chwilowo bezrobotna inżynier
powracająca opiekować się mamą
172 cm
25 yo
Awatar użytkownika
about me
Przyjechala do Lorne opiekować się mamą, rzuciła wielką karierę w mieście i aktualnie jest bezrobotna, ale szczęśliwa, że w domu.
Awatar użytkownika
100.
Tobey & Raine

{outfit}
Zapomniała już jak ciężkie czasem było mieszkanie na farmie. Carnelian Land leżało na tyle oddalone od tętniącego życiem serca miasteczka, że kiedy następowała w nim przerwa w dostawie prądu, niektórzy... cóż, po prostu mieli mieszkańców gdzieś. Burmistrz Winfield powinien chyba coś z tym zrobić, albo porzucić swoją pracę na rzecz kogoś, kto rzeczywiście zajmie się dobrem wszystkich mieszkańców. Podobno jakieś stare drzewo zwaliło się na sieć energetyczną, a naprawa miała zabrać sporo czasu. Farma nie mogła jednak pozostać bez prądu, więc Raine na szybko rozglądała się za generatorem. Ich domowy zepsuł się najwyraźniej podczas jej nieobecności, a mama nie zdążyła się jeszcze zaopatrzeć w nowy.
W sklepach wszystko było wykupione, więc jedynym ratunkiem była w tej sytuacji Lori - była w końcu dziennikarką, więc też niesamowicie dobrze poinformowaną osobą i telefon do niej był idealnym pomysłem - w przeciągu pół godziny znalazła kogoś, kto będzie w stanie jej pomóc, a tym ktoś był Tobey Green, który na całe szczęście mieszkań niedaleko.
Kojarzyła go tylko trochę, widzieli się chyba parę razy, ale to dawno, przed jej wyjazdem. Zapakowała się do swojego Mustanga, do którego przyczepiła przyczepkę i miała naprawdę ogromną nadzieję, że nie urwie sobie jakiejś części na tych wertepach, nazywanych drogą. Umarłaby chyba, jakby taki zabytkowy samochód rozwaliła. Potrzebowała czegoś bardziej terenowego, tańszego i mniej rzucającego się w oczy. Udało się jej jednak zajechać na miejsce, wznosząc przy okazji dookoła tumany kurzu, bo przez ostatnie kilka dni deszcz nie zawitał do Lorne Bay, za to słońce prażyło niemiłosiernie. Dobrze, że teraz chyliło się już ku horyzontowi, dając lekkie wytchnienie od upałów.
- Hej, Tobey, jesteś? - zawołała, wchodząc powoli po schodkach na podwyższenie. Musiała to robić bardzo powoli, bo schodki były całe dwa. Ale nie miała wątpliwości, że jej nie usłyszał, kiedy parkowała tuż obok, więc raczej go nie zaskoczyła. - Lori mówiła, że mogę wpadać? - dodała jeszcze pytająco, bo może ją zrobiła w bambuko, albo Raine źle zrozumiałą? Mogła do niego sama zadzwonić, ale... nie była ogólnie fanką telefonowania.

Tobey Green
uczy surfować i rządzi się w
surf shopie
188 cm
23 yo
Awatar użytkownika
about me
Chłopak, który z surfingu uczynił swój sposób na życie. Od niedawna realizuje się jako współwłaściciel Surf Shopu, starając się nie zatopić tego okrętu. W międzyczasie nieustannie ścina się z ojcem, udziela młodszemu rodzeństwu korków z życia i próbuje zgasić parę pożarów w życiu prywatnym
Awatar użytkownika
Tobey był przyzwyczajony do tego, że mieszkanie w przyczepie na polu kempingowej wiązało się z wieloma... niedogodnościami, delikatnie rzecz ujmując. Prawdę mówiąc, rzadko kiedy było tu komfortowo, ale zdążył się już do tego przyzwyczaić. Mimo wszystko mieszkało mu się tu całkiem nieźle, prawdopodobnie dlatego, że spędzał tu minimalną ilość czasu - zwłaszcza ostatnio, kiedy większość czasu poświęcał Surf Shopowi, a w wolnych chwilach chodził na potajemne schadzki ze swoją niemal dziesięć lat straszą dziewczyną. Przerwy w dostawach prądu? Nic zaskakującego - był to chleb powszedni, nawet wtedy, kiedy kabli nie atakowało żadne drzewo. Green był więc przygotowany na takie okazje, posiadając swój generator - do tej pory niezawodny. W ich części Carnelian na szczęście prąd został już przywrócony, przez co bez problemu mógł pomóc Barlowe bez obaw, że sam skończy w całkowitych ciemnościach.
Kiedy Lori zadzwoniła do niego z pytaniem, czy mógłby podzielić się swoim źródłem prądu z Raine ("Pamiętasz ją, prawda? Taka brunetka, mega łebska dziewczyna, którą poznałeś na moich urodzinach trzy lata temu (…)" "W sensie, ta laska od turbin?" "TAK"), bez wahania odpowiedział, że nie ma sprawy. Czekając na Raine przygotowywał sobie kolację, mającą jutro awansować na jego obiad. Słysząc dźwięk kół auta rysujących naiwechnię pod jego przyczepą, zmniejszył nieco gaz pod patelnią i wyjrzał przez otwarte drzwi przyczepy.
- Hej! Tak, uprzedzała, że wadniesz. Wskakuj. Tylko się nie zgub - rzucił z rozbawieniem ustawiając się bokiem w wejściu, tak by mogła wejść. Zmarszczył lekko brwi, kiedy w oczy rzuciło mu się auto, jakim przyjechała Barlowe. - To twoje? - spytał, być może nieco głupkowato, bo raczej nie podejrzewał, że je komuś gwizdnęła. - Warto było wyjechać z tego miasteczka i robić karierę, co Turbino? - mrugnął do niej porozumiewawczo. - Sorry, nazywamy cię tak za twoimi plecami z Lori - dodał z rozbawieniem, unosząc ręce ku górze. Niestety, miał ojca boomera który słynął z nieśmiesznych żartów i Tobe niestety musiał coś po nim odziedzdziczyć.
Czasami odczuwał ciary zażenowania wpuszczając kogoś do swojego przybytku - zwłaszcza kogoś podjeżdżającego tu taką furą. Niestety, po tym jak większość oszczędności wpakował w Surf Shop i narobił sobie długów u Nasha, nie za bardzo miał opcję na przeprowadzkę choćby do kawalerki w Opal Moonlane. Obserwował więc przez chwilę, jak Raine niepewnie rozgląda się po jego włościach. - Ostrzegałem. To labirynt bez wyjścia - skomentował z uśmiechem, bo we dwie osoby było tu już się ciężko poruszać.

