lorne bay — lorne bay
28 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Sal też w całej tej żałobie nie był najlepszy. Był już na kilku pogrzebach, stracił kilka osób w rodzinie, ale nie mógł powiedzieć by stracił kogoś tak naprawdę cholernie bliskiego. Miał to szczęście nadal mieć oboje rodziców, a nawet jedną prababkę we Włoszech. Śmierć Mindy powinna go rzucić na kolana, w końcu się spotykali, ale nie w taki sposób, jaki się wszystkim wydawało. Sprawiali cholernie dobre pozory i po prostu pasowali do pięknego obrazka dwóch młodych ludzi zakochanych w sobie po uszy. Tylko oni nie byli w sobie zakochani. Seks i zabawa była świetna, lecz nigdy nie zrodziło się między nimi nic emocjonalnego, więc nie czuł po prostu tego, co powinien. Za to zdecydowanie pojawiały się wyrzuty sumienia przez to jak do tej śmierci doszło i jaką odegrał w tym rolę, a całkiem znaczną. Jednak zarówno praca jak i rodzina nauczyły go, że pewne rzeczy po prostu się zdarzają, nie mamy na nie wpływu ponieważ zdarzyły się w przeszłości, a czasu nie cofniemy. Dlatego robił to, co najlepsze. Udawał nadal zdruzgotanego chłopaka żeby podtrzymać obraz idealnej dziewczynki, która wcale taka idealna nie była.
Miał swoją piętę achillesową, była nią Mia. Jedna skaza w całym jego planie zadość uczynienia. Zapraszanie jej do siebie nie wyglądało w tym planie dobrze. Zwłaszcza, że to co, robili tamtej nocy doprowadziło do tej tragedii. To była ta jedną rzecz, którą teoretycznie mógł zmienić, ale co miał zrobić? Odciąć się od niej kompletnie tylko w imię tego, że ktoś by tego nie pochwalał. To nie zwróci nikomu życia. Mindy też mogła się zachować inaczej. Mogła nie pić, nie brać prochów. Wszyscy mieli swoją część winy. Będzie jeszcze pokutował, ale nie tak jak nakazywałoby mu społeczeństwo. Nie da się tak zaszufladkować. Zawsze żył po swojemu, nie miał zamiaru teraz tego zmieniać.
Nawet jeśli ta małolata dosłownie doprowadzała go do szału. Na wiele sposobów. Tym razem niestety nie chodziło o niepohamowaną chęć zdarcia z niej ubrań i dominację w dobrym smaku. Nie powiedziałby, że miał ochotę ją uderzyć, czy nawet podnieść głos ponad to co już zostało powiedziane. Gdyby kiedyś miał taki przejaw od razu zapisałby się na terapię. Po prostu dziewczyna sprawiała, że krew się w nim po prostu gotowała.
- O czym Ty w ogóle mówisz? Gdzie Ty to kurwa wyczytałaś między wierszami?! - dobra, teraz już rzeczywiście warknął dość dosadnie, może bez krzyku, ale dało się wyczuć tutaj pewną dozę bezsilności.
Zaczynał już tracić wiarę w to, że jakoś do niej dotrze. Wydawało mu się, że jeśli zaczną się komunikować na tym samym poziomie to może coś zarejestruje w taki sposób, jaki to powiedział, zamiast znajdować logikę w jego słowach, której po prostu tam nie było. Całe to przewracanie oczami zdecydowanie nie pomagało. Chyba mało co tak wkurzało facetów, co właśnie ten gest.
To nie miało się tak skończyć, ale może dobrze, że sama wyszła z tą inicjatywą. Czując jej usta na swoich od razu zmiękł, chociaż tylko w charakterze tej dyskusji. Bo ciało odpowiedziało w swoim rytmie. Nie zważając na to czy go podrapie, ani na to, że trzymała jego nadgarstki po prostu pochylił się żeby złapać ją za pośladki i posadzić na blacie. Dość gwałtownie przysunął ją od razu do siebie wkradając się między jej nogi. Całą tą złość, irytację i inne negatywne emocje przekuł w jedną. Pożądanie. Nie musząc się przejmować tym, że ktoś ich nakryje całował ją tak jak jeszcze nigdy wcześniej, zachłannie pogłębiając ich pocałunki. Dłonie szybko wsunęły się pod jej bluzkę przesuwając się po jej delikatnej skórze. Nie ściągnął z niej żadnych ubrań, ale po jakimś czasie przesunął dłonie w górę, po jej szyi, policzkach. Może minęło kilkadziesiąt sekund, może pięć minut, a może nawet kwadrans. Zupełnie nie miał teraz poczucia czasu. Kiedy jednak oboje już nieco rozładowali te emocje, w najlepszy sposób jaki znali, odsunął nieco swoją twarz. Spojrzał jej w oczy, a jego oddech zdecydowanie nie był spokojny. Z każdym wdechem jego klatka piersiowa unosiła się jak po dobrym treningu. Pragnął jej, na pewno to widziała.
- Tak, musiałem teraz. Żebyśmy to z siebie wyrzucili. - niby kontrolnie trzymał dłonie na jej policzkach w uroczym geście, ale też upewniał się, że nie ucieknie od niego wzrokiem - Nie możesz tego trzymać w sobie. Wyrzuć to wszystko. Za co mnie winisz, co Ci się nie podoba. Wszystko za co mnie nienawidzisz. - nadal pozostawał w zasięgu jej ust, ale powinni się jednak nauczyć komunikować - Jak już to będziemy mieć z głowy to może znajdziemy czas na... - nachylił się do jej ucha - drugi deser. - wyszeptał, przygryzając zaraz płatek jej ucha i całując tuż pod nim.
