Nadinspektor wydziału kryminalnego — Lorne Bay
38 yo — 198 cm
Awatar użytkownika
about
Skorumpowany nadinspektor policji, który zdradza żonę i tuszuje sprawę postrzału jej partnera. Stara się uciszać wyrzuty sumienia zawierając kolejne intratne układy, ale czuje się z tym coraz gorzej.
2.

Drewniana ramka przewróciła się z impetem, gdy w jej rant uderzył telefon rzucony na biurko. Portret ślicznej blondynki nie spoglądał dłużej w stronę rozgniewanego Kallego, który właśnie odbył niezbyt przyjemną rozmowę ze swoim przełożonym. Sprawa, którą miał zamknąć i zatrzeć pod dywan teoretycznie już pokrywała się kurzem w archiwum, ale niestety jego uparta żona nie umiał od tak odpuścić. Zapewne, gdyby nie chodziło o jej partnera, nie wykazywałaby się aż tak irracjonalnym uporem, który doprowadzał Regadalo do białej furii.
Nie pomagało też to jak w ostatnim czasie wyglądały ich małżeńskie relacje. Już nie tylko prywatne problemy mieszały w ich codzienności, ale praca stała się powodem do nieporozumień. Z drugiej strony nawet popełnione błędy i chwile słabości, póki co nie pozwalały Kallemu chociażby myśleć, aby zrezygnować z tego co przez tyle lat budował z Cameron. Nie pierwszy kryzys mieli za sobą, nie też oni jedyni na tym świecie przechodzili przez turbulencje i ciągłe kłótnie. Problem w tym, że ostatni czas był kumulacją zdarzeń, które sprawiały, że ten ich konflikt nabierał sił i impetu. Układ jaki mieli w miejscu pracy zapewne także w niczym nie pomagał, a więc trudno było znaleźć cokolwiek, co mogłoby wyhamować odrobinę ten kryzysowy stan.
Naturalnie Kallevi nie mógł nie skonfrontować się z Cameron. Koniec końców nie był tylko jej mężem, ale też przełożonym i do jego obowiązków należało trzymać swoich ludzi w ryzach. Przy okazji był też służbistą, chociaż w ostatnim czasie coraz sprawniej manipulował i dostosowywał przepisy tak, aby pasowały pod jego modłę. Może jeszcze jakiś czas temu nie byłby z tego dumny, ale korzyści jakie otrzymywał z racji wyświadczania przysług zaczęły przekrzykiwać jego wyrzuty sumienia.
Wyszedł z przeszklonego gabinetu i od razu wbił wzrok w swoją żonę, która była pochłonięta rozmową ze swoim nowym partnerem. Szczerze mówiąc Kalle lubił Raula. Widział w nim potencjał i sądził, że jak Cam dostanie nowego kompana to odczepi się od sprawy Angusa. Naiwnie w to wierzył, a przecież znał swoją upartą i zadziorną żonę na tyle, aby wiedzieć, że póki nie dostanie co chce, póty będzie wrzodem na... Bo właśnie tym była obecnie dla niego i jego przełożonych, dla których wypadek byłego partnera Cameron, był niezwykle niewygodną sprawą.
Podszedł do biurka pani Regalado i oparł się na nim dłońmi, by zwrócić jej uwagę ku sobie. Pewnie nawet nie musiał nic mówić, aby domyśliła się, że nie był zadowolony, bo wyraz jego twarzy niewiele pozostawiał do domysłu.
- Chcę z tobą porozmawiać - wyjaśnił w jakiej sprawię do niej przyszedł. I pomyśleć, że jeszcze nie tak dawno temu zwykle przychodził do niej, aby ukraść ją na lunch, albo zaszyć się gdzieś w pokoju przesłuchań i zapomnieć na kilka chwil o istnieniu ludzi za ścianą. - Tylko teraz i w cztery oczy - dodał, po czym wyprostował się i zaplótł przedramiona na klatce piersiowej, przy okazji dając do wiadomości innym, że nie ma ochoty na żadne kontakty z postronnymi. - U mnie - dokończył, aby miała jasność dokąd powinna się z nim udać, bo jednak jeszcze miał w sobie na tyle profesjonalizmu, aby nie dawać jej burdy przy zgromadzonych wokół policjantach.