Raine Barlowe
chwilowo bezrobotna inżynier
powracająca opiekować się mamą
172 cm
25 yo
Awatar użytkownika
about me
Przyjechala do Lorne opiekować się mamą, rzuciła wielką karierę w mieście i aktualnie jest bezrobotna, ale szczęśliwa, że w domu.
Awatar użytkownika
- A co, masz tu jakieś magiczne szafy? - może i nie wiedziała kim jest Susan Sarandon, za to oglądała Lwa, Czarownicę i Starą Szafę, wierzyła też dalej, że gdzieś jest na świecie taka, do której można wejść i wyjść już w Narnii, albo innej magicznej krainie. No dobra, tak naprawdę to wcale nie, nie wierzyła w magię ani trochę - czy to chodziło o magię świąt, czy inne nadprzyrodzone rzeczy. Wszechświat miał swoje prawa, zasady i trzeba je było uszanować, ona szanowała bardziej niż Biblię! - To? - obejrzała się jeszcze na swój, choć nie do końca swój samochód. - A to wiesz, taki stary grat, przypałętał się - machnęła ręką lekceważąco. Samochód owszem, był stary, ale nie był gratem. Za to naprawdę się przypałętał, a kilka tygodni temu, kiedy tylko wróciła do miasteczka, Sameen wpadła do niej w odwiedziny i już ostatecznie przyznała, że auto jest własnością Raine. Czy było jej głupio, że posiadała coś tak drogiego? Absolutnie. Nie sprawdzała, nawet nie chciała sprawdzać, jaka jest wartość podobnego cacka. Musiało być droższe niż cały jej dobytek razem wzięty. I była tego świadoma, ale... przecież nie powie Tobey'owi, że ma furę droższą niż jego sumaryczna wypłata z całego życia i jednocześnie przyzna, że potrzebuje pożyczyć generator prądu, bo go nie ma w domu.
- Turbino, co? - uśmiechnęła się, wcale nie obrażona tym określeniem. Była wręcz psychofanką turbin wiatrowych i jej normalni znajomi czasem przyznawali, że to nie jest najnormalniejsze zachowanie tak się nimi zachwycać. Ale nie wstydziła się tego, każdy w końcu musiał mieć jakąś pasję, nie? - Nazywacie mnie, hmm? - no trochę się też zaskoczyła, że w ogóle o niej mówią, ale w sumie to chyba było normalne, że się rozmawiało ze znajomymi o swoich znajomych? Lori też coś czasem Raine o nim wspominała. Że uczy ludzi surfować i mógłby Raine nauczyć też, ale musiałaby najpierw umieć pływać, o, takie rzeczy.
- Jest bardzo... przytulnie - przyznała, rozglądając się po ścianach. Trochę przypominało jej to jej domek w Sapphire, za którym czasami tęskniła. Był ciasny, przeciekał mu dach i ciągle trzeba było coś naprawiać, ale był jej i tego jej nikt nie mógł zabrać. - A nie będzie ci potrzebny ten generator? Jak tu w ogóle działa prąd? - farmy może nie były najlepsze do polegania na nich, ale jednak jakoś tak bardziej ufała czemuś, co jest budynkiem, a nie przyczepą i też raczej nie znała nikogo, kto by w takiej mieszkał. Była więc ciekawska, nie dało się ukryć!

