

– A kim ty byś chciała być jak dorośniesz, Mai?
– Aktorką albo modelką, albo może… Księżniczką!
– Och? I będziesz czekać na swojego księcia w wysokiej wieży?
– Nie-e-e. Nie chcę księcia.
– A zamek?
– Zamek tak!
– I z kim będziesz tam mieszkać?
– Hmmmm… Z tobą!
– Ze mną?
– Tak! Będziemy się bawić lalkami i pić kakao!
– No dobrze! To powoli pakuję walizki! Muszę tylko się zastanowić, co zabrać… I z czego się śmiejesz, szkrabie?
– A zrobisz nam teraz kakao?
– Zrobię, słoneczko. Tylko nie mów mamie, dobrze?
– Oki! Jesteś najlepsza, Juanita!

– Panno Fortescue, skoro tak intensywnie klika pani na telefonie to zapewne wie już pani wszystko o australijskiej konstytucji?
– Yhym, no pewka! Jest długa. I chyba stara.
– Kto jest jej głównym autorem?
– No nie wiem, pewnie jakiś gość w peruce. Albo babka!
– A konkretnie?
– Królowa Elżbieta?
– Na Boga, panno Fortescue!
– Ale, proszę pana, skąd ja mam to wiedzieć w ogóle?!
– Z lekcji historii naturalnie! Po to tutaj jesteśmy, młoda damo; żeby chłonąć wiedzę o naszym kraju i przodkach, i…
– Ugh!
– Siadaj, Maisie. W poniedziałek odpytam cię znowu. Proszę mi się nauczyć! Tylko porządnie, jasne?
– Jak rozświetlacz z Fenty Beauty.
– Proszę?
– Nic, nic. Już siadam, pszepana.

– Maisie, powiedz nam kim jesteś!
– Jestem ambitna, przebojowa, otwarta na nowe doświadczenia…
– No chodzisz jak gazela! Jak supermodelka!
– Dziękuję!
– To twoja naturalna twarz?
– Tak, oczywiście!
– Zupełnie nic nie robiłaś? Usta, nos, cokolwiek?
– Nie, serio. Mama mówi, że mam kości policzkowe po tacie.
– Masz naprawdę fotogeniczną twarz.
– Tak, tak, przepiękną!
– Albo bardzo dobry rozświetlacz…
– Może zrobimy kilka zdjęć? Tutaj, teraz? Zobacz, spróbuj zapozować jak ta modelka. Połóż się, nogi do góry. No, no… Dobrze! Wyżej trochę! Spójrz w kamerę! Teraz przed siebie! Wyżej nogi! Dobra, wystarczy! No zobaczcie…
– O wow!
– Masz niesamowitą energię. Kamera cię kocha!
– Z wzajemnością.
– Ja bym cię wzięła. Masz twarz, ciało, charyzmę…
– Ale ona ma dopiero siedemnaście lat…
– Ale ja jestem gotowa.
– Na pewno? Jesteś gotowa na świat mody?
– Na wszystko. Presja mnie nie złamie.
– Nie wiem, serio…
– Ale ja wiem! Maisie, jesteś petardą! Przechodzisz do kolejnego etapu!
– O boże, serio?! Aaaaa! Dzięki, dzięki, dzięki, dzięki! Nie zawiodę was! Obiecuję!

– Tato?
– Maisie?
– Tato! Tatusiu! Bo oni… bo oni mnie…
– Maisie, co się stało? Płaczesz?
– Bo oni są niesprawiedliwi! Byłam przecież lepsza, a ona… a ta suka… Buuuu!
– Maisie, skarbie, nie rozumiem nic, coś buczy w tle!
– Bo ja… Bo to… To takie… Wyrzucili mnie! M n i e! I ja nie wiem, no przecież…
– Wyślę kogoś po ciebie, okej? Peter cię odbierze, będzie za… Peter, w ile tam dojedziesz? Aha… No dobra. Peter będzie za godzinę! Spakuj się i czekaj, jak będzie gdzieś w okolicy to do ciebie przedzwoni.
– Pewnie nie chciała się rozebrać, bo cycki jej wiszą i… i tak w ogóle to ma krzywy nos! Jebana biedaczka…
– Muszę lecieć, skarbie, kończę ważne spotkanie.
– …nie stać jej nawet na korektę, a oni mówią, że to dodaje jej uroku, że niby taka wyjątkowa i naturalna, i… Buuu!
– Jedź tam szybko, zanim odwali coś co puszczą w telewizji…
– Musimy ich pozwać! Pokazali mnie nago w telewizji! Bez żadnego filtra! Ja nie wiem czy tak można, skoro mam dopiero siedemnaście lat? Tata, a ty się możesz dowiedzieć u tego swojego prawnika, czy może coś z tym zrobić? Bo to przecież jest… to są zboczeńcy jacyś, nie? Tato? Tatuś? Halo? Rozłączyłeś się? Rozłączył się! No nie wierzę… Nie kocha mnie! Buuuuuu!

