Aktorka — Tam, gdzie akurat podpisze kontrakt
30 yo — 160 cm
Awatar użytkownika
about
All I ever wanted
All I ever needed
Is here in my arms
Words are very unnecessary

Layla mogłaby się zgodzić, ale tylko przed samą sobą, że na bezpieczeństwie do konća się nie zna. W tej kwestii polegała na poprzednim ochroniarzu, który i wzbudzal jej zaufanie, ale i nie sprawiał, że czuła się osaczona, wiecznie obserwowana i nie mogąca nic samodzielnie zrobić. Byli zgranym zespołem, ale może tylko według niej? Może sam poprosił o inną gwiazdę, która byłaby mniej upierdliwa niż ona? Oczywiście to tylko gdybanie, bo Layla uważała, że współpraca z nią to czysta przyjemność. Niech Constantine żałuje, że nie mógł się o tym przekonać.

Czy dla Henderson byłby problem przespać się z osobą, z którą pracuje? Nie była w stanie wprost odpowiedzieć na to pytanie. Zdarzyło jej się pójść do łóżka z kilkoma aktorami, z którymi akurat spędzała mnóstwo czasu na planie firmowym. Nie widziała w tym nic złego i zazwyczaj też nie niosło to za sobą przykrych konsekwencji. Z drugiej strony Constantine nie jest osobą, którą miałaby widywać od czasu do czasu. Był jej ochroniarzem, z którym z zasady miałaby spędzać o wiele więcej czasu przez dłuższy okres niż kilka miesięcy. Nie sądziła, aby to był dobry pomysł oraz żeby to było profesjonalne. Z kolei, gdy teraz dla niej nie pracuje... nie widziała żadnych przeszkód ku temu, oprócz tego, że zrobił za mało, aby zaciągnąć ją do łóżka.

- Nie musimy, wszystko jest w domu- odpowiedziała i już miała iść dalej, gdy nagle podszedł do niej i muskając jej ucho wywołał przyjemny dreszcz rozchodzący się po jej ciele. Ok, był na dobrej drodze i musiała mu to przyznać. - Myślę, że ciężko mi odmówić na tą propozycję- dodała nie odsuwając się ani na milimetr, bo nie była speszona, a raczej zaintrygowana. Chyba jednak nie był taki najgorszy za jakiego go miała jeszcze całkiem niedawno.

Zanim sie obejrzała, to byli już na miejscu i od razu dostrzegła brak kartonów przed domem. Nie sądziła raczej, aby je ukradli, więc zyskał punkt za to. Poczekała chwilę, aż otworzy jej ponownie drzwi i wysiadła opierając się plecami o samochód. Musiała przyznać, że te iskierki w oczach ją rozczulały, więc uśmiechnęła się szeroko.- Truskawki są w lodówce- zaczęła, a następnie wskazała na podjazd. - Jeżeli wniosłeś kartony do środka, to jednak się myliłam i nie jest taki zły z Ciebie ochroniarz. Możesz wrócić do swojego domku- dodała podchodząc o wiele bliżej do niego i wręczając mu z powrotem klucze, które oddał jej na plaży. Następnie go zgrabnie ominęła i skierowała w stronę domu. Jednak zanim weszła do środka, to odwróciła się z powrotem stojąc przy drzwiach. - Na urlopie przed dziewiątą nie wstaję, więc lepiej mnie wcześniej nie budzić. Wszystkie potrzebne produkty znajdziesz w mojej kuchni. To co, do jutra?- spytała z uśmiechem, ale już nie tym figlarnym. Tym razem przybrała maskę, jak gdyby nigdy nic dogadywali szczegóły jutrzejszego poranka. Była ciekawa czy Constantine uzna teraz, że uraziła jego męską dumę i odjedzie czy jednak zostanie.


Constantine Bedivere
ambitny krab
nick autora
Ochroniarz i wspólnik — Halifax's Corps
35 yo — 189 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
To jest chyba jedna z tych sytuacji, gdzie należałoby powiedzieć, że po prostu źle zaczęli swoją znajomość. Na stopie służbowej zdecydowanie ciężko było im się dogadać. Mieli trudne charaktery. Oboje byli wymagający, a Layla miała po prostu inne doświadczenia od swojego poprzedniego ochroniarza. To już nie problem Constantine'a, że tamten dał sobie tak łatwo wejść na głowę i robił dodatkowo za jej asystenta. Jedyne, czego on wymagał to darzenie się obopólnym szacunkiem. Gdyby podeszła do niego jak do kogoś równego sobie i po prostu poprosiła o pomoc zamiast wymagać od niego pewnego zachowania stawiając mu warunki... Pewnie nie miałby problemu by jej pomóc. Zrobiłby to dla każdej znajomej, dla niej również bez większego problemu. Nie zrozumieli się za dobrze przy swoim pierwszym dniu, a Bedivere też potrafił być uparty. Raz zwolniony pewnie uniesie się honorem i nie da się tak łatwo przekonać do powrotu. Co nie znaczyło, że był kompletnym dupkiem. W końcu wniósł jej te kartony do domu, a walizkę wrzucił na górę tak jak tego oczekiwała.
Zdecydowanie wolał natomiast drażnić się z nią tak, jak teraz. Dotykiem, dobrym żartem. Kiedy przestali być w relacji służbowej nagle coś zaskoczyło. Zaczęli się dogadywać. Jakby poprzednia sytuacja w ogóle nie miała miejsca, a oni znali się już od jakiegoś czasu. Nie płoszyła się, wychodziła mu na przeciw i również potrafiła wodzić za nos. Cholernie mu to odpowiadało. Zaczynał widzieć ją w nowym świetle i to zdecydowanie bardziej mu się podobało. Pewnie nawet zaprosiłby ją na randkę w normalnych warunkach.
- Nadal chyba mylisz trochę profesje, ale jest Ci wybaczone bo jesteś cholernie urocza kiedy się tak do mnie uśmiechasz. - tym razem jego własny uśmiech nabrał tego filuternego wyrazu kiedy odbierał od niej klucze do swojego domku - W sensie do budy? - zaśmiał się cicho odnosząc się do wielkości tej willi oraz jego chwilowego miejsca zamieszkania.
Nie miał zupełnie nic przeciwko temu by go wyminęła. Mógł przechylić lekko głowę i pooglądać sobie jak kołysze biodrami w tych krótkich szortach. Wcale się z tym nie krył. Nawet wręcz ostentacyjnie uniósł wzrok z rozbierającym uśmiechem, kiedy ponownie się do niego zwróciła. Coś odnośnie śniadania, tak, wyłapał. Nie zamierzał natomiast dać tak łatwo za wygraną. Podszedł bliżej i położył swoje dłonie na jej biodrach, na razie całkiem niewinnie, jednak znów znacznie skracając dystans.
- Słyszałem, że niedawno zwolniłaś swojego ochroniarza. Chyba pisali o tym w jakimś szmatławcu. - wzruszył ramionami z całkiem niewinną miną - Nie myślisz, że dobrze byłoby żeby ktoś odprowadził cię do sypialni i przy okazji upewnił się, że będziesz tam bezpieczna? Tak się składa, że znam jednego gościa, który ma do tego świetne kwalifikacje i referencje. No... prócz tych ostatnich. - uśmiechnął się zadziornie patrząc jej w oczy.

