Królowa życia — śpiąca na pieniądzach
19 yo — 163 cm
Awatar użytkownika
about
Wesoła ciamajda, z mnóstwem pomysłów. Spontaniczna, życzliwa, energiczna!
Outfit

CDS... Tego nikt nie mógł się spodziewać, a na pewno nie Gabrielle Glass, która o poranku zerwała się na równe nogi, by zabrać swojego uroczego, sześciomiesięcznego dobermana Demona na spacer na plażę. Jak wiadomo, pogoda w Australii jest, jaka jest i temperatury lubią sięgać znacznie powyżej 30 stopni, dlatego dla bezpieczeństwa zwierzaków spacery lepiej robić albo wczesnym rankiem, albo późnym wieczorem. Gabrielle nigdy nie była rannym ptaszkiem, dla niej wstawanie szybciej niż o 11 to środek nocy, ale od kiedy pojawił się w życiu jej partnera i niej samej Demon dużo rzeczy się zmieniło. Blondynka zawsze starała się być odpowiedzialna, a teraz kiedy musi zapewnić opiekę innej żywej istocie, ta odpowiedzialność daje o sobie znać jeszcze bardziej. Nagle wstawanie o siódmej czy ósmej nie jest takie straszne, a to tylko dlatego, że gdy blondynka widzi "uśmiech" na pysku swojego czworonożnego dziecka, kiedy ten swobodnie może biegać po plaży czy parku to sama czuje się niewyobrażalnie szczęśliwa. Jeden mały (wcale nie taki mały, bo jak na sześć miesięcy jest naprawdę wielkim szczeniakiem) piesek może wprowadzić w życie tyle zmian!
Oczywiście mówimy tu o pozytywnych zmianach, bo negatywnych Gabi żadnych nie dostrzega. Spacer minął im bardzo spokojnie, Demon się wybiegał, poganiał za patykiem, potaplał się w oceanie i po godzinie szaleństwa rozpoczęli podróż do domu. Nastolatka chciała jeszcze wstąpić na szybko po kawę i jakieś wypieki na szybkie śniadanie, więc musiała przejechać inną drogą niż zazwyczaj i jakież było jej zdziwienie, kiedy nagle niż tego ni z owego na jezdnię wypełzło pięć małych kociąt! Ledwo dała radę wyhamować, żeby im nie zrobić krzywdy, one wyrosły jak spod ziemi! Miała flashbacki sprzed roku kiedy to na ulice wylazł jej wombat i przez niego rozbiła swojego ukochanego, żółtego garbusa i wylądowała w szpitalu. Serce jej podeszło do gardła, Demon na tylnym siedzeniu wydawał się zdezorientowany i lekko przestraszony, bo Gabi nawet zaklęła pod nosem. Gapiła się na koty łażące dość nieporadnie po asfalcie i zgłupiała — nie wiedziała, co zrobić. Rozglądała się przez kilkanaście sekund sprawdzając, czy przypadkiem "ktoś nie wyprowadza kotów na spacer" - no nie... Nie niby jest blondynką, ale aż tak głupia nie jest! Przecież to logiczne, że koty nie mają opiekuna, wyglądają na chude, zaniedbane, mają zaropiałe oczka i wydają się bardzo słabe i mocno przestraszone. Młoda kobieta nigdy w życiu nie przypuszczałaby, że przydarzy jej się coś takiego, zwłaszcza, że ona ma potworną alergię na koty. Powinna była znaleźć szczeniaki, a nie jakieś miauczące, drapiące i prychające koty. Nie, żeby nie lubiła kotów, ale przebywanie w ich towarzystwie sprawia, że łzawią jej oczy, kicha i ma katar. Nie pozostało jej nic innego jak wysiąść z auta i pozbierać te małe pchlarze do środka. Do domu ich nie weźmie, bo Ares ją z nimi chyba wywali, no dobra może nie, ale ona strasznie będzie się męczyć. Jedynym rozsądnym rozwiązaniem dla niej będzie odwiezienie maluchów do schroniska, gdzie na pewno się nimi dobrze zajmą i znajdą im nowe kochające domki.
Blondynka sprawdziła pięć razy okoliczne krzaki, żeby upewnić się, że nie pominęła żadnego malucha, które bardzo mocno się do niej garnęły. Demon nie miał nic przeciwko towarzystwu kociaków, ten "groźny" doberman to totalna pierdoła, kocha wszystko i wszystkich miłością ogromną, zupełnie tak jak Gabrielle — ma to po mamusi!