– Jeszcze raz, jak ty się nazywasz?
– Patricia.
– Och. Patricia. Egzotyczne imię. Jakieś takie… meksykańskie?
– Prawie. Mój tata jest z Kolumbii.
– No to mówię, że meksykańskie! Fajnie, fajnie. Miałam kiedyś opiekunkę z Meksyku, Juanitę. Znasz może? Juanita González… Coś tam. Drugiego imienia nie pamiętam. Nie rozumiem w ogóle, po co wam tyle nazwisk. Nie gubicie się w tym?
– Nie, wiesz, to tak nie działa, że…
– W każdym razie! Będę mówić na ciebie Patty, okej? Brzmi bardziej światowo.
– O-okej…
– Patty, skarbie, sprawa jest prosta. Potrzebuję kogoś, kto będzie się w moim imieniu kontaktował z różnymi markami i później przygotowywał materiały na Instagrama z tego, co im obiecam. To znaczy ty obiecasz. Jako ja. Ale nie będziesz mną. Nadążasz?
– C-chyba tak?
– No to elegancko! Wiesz, ja nie mam do tego głowy, zresztą większość mojego czasu pochłania nagrywanie. No i też żeby zrobić dobre zdjęcie to też nie jest takie hop-siup. Trzeba poczekać na dobre światło albo odpowiednio ustawić sztuczne, zrobić kilka podejść…
– Czyli potrzebujesz asystentki, tak?
– No dokładnie! Tak to możemy nazwać. Ładnie, co? Asystentka Maisie. Mega fajnie brzmi.
– Tak, brzmi…
– Tylko jeśli mamy razem pracować, Patty, to jest taka jedna sprawa.
– Jaka?
– Będziesz musiała zrobić coś z tym kolorem włosów. Rudy zaburza moje wibracje. Może ciemny brąz? Wiesz, powrót do korzeni? Przemyśl to! Naturalność jest teraz na topie.
– O-okej…
– Bosko! To dogadane! I patrz, mam dla ciebie pierwsze zadanie! W wolnej chwili przedzwoń do Slay Station i umów mnie na kwas, okej? Usta już mi trochę schodzą, ew. I zamów mi z kawiarni na dole malinową ice matchę na mleku owsianym, oks? Dzięki!

– A więc, Maisie, w czym leży problem?
– Problem? Mój? Nie wiem, może to pani ma jakiś problem? U mnie wszystko okej. Znaczy, moim jedynym problemem jest to, że moja matka uważa, że mam problem. Ma to jakiś sens? Ugh!
– Widzę, że jesteś bardzo sfrustrowana.
– No a pani by nie była? Wie pani… wiesz. Mogę do ciebie mówić na ty, Louise? Nie wydajesz się jakaś stara. Ile masz lat?
– Czterdzieści.
– Uch, no dobra. W każdym razie, Louise, tak między nami to wydaje mi się, że to ona jest tą sfrustrowaną. I ja to rozumiem! Też bym była, gdybym tylko siedziała w domu i non stop robiła pranie. Rozumiesz, że ona na okrągło robi pranie? Codziennie coś!
– Mówisz o praniu, ale mam wrażenie, że to coś więcej. Chcesz mi opowiedzieć, co cię najbardziej wkurza w tej sytuacji z mamą?
– Wkurza? Ew, ale wiesz, że młodzi ludzie już tak nie mówią?
– Jasne, Maisie. Masz rację. Wiesz, brzmisz jak ktoś, kto czuje się niesłyszany. Czy tak właśnie jest?
– Ugh, nie. Nie wiem czemu wszyscy próbują coś ze mnie wyciągnąć. Serio, nie jestem jakąś emo ofiarą losu.
– Nie sugeruję, że jesteś. Po prostu staram się zrozumieć, co się dzieje.
– No to może nie ma co rozumieć? Nauczyciele się czepiają, matka się czepia, znajomi robią dramy z byle czego. Ja myślę, że to bieda ich tak frustruje. Denerwuje ich, że mi wyszło, a im nie. Z matką jest tak samo.
– Czyli czujesz, że ci czegoś zazdroszczą?
– Może. Nie wiem. Pewnie tak. Kto by mi nie zazdrościł? Widziałaś moją talię? A tyłek? Patrz, jak się tak wypnę to nawet…
– Maisie, usiądź, proszę.
– No co ty, nie mów mi, że ty też jesteś zazdrosna! Jak na czterdziestkę to spoko wyglądasz, wiesz? Tylko może rób sobie wyższe kucyki. To taki automatyczny lifting. Serio, od razu będzie lepiej. No i co tam piszesz w tym zeszyciku? Dasz mi potem przeczytać?
– Niestety nie mogę.
– Meh, seksi jesteś, ale nudziara straszna.