Tobey Green
uczy surfować i rządzi się w
surf shopie
188 cm
23 yo
Awatar użytkownika
about me
Chłopak, który z surfingu uczynił swój sposób na życie. Od niedawna realizuje się jako współwłaściciel Surf Shopu, starając się nie zatopić tego okrętu. W międzyczasie nieustannie ścina się z ojcem, udziela młodszemu rodzeństwu korków z życia i próbuje zgasić parę pożarów w życiu prywatnym
Awatar użytkownika
- To urocze, że uważasz, że zmieściłaby się tu szafa, do której byłby w stanie wejść człowiek - odparł z rozbawieniem. Na szczęście nie miał dużej ilości ubrań i pawlacze oraz drążek z Ikei w pełni mu wystarczały. Tak naprawdę najwięcej miejsca zajmował cały jego sprzęt związany z surfingiem. Dziewczyny z jego ekipy nabijały się z niego, że swoją deskę surfingową przeznaczoną na najważniejsze zawody kładzie co wieczór w swoim łóżku, a sam kładzie się na podłodze. On sam nigdy tego nie zdementował. - Och, przypałętał. Do mnie co najwyżej od czasu do czasu przypałęta się jakiś wielki owłosiony pająk - mrugnął do niej porozumiewawczo na znak, że nie do końca jej wierzy, ale też nie zamierzał ciągnąć jej za język. Niektórzy ludzie nie lubili gadać o kasie, zwłaszcza o tej swojej i Tobey w pełni to rozumiał. Niestety, żyli w chujowych czasach i czasami ciężko było ocenić, czy ktoś trzyma z tobą bo cię lubi, czy dlatego, że jesteś kasiasty. Nie to, żeby on miał takie dylematy w stosunku do swoich znajomych, bo kasiasty nie był.
- Taaa. Ale nie mów Lori, że się wygadałem - odparł z uśmiechem. To prawda, czasami ludzie po prostu wiedzieli niektóre rzeczy o znajomych znajomych, samemu ich tak naprawdę nie znając jakoś dobrze. I nie zawsze musiało być to coś złego, bo akurat Lori zawsze mówiła o Raine w samych superlatywach - że jest turbo (he, he) mądra i tak dalej. No i Green zapamiętał, że brunetka zajmowała się turbinami o wiele bardziej niż to, w co była ubrana na urodzinach Lori kilka lat temu (bo tak Lori zaczęła ją opisywać, chcąc mu nakreślić o jakiej Raine mówi). - Chyba wróciłaś tu całkiem niedawno, co? Gdzie dokładnie byłaś? - zagadnął, w międzyczasie wyjmując generator, który miał schowany w jednym z pawlaczy. Wolał nie trzymać takich rzeczy na zewnątrz na wypadek niespodziewanych deszczy. I złodziei, bo nie zapominajmy, gdzie mieszkał.
- Wiesz, na moje potrzeby jest całkiem wystarczający. W zasadzie głównie tu śpię, a przez większość dnia jestem poza domem - wyjaśnił. Czasami zastanawiał się, czy jego goście byli aż takimi dyplomatami, czy na jakimś poziomie naprawdę uważali, że przytulnie się tu urządził. Bo w rzeczy samej roiło się tu od osobistych fantów, co śmiało można było uznać za urządzenie się. - Mamy tu sieć elektryczną. Wbrew pozorom to całkiem cywilizowane miejsce. Wychodzi na to, że o wiele bardziej niż farmy, skoro u was jeszcze nie przywrócili prądu - dodał z uśmiechem. - Tylko wiesz, to nie tak, że zasilisz nim całą farmę. Jego moc wystarczy na jedno, może dwa pomieszczenia jednocześnie. A sam generator działa na benzynę, energia mechaniczna zmienia się w energię elektryczną. Ale ty pewnie znasz się na tym lepiej - zauważył, bo co się tu będzie wymądrzał, skoro Raine zajmowała się turbinami, a on był jakimś tam instruktorem. - W każdym razie, odpalasz tu... - nacisnął odpowiedni przycisk... i nic się nie zadziało. Nacisnął go jeszcze parokrotnie - wciąż nic. - Kurwa. Sorry - wymsknęło mu się, kiedy ponownie próbował włączyć i wyłączyć. W żadnym IT nie udzieliliby mu lepszej porady.