Layla Henderson
Aktorka — Tam, gdzie akurat podpisze kontrakt
30 yo — 160 cm
Awatar użytkownika
about
All I ever wanted
All I ever needed
Is here in my arms
Words are very unnecessary

Posłała mu uśmiech mówiący Cóż mogę na to poradzić, gdy wybaczył jej tą pomyłkę profesji. Czy wystarczyło się uśmiechnąć, żeby wniósł kartony? Nie musiałaby prosić? Chociaż skoro już ich nie ma przed domem, to nie musiała robić ani jednego ani drugiego, żeby skończyło się na tym, że wygrała tą małą bitwę. Ale grzecznie przemilczała swoje przemyślenia i roześmiała się jedynie głośno słysząc o budzie. Dostał własny domek i jeszcze narzeka -do listy, zaraz obok uparty dopisze zaraz niewdzięczny.

Natomiast dostrzegając ten jego rozbierający wzrok i skrócenie dystansu, pojawiła się w jej głowie myśl, że jak to możliwe, że w ciągu tak krótkiego czasu przeszli z darcia kotów i zwolnienia do flirtu i dotyku, którego raczej nie toleruje się w relacjach przełożony- pracownik, a tak jeszcze kilkadziesiąt minut temu ich postrzegała. Zaczęła w głowie analizować, co jest lepsze - przespać się z nim teraz i nigdy więcej nie zobaczyć, czy może przekonać go, aby ponownie został jej ochroniarzem i drażnić się z nim tak jak teraz. Przyglądała mu się, a w myślach notowała wszystkie za i przeciw każdej decyzji. Podobała jej się ta gra, którą prowadzili którą ani nie planowała ani tym bardziej nie miała pojęcia do czego ich zaprowadzi. Jednak przestał już być tylko upartym dupkiem w jej oczach. Miał swój charakterek, który zaczął ją pociągać i może to nie będzie takie złe bliżej go poznać? Sprawdzić jak bardzo może przesunąć te granice? W końcu przyjechała do Lorne Bay dobrze się bawić.

- Zgadza się, potrzebuję ochroniarza- przytaknęła sunąc delikatnie palcem po jego piersi, ale nie spuszczając wzroku z jego oczu. Miała ogromną ochotę nachylić się bliżej, ale wiedziała, że lepiej będzie gdy odsunie się trochę opierając plecami o drzwi wejściowe. Dłoni jednak nie zabrała. - Więc jeżeli znasz jednego, to przekaż mu, że stanowisko jest wolne gdyby był chętny, ale musi się liczyć z tym, że tak łatwo nie wpuszczam do mojej sypialni. Musi zapracować sobie na ten poziom zaufania- dodała nie dając za wygraną. Nie oznaczało to, że nie chciałaby z nim pójść teraz do łóżka. Coś czuła, że raczej by tego nie żałowała- przynajmniej dzisiaj, ale zazwyczaj bawiła się bardzo dobrze, gdy facet próbował ją zdobyć. Łatwo nie wpadała w sidła, a takie żarciki mogły być przyjemne. Może jednak uda im się współpracować?


Constantine Bedivere

ambitny krab
nick autora
Ochroniarz i wspólnik — Halifax's Corps
35 yo — 189 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Niestety Constantine nie był głupi i doskonale zdawał sobie sprawę, jaki właśnie stworzył precedens. Poniekąd dał za wygraną. Dał sobie trochę wejść na głowę. Po części dlatego, że był to po prostu winien swojemu partnerowi biznesowemu. Mógł zostać zwolniony i pozostawić po sobie pewien niesmak, ale przynajmniej nie wyjdzie na kompletnego buca. Po drugie... Pomimo tego, że dorastał właściwie wśród zgrai facetów, jego adopcyjni rodzice mieli z nim wystarczająco czasu by zaszczepić mu dbanie o kobiety. Nie mógł tak po prostu przejść obok tych cholernych kartonów obojętnie wiedząc ile mogą przysporzyć jej problemów. Nawet jeśli, tak... w tamtym momencie była dość nieznośna. Nie był tak nieokrzesany, jak mogła początkowo sądzić. Nie zrobił tego żeby się jeszcze podlizać na ostatniej prostej do wyjścia, tak po prostu należało. Nie potrafił inaczej.
Dostała natomiast dodatkowe punkty za to, że ani mu tego dosadnie nie wypomniała, chociaż oboje wiedzieli, że osiągnęła swoje. Nie dorzuciła też swoich trzech groszy kiedy nabijał się ze swojej stróżówki. Nabijała ich zadziwiająco wiele odkąd zakończyli swoją służbową relację. Chociaż wróć, nawet wtedy zdążyła zaskarbić sobie jeden czy dwa. Może jeszcze mogliby jakoś ze sobą współpracować, aczkolwiek ten statek już niestety odpłynął. Bedivere też był uparciuchem i tak łatwo nie zapominał wyrządzonych krzywd. Nawet jeśli były minimalne.
Już chyba nie było sensu kryć się z tym, że wpadła mu w oko. Dawał jej dość jasne sygnały odnośnie tego, czym jest zainteresowany. Byli teraz dwójką dorosłych ludzi, którzy mogli podejmować bardzo dorosłe decyzje. To jak do tego doszło... Chyba lepiej nie roztrząsać. Może to dlatego, że z jego strony tak naprawdę nie było żadnej wrogości względem jej osóbki? Trochę przesadziła z tymi rozkazami, jasne, ale całkowicie się tego spodziewał. Nadal było jej daleko do niektórych nieznośnych gwiazdeczek, z którymi współpracował. Na kontrakcie też mu jakoś wielce nie zależało, więc nie miał nad czym płakać. Takie rzeczy się zdarzają. Jak widać to wszystko tylko im pomogło trochę bardziej się na siebie otworzyć. Całkiem możliwe, że gdyby poszli do łóżka tu i teraz, jutro rano by tego żałowali, ale z drugiej strony to też jest część życia.
- Jesteś pewna, że potrzebujesz ochroniarza, a nie po prostu faceta? - spojrzał na jej palec wodzący po jego klatce i szybko wrócił do jej oczu.
Kiedy to mówił nawet się nie zastanowił jak to mogło być zinterpretowane. Sam nie wiedział jak by to zrobił. Czy on naprawdę rozważał relację? Taką prawdziwą? Nawet nie wiedział jak to się zaczyna, z czym to się je. Layla zaczynała go coraz bardziej intrygować. Zdecydowanie wpadła mu w oko, ale takie propozycje?
Ogarnij się Constantine. - upomniał sam siebie.
- Czyli mówisz, że każdy ochroniarz może sobie zapracować na ten przywilej? - uśmiechnął się zadziornie łapiąc ją za słówka i nachylając się nieco w jej stronę - Nie wiem jak powinienem się z tym czuć biorąc pod uwagę twojego ostatniego pracownika. - w końcu nie wytrzymał i zaśmiał się lekko nie spuszczając swojego wzroku z jej oczu mając nadzieję, że cała atmosfera po prostu nie prysła - Cóż, jeśli nie potrzebujesz mojej pomocy w sypialni to chyba nie pozostaje nic innego, jak buziak na dobranoc? - poruszył wymownie brwią jeszcze bardziej skracając dystans, a przy tym wszystkim pozwalając jej zdecydować gdzie dostanie tego buziaka, jemu się nie spieszyło.

