nie? - Tak, całkiem się kręci - odparł, nie drążąc już poprzedniego tematu. - Chociaż prawdę mówiąc myślałem, że będzie trochę... łatwiej? W sensie, wiedziałem, że to nie będzie takie hop siup, ale zaskoczyło mnie to, ile jest przy tym papierkowej roboty. Na razie wszystko ogarniamy sami, ale z czasem może ogarniemy jakąś księgową czy kogoś takiego - odparł, wzruszając lekko ramionami. Na razie sam ogarniał większość, mimo że nie miał pojęcia, co robi. Oficjalnie po to, by trochę zaoszczędzić. Nieoficjalnie - wychodził z niego control freak, który musiał sam trzymać nad wszystkim pieczę.
- Czemu akurat turbiny? - spytał nagle, celując w nią szyjką butelki. - Lubiłaś na nie patrzeć za dzieciaka, czy coś takiego? - zgadywał.
Raine Barlowe
- Że ja? - odpowiedziała naturalnie zaskoczona, bo naprawdę się nie znali za dobrze i dziwnym dla niej była taka propozycja wyjazdu. Ale Raine bywała czasami w takich relacjach międzyludzkich dzika i na pewno bardziej wycofana niż inni. Dużo się z niej kiedyś śmiali, że jest kujonką, że jajogłowa, że tylko by siedziała i robiła zadania matematyczne, a jednocześnie mogła liczyć na spore grono koleżanek, które po prostu ją lubiły. Raine może nie była specjalnie przebojowa, ale za to bardzo pomocna, zawsze gotowa wysłuchać i może dzięki temu niektóe jej przyjaźnie - takie jak z Lori, czy Rune - przetrwały lata. - Z Lori też? - no nie wiedziała, może jej tu chciał chłopak zaproponować jakąś randkę, może jej nawet prąd odciął, żeby tylko do niego przyszła, a ona tutaj odwala manianę i pyta czy może z koleżanką.
Uśmiechnęła się tylko, upijając kolejne łyki piwa, bo hej, co innego by creep powiedział jak to, że nie jest creepem? Sam tak przyznał, ale też jakoś się może delikatnie rozluźniła, bo nawet jeśli to miał przynajmniej dystans do siebie. - Czyli co, okazuje się, że biznes to głównie biurokracja? - zapytała wcale nie prześmiewczo. Tak się składało, że niedawno otrzymała lokal do kompletnego remontu i zastanawiała się czy w ogóle chciałaby tam prowadzić jakiś biznes. - Ale przynajniej nie musiałeś zaczynać od początku, nie? No i masz doświadczonego wspólnika? - tego nie była pewna, bo o Zimmermanach głównie słyszała, niekoniecznie się z nimi znała, ale byli chyba przy kasie, więc musieli umieć z niej korzystać, żeby zaraz wszystkiego nie stracić. - Czyli tam nie ma księgowej? Wszystko musicie sami ogarnąć? - szacunek, pełen szacunek, bo ogarnianie wynagrodzeń i innych prawnych rzeczy musiało być naprawdę skomplikowane.
- Bo wiatr - wzruszyła ramionami. Turbiny w końcu były różne - nie tylko wiatrowe, ale ją najbardziej interesowały te potocznie zwane wiatrakami. - Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jaką siłę ma wiatr? Jak dużo powietrza się nad tobą znajduje? Jak przez różne pływy można wytworzyć energię, zamiast kopać ropę? - trochę filozoficznie zapytała, ale ona się dużo zastanawiała na ten temat.
Tobey Green