Może powinien się czuć z tym wszystkim nie na miejscu. Przez to już raz doszło do tragedii, tylko teraz sytuacja była zupełnie inna. Mogli to robić i przynajmniej dla niego to po prostu było cholernie na miejscu. Nareszcie nie musiał się z tym wszystkim kryć.

mia ginsberg
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracowniczka zakładu pogrzebowego, która pół roku temu straciła przyjaciółkę w niewyjaśnionych okolicznościach, przez co stała się podejrzaną numer jeden
Z każdej innej żałoby mogłaby dawać korepetycje. Zarówno jeśli chodzi o wiszącą pod sufitem matkę oraz jej ukochanego królika (którego zastrzeliła Mindy), zachowywała się jak przystało na żałobniczkę. Wówczas nawet nie miała żadnego doświadczenia, a i tak chyba spełniła należycie swój obowiązek. Zdecydowanie nie było skarg i nikt też z zaświatów nie powrócił, by donieść, że jest w tym kiepska. To z przyjaciółką zawaliła na całej linii, choć przecież mogła podciągnąć do tego wyrzuty sumienia. To one sprawiały, że czuła się tak cholernie nieswojo i to one doprowadziły w końcu do tego, że była bliska tego, by wreszcie się przyznać.
Już nawet sprawdzała, ile lat by jej groziło w zawieszeniu za ten występek i należało przyznać, że gdyby sama o wszystkim opowiedziała, nie byłoby aż tak źle. Przecież była młoda, głupia i miała patologiczną rodzinę, więc jakoś by ją wybronili. Naiwnie zakładała, że wytrzymałaby proces i całą resztę, ale kością niezgody w tym wypadku był Sal. Nie dało się obejść jego udziału w tej sprawie, co zdecydowanie przekreślało jej szansę na pozytywny wynik. Jedno z nich w takim razie musiało utonąć i Ginsberg długo się z tym miotała. Nie była w stanie go aż tak skrzywdzić, więc pozostało jej tylko siedzieć cicho i udawać, że to był bardzo nieszczęśliwy wypadek.
Nie była rozczarowana sobą, ale już podświadomie czuła wściekłość i to niekoniecznie na mężczyznę, ale na fakt, że umiał nią zakręcić tak bardzo. Może nie było w tym żadnego działania z premedytacją, ale i tak doprowadzało ją to do szału. Tak wielkiego, że wystarczył banalny ekspres, a zacietrzewiała się cała, ignorując to, że mógł nienawidzić jej przewracania oczami. Tylko to mógł od niej otrzymać w tym momencie, bo złość, którą tłumiła w sobie zdecydowanie za długo dawała o sobie znać.
Nie wiedziała czy to słuszne czy nie, pewnie kiedyś nawet miała wstydzić się swojego nastoletniego zachowania, ale nie zamierzała poprzestać na jednym krzyku. Wręcz przeciwnie, emanowała wściekłością tak bardzo, że zdecydowanie powinien mieć się na baczności. A przynajmniej powinien zachować dystans, jeśli nie chciał oberwać którymś nożem z kuchennej wyspy. Tak się jej przynajmniej wydawało, bo zanim się zorientowała, sama straciła dystans i całowała go równie wściekle czując jak dużymi dłońmi zagarnia ją do siebie, a jej koszulka nagle staje się istotną barierą. Jedną z tych, których chce się natychmiast pozbyć. I choć korciło- Mię korciło tak wiele rzeczy odkąd z nim była blisko i wreszcie bez cielesnej obecności Mindy- musiało jej ulżyć, gdy odsunął ją od siebie. Nie dlatego, że nie chciała.
Wręcz przeciwnie, chciała za bardzo, a to wcale nie rozjaśniało jej umysłu, który faktycznie przed momentem skupiony był na tankowaniu do jej krwiobiegu czystej nienawiści w jego kierunku. Najwyraźniej ta nadal ulatniała się za łatwo, bo gdy zadał pytanie, musiała się przemóc, by znowu go nie pocałować.
Chyba jednak poczucie rozczarowania i pewnej niesprawiedliwości było w niej silniejsze, bo wreszcie spojrzała na niego z lekkim wyrzutem.
- Nie winię cię za nic. Mam po prostu wrażenie, że jesteś białym, uprzywilejowanym dupkiem, któremu trudno pojąć, że to co się stało, może mnie pogrzebać- wyjaśniła dość zdawkowo, ale nie umiała chyba inaczej.
Przecież o nic więcej nie chodziło. Może jeszcze o to…
- A ty zamiast ją rzucić, bawiłeś się mną. Robiłeś to, bo chciałeś mieć nas obie. To wszystko było dla ciebie zaledwie durną zabawą- prychnęła i właściwie nie musiała mu mówić jak te harce się zakończyły. Pewnie, gdyby wykazał się odwagą cywilną, nie skończyłoby się to tragicznie i w trójkę (choć może Mindy by się obraziła na amen) zajadaliby tę jego pastę. A tak stało się coś, czego Mia, mimo swojej dobrej woli, sobie nie wybaczy, nawet jeśli zwykle nie pokazywała po sobie, że to w jakikolwiek sposób na nią wpływa bądź ją demotywuje.
Pieprzona scena śmierci, którą będzie miała w głowie zawsze.
Tak dosadna, że nie mógł ją nawet rozproszyć pocałunkami w ucho, które miały ją przenieść do zupełnie innego miejsca.