Layla Henderson
Aktorka — Tam, gdzie akurat podpisze kontrakt
30 yo — 160 cm
Awatar użytkownika
about
All I ever wanted
All I ever needed
Is here in my arms
Words are very unnecessary

Nie wypomniała mu wygranej, bo nie widziała w tym żadnego sensu. Może i zachował się początkowo jak dupek, to raczej wyglądał na inteligentnego faceta, który sam prawdopodobnie dostrzegł jak ostatecznie skończyła się sytuacja z kartonami - jej wygraną. Nie musiała o tym głośno skandować. Mama nauczyła ją, aby nie dobijać leżącego.
Bardziej była w tym momencie zainteresowqna sytuacją, która zrodziła się teraz między nimi. Ona z kolei wolałaby jednak, aby wrócił jako jej ochroniarz. Nie miała ochoty wpuszczać do domu kolejnego obcego mężczyzny, a Constantina już znała, więc już wolała dogadać się z nim. Może skoro dogadują się poza sferę zawodową, uda im się i tam znaleźć wspólny język? Może już nie będzie jej podnosił ciśnienia? Nie była do końca pewna, która decyzja jest odpowiednia. Każdy wybór miał swoje plusy i minusy, ale gdzieś górował nad nią rozsądek.

- Faceta? Nie, dziękuję- odpowiedziała od razu bez zastanowienia i analizy skąd to pytanie. Nie była w stanie stworzyć trwałego związku. Pewnie przez jej relację z ojcem, który raczej nie dał jej wzoru odpowiedzialnego i dojrzałego mężczyzny. Spotykała się z facetami, ale były to przelotne romanse, bo nawet jak próbowała czegoś trwałego, to nie odpowiadało im, że nie dawała sobą rządzić. Więc nie, nie potrzebowała faceta, ale ochroniarz na pewno by się przydał.- Każdy ochroniarz ma szansę zapracować, a czy każdemu udało się osiągnąć ten poziom zaufania? To już inna kwestia, a jako dama zostawię tą odpowiedž dla siebie- odpowiedziała z uśmiechem nie dając się złapać za słówka. Jak chce się w to bawić, to ona też potrafi. I cóż, musiała przyznać, że dotrzymywał jej kroku i miał niezły tupet przekraczając granicę krok po kroku. Ciekawe jakby to było, gdyby go nie zwolniła wtedy i nie miał okazji stanąć w jej obronie? Czy jednak prędzej czy później doszłoby do tej sytuacji?

Jednak w tym momencie kontynuowała razem z nim tą grę i mimo, że miała cholerną ochotę chociażby na krótki namiętny pocałunek, to nie dała za wygraną. Odsunęła się od drzwi i ściskając mocniej materiał jego koszuli, nachyliła się do jego ucha stając na palcach, aby mógł wręcz poczuć jej oddech na swoich płatkach.- Ten zaszczyt zasmakowania nawet drobnej części mojego ciała, nie jest tak łatwo zdobyć, ale na pewno warto- powiedziała cicho i powoli, a następnie odsunęła się i z niewinnym uśmiechem poprawiła mu koszulę, którą trochę wymięła nie podnosząc przy tym wzroku.- Przekaż swojemu koledze, że jeżeli jest zainteresowany pracą to jutro niech wpadnie i dogadamy warunki współpracy- dopiero na koniec na niego spojrzała, aby jesze dodać. - Dobranoc Constantine- i zabrała swoje dłonie, aby otworzyć drzwi do domu i zniknąć w środku, a wejście za sobą zamykając. Musiała się pożegnać jak najszybciej, bo nie była pewna jak długo wytrzyma bez wpuszczenia go do środka.