Cameron G. Regalado
detektyw ds. kryminalnych — lorne bay police station
36 yo — 172 cm
Awatar użytkownika
about
Wyszła za mężczyznę, z którym zdradzała byłego męża. Szuka sprawców wypadku, który wysłał jej policyjnego partnera do szpitala.
009.
cameron & kallevi
i didn't work this hard to get this far then leave it so soon
{outfit}
W ich przypadku przynoszenie pracy do domu nigdy nie stanowiło problemu. Podobnie, kiedy d o m — a poprzez dom miała na myśli prywatność — przenosili na teren komisariatu. Cameron to uwielbiała. Wszystkie drobne gesty, które dla postronnych pracowników pozostawały niezauważone, a dla nich stanowiły wyraz uczucia, ale również bezustannej czujności, o p i e k i. Teraz nie opuszczało jej wrażenie, że dawna czułość spowszedniała im obojgu i z wolna przestawali polegać na wzajemnym wsparciu. Bo nie chodziło wyłącznie o powtarzające się sprzeczki. Co prawda były uciążliwe, ale Cameron powtarzała sobie, że każde małżeństwo potrzebowało kłótni, gdyż wyrażały one silne emocje. Wydawało jej się, że nie kłótni powinna się obawiać a zobojętnienia. To ono — w dużej mierze — przyczyniło się do rozpadu pierwszego małżeństwa z Telvernem. Dopóki więc między nią a Kallevim i s k r z y ł o, miała nadzieję, że burze ustaną, a wtedy ponownie odnajdą ku sobie odpowiednią drogę. Wciąż bowiem chciała kochać męża, p r ó b o w a ł a go kochać, choć w ostatnim czasie mężczyzna bardzo jej to utrudniał. Niekiedy miała wrażenie, że robił to c e l o w o.
Niestety niedawny wypadek — jak lekceważąco wypowiadano się o tym, co spotkało Angusa — dolał oliwy do ognia, sprawiając, że na poziomie zawodowym ich relacja stała się bardziej napięta.
Cameron nie pojmowała, starała się z całych sił, ale naprawdę nie rozumiała, dlaczego mąż, ale przede wszystkim przełożony, któremu powinno zależeć na podwładnych, nie próbował dociec powodów, przez które ciało Angusa przeszyły d w i e kule. Nie miało znaczenia to, że nie był wówczas na służbie. Został postrzelony, skończył przykuty do szpitalnego łóżka i wprowadzony w stan śpiączki farmakologicznej, z której — co wiedziała z opowieści żony Angusa — mógł nigdy się nie wybudzić.
Usłyszawszy głos męża, bezpardonowo przerywającego jej rozmowę z Raulem, podniosła na niego wzrok pełen niezrozumienia. Spojrzała na jego dłonie ciężko oparte o biurko, którym to gestem chciał pokazać swoją wyższość. — Oczywiście — przytaknęła, nie zamierzając opierać się prośbie nadinspektora. Cameron wstała zza biurka. Nie umknęły jej skrzyżowane ramiona męża. Cała jego postawa sugerowała jedno — kłopoty.
W milczeniu podążyła wraz z nim do gabinetu, którego drzwi ozdobione były ich wspólnym nazwiskiem. Stanęła nieopodal jego biurka, nie decydując się na zajęcie miejsca na fotelu.
W tym momencie jesteś moim mężem czy przełożonym? — zapytała, woląc się upewnić, jaki kierunek obierze nadciągająca dyskusja. Sądząc jednak po zaciętym wyrazie twarzy, nie mogła liczyć na łagodne traktowanie.
Nadinspektor wydziału kryminalnego — Lorne Bay
38 yo — 198 cm
Awatar użytkownika
about
Skorumpowany nadinspektor policji, który zdradza żonę i tuszuje sprawę postrzału jej partnera. Stara się uciszać wyrzuty sumienia zawierając kolejne intratne układy, ale czuje się z tym coraz gorzej.