Salvatore Rossi
lorne bay — lorne bay
28 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Sal zamierzał do końca iść w zaparte, że był to tylko nieszczęśliwy wypadek. Bo nawet z punktu widzenia prawa, tym właśnie był. Nikt nie zrobił tego z premedytacją. Mia wcale nie zamierzała się wdać w żadną szarpaninę z Mindy, a tym bardziej nie chciała żeby wypadła z tego przeklętego balkonu. Wszyscy byli trochę pod wpływem zarówno alkoholu, jak i emocji. Jeśli ktokolwiek był odpowiedzialny za zdarzenia tamtej nocy to właśnie Sal i nie zamierzał pozwolić by w jakikolwiek sposób odbiło się to na dziewczynie. To on, jako ten najbardziej dorosły z towarzystwa, powinien był po prostu zakończyć to z Mindy i spróbować zejść się z Mią, skoro tak cholernie go kręciła. Dał się ponieść chwili, zabawie, dwóm młodszym od siebie dziewczynom. Winę za to wszystko będzie nosić do końca życia, jednak nie pozwoli by resztę tego życia definiowała. Nikt nie miał tutaj złych intencji, to był po prostu jeden, tragiczny, wypadek.
Wbrew temu, co myślała Mia, on też dużo stawiał na szali. Gdyby wyszło na jaw, że zabawiał się z dziewczyną młodszą od siebie o siedem lat, przy okazji obracając jeszcze jej koleżankę, też od niego dużo młodszą i przez to wszystko dał się jeszcze zamieszać w sprawę samobójstwa, a raczej nieumyślnego spowodowania śmierci? W świetle prawa chyba tak to powinno wyglądać, chociaż czy można o tym mówić, jeśli szarpanina była sprowokowana przez jego byłą dziewczynę? To pewnie pogrzebałoby jego karierę. W tych czasach stróże prawa muszą być nieskazitelni. Najmniejsze oskarżenie może przekreślić lata ciężkiej pracy.
W tym Mia miała trochę racji. Był poniekąd uprzywilejowanym dupkiem. Ludzie nie rodzili się równi, nie ważne ile o tym mówią w telewizji. Tylko, że Sal był świadom swojej pozycji, dlatego zawsze oddawał do lokalnej społeczności. Nie tylko pracując wśród federalnych. Mało kto wiedział, ale stosunkowo często gotował w kuchniach dla bezdomnych. Starał się to robić przynajmniej raz w miesiącu. Często też jeździł po szkołach i próbował zaszczepić w młodych ludziach sport, który może będzie trzymać ich z daleka od dragów oraz ulic. Dawał im coś do roboty. Do tego zajmował się jeszcze wolontariatem dla zwierząt. Wszystko, co Mia by wiedziała gdyby rzeczywiście postanowili trochę bardziej się poznać, zamiast tylko obmacywać.
To niestety wychodziło im najlepiej. Nawet w sytuacjach kryzysowych, takich, jak teraz, gdy dziewczyna po prostu na niego wrzeszczała, wszystko kończyło się na pocałunkach i dotykaniu. Nie potrafili inaczej rozładowywać swoich emocji, ale to chyba też nie było aż takie złe dla obojga. W końcu są o wiele gorsze metody rozładowywania złości, a tak przynajmniej nikt nie sięgał po nóż czy inną broń.
- Nie może Mia. To w najgorszym wypadku jest nieumyślne spowodowanie śmierci, za co żadne z nas nie wsadzą bo nie ma po prostu miejsca w więzieniach. Wiem, co mówię. - spojrzał jej w oczy zaczesując jej włosy do tyłu.
Lepiej byłoby gdyby już się całkiem odsunął. Może wtedy nie byłoby mu tak ciepło. Nie miałby takiej ochoty dalej ją całować. Przynajmniej w pozycji, w której się znaleźli nie czuła jeszcze jednej oznaki jego podniecenia. W jakiś sposób potrafił jeszcze powstrzymać się od dotykania jej poniżej szyi, co już było całkiem sporym osiągnięciem.
- Było. - przyznał trzymając dłonie na jej policzkach i mówiąc to z hańbą - Masz rację. Nie potrafiłem się zdecydować. Powinienem był zakończyć to z Mindy, bo nigdy nie mieliśmy nic specjalnego prócz dobrego seksu, a to przestało wystarczać bo to od Ciebie nie mogłem oderwać rąk oraz wzroku i ona to widziała. - westchnął upuszczając nieco dłonie na jej szyję i unikając jej wzroku - Przepraszam, że tego nie zrobiłem. Przepraszam, że nie wybrałem wtedy Ciebie. - bo to ją teraz przepraszał, nie kogoś, kto tego już usłyszeć nie może.

mia ginsberg

Posty ode mnie w poniedziałek, nie ma mnie od jutra ;)
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracowniczka zakładu pogrzebowego, która pół roku temu straciła przyjaciółkę w niewyjaśnionych okolicznościach, przez co stała się podejrzaną numer jeden
Wprawdzie Sal był świadomy tego, że Mia zareagowała po śmierci przyjaciółki w sposób pozbawiony jakiejkolwiek logiki (bo kto pędzi, by zrobić zmarłej makijaż, gdy jej twarz praktycznie od uderzenia już nie istnieje), ale nie wiedział, jaki to wpływ na nią wywarło. Na jego usprawiedliwienie można było dodać, że i sama Ginsberg nie była tego tak świadoma. Wtedy działała pod wpływem szoku i ogromnej adrenaliny, która ją napędzała. Przez jeden moment wierzyła nawet, że być może nie jest tak źle i Mindy się ocknie. Przecież nie było aż tak wysoko… Dopiero, gdy spojrzała na jej twarz, zrozumiała, że to koniec i zamiast odejść z tego ponurego spektaklu, póki nie zejdą się wszystkie sępy, została i na dodatek wyjęła swoją podręczną kosmetyczkę i postanowiła spróbować zmienić nieuniknione.