Constantine Bedivere

ambitny krab
nick autora
Ochroniarz i wspólnik — Halifax's Corps
35 yo — 189 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Gdyby rzeczywiście wrócił do ich kontraktu na pewno znów działaliby sobie na nerwy. Ona była na niego cięta, on do tego dość niereformowalny... Mieliby na pewno jeszcze wiele sprzeczek. To, co działo się między nimi teraz było chyba po prostu jakimś błędem w Matrixie. Z logicznego punktu widzenia nie miało większego sensu. On powinien być wkurzony, ona tym bardziej, chociaż pewnie u niej nerwy łagodził fakt, że jednak wykonał swoje zadanie i to dwa razy. Bedivere nie myślał, że mógłby z nią nawiązać tego typu relację. Nawet jeśli teraz wyglądał trochę na typowego gracza, wcale takim nie był. Radził sobie z kobietami, kiedy tego potrzebował, ale zdecydowanie nie uganiał się za każdą krótką spódniczką. Tym bardziej nie wdawał się w żadne romanse z klientkami, więc teraz miał szczęście, że nią nie była. Miała w sobie tę zadziorność, której brakowało innym kobietom z którymi miał swoje romanse. Nie była uległa. Wychodziła mu na przeciw i to go cholernie kręciło.
Podobnie z resztą jak to, że najwyraźniej tę kobietę trzeba było zdobywać. Długo, natrętnie. Znała swoją wartość i jasno dawała mu to do zrozumienia. Znów, naciskała wszystkie właściwe guziczki by wzbudzić jeszcze większe zainteresowanie z jego strony. To byłaby zdecydowanie trudna relacja, gdyby postanowili ją kontynuować.
- Punkty za otwartość. - przynajmniej nie patrzyła na swoich ochroniarzy aż tak z góry, jak mu się wydawało, chociaż mogła kłamać, w końcu była aktorką i trzeba było to brać pod uwagę - Możesz zatrzymać ją dla siebie, ale ja i tak ją znam. - uśmiechnął się unosząc na moment wymownie brwi.
Skoro jemu do tej pory nie udało się nawet przekroczyć drzwi jej domu, to tym bardziej nie wierzył, że jakikolwiek inny ochroniarz mógł wzbić się na te wyżyny. Był nieco arogancki, też wiedział, jak potrafi działać na kobiety, zwłaszcza w takich sytuacjach, jak teraz. Skoro mu nie ulegała, miała wysokie wymagania. Nie wyobrażał sobie by ktokolwiek inny w tej branży mógł je spełnić i to oczywiście było dobre.
Kiedy zbliżyła się do niego by wyszeptać mu te kilka słów na ucho, musiał przyznać, że po jego kręgosłupie przeszły lekkie ciarki. Wierzył, że rzeczywiście było warto, a ona jeszcze dodatkowo potrafiła to sprzedać. Doskonale wiedziała, co z nim robi i cholera... działało. Działało.
- Doprowadzisz mnie do szału Layla... - mruknął, kiedy otwierała drzwi do domu - Dobranoc Layla. - spojrzał na nią jeszcze zanim zamknęła mu drzwi przed nosem i już niekoniecznie tak mocno rozbierał ją wzrokiem, chociaż tego nadal nie brakowało. Jego rysy jakoś lekko się zmiękczyły.
Stał tam jeszcze przez chwilę zapierając się o otwarte drzwi zastanawiając się co się właśnie wydarzyło, jak do tego doszło oraz oczywiście, czy będzie o nim później myśleć w swojej sypialni. Był tylko facetem. W końcu jednak udał się również do swojej budy żeby przespać się chociaż kilka godzin. W końcu z rana powinien się zbierać. Wszystko miał już spakowane w samochodzie. Ze swojego małego okienka spoglądającego na okna jej sypialni warował jeszcze aż po jej stronie nie zgasło światło. Dopiero wtedy mógł pozwolić opaść swoim powiekom.
Następnego ranka debatował czy powinien w ogóle wchodzić do domu. W końcu na jego naleśniki trzeba sobie zazwyczaj zasłużyć bardzo upojną nocą. Constantine się cenił, nie robił tego dla każdej przypadkowej kobiety. Trzeba było naprawdę zatrząść jego światem w posadach żeby tak się postarał. Layla może nie zrobiła tego w ten seksualny sposób, ale wykryto wczoraj małe wstrząsy w jego fundamentach, więc mógł zostać jeszcze chwilę. Poza tym gdyby po prostu odjechał nie miałby szansy jeszcze trochę się z nią podroczyć. Wziął pod uwagę, że nie wstaje przed dziewiątą, więc wszystko sobie wycyrklował tak, żeby mogła być obudzona przez zapach czegoś słodkiego. O ile w ogóle rozniesie się po tej willi. W każdym razie wyjął odpowiednio wcześniej truskawki z lodówki. Pozbawił je szypułek, ale jeszcze nie kroił żeby nie puściły wody. Przygotował sobie ciasto na naleśniki, tutaj nie było żadnego szumu. Nie musiał używać miksera. Jednak musiał go wyciągnąć żeby ubić śmietanę. Dodał kilka swoich sekretów i odłożył ją do lodówki. W tym czasie zajął się już smażeniem.
Kiedy księżniczka w końcu zeszła z piętra mogła go zastać w całkiem nowym wydaniu. Spodnie prasowane w kant. Biała koszula, a na to wszystko uroczy fartuszek w jakieś ptaszki, bo przecież nie zabrał ze sobą swojego, męskiego, wykonanego z jakiejś grubej skóry. Nie potrzebował łopatki by przewracać naleśniki, robił to w powietrzu. W kuchni zdecydowanie pachniało już słodkościami.
- Jak się spało? - zapytał bez nawet odwracania się w jej stronę, zupełnie jakby miał oczy z tyłu głowy.

Layla Henderson
Aktorka — Tam, gdzie akurat podpisze kontrakt
30 yo — 160 cm
Awatar użytkownika
about
All I ever wanted
All I ever needed
Is here in my arms
Words are very unnecessary

W duchu się zaśmiała, gdy powiedział, że zna odpowiedź ilu ochroniarzom udało się przekroczyć próg jej sypialni. Był równie pewny siebie, co ona, więc to też było powodem ich kiepskiej relacji biznesowej, której Layla nie była już tak bardzo pewna czy chce kontynuować. Zamykając za sobą drzwi w jej głowie pojawiły się myśli, że może jednak powinna dać upust emocjom i pragnieniom i zaszaleć. Nawet jeżeli ma pewne swoje zasady, może czasami warto je nagiąć? Może powinna się przejść i sprawdzić czy wspomniana buda faktycznie jest taka mała czy może znalazłoby się miejsce dla dwóch osób? Mogłaby się świetnie bawić tej nocy, a rano by odjechał i dostałaby nowego ochroniarza.
Z drugiej strony lubiła być zdobywana. Może dla innych to jest pruderyjne, ale już taka była. Nie chodziło o to, żeby rozkochać w sobie faceta, ale ceniła siebie, swoją wartość i nie tak łatwo było zdobyć jej zaufanie. Dlatego była ciekawa jak długo wytrzyma Constantine, jak długo sama wytrzyma. Chociaż czy na pewno chciałaby prowadzić taką grę ze swoim ochroniarzem? Czy potrafiłaby flirtować, żartować, przespać się i dalej pracować jak gdyby nigdy nic spędzając mnóstwo czasu razem? Miała zdecydowanie mętlik w jej głowie, co powinno zrobić i czego chciała, a przecież miała odpoczywać w Lorne!