Przeszedł przez pomieszczenie, którego drzwi od niedawna zdobił tytuł nadinspektora i chociaż Kallevi chciałby móc powiedzieć, że awans ten w pełni zawdzięczał swoim umiejętnością i pracy, to jednak były też inne czynniki. Takie, o których nie mógł z nikim mówić, a już na pewno nie z Cameron, bo to ona właśnie była jednym z powodów, dla których Regalado zastanawiał się jak długo ów tytuł będzie mógł nosić. Jeśli jego żona nie odpuści to prędzej, czy później góra znajdzie sobie kogoś, kto odpowie za narastające problemy, a tym kimś będzie w pierwszej kolejności on, a potem... Potem mogły dziać się rzeczy, o których Kalle nawet nie chciał dywagować. Cała sprawa Angusa była śmierdzącym przekrętem, w którego umoczonych było wielu wpływowych i potężnych ludzi, dla których taka Cam byłaby niczym. Pozbyli by się jej i tym samym usunęli kłopot, z którym póki co Kallevi starał się uporać na własnych zasadach.
- A jak ci się wydaje? - Zgromił ją spojrzeniem, gdy już znalazł się po drugiej stronie biurka, ale także postanowił póki co kontynuować rozmowę stojąc. Zmierzył żonę wzrokiem, którego zwykle używał, aby bez słów okazać jej zawód. Może w ostatnim czasie nawet nazbyt często to ponure spojrzenie gościło na jego twarzy. - Zacznijmy od przełożonego - dodał po chwili, a chociaż był niezadowolony to po głębokim oddechu, odrobinę spuścił z tonu. - Czemu znów grzebałaś w sprawie Angusa? - Spytał, ale wcale nie zamierzał czekać na odpowiedź. Ponownie spojrzał na Cameron i ścisnęło go gdzieś w okolicy mostka przyprawiając o dyskomfort. Jeszcze nie tak dawno ich małżeństwo było powodem do zazdrości wszystkich tych, pogrążonych w zagmatwanych i skomplikowanych relacjach. Kalle sądził, że znalazł nie tylko partnerkę, ale przede wszystkim przyjaciela, z którym mógłby spędzić resztę życia, aż do czasu, gdy ich priorytety zaczęły się rozjeżdżać. Coś poszło nie tak, kiedyś powiedzieli kilka słów za wiele, padły deklaracje, jakich żadne z nich słyszeć nie chciało i od tamtej chwili powoli staczali się po równi pochyłej w otchłań kryzysu. - Nie zajmujesz się tą sprawą i nie będziesz. Jest zamknięta, a ty zaczynasz przekraczać swoje uprawnienia nie stosując się do polecań - wyłożył jej dosadnym, aczkolwiek nadal profesjonalnym i służbowym tonem. Jego zmarszczone brwi okalały oczy ślące jej nieustanne i przenikliwe spojrzenie. - I to nie pierwszy raz, a więc nie pozostawiasz mi wyboru, Cam - dopowiedział, po czym zamilkł na chwilę, aby poczuła niepewność, aby zaczęła się zastanawiać jakie tym razem narzuci na nią obowiązki, byleby trzymała się z daleka od tematów, jakich poruszać nie powinna.
Kallevi wiedział jedno, wielu jej kolegów ucieszy się jak nie będą musieli ślęczeć nad papierzyskami, bo ich koleżanka z pracy tymczasowo przejmie sprawy biurowe, a im pozostawi pracę w terenie. W ten też sposób i on będzie mógł ją lepiej kontrolować, a może jak w końcu Cam zrozumie swój błąd to po odstawieniu klawiatury będzie bardziej skoro do współpracy.

Cameron G. Regalado
detektyw ds. kryminalnych — lorne bay police station
36 yo — 172 cm
Awatar użytkownika
about
Wyszła za mężczyznę, z którym zdradzała byłego męża. Szuka sprawców wypadku, który wysłał jej policyjnego partnera do szpitala.
Nie potrzebowała specjalnej intuicji, aby zorientować się, że ostatnimi poczynaniami zaogniła sytuację.
Kiedy mężczyzna — którego wciąż c h c i a ł a nazywać mężem — spojrzał na nią, ścierpła jej skóra. Doskonale znała to spojrzenie. Wiedziała, że oznaczało nie tylko rozczarowanie, ale również niekłamaną złość. Oraz tarapaty.
Od dawna czuła, że w sprawie dotyczącej postrzału Angusa kryły się tajemnice, których nie chciano jej powierzyć. Co więcej, próbowano u t r u d n i ć jej dotarcie do prawdy. Paradoksalnie, im większy odczuwała nacisk, by porzucić poszukiwania, tym bardziej pragnęła rozwikłać zagadkę i dojść prawdy, którą skrupulatnie przed nią chowano. Nie, nie miała stopnia równego stopniowi męża. Nie miała również tak samo wartościowych znajomości, ale liczyła, że mimo wszystko w końcu dowie się, co tak naprawdę przydarzyło się jej partnerowi.