Od tamtej pory to w niej siedziało i nie umiała traktować tego tak zupełnie jako coś bez jej winy. Wręcz przeciwnie, powracało to do niej jak bumerang, więc umiejętnie tłumiła to wszystko w sobie, unikając tego tematu. Tyle, że akurat ten mężczyzna zawsze miał kojarzyć się jej z tą sytuacją. Nie dało się tego oddzielić i dlatego targały nią tak różne emocje, że nie mogła się opanować.
Zarówno przed całowaniem go, jak i przed krzykiem, który wcale nie pomagał.
Nie czuła się źle z powodu tego, że go obraża- bo emocje buzowały jak szalone- ale i tak miała wrażenie, że ślizga się po cienkiej granicy i w którymś momencie Sal nie wytrzyma i zechce ją sprawdzić. Może teraz ratowało ją jedynie to, że jakimś cudem przełączyła ich w tryb pożądania, który może i skutkował tym, że łatwiej było przełknąć pewne wyrzuty, ale jednocześnie ciągle miała wrażenie, że nie poradzi sobie z narastającym napięciem i pragnieniem, które zakładało rzeczy, o których wcześniej jedynie śniła.
Wtedy na wiele sobie nie pozwalała ze względu na Mindy. Teraz, gdy jej nie było i byli tylko oni sami, pokusa stawała się coraz bardziej namacalna. Dobrze widziała jak Sal reaguje na jej bliskość i jak jego dłoń powoli przesuwa się po jej włosach w uspokajającym geście.
- Ty tak na serio? Ile jest takich spraw?- pokręciła głową, bo może w tym temacie miała nieco (albo znacznie) mniejsze doświadczenie niż on sam, ale nie wierzyła, że tak po prostu można się wykpić nawet z usiłowania zabójstwa. Nie po tym już jak się taiło prawdę przez pół roku i obrażało wszystkich funkcjonariuszy jak Mia Ginsberg.
Była przekonana, że już na komendzie mają zawieszoną tarczę z jej podobizną i do niej celują praktycznie przez cały czas. Jak więc ktoś taki mógłby wyjść cało z takiej opresji?
Nie zamierzała jednak przeciągać struny i kłócić się z nim o to, bo tak naprawdę bardziej frapowało ją to, że po raz pierwszy wykrzyczała mu prosto w twarz jak jego zabawa obiema dziewczynami na nią wpłynęła i jak to wszystko paskudnie się rozwiązało. Musiała mu to wszystko powiedzieć, zanim jeszcze zasiądą do wspólnej pasty i będą udawać, że wszystko jest w najlepszym porządku. A przede wszystkim musiała mu to powiedzieć, jeśli będą chcieli kiedykolwiek się całować.
A chcieli. Ona chciała, gdy delikatnie dotykał jej policzka i ją przepraszał.
- Dziękuję- nieco straciła rezon, z którym do tej pory z nim wojowała. Mimo wszystko skrzywiła się jednak na wspomnienie seksu z Mindy. Tego mu z nią brakowało? Tego, że była dziewicą? Westchnęła lekko. - Cieszę się, że mi to powiedziałeś. Nie wybrałeś mnie i czasu nie cofniemy, więc powinniśmy jakoś o tym zapomnieć- zasugerowała cicho, ale wcale nie potrafiła tego przełknąć, bo stała nadal blisko niego i czuła jak oddycha. Jednocześnie coś z całej siły przyciągało go do niego oraz odpychało i dobrze zdawała sobie sprawę, że tak łatwo nie pozbędzie się tych emocji.
- Nie mam pojęcia…jak to ma wyglądać dalej- odezwała się w końcu, gdy wreszcie przysunęła się do niego ciasno i otarła się o niego całym ciałem.
Nie była aż tak niewinna, by nie reagować.

Salvatore Rossi

spoko <3
lorne bay — lorne bay
28 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Oboje tłumili w sobie wydarzenia tamtej nocy. Pomimo tego, co mówił, zwłaszcza do niej, on nie czuł się bez winy. Wręcz przeciwnie. Wiedział, że gdyby nie on to Mindy nadal by żyła. Może nawet dalej kumplowały się z Mią, chociaż powiedźmy sobie szczerze, z jego dziewczyny była gówniana przyjaciółka. Trzymała przy sobie Mię bo dobrze przy niej wyglądała. Bardziej jako punkt odniesienia niż prawdziwą relację. Mindy była zepsutą i uprzywilejowaną dziewuchą. Oboje to wiedzieli i może dlatego pchali się tak często w swoje ramiona? Nawet jeśli o tym nie rozmawiali, gdzieś tam podświadomie oboje byli w stanie wydedukować, że to między nimi mogłoby powstać coś realnego. Spotkali się po prostu w złym miejscu, o złym czasie. Zwłaszcza tamtej nocy.
Więc to nie tak, że Rossi po prostu beztrosko szedł dalej przez życie jakby nic się nie stało. Często wracał do tamtego momentu. W jego pracy jakiś najmniejszy szczegół potrafił mu przypomnieć, że zawinił. Podobny kolor włosów u jakiegoś świadka. Kolor oczu denatki. Każdego dnia było przynajmniej kilka takich rzeczy, które sprawiały, że nie potrafił zapomnieć. Nie mógł. Obwiniał siebie, bo jeśli ktoś miał za to beknąć to tylko i wyłącznie on. Nie potrafił trzymać rąk przy sobie. Nie potrafił zdecydować się na jedną dziewczynę i nie potrafił być zupełnie szczery z żadną z nich. Był najstarszy i najbardziej dojrzały, powinien rozegrać to inaczej. Mia nie była niczemu winna i nie zamierzał pozwolić by ktokolwiek ją w coś wrobił. Na szczęście miał ku temu całkiem duże możliwości.