– Maisie, kochanie, musimy o czymś porozmawiać…
– Koniecznie teraz? Jedziemy z Patty do centrum handlowego, zaraz powinna tu być.
– Zajmę ci tylko chwilkę.
– No dobra. Och, boże! Nie wytrzymam z nią! Spóźni się, bo autobus stoi w korku. Kiedy ta laska kupi sobie auto? Na co ona w ogóle może wydawać ten hajs, który jej dajemy?
– No właśnie, jeśli o to chodzi…
– Czekaj, tylko jej napiszę…
– Maisie, kochanie. Usiądź.
– No już. Czekaj.
– Widzisz, skarbie, twój tata…
– Mhm.
– Maisie, możesz na chwilę odłożyć ten telefon?
– No przecież cię słucham! Jezu, mamo! Niektórzy tutaj pracują, wiesz? Daj mi sekundę.
– Firma ojca zbankrutowała. Wracamy do Australii.
– Ta suka! Pisze teraz, że nie przyjedzie, bo jakaś baba zemdlała i zatrzymali autobus! I ja mam w to uwierzyć! Wyobrażasz to sobie?
– Maisie…
– Ona myśli, że jestem jakaś głupia? Że co, że jak nie jeżdżę autobusami to nie wiem jak to wygląda? Nie oglądam filmów?
– Słyszysz, co do ciebie mówię? Ojciec straci pracę!
– Co?!
– Firma zbankrutowała.
– Boże, to założy inną! Co to niby za wielki problem?
– Słoneczko, ty chyba nie rozumiesz, że…
– Czekaj! Dzwoni ta pizda! Zwalniam ją, niech sobie wraca tym zakichanym autobusem tam, skąd przyjechała! Do Meksyku czy innej Brazylii, wszystko mi jedno!

– Co podać?
– Cześć! Poproszę Venti Iced Brown Sugar Oatmilk Shaken Espresso, ale mam kilka modyfikacji. Niech będzie na napoju owsianym. Najlepiej barista edition, inne się rozwarstwiają, fuj! Półtorej pompki syropu zamiast dwóch i trzy szoty blonde espresso. Blonde, okej? To bardzo ważne!
– Panienko, ale my tutaj…
– Na górę będzie cold foam waniliowy, ale ekstra gęsty. W Los Angeles robili mi taki fajny, wy na pewno też dacie radę. I teraz uwaga, skup się, oks? Odrobina karmelu na górze, ale pod pianą, nie na samym wierzchu. Nadążasz?
– Następny!
– Słucham?! Excuse you! Ja tutaj zamawiam!
– Panienko, nie mamy tutaj takich opcji. Mogę ci zrobić cappuccino. Normalne espresso i krowie mleko. Pasuje?
– Ew, no co pani?
– Następny!
– Wow! Nie do pomyślenia, jak się tutaj traktuje klientów! Spodziewajcie się, że totalnie nagram o was recenzję.
– NASTĘPNY!
– Ugh, nienawidzę tego zadupia!