Raine Barlowe
chwilowo bezrobotna inżynier
powracająca opiekować się mamą
172 cm
25 yo
Awatar użytkownika
about me
Przyjechala do Lorne opiekować się mamą, rzuciła wielką karierę w mieście i aktualnie jest bezrobotna, ale szczęśliwa, że w domu.
Awatar użytkownika
- I co z nimi robisz? Z tymi pająkami właśnie. Wyrzucasz, czy zabijasz? - tak zapytała dla zmiany tematu, bo jednak jej wypasiony i cholernie drogi samochód był czymś, nad czym nie chciała się za bardzo pochylać. Lubiła go, prowadził się jak marzenie, był czerwony (więc szybki), ale przede wszystkim pozwalał jej dostać się w każde miejsce, w które chciała. Może nie do końca nadawał się na wyboiste drogi Carnelian Land, ale oprócz tego naprawdę się nadawał. I był drogi, droższy niż to, na co dziewczyna mogłaby sobie pozwolić kiedykolwiek ze swoją pensją chyba, że wzięłaby kredyt na całe życie.
Puściła mu porozumiewawcze oczko, że niby nic nie powie, ale też całkiem normalnym i zrozumiałym było, że przyjaciółkom się wygadywało wszystkie szczegóły, wiadomo. To znaczy, gdyby jej Tobey, z jakiegoś kompletnie niezrozumiałego powodu, postanowił wyznać swój sekret życiowy, jeszcze taki, który z Lori nie miał nic wspólnego, to oczywiście, że by jej nie wygadała. Raine w ogóle nie była raczej plotkarą, nie czerpała radości z wysłuchiwania domysłów na czyjś temat, ale tutaj - wiadomo, inna sytuacja. Znacznie bardziej błaha. - Tak, z miesiąc temu? Niedługo będzie pewnie miesiąc - zrobiła szybką kalkulację w głowie, próbując sobie przypomnieć ile to już czasu minęło. - Byłam w Sydney, piękne miasto, ale trochę duże - wiadomo, widok słynnej opery był nie do zapomnienia, ale nie wszystkie rzeczy były tak samo fascynujące. Zgiełk, korki, wybetonowane chodniki jakoś wcale jej nie zachęcały swoją surowością.
- To rzeczywiście, nic większego nie jest ci potrzebne - a Raine doskonale rozumiała jak to jest mieć domek w nienajlepszym stanie - ciasny, ale grunt, że własny, niedzielony z innymi osobami. Prywatność była bardzo ważna, kiedy chciało się być niezależnym, albo kiedy wracało się do domu o najdziwniejszych godzinach dnia i nocy i nie trzeba było chodzić na paluszkach wokół ewentualnych współlokatorów. - Ej, no przeciez nie o to mi chodziło! - nie była taka miastowa, żeby przypuszczać, że nie są w ogóle podłączeni do prądu, albo, że wierzą w jakieś dziwne zabobony tylko dlatego, że mieszkają w przyczepach. Ale trochę jednak ją zainteresowały tematy związane z architekturą takiej sieci, jej ewentualnym przeciążeniem i w ogóle jakąkolwiek kontrolą, kiedy to nie było tak, że miało się działkę, wszelkie pozwolenia budowlane i inne takie rzeczy na własność. - Mhm, mhm, tak, owszem, wiem jak działa generator - parsknęła śmiechem, bo może i normalnie ludzie nie wiedzieli takich rzeczy, ale tak się składało, że ona akurat miała dość szerokie pojęcie o rzeczach mechanicznych i nawet w stodole w kanistrze, nie karnistrze, trzymała zapas benzyny w razie czego, bo na farmie sporo maszyn działało właśnie na benzynę czy olej napędowy, a wiadomo, że nie wszystkim się opłacało jechać na stację paliw. - Aha, aha - przytaknęła i nawet się pochyliła, kiedy jej pokazywał gdzie powinna odpalić, a a potem ułożyła usta w cienką kreskę, kiedy nie zadziało się nic. - A nalałeś tam już benzyny? - zapytała kontrolnie, bo to kolejne pytanie z kategorii czy ktoś nie był idiotą, ale zdarzało się najlepszym. Rozejrzała się nawet dookoła, żeby zobaczyć czy nie ma tu czegoś, w czym mógłby trzymać paliwo, ale jedynym naczyniem, nadającym się do przechowywania płynów w zasięgu jej wzroku, był wazon.

Tobey Green
uczy surfować i rządzi się w
surf shopie
188 cm
23 yo
Awatar użytkownika
about me
Chłopak, który z surfingu uczynił swój sposób na życie. Od niedawna realizuje się jako współwłaściciel Surf Shopu, starając się nie zatopić tego okrętu. W międzyczasie nieustannie ścina się z ojcem, udziela młodszemu rodzeństwu korków z życia i próbuje zgasić parę pożarów w życiu prywatnym
Awatar użytkownika

- Emmm - zmarszczył brwi, odrobinę zbity z tropu, bo nie spodziewał się, że Raine będzie drążyła ten tema. - Nadaję im imiona, odchowuję, a potem wypuszczam je, żeby odpracowały to wszystko - odparł po chwili z rozbawieniem. Faktycznie, momentalnie zapomniał o aucie Raine, choć pewnie gdy jeszcze kiedyś ujrzy je gdzieś na farmach, rzuci w jego kierunku spojrzenie pełne zazdrości.

- O proszę. Podobno przedostanie się z centrum na plażę w godzinach szczytu w Sidney graniczy z cudem - rzucił, przypominając sobie ciekawostkę, jaką jakiś czas temu zasłyszał od koleżanki, która również narzekała na wielkość tego miasta. Tobey osobiście nie wyobrażał sobie nie mieć tak swobodnego dostępu do plaży, jak tu, w Lorne Bay. Już nawet nie chodziło o to, że jego praca była ściśle powiązana z linią brzegową, ale plaża kojarzyła mu się z wolnością. Nie poświęciłby jej dla może i lepszych zarobków, ale kosztem życia w otoczeniu betonozy.

- Wiem, wiem. Żartowałem - odparł z uśmiechem. - Po prostu ludzie mają różne wyobrażenia na temat mieszkania tutaj. Mój ojciec na przykład jest zdania, że każdego dnia walczę tu o życie. Najchętniej ściągnąłby mnie do rodzinnego domu i na pewno nie ma to nic wspólnego z tym, że ma na głowie jeszcze trójkę dzieciaków i sam nie ma czasu na ogarnianie ich - tuż po wypowiedzeniu tych słów zrobiło mu się głupio, że zastosował wobec Raine taki oversharing. Pewnie guzik obchodziło go to, jakie Green ma relacje ze swoi starym. Dziewczyna podjechała tylko po generator, a on pierdolił i pierdolił.