Sądząc po minie Kalle’a, nie miało to nastąpić dzisiaj.
Usiadła, kiedy mąż — nadinspektor tudzież którakolwiek z jego osobowości — przemówił. Usłyszała bowiem niewielką, ledwie wyczuwalną zmianę w tembrze jego głosu.
Jest nierozwiązana — poprawiła go z naciskiem, aczkolwiek nie starała się zabrzmieć złośliwie. Czuła na sobie ciężar spojrzenia męża, ale nie zamierzała ugiąć się pod jego naporem. — Znasz Angusa. Wiesz, że był dla mnie jak brat — powiedziała, lecz ucięła raptownie, słysząc popełniony błąd. — Jest. Angus j e s t dla mnie jak brat — sprostowała, bowiem wciąż wierzyła, że mężczyzna wybudzi się ze śpiączki, a jego narządy podejmą samodzielne działanie. Innymi słowy — wierzyła, że wszystko skończy się dobrze. A przynajmniej próbowała w to wierzyć, sprzeciwiając się pesymistycznym rokowaniom.
Poza tym jest jednym z nas! Nie rozumiem, dlaczego nikt nie szuka sprawców, Kalle — rzuciła, tym razem krzyżując ramiona. Potrzebowała wyjaśnień, rozsądnych argumentów. Tylko takimi mąż zdołałby przekonać ją do porzucenia sprawy i zajęciem się choćby p i e l e n i e m zaniedbanego ogródka.
Wzięła głębszy oddech. Usłyszała płynące ze słów męża ostrzeżenie, może nawet g r o ź b ę. Jeśli spróbowałaby się sprzeciwić, przegrałaby niemal natychmiast. — Nie próbuję cię prowokować — wytłumaczyła się. — Wolałabym, żebyś wziął moją stronę i pomógł mi odkryć, co tak naprawdę stało się podczas strzelaniny. Dlaczego, choć Angus nie był wtedy na służbie, przyjął dwa strzały? I przede wszystkim kto do niego strzelał? — rzuciła pytaniami pozbawionymi odpowiedzi, wpatrując się w męża z prośbą wymalowaną na twarzy. Nie chciała się z nim kłócić. Nie chciała również, by p r a c a zmusiła ich do obrania przeciwnych stron. Zależało jej na nim. Kochała go. Ale nie potrafiła darzyć go sympatią, kiedy brutalnie odmawiał jej wsparcia!
Co się, do cholery, dzieje, Kalle? — spytała zatroskanym tonem, rozpaczliwie próbując znaleźć choćby małą wskazówkę wyjaśniającą, dlaczego nie tylko ta sprawa, ale również ich prywatne życie, podążały w takim kierunku.
Nadinspektor wydziału kryminalnego — Lorne Bay
38 yo — 198 cm
Awatar użytkownika
about
Skorumpowany nadinspektor policji, który zdradza żonę i tuszuje sprawę postrzału jej partnera. Stara się uciszać wyrzuty sumienia zawierając kolejne intratne układy, ale czuje się z tym coraz gorzej.
Czemu wszystko musiało być tak skomplikowane? Już nie tylko chodziło o samą sprawę Angusa, która śmierdziała na kilometr, a której Cameron nie potrafiła zignorować. Zapewne nie tylko ona, ale istniały pewne okoliczności, które nakazywały wszystkim odsunąć się od niej i pozwolić tylko tym wybranym funkcjonariuszom podejmować się niby śledztwa. Oni już wiedzieli co mieli zrobić i jak, aby historia postrzelonego policjanta obrosła kurzem, a jeszcze lepiej zhańbiła jego odznakę, aby żaden z jego towarzyszy nie chciał maczać w niej palców. Obrzydliwe, ale Kallevi już dawno przekroczył granicę i obecnie miał do wyboru, albo walczyć z przeciwnikami, którzy nieustannie stosowali ciosy poniżej pasa i absolutnie nie trzymali się reguł, albo wylądować na tym samym oddziale co Angus, albo kilka pięter niżej na metalowym łóżku. Dla niego skończył się czas, w którym mógł pozwalać swoim wyrzutom sumienia i prawości decydować. Zszedł z tej ścieżki i niestety ciągnął za sobą także Cameron, chociaż ona wcale się na to nie pisała.