- Więcej niż chciałabyś wiedzieć. Nawet nie wiesz ilu skazanych przestępców nadal chodzi po ulicach tylko dlatego, że ich przestępstwa nie były wystarczająco poważne. - przyznał z kwaśną miną delikatnie pocierając jej policzek.
Są to sprawy o których mają pojęcie jedynie osoby pracujące w policji oraz prawnicy. Coś, o czym głośno po prostu nie można mówić i on też nie chciał. Nie chciał jej w żaden sposób straszyć. Tych naprawdę niebezpiecznych zawsze wsadzano, ale wielu złodziei czy osób skazanych za rozbój wracało na ulicę by zrobić miejsce dla zabójców, pedofilii i gwałcicieli. Tę najczarniejszą stronę swojej roboty trzymał oczywiście dla siebie. Mia była jeszcze za młoda by wiedzieć dokładnie jak działa świat oraz ich rząd. Zasługiwała na jeszcze kilka dobrych lat wierzenia w to, że ktoś tam rzeczywiście sprawuje nad tym pieczę. Na swoje potrzeby mogła wiedzieć po prostu, że jej szansa pójścia za kratki była niska, a on nie zamierzał na to w ogóle pozwolić.
W pewien sposób doceniał to, że w końcu wykrzyczała mu to wszystko w twarz. Miała w tym dużo racji. To on był winny całej tej sytuacji i brał to wszystko na siebie. Dorósł już do tego by odpokutować swoje winy. I choć nigdy nie będzie w stanie zrobić tego w stosunku do swojej zmarłej dziewczyny, tak mógł postarać się zrobić to w stosunku do Mii. Bo może jeszcze tego nie wiedział, ale miał ochotę na coś więcej. Z nią. Nie chodziło tylko o całowanie oraz seks, na który miał teraz ogromną ochotę i jego ciało wręcz kipiało teraz testosteronem. Zadrżał nawet kiedy przycisnęła swoje ciało do jego bo jeszcze chwila i będzie w stanie bardzo namacalnie wyczuć jak bardzo miał na nią ochotę.
- Tego nie da się zapomnieć, ale da się z tym żyć. Musisz sobie w końcu wybaczyć. - odpowiedział jej gdy w końcu zeszli trochę z tonu, a on był w stanie znów spojrzeć jej w oczy.
- Jak to jak? - uśmiechnął się lekko ciągnąć ją lekko za włosy i odchylając jej głowę do tyłu.
Raz jeszcze zamknął ich usta w cholernie namiętnym pocałunku. Przesunął wolną dłoń po jej szyi w górę nie pozwalając im się jednak zbytnio w tym zatracić. Odsunął swoją twarz po kilku sekundach, lecz na tyle by spojrzeć jej w oczy.
- Jesteś zbyt seksowna, wiesz? - uśmiechnął się przygryzając jeszcze jej dolną wargę - Zrobimy to powoli. Małymi krokami. A przynajmniej się postaramy. - zaśmiał się cicho odchylając twarz nieco dalej co by ich bardziej nie kusiło - Pokażę Ci jak robię pastę, w między czasie wypijemy kawę i zjemy tiramisu. Jako moja urocza asystentka będziesz mogła mnie nakarmić. - puścił jej oczko z zadziornym uśmiechem - Zjemy kolację, napijemy się wina i dzisiaj definitywnie nie skończymy w łóżku. Ale chętnie się jeszcze z Tobą pocałuję. Bardzo niewinnie. - minę miał całkiem zdeterminowaną, ale dało się zauważyć, że sam w to nie wierzył - A później zobaczysz czy chcesz zostać na noc, czy mam Cię gdzieś odwieźć. Co Ty na to? - jego dłonie powoli opadły na jej biodra, lekko je ściskając jakby nie mógł po prostu ich zabrać z jej ciała.

mia ginsberg
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracowniczka zakładu pogrzebowego, która pół roku temu straciła przyjaciółkę w niewyjaśnionych okolicznościach, przez co stała się podejrzaną numer jeden
Tak właściwie nigdy do końca nie wyobrażała sobie, co byłoby dalej, gdyby Mindy udało się przeżyć. Po tym, co widziała, pewnie zerwałaby z nimi relacje, a Mia nie wyobrażała sobie bez niej swojego życia. Znała jej wady i wiedziała, że ich przyjaźń jest z gatunku tych jednostronnych (łagodnie rzecz ujmując), ale nadal dziewczyna była jedynym reliktem jej przeszłości. Znały się od dziecka i wiedziały o sobie wszystko, choć trzeba było przyznać, że pewnych historii wolała być nieświadoma. Zwłaszcza tych związanych z Salem.
Łatwo było ich wysłuchiwać czy nawet zajmować głos do momentu, gdy mężczyzna nie pojawił się w jej życiu już jako realna osoba. Nie sądziła, że kiedykolwiek jest możliwe, by poczuć coś do chłopaka przyjaciółki, zresztą zawsze Mindy wybierała kretynów niewartych jej uwagi. Najwyraźniej jednak gust się jej zmienił i pewnego dnia Mia musiała spotkać jej nowy nabytek (słowa ukochanej przyjaciółki), a potem spędzać z nimi czas jak przystało na idealne, piąte koło u wozu. Musiała jednak zauważyć, że choć Mindy tak właśnie ją traktowała, z jej chłopakiem było zupełnie inaczej.
To rodziło problemy.