- To wspaniale, bo w teorii jestem ci w stanie opowiedzieć tylko tyle - odparł również parskając śmiechem. Najważniejsze, że generator działał, prawda? A przynajmniej powinien, W TEORII. Bo w praktyce przez dłuższą chwilę po prostu kucał przy tym dziadostwie, opierając brodę o dłoń i zastanawiając się, czemu to gówno nie chce odpalić. - Oczywiście, że tak - odparł natychmiast, żeby jednak spróbować zapobiec podejrzeniom, że jest dzbanem. - To znaczy, ostatni raz jakieś dwa tygodnie temu. A w międzyczasie.... och - spoważniał, przypominając sobie o jednym bardzo ważnym szczególe. Jakiś czas temu pożyczył generator swojemu sąsiadowi mieszkającemu kilka przyczep dalej. - W międzyczasie korzystał z niego mój sąsiad. Myślisz, że zużył całą benzynę, czy spuścił ją i mi ją podpierdolił? - spytał Raine, choć co ona mogła wiedzieć o tym człowieku. Tobey być może był zbyt ufny i pomocny, co nie zmieniało faktu, że trochę się w tym momencie jednak wkurzył. - Wiesz co, poczekaj tu chwilę, okej? Pójdę do niego i po prostu spytam. Co za kutas - rzucił pod nosem, wychodząc z przyczepy. Nie było go jakieś dziesięć minut, po których wrócił i przystanął w drzwiach.

- Mam dwie wiadomości, dobrą i złą - zapowiedział, obiema dłońmi trzymając się framugi. - Dobra jest taka, że facet przyznał się, że sobie p o ż y c z y ł ode mnie benzynę. A zła jest taka, że pojedzie do najbliższej stacji, ale zajmie mu to jakieś czterdzieści minut. Dasz radę tyle poczekać? - spytał, mrużąc oczy. Na głupa już wyszedł, ale miał nadzieję, że Raine nie ma go jednocześnie za creepa, z którym strach zostać dłużej.

Raine Barlowe
chwilowo bezrobotna inżynier
powracająca opiekować się mamą
172 cm
25 yo
Awatar użytkownika
about me
Przyjechala do Lorne opiekować się mamą, rzuciła wielką karierę w mieście i aktualnie jest bezrobotna, ale szczęśliwa, że w domu.
Awatar użytkownika
- Przedostanie się skądkolwiek dokądkolwiek graniczy z cudem, nawet nie w godzinach szczytu - pokiwała twierdząco głową, bo niestety niejednokrotnie musiała w tych korkach stać, niezależnie od tego, czy korzystała z publicznego transportu, czy na przykłąd jechała samochodem. - Tutaj to w ogóle jest inne życie, takie spokojniejsze, nikt nigdzie nie biegnie bez sensu - może w Cairns było kilka większych firm i większy zgiełk, ale Lorne Bay? W turystycznym sezonie bywały tu tłumy, ale nie w Carnelian Land, poza tym i tak ci ludzie byli jacyś tacy spokojniejsi, w koncu na wakacjach i to nie w miejscu, gdzie trzeba było biegać po muzeach. - O wow, to dużo was jest - zauważyła, bo chociaż sióstr Barlowe też było sporo to wszystkie powyjeżdżały i aż zapominała czasem, że pochodziłą z wielodzietnej rodziny. - Spoko, jak mieszkałam kiedyś w Sapphire, to stać mnie było na taką serio leciwą chatkę i moja mama notorycznie chciała mnie ściągnąć do domu - cóż, w koncu się jej to udało, chociaż pewnie nie tak to sobie wyobrażała pani Barlowe. Raine nie była specjalnie przyzwyczajona o mówienia o swoich uczuciach, czy bolączkach, ale też nie lubiła tej paskudnej i niezręcznej ciszy, która niechybnie by wystąpiła, gdyby Tobey nie dodał paru groszy o sobie.
- Dobra, zasady podstawowe działania znamy, ale to brzmi jak problem wyłącz - włącz - prawie wywróciła oczami, jak chłopak uparcie się trzymał tego, że przecież wszystko było zrobione odpowiednio. Każdy tak mówił i nie sprawdzał, czasem po prostu lepiej było sprawdzić. - O, no widzisz. Nie wiem czy ci całą zużył, ale jak zużył to muszę przyznać, że trochę chamówa - pokiwała głową, bo ona jednak planowała oddać generator nawet z większą ilością benzyny niż tylko to, co zużyła. W końcu korzystała z jego zasobów, musiała się jakoś odwdzięczyć, nie? - Nie no, czekaj, gdzie idziesz? - zapytała, ale nawet jej nie słuchał i już zniknął, zostawiając Raine w swojej przyczepie samą, co, trzeba było przyznać, było TROCHĘ dziwne, prawda? Nie zamierzała być wścibska i grzebać mu w rzeczach, ale porozglądała się trochę, potem wyszła na ten tarasik i wróciła znów do środka, bo palące słońce było wyjątkowo palące.
- Aha? - podskoczyła jakby przyłapał ją na czymś dziwnym jak wrócił. - Nie no, nie ma tutaj chyba dobrej - możliwe, że zdiagnozowali jakoś źródło problemu, ale wcale nie mieli pewności, że to to. - Mogłabym już sama kupić w sumie - zaczęła, ale jak machina ruszyła, to już trudno, przecież poczeka. - A masz coś zimnego do picia? - zapytała, bo przyzwyczaiła się jakoś przez te parę miesięcy w Sydney do uroków chłodu klimatyzacji i dystrybutorów z zimną wodą. Korporacyjne życie ją rozpieściło. - No, to ten, masz jakieś plany na wakacje? - kurde, czymś się przecież musieli zająć na ten czas. Była najgorsza w small talk o pierdołach, więc nie wyszło najlepiej, ale cóż, przecież nie będą siedzieć bez słowa.