Zgromił wzrokiem żonę, gdy ta go poprawiła. Miała rację, ale jak dla niej ta sprawa miała być zamknięta, zakopana, zapomniana i zdezaktualizowana. Co oczywiście nie oznaczało, że taka będzie, bo znał Cameron. To właśnie ta jej determinacja, bezczelność i zawziętość sprawiły, że kilka lat temu kompletnie stracił dla niej głowę. Wtedy też nie przejmował się wyrzutami sumienia, bo absolutnie nie przeszkadzała mu obrączka na jej palcu.
- I co z tego? Masz zatem prawo łamać rozkazy i postępować wbrew słowu przełożonego? - Fuknął, sięgając po najgorsze i najbardziej raniące z dostępnych mu kart, ale jednocześnie wmawiał sobie, że działał w dobrej wierze. Chronił ją, chociaż sam ranił ją na każdy możliwy sposób. Nie wspominając o tym, że kilka tygodni temu spędził noc z inną kobietą i do teraz nie potrafił o niej zapomnieć, nawet jak obiecał sobie, że nigdy więcej nie dopuści się czegoś tak paskudnego. Z drugiej strony nie działał wcale impulsywnie, bo już wcześniej czuł i wiedział, że jest o krok, aby skrzywdzić Cameron tylko, że wtedy zdołał się powstrzymać, niestety tym razem nie starczyło mu silnej woli. Chociaż może był już tak zdeprawowany, że po prostu żadna świętość nie była dla niego znacząca. - Zajmują się tym inni ludzie, rozumiesz? Nie my, nie tu i nie twoja sprawa kto to ogarnie - wycedził, bo wcale nie miał obowiązku udzielać jej żadnych informacji jako przełożony, ale ona miała swoje sztuczki. Kiedyś potrafiła wyciągnąć z niego wszystko kusząc go i bezczelnie uwodząc, a potem grzecznie obiecując, że będzie cichutko, by chwilę później jej głos o wielu tonach, roznosił się po całym ich domu. Obecnie bywało z tym różnie, bo wcale też nie tak często udawało im się chociażby położyć wspólnie do łóżka przez nadmiar obowiązków i pracy.
- Słońce, proszę.. - Nienawidził jak grała mu na emocjach, jak używała takich sformułowań i wprost prosiła o to, aby ją poparł. Wtedy czuł ze zdwojoną siłą to jakim jest okropnym człowiekiem i jak bardzo ją krzywdził, chociaż nadal uważał, że ją kochał. Może i tak, ale była to miłość ubarwiona zdradą i kłamstwem. - Nie mogę odpowiedzieć ci na te pytania - dodał krótko, chowając się za profesjonalnym żargonem.
Wtedy też z ust Cameron padły kolejne słowa i Kallevi wiedział już, że nie o sprawie postrzału rozmawiają, a o nich. Spojrzał zmęczonym wzrokiem na swoją żonę i jedyne czego zapragnął to znaleźć się gdzieś daleko od tego całego bagna i pozwolić sobie poczuć na nowo to, co kiedyś uważał za szczyt spełnienia.
- Nie wiem - odparł, chociaż mógłby jej wyrecytować całą listę swoich grzechów odpowiedzialnych za ten beznadziejny stan w jakim się znajdowali. Obszedł biurko i klęknął przed siedzącą na fotelu Cameron kładąc przy tym dłoń na jej ręce. - Chciałbym odpocząć, ale myślę, że ty przede wszystkim powinnaś to zrobić - oznajmił zawieszając głowę i zaciskając palce na udzie żony, które z czułością potarł. Wszystko się waliło, a oni tkwili w tym pożarze dodatkowo rozniecając kolejne, mniejsze trawiące ich od środka. - Potrzebujesz urlopu, Cameron. Może i ja także, bo spieprzymy zaraz wszystko - wyznał i chociaż bardzo by chciał, aby jego słowa się spełniły to zdawał sobie sprawę, że nie będzie mógł teraz opuścić komisariatu. Jednak Cameron, ona mogłaby to zrobić i to na pewno wiele by mu ułatwiło.

Cameron G. Regalado
detektyw ds. kryminalnych — lorne bay police station
36 yo — 172 cm
Awatar użytkownika
about
Wyszła za mężczyznę, z którym zdradzała byłego męża. Szuka sprawców wypadku, który wysłał jej policyjnego partnera do szpitala.