Jeszcze gdyby jej zaintrygowanie mężczyzną było zupełnie platoniczne, pewnie rozeszłoby się po kościach- dość zabawne określenie, jeśli weźmie się pod uwagę to, co nareszcie stało się z dziewczyną, a raczej co z niej zostało- ale wystarczyło, że Mia poczuła jego zainteresowanie sobą, a sprawa była już z góry przegrana. Teraz już tylko należało określić, jakie poniosą straty i jak dużo zapłacą za te chwile zapomnienia, które zdarzały im się coraz częściej. Myślała czasami, że ma to związek z zakazanym owocem, bo w końcu oboje musieli się ukrywać, ale teraz Mindy nie było między nimi, a emocje nadal buzowały i sprawiały, że Ginsberg było coraz trudniej się opanować i przedstawiać mu całkiem konkretne kontrargumenty. Tych zaś przecież miała całkiem sporo i w innych okolicznościach wyciągałaby je jak królika z rękawa.
Chwila, akurat królika zastrzeliła Mindy, więc to odpada.
- Myślisz, że chodzi o to czyje przestępstwo jest poważne, a nie o to jak bardzo rodzina jest wpływowa?- jak dla niej to znajdował się ten punkt ciężkości i właśnie na tym mogła polec.
Na tym i na jego dłoni, która opiekuńczo pocierała jej policzek i sprawiała, że naprawdę zaczynała wierzyć w te wszystkie dyrdymały o tym, że można pogrzebać radośnie trupa w szafie i nie zacznie on zalatywać nieprzyjemną wonią. Sal miał problem, bo akurat na tym Mia Ginsberg doskonale się znała i dlatego trudno ją było zwieść samymi słowami.
Może dlatego i sama podjęła z nim tę grę, a może powinna przestać w końcu mówić, a już na pewno zamknąć się na temat jego zmarłej dziewczyny, gdy ocierała się tak bezpośrednio o niego.
- Nie mówmy o tym. Nie teraz- najlepiej nigdy, ale wiedziała, że ten temat będzie wracać jak bumerang i przez to mogli mieć problemy z byciem zwyczajną parą. Tyle, że gdzie ona w ogóle przeskoczyła do tego tematu, podczas gdy jak na razie tylko się całowali. Tyle, że to tylko budziło w niej emocje, które zwykle próbowała w sobie pogrzebać. I pożądanie, więc mruknęła z niezadowoleniem, gdy odsunął ją od siebie.
Teraz chciała oddać się temu do cna, na moment wygonić z głowy wyrzuty sumienia i pozwolić się zatracić, ale już było za późno, więc parsknęła.
- Skąd w ogóle to bezczelne przekonanie, że MY skończymy w łóżku?- musiała się z nim nieco podroczyć i pokręciła głową, zupełnie tak jakby przed sekundami niemal obsesyjnie nie spijała pocałunków z jego ust. Zabrała delikatnie jego dłoń i spojrzała na niego wyzywająco. - To na co czekasz z tą pastą? Zaczynam być głodna- i może te słowa były zwyczajne, może nawet były skargą, ale patrzyła na niego zupełnie tak, że Sal musiał doskonale wiedzieć czego jego głodna i na pewno nie był to makaron, nawet najbardziej znakomity i włoski.

Salvatore Rossi
lorne bay — lorne bay
28 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Bez dwóch zdań ich pociąg był z początku zrodzony z tego zakazanego aktu. W naturze człowieka było pożądać tego, czego nie powinien. Podobnie było z Mią. Wpadła mu w oko już od pierwszego spotkania. Jest cholernie urocza, a do tego piękna. Spokojnie mogła w tych względach rywalizować z Mindy. Teraz mógł nawet powiedzieć, że to ona była bardziej w jego typie niż jego dziewczyna. Jednak poznał ją właśnie przez Mindy, głupio byłoby z nią zerwać żeby zejść się z jej przyjaciółką. Zwłaszcza, że zdawały się być blisko nawet jeśli ta relacja była dysfunkcyjna. Niestety sam Sal był w takim momencie, kiedy potrzebował się jeszcze trochę wybawić, więc nie zwracał uwagi na wszystkie czerwone flagi, które pojawiały się w obu relacjach. Chciał mieć wszystko, ale nie dawał z siebie wystarczająco na obu frontach. Wyrzuty sumienia potrafiły nawet największemu dupkowi pozwolić przejrzeć na oczy. Tamta sytuacja była po prostu wygodna. Wiedział, co ma ze swoją dziewczyną. Relację znajomych z benefitami, nic więcej. Oboje dobrze przy sobie wyglądali i nikt nie patrzył dalej niż to, co było widać na pierwszy rzut oka. Z Mią musiałby zainwestować coś więcej, a wtedy nie był jej w stanie tego zaoferować.
Nie zamierzał mydlić jej oczu jeśli chodziło o sprawy prawne. Sam nie był na tyle naiwny by mówić, że w sądach nikt nie popełnia błędów. Nawet jemu przyszło już kilka razy pracować z przestępcami skazanymi za morderstwa czy narkotyki tylko po to żeby złapać jeszcze grubsze ryby. Czasami były też po prostu popełniane błędy i tacy wychodzili na wolność. Jeszcze inni mieli wtyki wśród polityków i odpowiednia presja również skutkowała zredukowanymi zarzutami. Ten świat jest skorumpowany, nie ma co ukrywać, że nie. Nie musiał natomiast tego wszystkiego wykładać młodej dziewczynie. Nawet jeśli podejrzewała, nadal pozostawała pewna cząstka, która mogła wierzyć, że jest inaczej.