Tobey Green
uczy surfować i rządzi się w
surf shopie
188 cm
23 yo
Awatar użytkownika
about me
Chłopak, który z surfingu uczynił swój sposób na życie. Od niedawna realizuje się jako współwłaściciel Surf Shopu, starając się nie zatopić tego okrętu. W międzyczasie nieustannie ścina się z ojcem, udziela młodszemu rodzeństwu korków z życia i próbuje zgasić parę pożarów w życiu prywatnym
Awatar użytkownika
Przytaknął żywo głową, bo dokładnie to trzymało go wciąż w Lorne Bay - święty spokój. Pozostawał jednak przy tym głodny poznawania świata i całkiem sporo podróżował ze znajomymi (a przynajmniej dopóki nie postanowił władować wszystkich oszczędności w Surf Shop), jednak był zdania, że powrót do domu (albo przyczepy!) był równie przyjemną częścią podróży, jak odkrywanie nowych miejsc.
- Moi bracia mają po 11 lat, więc czasami mam wrażenie, że robią rabanu na jeszcze kilkoro innych dzieciaków - odparł z uśmiechem. Zawsze mimowolnie się uśmiechał, kiedy myślał o bliźniakach - Fredzie i George'u, którym imiona wymyślił nie kto inny jak starszy brat mający wówczas fazę na Pottera. - Rodzice chyba nigdy nie przestaną widzieć w nasz małych nieporadnych dzieci - westchnął, chociaż nie uważał, że to usprawiedliwiało w jakikolwiek sposób podejście Stephena, który sądził, że ma prawo nie tylko komentować wybory najstarszego syna, ale również je podważać i wciąż mu powtarzać, co powinien zrobić inaczej. A Tobey… cóż no, nie był oazą spokoju. Szybko się denerwował i tym sposobem obecnie z ojcem po prostu nie gadał.
Było mu strasznie głupio, że nie pomyślał wcześniej o benzynie. Kiedy Lori do niego napisała, z automatu odpisał jej, że jasne, ma generator i chętnie się nim podzieli. Faktem było, że ostatnio miał całkiem sporo na głowie, ale żeby zapomnieć o tym, że pożyczył go sąsiadowi? Czuł się jak głupek.
W ogóle nie pomyślał o tym, jak dziwne było zostawienie Raine samej w swoim domu. Nie podejrzewał jej o żadną kradzież, co to, to nie! Ale tu, na polu kempingowym, obcy sobie ludzie żyli trochę jak w komunie i dla Greena coraz mniej rzeczy nosiło łatkę: dziwne. Kiedyś na przykład zastał swojego sąsiada - wkrótce dobrego kumpla - który zajadał się w jego kuchni jedzeniem, które Green dopiero co przygotował. Potem tłumaczył on, że ładnie pachniało kiedy przechodził i po prostu chciał skosztować.
- No daj spokój, zaraz przywiezie to cholerne paliwo i na pewno wszystko ruszy - machnął ręką. W sumie nie chciał, żeby odebrała to tak, jakby chciał ją tu zatrzymać za wszelką cenę, bo był jakimś creepem. Po prostu był towarzyski! - Mam zimne piwo, chcesz? - nie czekając na odpowiedź po prostu przeszedł do mini-lodówki i wyjął im po butelce. - Bezalkoholowe - dodał, bo pamiętał, że Raine przyjechała tu super-wypasionym-autem. A sam miał jeszcze wieczorem lekcje, na której nie chciał pojawić się nabzdryngolony.
Oparł się tyłkiem o kuchenny blat. - Nie, w tym roku raczej nie będę miał wakacji. Praca trochę mnie ostatnio zbyt mocno pochłania - wyjaśnił. Cóż, no. Chciał, to ma! I trochę nie chciał mówić o tym głośno, ale chyba bałby się zostawić Surf Shop wyłącznie pod opieką Bjola. Wolał się zajechać, ale mieć wszystko pod kontrolą. - A ty? - odbił piłeczkę, przyglądając jej się uważnie. Miał wrażenie, że nie czuła się komfortowo w jego towarzystwie. - Czujesz się niezręcznie, czy coś? - spytał wprost, bo nie za bardzo umiał i lubił podchody. Może bała się, że zaraz ją zamorduje?