Przeszła od razu od kuchni, aby wziąć szklankę z wodą i poszła na górę. Uśmiechnęła się na widok walizek, które wniósł tak jak żądała. Teraz mogła sobie pozwolić na uśmiech zwycięzcy - dostała czego chciała bez proszenia. Jednak nie był aż tak uparty, może i ona trochę przesadziła i nie powinna od razu krzyczeć? Ale była jednak przyzwyczajona do innej współpracy. Zrzuciła z siebie brudne ubrania po bieganiu i od razu wskoczyła pod prysznic - zimny, aby mogła ochłonąć po sytuacji sprzed domu. Czy myślała o nim? Tak, chociaż starała się nie. Więc po wyjściu z łazienki postanowiła zająć swoją głowę czymś innym - rozpakowaniem się do końca, przynajmniej jeżeli chodzi o ubrania. To jej pomogło, ale i zajęło parę godzin zanim ostatecznie zasnęła.

Na urlopie stara się nie nastawiać budzika, więc jej ciało dopiero w okolicach dziewiątej samoistnie daje jej znać, że pora wstać. Chociaż jej umysł nie do końca się rozbudził, więc schodząc na dół całkowicie nie pamiętała, że może właśnie ktoś szykuje dla niej śniadanie. Tym bardziej, że ani dźwięk ani zapach jej nie obudziły. Dopiero schodząc po schodach w pidżamie i rozczochranych włosach zaczęły do niej dochodzić jakieś przyjemne zapachy. Stojąc w progu uniosła brwi do góry widząc go przy kuchence z patelnią w ręku. Była zaskoczona, ale udało jej się wydukać - Dzień dobry- zamiast po prostu odpowiedzieć na jego pytanie. Musiała usiąść na hokerze obserwując jego wyczyny, gdy tak stał do niej tyłem. Dopiero wtedy się rozbudziła i chwyciła za truskawkę.- Całkiem nieźle, choć było dosyć chłodno- odpowiedziała między kęsami i przekręciła głowę na bok, aby tym razem ona mogła obserwować jego tyłek w tych spodniach. Wcześniej chyba obserwowała go ze złej perspektywy, bo przecież już go widziała w takim stroju, ale na pewno gdyby zaprosiła go do sypialni, to by w nocy nie zmarzła. - W tej koszuli wyglądasz zdecydowanie lepiej niż w tamtej wczoraj. Mam nadzieję, że leży już w śmietniku- dodała z uśmiechem łapiąc za kolejną truskawkę.



Constantine Bedivere
ambitny krab
nick autora
Ochroniarz i wspólnik — Halifax's Corps
35 yo — 189 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Już wczoraj dała mu znać, że jest kłopotem. Tylko nie w tym znaczeniu rozpieszczonej gwiazdeczki show biznesu. Nie. W ten zupełnie inny, o wiele bardziej niebezpieczny sposób. Zwiastowała kłopoty dla niego. Personalnie. Zainteresowała go i to było absolutnie strasznie. Nie przerażające, po prostu straszne. Do tej pory można było powiedzieć, że Constantine nie znał znaczenia słowa zaangażowanie. Prócz swojej pozycji w siłach specjalnych nie mógł powiedzieć, że w cokolwiek innego w swoim życiu tak faktycznie się zaangażował. Tam po prostu musiał. Zależało od tego życie osób, na których mu zależało. Jego druhów, z którymi przeszedł przez nie jedną Kambodżę. Był im to poniekąd winien, ale też po prostu mu zależało. Nie miał poza tym niczego innego, dlatego tak trudno było mu się odnaleźć w życiu cywila i cały czas ciągnęło go mimo wszystko do tych bardziej niebezpiecznych sytuacji.
Do tej pory zawsze mówił, że to właśnie przez swoją pracę nie stworzył do tej pory żadnej prawdziwej relacji z kobietą. Z chłopakami z sił specjalnych to było coś innego. Prawda była jednak taka, że nikt nie wzbudził po prostu jego zainteresowania do tego stopnia żeby mógł w to zainwestować swoją niepodzielną atencję. Większość dziewczyn widziała w nim to, co chciała. Niebezpiecznego komandosa, który potrafił dodać pikanterii do ich życia. Często się do niego wdzięczyły, nie musiał nigdy o nic prosić, ani tym bardziej zdobywać. Layla natomiast dała mu posmakować tego jak to jest mieć kogoś, kto wychodzi Ci na przeciw. Za kim trzeba się trochę uganiać. To właśnie było tak cholernie niebezpieczne, bardziej dla niego niż dla niej oczywiście.
Kiedyś w życiu nie pomyślałby żeby robić komuś śniadanie za darmo. Nie robił tego nawet dla kobiet, z którymi się przespał. To zarezerwowane było dla tych, które w łóżku były po prostu niesamowite. Albo po prostu były żonami jego druhów, bo wiadomo jak to jest w siłach specjalnych. Rodziny twoich ziomeczków są również twoją rodziną. Jednak spójrzcie teraz na niego. W tym słodkim fartuszku podrzucał kolejne naleśniki jakby była to najbardziej naturalna rzecz na świecie.
- Dzień dobry. - odpowiedział dość dziarsko przerzucając akurat ostanie naleśniki na talerz - Cóż... Gdybyś nie odrzuciła mojej propozycji nie byłoby ci tak... chłodno. - odwrócił głowę by spojrzeć na nią przez ramię z tym zadziornym uśmieszkiem, który zdążyła już poznać wczoraj.
Wyglądała całkiem dobrze w tej piżamie, chociaż nie widział w tym momencie jak krótka była. Wolałby by te włosy były trochę bardziej zmierzwione i to najlepiej przez niego, ale nie można było mieć wszystkiego.
- To pewnie kwestia tego fartuszka. - który swoją drogą był na niego zdecydowanie za mały.
To się jednak w tym momencie nie liczyło. Skoro księżniczka zeszła już ze swojej wieży, trzeba było ją nakarmić. Wziął się za zawijanie naleśników z serkiem waniliowym. Ułożył całe dwa trójkąty obok siebie, nałożył bitą śmietanę z domieszką mascarpone żeby lepiej się trzymała. Normalnie użyłby nawet rękawa, ale akurat nie mieli na stanie. Bardzo sprawnie pokroił kilka truskawek wykładając je na talerz. Wszystko jeszcze polał sosem czekoladowym, oczywiście z garnuszka, własnej roboty. Oprószył jeszcze delikatnie cukrem pudrem i przesunął po kuchennej wyspie w jej stronę. Wyglądał na takiego, który wie, co robi. Pozwolił sobie nawet obejść wyspę by stanąć obok niej, oprzeć się łokciem o blat i podać jej widelec. Zawsze był facetem, który wolał opanować kilka rzeczy, ale perfekcyjnie, niż wszystkie byle jako.
- Zadowalające? - uśmiechnął się z tą niebezpieczną nutą, która dawała znać, że doskonale wiedział, że jest świetne.