Dziewczyna więc musiała zmienić troszkę swoje plany, z drogi zadzwoniła do schroniska informując o sytuacji i uprzedzając o swoim przyjeździe i w przeciągu pół godziny była już pod schroniskiem. Zaparkowała pod bramą a jedna dziewczyna z obsługi pomogła jej ogarnąć kociaki, tudzież dała jej kartonowe pudełko, żeby bandę pięciu mogła do niego upchnąć i wskazała dokąd ma iść.
Co jak co, ale psa w samochodzie by nie zostawiła, więc młody musiał iść z nią. To było bardzo dziwne maszerować przez teren schroniska z psem i pudłem pełnym kotów. Psy szczekały trochę na Demona, trochę po to, by zwrócić na siebie uwagę Gabrielle. Nastolatka starała się nie rozglądać, nie mogła patrzeć na te wszystkie mordki za kratami, to łamało jej serce. Doczłapała do budynku, w którym mieści się gabinet weterynarza i weszła do środka, natychmiast czując zbawienne działanie klimatyzacji.
- Dzień dobry!- przywitała się bardzo uprzejmie od progu, uśmiechnęła się promiennie i rozejrzała się uważnie.
- To z Panią rozmawiałam pół godziny temu? Los zesłał mi na drogę te małe biedactwa, chyba są bardzo chore. Mają pchły, śmierdzą, mają zaropiałe oczy... Wylazły mi na pustą drogę pośrodku dosłownie niczego.- pospieszyła z wyjaśnieniami, w razie gdyby to nie z eloise howell-gordon rozmawiała przez telefon, bo to nie musiała być ona, przecież weterynarz w schronisku raczej nie zajmuje się odbieraniem połączeń, od tego są pracownicy biura.
Demon był wyraźnie podekscytowany wizytą w nowym miejscu i machał tym swoim krótkim ogonkiem, przez co cała dupka mu chodziła z tej radości. To nie jest normalne, że psy tak cieszą się na widok weterynarza...
rozbrykany dingo
Gabi
weterynarz — LORNE BAY ANIMAL SHELTER
28 yo — 168 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Dni w schronisku nie były tak intensywne, jak te w Cairns, kiedy Eloise miała zmianę w klinice. Blondynka miała całkiem sporo czasu, by naprawdę poprzebywać ze zwierzętami i okazać im odrobinę miłości, której potrzebowały czasem bardziej w takim miejscu niż specjalistycznej pomocy lekarza weterynarii. Lorne Bay na szczęście nie było miasteczkiem, w którym ludzie nie szanowaliby zwierząt. Na ogół były traktowane dobrze, a także zadbane, bo każdy zdawał sobie sprawę z tego, jak istotne są w codzienności oraz potrafią wspierać człowieka w codziennych zadaniach. Tak więc mieszkańcy tego schroniska to raczej już stali bywalcy, rzadko nadchodził dzień, kiedy pojawili się nowi goście. Dziś jednak miało być inaczej, a jedna z wolontariuszek poinformowała Eloise z wyprzedzeniem, że niedługo ktoś przywiezie porzucone kociątka. Kobieta postanowiła więc przygotować się na ich przyjazd, wróciła do budynku, a konkretniej swojego gabinetu i zaczęła ogarniać wnętrze dla pacjentów.
-Dzień dobry - powiedziała, wychodząc z niewielkiego pokoiku do korytarza, gdzie dostrzegła młodą dziewczynę z kartonem, z którego dochodziły cieniutkie piski. -Nie, ale dostałam informację o waszym przyjeździe. Piesek też z nimi był? - zapytała zaskoczona, podchodząc bliżej do przybyłych. Pogłaskała zaczepiającego ją dobermana, po czym spojrzała wymownie na Gabrielle, sugerując, by przekazała jej pudło. -Jestem tu weterynarzem, zaraz je obejrzę - powiedziała, odbierając kociaki i ruszyła do gabinetu, a głową machnęła, by pokazać dziewczynie, że jeśli chce może im towarzyszyć jako ta, która je znalazła. Eloise nie miała nic przeciwko temu.
wanted and wild
no_name4451
ODPOWIEDZ