Raine Barlowe
chwilowo bezrobotna inżynier
powracająca opiekować się mamą
172 cm
25 yo
Awatar użytkownika
about me
Przyjechala do Lorne opiekować się mamą, rzuciła wielką karierę w mieście i aktualnie jest bezrobotna, ale szczęśliwa, że w domu.
Awatar użytkownika
- O, czyli jesteś najstarszy? U mnie na odwrót - ona z kolei była najmłodszą ze wszystkich Barlowe i zawsze trochę zazdrościła ludziom, którzy mieli młodsze rodzeństwo. Chciałaby takie mieć, zobaczyć jak to jest żyć w zupełnie innej dynamice i jakoś tak... brzmiało to trochę kusząco. Nie wiedziała ile Tobey miał dokładnie lat, ale przypuszczała, że są w podobnym wieku i gdyby ona miała nastoletnie rodzeństwo jeszcze dzieci, nie do końca młodzież, była przekonana, że wszystko wyglądałoby inaczej. Mama miałaby jakieś zajęcie (nie, żeby jej chciała wepchnąć wychowanie jakiś dzieci), bo zawsze lubiła jak ludzie byli w domu i przyjmowała z otwartymi ramionami wszystkie koleżanki Raine.
Zostawienie jej samej było owszem, dosyć dziwne i gdyby nie to, że Tobey był z polecenia Lori, pewnie po jego wyjściu sama zmyłaby się szybko swoim super-wypasionym-autem, bo chociaż kiedyś była straszną naiwniarą i miała zerowy instynkt samozachowawczy, trochę się jednak przez ostatnie parę lat pozmieniało i Raine się ogarnęła. Najwyżej jakby miał znienacka ją tutaj zajść, a potem poćwiartować i zakopać pod tarasem, to przynajmniej zrobią o niej i onim kiedyś dokument na Netflixie i Lori będzie łyso, że ją naraziła.
Wrócił jednak normalnie, o ile normalną można było tę sytuację nazwać. - Chcę, dzięki! - potaknęła głową, bo z jakiegoś powodu piwo, czy to z alkoholem, czy bez, lepiej gasiło pragnienie niż jakaś tam woda. A jeszcze jak było z lodówki przy tak gorącym dniu? Bajka, po prostu bajka! Przyłożyła sobie nawet chłodną butelkę do rozgrzanego policzka, czując jak drobne krople wody spływają jej po skórze. Ulga.
- A jednak wakacje są czasem ważne - pokiwała głową, bo coś na ten temat wiedziała! Sama przez dłuższy czas olewała odpoczynek i prawie się zajechała, a nic takiego niesamowitego z tego nie wyszło. Ani nie była obrzydliwie bogata, ani nie miała zapewnionej dobrej posady naukowej, wręcz przeciwnie. - Taki wiesz, reset, nie musi być daleki wyjazd - może camping to nie było to, ale nawet wyjazd do sąsiedniego miasteczka już mógł być udany? Camping się Raine kojarzył jakoś tak... mało wypoczynkowo. - Ja jeszcze nie wiem, dopiero planuję co będę miała w planach - uwielbiała planować i mieć wszystko ułożone jak w zegarku, ale niestety życie tak nie działało i nie dało się poukładać zdarzeń, w których siła wyższa miała więcej do powiedzenia. Niestety, bo bardzo liczyła na to, że jej założenia się spełnią i będzie mogła być najlepszą inżynier od turbin wiatrowych w kraju. - Ja? Nieee, no co ty - bardzo nienaturalnie odpowiedziała na jego zarzut i od razu zapiła go trzema szybkimi łykami piwa. - A biznes się kręci? - natualnie od razu chciała zmienić temat. To nie tak, że się go jakoś wstydziła, ale jednak nie znali się na tyle, żeby mogła od razu rozmawiać z nim o wszystkim jak z najlepszą przyjaciółką.

Tobey Green
uczy surfować i rządzi się w
surf shopie
188 cm
23 yo
Awatar użytkownika
about me
Chłopak, który z surfingu uczynił swój sposób na życie. Od niedawna realizuje się jako współwłaściciel Surf Shopu, starając się nie zatopić tego okrętu. W międzyczasie nieustannie ścina się z ojcem, udziela młodszemu rodzeństwu korków z życia i próbuje zgasić parę pożarów w życiu prywatnym
Awatar użytkownika
- Pewnie wszyscy wokół nieustannie chcieli cię niańczyć, co? - spytał retorycznie, doskonale zdając sobie sprawę z tego, że on wobec Freda, George'a i Andie zachowywał się jakby był ich drugim ojcem. Tylko takim fajniejszym, bo nie kazał im sprzątać, a na dodatek grał z nimi w gry i wiedział, co to Minecraft. A Andie na dodatek dawał same (oczywiście trafne) życiowe rady, o które nikt nie prosił. Czasami tęsknił za tym chaosem, który panował w rodzinnym domu Greenów, a jednocześnie nie wyobrażał sobie wciąż mieszkać tam na stałe.
- Tak, wiem. Jedyne czego tu brakuje, to klima - stwierdził z rozbawieniem, obserwując jak dziewczyna przykłada sobie zimną butelkę do policzka. - Możemy wyjść na zewnątrz. Przynajmniej jest tam jakiś przewiew - zaproponował, wskazując głową na siedziska przed przyczepą. Z racji braku miejsca w środku, lubił przesiadywać wieczorami właśnie przed przyczepą. Pić piwo albo zapalić blanta i gapić się w gwiazdy. Czasami pogadać z kimś z sąsiadów. Były to bardzo proste rzeczy, a jednocześnie dla niektórych tak trudno dostępne przez natłok bodźców.
- Może... - stwierdził zamyślony. On akurat uważał, że camping był absolutnie najlepszą formą wypoczynku. Najlepiej taki bez zasięgu i dostępu do sanitariatu. Aż się rozmarzył. - Może udałoby nam się ogarnąć jakiś wyjazd większą ekipą. Pisałabyś się? - rzucił całkiem niezobowiązująco. Mówiąc o ekipie miał na myśli między innymi Lori czy Ruthie i parę innym osób. A skoro Raine znała Lori, to już absolutnie mógł proponować jej wspólne wakacje. To nic, że gadali dłużej pierwszy raz w życiu. Ziomkowie jego ziomków byli jego ziomkami - czy jakoś tak.
Roześmiał się pod nosem słysząc jej odpowiedź i uznając ją za potwierdzenie, że absolutnie czuje się trochę niezręcznie. - Słuchaj, nie jestem żadnym crepem, serio. Chociaż pewnie każdy creep tak właśnie mówi - stwierdził unosząc lekko brew. Dla niego ta sytuacja była zdecydowanie prostsza niż dla Raine - może i się nie znali, ale mogli się teraz poznać, nie? - Tak, całkiem się kręci - odparł, nie drążąc już poprzedniego tematu. - Chociaż prawdę mówiąc myślałem, że będzie trochę... łatwiej? W sensie, wiedziałem, że to nie będzie takie hop siup, ale zaskoczyło mnie to, ile jest przy tym papierkowej roboty. Na razie wszystko ogarniamy sami, ale z czasem może ogarniemy jakąś księgową czy kogoś takiego - odparł, wzruszając lekko ramionami. Na razie sam ogarniał większość, mimo że nie miał pojęcia, co robi. Oficjalnie po to, by trochę zaoszczędzić. Nieoficjalnie - wychodził z niego control freak, który musiał sam trzymać nad wszystkim pieczę.
- Czemu akurat turbiny? - spytał nagle, celując w nią szyjką butelki. - Lubiłaś na nie patrzeć za dzieciaka, czy coś takiego? - zgadywał.