Layla Henderson
Aktorka — Tam, gdzie akurat podpisze kontrakt
30 yo — 160 cm
Awatar użytkownika
about
All I ever wanted
All I ever needed
Is here in my arms
Words are very unnecessary

Uśmiechnęła się pod nosem, jak załapał o co chodziło z chłodem. W to raczej nie wątpiła skoro wczoraj wystarczyło, żeby delikatnym dotykiem wywołał u niej dreszcze. Wiedziała, że mogliby się świetnie bawić, ale przecież na głos mu się do tego nie przyzna. - Potraktuję to jako swego rodzaju obietnicę- uśmiechnęła się szerzej, gdy na nią spojrzał, ale jak się odwrócił to znowu wróciła do podziwiania widoku przed sobą. - Tak, fartuszek jest uroczy, ale na tamtej koszuli nie wyglądałby dobrze- tamta była paskudna, natomiast w tej działał na nią o wiele bardziej. Jak mogła wcześniej nie zwrócić uwagi jak wyglądał? Był z nią już na jakiś dwóch wyjściach i raczej również był w garniaku, a jednak dopiero teraz go zauważyła.

Lecz jej rozmyślania o wyglądzie zaraz poszły na bok, gdy zdjął ostatniego naleśnika z patelni. Obserwowała bacznie jego sprawne ruchy i każdy najdrobniejszy szczegół, jakby była w restauracji z live cooking. Czy była pod wrażeniem? To mało powiedziane. - Czy Ty, aby na pewno jesteś ochroniarzem, a nie kucharzem?- spytała po tym jak polał naleśniki sosem własnej roboty. Wtedy to do niej dotarło - żaden facet nigdy dla niej nie gotował. Kucharze w restauracji się przecież nie liczą, bo płaci im za to i to ich praca. Nawet podczas tych krótkich przelotnych romansów nie natrafiła na mężczyznę, który zrobiłby jej takie śniadanie. A nie zapominajmy, że nie przespała się z Constaninem. Ba, nawet się nie całowali, a jedyną część ciała, którą udało mu się dotknąć, to były jej biodra. Nagle poczuła przepływ wielu różnych emocji - podziw, rozczulenie, szacunek, zaciekawienie, pociąg, ale i przerażenie. Pierwszy raz w życiu znalazła się w takiej sytuacji, więc ta nowość była dla niej przytłaczająca w pewien sposób. Nie była pewna, co powinna zrobić, czuć, powiedzieć, więc po prostu wpatrywała się w talerzyk z jedzeniem o kilka chwil za długo. Nie lubiła się tak czuć, nie lubiła tracić kontroli, a w tym momencie miała wrażenie, że traci kontrolę nad własnymi uczuciami. Jednak jest aktorką, więc po tej minucie wzięła się w garść. Na jej twarzy powrócił beztroski, wesoły uśmiech i spojrzała na niego unosząc brew do góry.

- Po pierwsze, rozumiem że porcja jest dla nas dwoje? Bo nałożyłeś mi zdecydowanie za dużo- kamera dodaje kilogramy i może nie była fanką przesadnej diety czy głodzenia, ale o figurę musiała dbać. Wygląd w świecie show biznesu się liczy i nie ma co tego ukrywać, a ilość kalorii jaką miała właśnie przed sobą na talerzu była czasami całkowitą wartością jaką dostarczała swojemu organizmowi w niektóre dni. - Po drugie, wygląda smakowicie, ale poczekajmy z oceną ostateczną, aż spróbuję- oceny na ślepo nie będzie wydawać, więc wzięła od niego widelec i jej podejrzenia się sprawdziły - wszystko smakowało wręcz obłędnie. Miała aż ochotę przymknąć oczy z tej przyjemności, ale pokiwała jedynie z aprobatą głową. - Okej, przyznaję - jest zadowalające- uśmiechnęła się szerzej i dopiero teraz odkręciła się na hokerze bardziej w jego stronę z nogami założonymi na siebie. Odkroiła widelcem kawałek porcji i skierowała w jego stronę.- Chcesz spróbować swojego dzieła?- zapytała i podłożyła jeszcze drugą dłoń pod widelec, aby sos i bita śmietana nie ściekały na podłogę. Jakaś część jej kazała się zatrzymać, ale nie mogła, jeszcze nie teraz.