Nie była i d e a ł e m. Nigdy nie uważała się za taką kobietę, ani też nie aspirowała do takiego miana. Popełniła wiele okropnych błędów, raniąc przy tym osoby, na których jej zależało. Nie skłamałby ten, kto zaryzykowałby stwierdzeniem, że Cameron Regalado po trupach dążyła do celu. Aby zdobyć Kalleviego również pozostawiła za sobą odartego z godności i zranionego mężczyznę. Ale to nie miało znaczenia! Liczyło się wyłącznie to, jakie odczucia towarzyszyły jej przy boku Kalle’go — sposób, w jaki na nią patrzył, żarliwość, z jaką całował ją pod nosem przełożonych, nie bojąc się ż a d n y c h konsekwencji. Kochała jego odwagę i impertynencję, gdyż podobne cechy chciała widzieć w sobie. Nie inaczej było w kwestii uporu, który w nim podziwiała. Uporu, który doprowadził do tego, że pozbyła się obrączki i zastąpiła ją nową — doskonalszą. Wówczas nie przewidywała, że kiedykolwiek ten sam upór w nim znienawidzi.
Stawiasz mnie pod ścianą — zauważyła ze zgryzotą, bo praca była dla niej cholernie ważna. Mąż doskonale zdawał sobie z tego sprawę, dlatego uderzał w nią, insynuując, że niewłaściwie wywiązuje się ze swoich obowiązków i poważnie narusza procedury, które powinna respektować. Problem polegał na tym, że w tym j e d n y m wypadku procedury okazały się niewłaściwie i niewystarczające, by rozwiązać zagadkowy postrzał. Mimo to Cameron poczuła się dotknięta. Nie chciała, by ktokolwiek podważał jej oddanie, już na pewno nie chciała, by robił to on. — Powiedz mi więc, kiedy zamierzają to ogarnąć? Kto nad tym pracuje? Ile się dowiedzieli? Powiedz mi cokolwiek, żebym mogła spać spokojnie i zająć się czymś innym — prosiła, doskonale wiedząc, że jeśli się przeciwstawi lub zacznie kłótnię, Kallevi — nadinspektor — ją ukarze. Gdyby miała chociaż cień nadziei, że zdjęcie z siebie ubrań pomoże jej otrzymać informacje, zrobiłaby to. Ale tym razem czuła, że s e k s e m niczego nie osiągnie. Prawdę mówiąc, zaczynała tracić pewność, że w oczach męża wciąż była atrakcyjna.
Czułe słówko, choć sprawiło, że serce Cameron drgnęło, nie uśpiło jej czujności. Respektowała go jako przełożonego, ale nie zmieniało to faktu, że jako m ą ż, Kalle miał wobec niej niepisane zobowiązania. Czy naprawdę prosiła o tak wiele — dawkę informacji, która mogłaby zażegnać spór między nimi zamiast niepotrzebnie go podżegać?
Cameron miała wrażenie, że zmęczenie, które nagle błysnęło w jego oczach, było pierwszą — może jedyną — oznaką szczerości podczas tej dyskusji. Milczała, kiedy obszedł biurko i podszedł bliżej. Chciała odebrać jego dotyk, jako wsparcie, ale przeczuwała, że kryła się za nim próba uśpienia jej czujności. — Nie czuję się zmęczona, Kalle — powiedziała, patrząc mężowi w oczy z typowym dla siebie ogniem i chęcią do działania. Uniosła dłoń i przesunęła palcami po jego policzku. Zarost zakuł ją w opuszki, ale zupełnie jej to nie przeszkadzało. Przeciwnie, uważała, że krótka broda dodawała mu atrakcyjności. — Po prostu nie mogę znieść tego, że próbujesz mnie uciszyć. Wiem, że nie o wszystkim możesz mi powiedzieć i nie wymagam tego od ciebie, ale, do cholery, chodzi o Angusa. Jeśli znalazłbyś się na jego miejscu, dawno wywróciłabym ten komisariat do góry nogami, żeby dowiedzieć się, co się stało — mówiła spokojnie, ale stanowczo. Chciała, żeby zrozumiał, jak bardzo jej na tym zależy. Żeby zamiast podcinać jej skrzydła, pozwolił jej dalej działać.
ODPOWIEDZ