Raine Barlowe
chwilowo bezrobotna inżynier
powracająca opiekować się mamą
172 cm
25 yo
Awatar użytkownika
about me
Przyjechala do Lorne opiekować się mamą, rzuciła wielką karierę w mieście i aktualnie jest bezrobotna, ale szczęśliwa, że w domu.
Awatar użytkownika
- Klima to luksus - uśmiechnęła się szeroko w odpowiedzi, bo jednak nie każdego było na nią stać - ani na użytkowanie, ani na założenie w ogóle. Kiedy mieszkała w swoim domku w Sapphire, całe szczęście duża jego część była pokryta cieniem drzew, więc miała po prostu trochę chłodniej. Chatka i okoliczna sieć energetyczna chyba nie udźwignęłaby tam założenia klimatyzacji, nie mówiąc już o ówczesnym budżecie Raine. - Ale spoko, tak, chodź na zewnątrz - nie tylko przystała na jego propozycję, a jeszcze się trochę porządziła, w międzyczasie wypijając kilka sporych łyków swojego zimnego piwka, za które w tym momencie była Greenowi bardziej wdzięczna niż za ten cały generator prądotwórczy.
- Że ja? - odpowiedziała naturalnie zaskoczona, bo naprawdę się nie znali za dobrze i dziwnym dla niej była taka propozycja wyjazdu. Ale Raine bywała czasami w takich relacjach międzyludzkich dzika i na pewno bardziej wycofana niż inni. Dużo się z niej kiedyś śmiali, że jest kujonką, że jajogłowa, że tylko by siedziała i robiła zadania matematyczne, a jednocześnie mogła liczyć na spore grono koleżanek, które po prostu ją lubiły. Raine może nie była specjalnie przebojowa, ale za to bardzo pomocna, zawsze gotowa wysłuchać i może dzięki temu niektóe jej przyjaźnie - takie jak z Lori, czy Rune - przetrwały lata. - Z Lori też? - no nie wiedziała, może jej tu chciał chłopak zaproponować jakąś randkę, może jej nawet prąd odciął, żeby tylko do niego przyszła, a ona tutaj odwala manianę i pyta czy może z koleżanką.
Uśmiechnęła się tylko, upijając kolejne łyki piwa, bo hej, co innego by creep powiedział jak to, że nie jest creepem? Sam tak przyznał, ale też jakoś się może delikatnie rozluźniła, bo nawet jeśli to miał przynajmniej dystans do siebie. - Czyli co, okazuje się, że biznes to głównie biurokracja? - zapytała wcale nie prześmiewczo. Tak się składało, że niedawno otrzymała lokal do kompletnego remontu i zastanawiała się czy w ogóle chciałaby tam prowadzić jakiś biznes. - Ale przynajniej nie musiałeś zaczynać od początku, nie? No i masz doświadczonego wspólnika? - tego nie była pewna, bo o Zimmermanach głównie słyszała, niekoniecznie się z nimi znała, ale byli chyba przy kasie, więc musieli umieć z niej korzystać, żeby zaraz wszystkiego nie stracić. - Czyli tam nie ma księgowej? Wszystko musicie sami ogarnąć? - szacunek, pełen szacunek, bo ogarnianie wynagrodzeń i innych prawnych rzeczy musiało być naprawdę skomplikowane.
- Bo wiatr - wzruszyła ramionami. Turbiny w końcu były różne - nie tylko wiatrowe, ale ją najbardziej interesowały te potocznie zwane wiatrakami. - Zastanawiałeś się kiedyś nad tym jaką siłę ma wiatr? Jak dużo powietrza się nad tobą znajduje? Jak przez różne pływy można wytworzyć energię, zamiast kopać ropę? - trochę filozoficznie zapytała, ale ona się dużo zastanawiała na ten temat.

Tobey Green
ODPOWIEDZ