Constantine Bedivere

ambitny krab
nick autora
Ochroniarz i wspólnik — Halifax's Corps
35 yo — 189 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
- Naprawdę nie lubisz wzorzystych koszul, co? - zaśmiał się cicho szczerze tym rozbawiony.
Wracali do tematu jego hawajskiej koszuli już chyba trzeci raz. Bardzo dobitnie dawała mu do zrozumienia, że wyszły już z mody. Prawda była taka, że nie był do nich jakoś szczególnie przywiązany. Przywiózł je z którejś z misji i tak mu już od dłuższego czasu towarzyszyły. Nigdy jakoś specjalnie nie interesował się modą ani nie starał się świetnie wyglądać bo nie było dla kogo. On tego nie potrzebował, przynajmniej nie w barach do których chodził. Coś czuł, że gdyby rzeczywiście zdecydował się zostać na swoim stanowisku sama któregoś dnia włamałaby się do jego budy i zadbała o to żeby zniknęły w niewyjaśnionych okolicznościach. Chociaż... Miał przeczucie, że po prostu oznajmiłaby mu któregoś dnia, że wyświadczyła mu przysługę w ogóle się z tym nie kryjąc.
- Jestem mężczyzną wielu talentów. - poruszył wymownie brwiami szeroko się do niej uśmiechając - Jednak gotowanie zdecydowanie nie jest jednym z nich. - wzruszył ramionami nie wyglądając wcale na zdruzgotanego tym faktem - Nauczyłem się robić coś na słodko i na słono. To drugie stawia na nogi nawet nieprzytomnego. - spojrzał na nią nieco tajemniczo nie zdradzając nic więcej.
Może słyszał tę opinię od swoich druhów i części ich rodzin, ale był całkiem pewien tego, że kobiecie też by się spodobało. Podobno o gustach się nie dyskutuje, ale są takie rzeczy, których po prostu nie da się nie lubić. Jak właśnie jego śniadania. Z resztą za chwilę przyjdzie jej się o tym przekonać. Dla niej postarał się chyba trochę bardziej niż zazwyczaj. Odkrył, że czekając przy niej na opinię nawet trochę się... stresował? To dla niego niezła niespodzianka. Skakał z samolotów, helikopterów, wchodził w najgorsze dziury na bliskim wschodzie, a to podanie jakichś naleśników kobiecie, którą ledwo znał sprawiało, że czuł lekki ucisk w żołądku. Żałosne.
Kiedy tak wpatrywała się w swój talerz on też musiał to zrobić. Zaczął się zastanawiać, czy za dużo tej bitej śmietany, a może z sosem było coś nie tak? Gdzieś się zważył? To prawie nie możliwe, ale może któraś z truskawek była zła? Wszystko wyglądało całkiem w porządku.
- Wiesz, chciałem zadbać żebyś nie była w zbyt poważnym deficycie kalorycznym. Najwięcej kalorii spala się przecież w sypialni. - spojrzał na nią dość sugestywnie z tym lekkim uśmieszkiem na ustach - Podczas snu oczywiście. - pokiwał głową jakby mówił coś oczywistego - Nie ma takiej ilości kalorii, których nie można, czasami całkiem przyjemnie, przepalić. - puścił jej oczko z zadziornym uśmiechem.
Przyglądał się gdy brała pierwszy kęs jego śniadania. Oczywiście, że nie dała po sobie poznać jak bardzo jej smakowała. Jest aktorką i zawsze będzie musiał brać na to poprawkę. Przyjął na siebie to całe zadowalające. Wiedział, że jest bardziej niż zadowalające. Chyba, że rzeczywiście była przyzwyczajona do jadania tylko w restauracjach z gwiazdką Michelin. Z nimi nie mógł zbytnio konkurować, chyba, że na zdolności posługiwania się nożem.
- Myślisz, że podałem Ci coś bez spróbowania? - uśmiechnął się zadziornie unosząc na nią wzrok kiedy pochylał się by zabrać swoją porcję z widelca.
Było dobre, musiała to przyznać, To wszystko razem po prostu działało. Zauważył, że na jej dłoni pozostało trochę bitej śmietany oraz sosu, więc tuż po przełknięciu ułożył swoją dłoń pod jej, nachylił się jeszcze bardziej i po prostu zlizał pozostałości swojej porcji na koniec jeszcze, niby całkiem przypadkowo całując wnętrze jej dłoni.
- Ta ostatnia porcja była jakaś smaczniejsza. - spojrzał na nią powoli się prostując z filuternym uśmiechem numer pięć.
Mogła się tylko domyślać czy chodziło mu o to, że go nakarmiła, czy o to, że właśnie zjadł to z niej. To będzie musiała sobie sama dopowiedzieć.

Layla Henderson
Aktorka — Tam, gdzie akurat podpisze kontrakt
30 yo — 160 cm
Awatar użytkownika
about
All I ever wanted
All I ever needed
Is here in my arms
Words are very unnecessary

Na pytanie o koszulach jedynie wzruszyła ramionami z niemym Cóż mogę na to poradzić. To było oczywiste, że nie cierpiała tych koszul z kwiecistymi, rażącymi wzorami. Aktorstwo to sztuka, więc jej poczucie estetyki wariowało na widok czegoś takiego. Constantine dostał darmową radę modową, a czy one by zniknęły... To też jest pewne i raczej by się z tym nie kryła, a jeszcze oczekiwała podziękowań za to, że wyświadczyła mu przysługę i zrobiła coś, co on powinien już dawno temu zrobić.

- Stawia go na nogi, bo jest aż tak dobre czy tak paskudne?- spytała roześmiana i zainteresowana co to za danie, a także jakie talenty jeszcze przed nią skrywa. Jeszcze do niedawna uważała, że potrafi tylko pilnować otoczenie i ją denerwować, a jednak ma coś w zanadrzu. Złapała się na tym, że chciałaby poznać te wszystkie talenty. A przecież nie powinna, bo ta relacja ma tylko dwa możliwe kierunki - albo jednorazowy seks i koniec znajomości albo powrót do pracy na warunkach czysto oficjalnych. Żadnego poznawania się, nie mogła. Chociaż niemiłosiernie ją kusiło. Uczucia jakie w niej wzbudzał ją przerażały, wolała przejść na żarciki. Jednak czy one aby były bezpieczne? W pewien sposób jeszcze bardziej ich do siebie zbliżały. Tym bardziej jak opowiadał o spalaniu kalorii w łóżku. Ale jedynie spojrzała na niego zaskoczona. - A rozumiem, że już znasz moje plany na dzisiaj? I to jeszcze te sypialniane?- uśmiechnęła się na koniec wymownie unosząc brwi do góry. - Ale muszę się zgodzić, że spalanie kalorii może być przyjemną czynnością- dodała jeszcze zanim wzięła pierwszy kęs, starając się nie myśleć o możliwości spalenia tych kalorii razem z nim. Lecz jedzenie naprawdę było znakomite, a okoliczności również robiły swoje. Może i oczekiwała od niego pewnych rzeczy, które standardowo nie były na jego liście obowiązków, to była jednak świadoma, że na tej liście na pewno nie ma przyrządzania śniadania. Te zazwyczaj jadała albo na mieście albo łapiąc owoc w przelocie. Z kolei jako facet starający się zaciągnąć ją do łóżka - postawił poprzeczkę odpowiednio wysoko, bo żaden jeszcze jej nie uraczył własnoręcznie przyrządzonym daniem. Tym bardziej, że dzień wcześniej zamknęła mu drzwi przed nosem. Więc musiała mu przyznać punkty ekstra, inaczej się nie dało.