x Trafiła do Lorne Bay rok temu, z biedy, o której jednak nikt nie może się dowiedzieć. Firma jej ojca straciła większość pieniędzy, przez co rodzice nie mogli wysłać jej na żaden prestiżowy uniwersytet. Jedyną najbliższą uczelnią w zasięgu ich możliwości finansowych okazała się ta w Cairns, ale żeby ograniczyć wydatki związane z wynajmem, ulokowali Maisie w Lorne Bay. Publicznie oczywiście Fortescue opisała to wszystko tak, jakby detoks od cywilizacji na kompletnym zadupiu był jej świadomym wyborem; to brzmiało lepiej niż przyznanie się do tego, że jej ojciec jest kompletnym nieudacznikiem życiowym.
x Nienawidzi tutaj wszystkiego: owadów, morskiej bryzy, która puszy jej włosy, braku wielu galerii handlowych w okolicy, surferów chlapiących na nią na plaży, kiedy próbuje strzelić sobie ładną fotkę na Instagrama, czerwonych na twarzy pijaków czatujących przy sklepie niedaleko jej mieszkania i nazywających ją „madmłazel” (the audacity!), festynów z konkursami na najładniejszy rysunek koali i tego, że trudno złapać tu Ubera.
x Różowy iPhone 16 to przedłużenie jej prawej ręki. Nigdzie się bez niego nie rusza, zawsze jest również ubezpieczona w naładowanego powerbanka, w razie gdyby miała rozładować się jej bateria.
x Chociaż na co dzień używa bardzo dużo kosmetyków i mocno się maluje, na wielu live’ach pokazuje się bez makijażu i gorąco przekonuje swoich followersów do tego, żeby stawiali na naturalność. Oczywiście laminacja rzęs co kilka tygodni i wykonywana systematycznie seria zabiegów na cerę to żadna ingerencja tylko self-care, tak samo jak wstrzyknięty w usta kwas, poprawiony nos, wypełniacze w policzkach oraz permanentny makijaż brwi.
x Namiętnie chodzi również na keratynowe prostowanie włosów, co jednak wcale nie przeszkadza jej w tym, żeby każdego ranka, tuż po myciu, i tak sięgnąć po prostownicę. Kto zdrowy na umyśle ryzykowałby dzień z puszącym się kosmykiem przy czole?
x Ma ogromną kolekcję torebek, a wśród nich znajdują się tak rozpoznawalne marki jak Chanel, Gucci, Louis Vuitton i Prada. Najbardziej ceni sobie te duże modele – im większa torba, tym lepiej, bo przecież musi się tam zmieścić wszystko: trzy flakony perfum (na różne nastroje), dezodorant, korektor, iPad, szczotka z łyżką, gumy, dwie pary okularów przeciwsłonecznych, mini prostownica, cztery błyszczyki, próbki kremów, opaska do włosów, opakowanie witamin i mnóstwo innych rzeczy, których widok zaskakuje ją samą za każdym razem, gdy szuka w torebce kluczy.
x Jest influencerką beauty-lifestylową. Ma trzysta tysięcy obserwujących na TikToku i ponad pięćset tysięcy na Instagramie. Kiedy zaczynała swoją karierę na mediach społecznościowych (jako piętnastolatka i w dodatku od kupionych za pieniądze tatusia obserwacji), nikt nie wróżył jej sukcesu, ale dziś zarabia na tym niezłą kasę. Co ciekawe, wielu followersów zyskała, kiedy zaczęła promować powolny styl życia na odludziu.
x Nie ufa ludziom, którzy nie mają chociaż jednego konta w mediach społecznościowych. Według niej takie jednostki są bardzo podejrzane i powinna zainteresować się nimi policja.
x Nie ufa również rudym. Rudzi zaburzają jej pozytywne wibracje.
x Promowanie różnych marek czy miejsc zwykle wystarcza jej do życia na poziomie, ale kiedy czasami brakuje jej na jakąś droższą torebkę, musi chwytać się alternatywnych sposobów na zarobek. Większość ludzi nawet nie zdaje sobie sprawy z tego, ile zdesperowani, samotni faceci są w stanie zapłacić za byle zdjęcie!
x Jej mania na punkcie wyglądu doprowadziła do tego, że obsesyjnie uprawia sport i używa specjalnych aplikacji w telefonie do liczenia kalorii. Maksymalnie dziennie może przyjąć ich tysiąc czterysta, ale co jakiś czas stosuje dodatkowe diety: tylko warzywne albo opierające się na spożywaniu wyłącznie soków.
x Dbanie o to, co je nie jest dla niej problemem, bo przez nietolerancję laktozy i glutenu i tak nie może przyjmować połowy nadających się do jedzenia produktów.
x Jest ogromną plotkarą; interesuje się życiem wszystkich wokoło i namiętnie zbiera o nich przeróżne informacje. Nie ma skrupułów przed tym, żeby użyć ich do swoich prywatnych celów, chociaż zwykle gromadzi plotki wyłącznie dla własnej satysfakcji.
x Nie chciała studiować psychologii; namówiła ją do tego matka, która uznała to za bardziej przyszłościowy kierunek niż marketing czy media i dziennikarstwo. Maisie jednak nie odnajduje się na tych studiach najlepiej i gdyby nie to, że to rodzice za wszystko płacą (i wciskają łapówki profesorom ilekroć ich córka nie zdaje jakiegoś przedmiotu), prawdopodobnie by je rzuciła. Inną rzeczą, która przekonuje ją do tego, aby na tych studiach zostać jest bardzo dobre WiFi na kampusie.
x Jej największym marzeniem jest udział w Love Island. Jako siedemnastolatka pojawiła się już w America's Next Top Model, ale odpadła po tym, jak wyśmiała na wizji jakąś cnotkę niewydymkę, która odmówiła udziału w nagiej sesji. Totalnie nie fair, biorąc pod uwagę to, że to jej cycki prezentowały się na zdjęciu najlepiej.
x Ma uczulenie na jad pszczół, więc na wszelki wypadek ucieka z piskiem od każdego latającego owada.
And as the clouds roll by we'll sing the song of the sea