- Nie będę kłamać. Zdarza się, że ktoś wyjdzie nawet z poważnych zarzutów i czasami mają na to wpływ jakieś koneksje, aczkolwiek są tak poważne przestępstwa, z których nie da się wykaraskać. Ale rodzina Mindy nie jest w żaden sposób wpływowa. O nich naprawdę nie musisz się martwić. - zwłaszcza, że ślepo wierzyli w jego miłość do ich córki, a co za tym szło mógł ich przekonać również o niewinności Mii gdyby zaszła taka potrzeba, aczkolwiek tego asa w rękawie postanowił na razie zatrzymać dla siebie.
W końcu były o wiele przyjemniejsze rzeczy do robienia, jak chociażby ponowne obmacywanie siedzącej na blacie dziewczyny. Zasypywanie jej pocałunkami oraz próba powściągliwości względem zdejmowania z niej ubrań, co na razie wychodziło mu bardzo dobrze. Kiedy w końcu się nieco odsunął nie ukrywał, że miał ochotę na więcej. O wiele więcej, ale nie chciał zrobić z tego kolejnego związku opartego na fizyczności. To będzie dla niego cholernie trudna przeprawa, ale chciał to zrobić jak należy. Wolniej, bo nie łudził się, że da radę powoli. Mia wybudzała w nim to pragnienie, jakiego jeszcze nie wybudziła żadna inna. Przynajmniej nie na przestrzeni tak długiego okresu.
- Słuchaj, jeśli wolisz spać na sofie w salonie, nie będę Cię zatrzymywać. Ale uwierz mi, moje łóżko jest o wiele wygodniejsze i cieplejsze. - puścił jej oczko z zadziornym uśmiechem, niewzruszony jej przekomarzankami - A poza tym jestem dość uparty. Zawsze osiągam swoje cele. - spojrzał jej w oczy przygryzając jeszcze raz jej dolną wargę, bo w końcu oboje lubili się droczyć, to czyniło ich relację tak ekscytującą - Do tego lubię cały proces uganiania się za tym, czego pragnę. - nachylił się żeby ją pocałować, ale ostatecznie zatrzymał się zaledwie milimetry od jej ust po czym tylko z uśmiechem w końcu odsunął się na dobre.
- Może aż mnie puścisz? - uniósł wymownie brew spoglądając na jej ciało przyciśnięte do jego oraz nogi, które chyba gdzieś instynktownie owinęła wokół jego bioder.
W końcu dość niechętnie, ale wyswobodził się z jej objęć żeby wziąć się do roboty. Dobrze było zająć czymś głowę żeby nie myśleć o przynajmniej dziesięciu pozycjach w których chciałby zobaczyć dziewczynę na tej wyspie kuchennej. Pewnie nawet opuchlizna dolnych części ciała zejdzie mu od tego całego ruchu. Miał przecież tyle do zrobienia. Wrzucenie pomidorów na patelnię, wyciągnięcie maszynki do pasty, rozwałkowanie w niej ciasta. Uwijał się jak pracowita pszczółka od czasu do czasu posyłając jej szeroki i nieco zalotny uśmiech.
- I jak to Tiramisu? - zapytał wycinając już makaron zanim wrzuci go do wody.

mia ginsberg
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracowniczka zakładu pogrzebowego, która pół roku temu straciła przyjaciółkę w niewyjaśnionych okolicznościach, przez co stała się podejrzaną numer jeden
Do momentu poznania Sala (a może i odrobinę później) uważała się za tyle sprytną, by wodzić mężczyzn za nos, nie oferując im nic w zamian. Być może wynikało to z faktu, że żaden jej nie zainteresował na tyle, by mogła przekroczyć swoje granice. W świecie, gdzie codziennie spotyka się nowych nieboszczyków i słucha pasjonującej historii ich śmierci (Australia jednak przodowała w dziwnych wypadkach i niespodziewanych zgonach), trudno było nie czuć się znużoną historiami kolejnych studentów, z którymi nie łączyło jej tak naprawdę nic. Tak właściwie trudno było odnaleźć nić porozumienia z kimkolwiek, kto otaczał się Mindy, bo zazwyczaj byli to bogaci i zblazowani chłopcy, którzy szukali tylko uroczego bibelotu, który zawiśnie u ich boku.
Gdzie w tym wszystkim miała odnaleźć się Mia, która miała niewyparzony język, często paliła jednego papierosa za drugim, a przede wszystkim na pytanie o studia, musiała odpowiedzieć zgodnie z prawdą, że nie miała takich możliwości. Nie, żeby nie chciała kiedyś, ale skoro już miała utrzymywać się sama, była w desperacji i musiała podjąć pierwszą, lepszą pracę, nawet jeśli początkowo brzydziła się zmarłych. Nie dziwiła się więc, że chłopcy prędko czmychnęli, gdy tylko odkryli, czym się zajmuje.Sal jako pierwszy nie uciekł, choć Mindy wtajemniczyła go we wszystkie szczegóły, słusznie obawiając się konkurencji.
To chyba sprawiło, że Mia poczuła do niego sympatię, ową nić porozumienia, która potem jednak zaczęła się w najlepsze plątać, tworząc wokół nich osobliwą pajęczynę, w którą oboje wpadli z łatwością. Co więcej, wcale nie chciała z niej wychodzić, nie teraz, gdy już przelali krew dla tej relacji i gdy z taką niewymuszoną lekkością się dotykali, przypominając sobie jak kiedyś było dobrze.
Kiedyś to miało być słowo klucz, bo gdy tylko uznał, że rodzice Mindy nie są wpływowi, jedynie przewróciła oczami. Owszem, byli i gdyby tylko istniał cień podejrzenia, że miała coś wspólnego z jej śmiercią to mogłaby już pakować swoje manatki i przenosić się do więzienia.
Nawet urok Sala i jego drobne kłamstewka na nic by się zdały.