Tak samo jak dostał dodatkowe za swój kolejny krok. Był cholernie pewny siebie i było to zarówno pociągające jak i niebezpieczne. Poza pracą oczywiście, bo tam ją tym wkurzał. Obserwowała uważnie jego język sunący po jej dłoni pozwalając, aby przeszył ją przyjemny dreszcz. Nie speszył jej, nie zdenerwował, nie zabrała ręki dopóki sam nie odsunął ust. Uśmiechnęła się tajemniczo przechylając głowę na bok. - Wiem o tym. Sama wczoraj Cię uświadomiłam, że warto zasmakować nawet drobną część mojego ciała- przypomniało mu o tym i mimo, że ją kusiło, aby dać mu kolejny kawałek ociekający sosem i bitą śmietaną, to kolejny trafił do jej ust. Cóż, musi mu dawkować te przyjemności. - Kontaktowałeś się ze swoim znajomym ochroniarzem? Byłby zainteresowany zadbaniem o moje bezpieczeństwo?- spytała odkładając widelec i próbując kawałek bitej śmietany palcem, zerkając na niego.


Constantine Bedivere

ambitny krab
nick autora
Ochroniarz i wspólnik — Halifax's Corps
35 yo — 189 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
- Czy jadłaś kiedyś coś tak obrzydliwego, że postawiło Cię na nogi? - spojrzał na nią wymownie podpierając dłonie na biodrach i dla uzupełnienia efektu nawet przewracając oczami.
Powinna mieć naprawdę więcej wiary w jego umiejętności. Do tej pory jako ochroniarz jej nie zawiódł. Poza oczywiście nadprogramowymi obowiązkami tragarza. Te nadal schodziły na dalszy plan, aczkolwiek! Koniec końców przecież wniósł jej to wszystko do domu. Musiała się trochę z nim o to przekomarzać. Pewnie robiła to samo właśnie teraz i jakimś cudem nadal to sobie cenił. Wyglądało na to, że tak długo jak nie są w żadnej relacji służbowej potrafili dogadać się całkiem dobrze. Może nawet powinien ją w końcu zaprosić wprost na jakąś randkę, chociaż czy był sens, skoro już wylądował w jej domu robiąc jej śniadanie? Może bez happy endu dla siebie, ale wiedział, że jeszcze sobie na to zapracuje.
- Czekaj, a to nie mówiłaś przed chwilą, że jesteśmy umówieni? Na to rozgrzewanie łóżka? - zrobił zdziwioną minę zgrywając Greka, najwyraźniej nie ona jedyna była zdolna do gry aktorskiej - Może być... Już wiesz skąd takie kaloryczne śniadanie? - uśmiechnął się do niej zadziornie nie pozostawiając tu już zbyt wiele pola do interpretacji.
Tak, zdecydowanie był pewny siebie oraz pewny swego. Podobnie jak ona znał swoją wartość. Doskonale wiedział, co zrobić z kobietą w sypialni, a przynajmniej do tej pory nie słyszał żadnych zażaleń. Trzeba było po prostu znaleźć sobie odpowiednią partnerkę. Na razie zapowiadało się na to, że tam też mogliby być całkiem kompatybilni. Na razie jednak pozostawało mu zasłużyć sobie na ten niewątpliwy zaszczyt przekroczenia progu jej sypialni. Musiał przyznać, na razie tylko sam przed sobą, że zaczynało mu się całkiem podobać to zdobywanie kobiety. Całkiem dobrze się przy tym bawił. Im bardziej rzucała mu kłody pod nogi, tym wyżej postanowił skakać. Chyba wybudziła w nim ten stary instynkt komandosa, który mówił, że nie ma takiej ściany, której nie można przeskoczyć albo po prostu przebić. Nie powiedziałby jeszcze, że chce podbić jej serce, na takie rzeczy było zdecydowanie za wcześnie. Na razie planował po prostu dostać się w końcu do tej sypialni, a co będzie później? Zobaczymy.
Nie krył się wcale z tym, że robił to specjalnie. Nie zrywał z nią kontaktu wzrokowego przez cały czas gdy jego ciepły język wędrował po jej skórze. Kiedy ani się nie speszyła, ani nie zabrała dłoni tylko szerzej się uśmiechnął. Do tego znów zaczepnie wychodziła mu na przeciw. Naprawdę doprowadzi go do szału.
- W takim razie dobrze, że trochę przesadziłem z bitą śmietaną i sosem czekoladowym. - uśmiechnął się wcale nie grzecznie.
- Ach, tak. Graham kogoś przyśle. - powiedział zupełnie naturalnie - To mi przypomina, że na mnie chyba już pora. - spojrzał na zegarek i ściągnął fartuszek.
Ładnie go złożył i odłożył na blat, całkiem profesjonalnie. Ściągnął swoją marynarkę z jednego z hokerów zarzucając ją od razu na siebie.
- Muszę lecieć do pracy kochanie. - podszedł bliżej i zupełnie naturalnie dał jej buziaka w policzek wchodząc w jakąś scenkę z amerykańskiego serialu gdzie przy zastawionym śniadaniem stole, mąż po prostu daje buziaka swojej żonie biorąc zaledwie jeden kęs - Mam spotkanie z jakimś... Króliczkiem Playboya? Kojarzysz coś takiego? - poprawił nieco klapy marynarki i poklepał się po kieszeniach - Widzisz gdzieś moje kluczyki? - spojrzał na nią pytająco i trzeba mu przyznać, że swoją rolę kochanego mężulka grał perfekcyjnie.

Layla Henderson
ODPOWIEDZ