- Nie wiem, na ile ich znasz, ale Mindy zawsze chwaliła się pochodzeniem. Nie zamydlaj mi tu oczu, że tak łatwo by odpuścili- poprosiła, posyłając mu nieco gniewne spojrzenie, ale musiał zrozumieć, że całe życie martwiła się tylko o siebie, więc potrafiła być wojownicza, zwłaszcza jeśli sytuacja tego wymagała. Teraz na dodatek czuła dziwną frustrację i dobrze wiedziała, że bierze się ona z tych tęsknych pocałunków, które na chwilę posadziły ją w sielance, a jednocześnie w piekle czystego pragnienia. Póki go nie dostanie, będzie musiała chyba balansować między tymi dwoma stanami i wcale jej to nie przypadło do gustu.
- I niby co? Będziemy po prostu obok siebie spać? Nie wierzę- orzekła bardzo poważnie, ale kąciki ust lekko jej zadrżały, gdy wyobraziła sobie mężczyznę, który z łatwością dotrzymuje celibatu, podczas gdy nawet w tej kuchni musiał przygryzać jej wargę. Spojrzała mu w oczy z tego nieistniejącego dystansu i uderzyła go lekko w ramię. - To musisz sobie zmienić taktykę, bo ja nie jestem żadnym celem- wyszczerzyła się i pozwoliła mu się od siebie odsunąć.
Niezależnie od pożądania i od tej zagmatwanej jak diabli relacji, nie zamierzała mu się tak łatwo oddawać, nawet jeśli faktycznie otulała go swoimi nogami i pragnęła, by pocałować ją raz jeszcze.
A potem zsunął z niej tę sukienkę, która zupełnie nie nadawała się na cmentarz.
Puściła go jednak zgodnie z życzeniem i dalej nieco leniwie obserwowała jego przygotowania, zajadając się przy okazji tiramisu. Nie miała porównania, ale była przekonana, że lepszego w życiu nie jadła, co w zasadzie nie było aż takie dalekie od prawdy, bo nigdy wcześniej żadnego nie kosztowała.
Na jego pytanie jednak nie odpowiedziała od razu. Podniosła głowę i wzrok na niego, a potem delikatnie i bardzo obrazowo oblizała łyżeczkę, nie spuszczając z niego spojrzenia. Może i się doigra, ale chciała jeszcze raz zobaczyć jak bardzo ją chce.
To było ożywcze po dniach, gdy była wciąż tą drugą i wybieraną jedynie w ukryciu.
- Jadłam lepsze.

Salvatore Rossi
lorne bay — lorne bay
28 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Na szczęście rodzice wychowali Sala w wierze, że wszyscy ludzie są równi. Niezależnie od tego jaką trzymają pozycję w społeczeństwie, czy ile mają pieniędzy, nie powinno się dyskryminować. Oczywiście nie żył w takiej naiwności, że tak faktycznie na świecie jest. Dość szybko zderzył się w rzeczywistością już w szkole policyjnej, czy nawet na studiach. Jednakże tę część życia starał się trzymać z dala od tej prywatnej. Dlatego to czy Mia poszła na studia oraz ile zarabiała nie miało dla niego najmniejszego znaczenia. Nawet to, jak zarabiała, bo rzeczywiście wszystko zostało mu przedłożone przez zmarłą dziewczynę. Nigdy nie dałaby tego po sobie poznać, ale na pewno zauważyła, że dziewczyna mogła być dla niej konkurencją. Nie była głupia. Próżna na pewno, ale nie głupia. Więc gdzieś tam próbowała podkopać opinię Ginsberg u swojego chłopaka. Problem polegał jednak na tym, że ona wpadła mu w oko już od pierwszego spotkania.
Po dziś dzień nie wiedział co dokładnie sprawiło, że zwrócił na nią uwagę. Zazwyczaj otaczali się tłumem naprawdę atrakcyjnych osób obu płci, więc było z czego wybierać. I tak, Mia mogła spokojnie konkurować z nimi wszystkimi, przynajmniej według jego standardów. Może właśnie o jej pochodzenie chodziło. O to, że była o wiele bardziej przyziemna od reszty ich znajomych? Powiedźmy sobie szczerze, nawet Sal średnio tam pasował. Jego rodzina nie była nawet w połowie tak bogata jak innych, był po prostu duszą towarzystwa i chłopakiem Mindy. Do tego agentem federalnym, to też przynosiło jakiś prestiż. Co innego jest powiedzieć, że zna się policjanta, a co innego federalnego. Był jednak półkę wyżej. W każdym razie coś sprawiało, że zawsze orbitował wokół dziewczyny i teraz nie musiał już tego ukrywać. Tak głupio jak było to przyznać, czuł pewną ulgę z tym związaną.
Może Mia miała trochę racji. Wydawało mu się, że znał rodzinę swojej dziewczyny dość dobrze oraz jej wpływy. Może z jej punktu widzenia tak wyglądali, ale wpływ na dochodzenia w sprawie morderstw, mają naprawdę wysoko postawieni politycy i bogaci ludzie, którzy mogą dotrzeć do prokuratorów czy sędziów. Z tego, co wiedział oni byli po prostu całkiem bogatą rodziną jak na tutejsze standardy, aczkolwiek daleko im było do takich z większych miast jak Melbourne czy Sydney. Na razie jednak nie chciał się już o to spierać.
- Czy by odpuścili, czy nie, prawo jest jasne. Tak długo jak nie ma dowodów, nie można Cię tknąć. A ja już mogę zadbać o to by takie nie zostały sfabrykowane ani nagle się nie pojawiły. - puścił jej jeszcze oczko w pokrzepiającym uśmiechem.
Tyle musiało jej na razie wystarczyć, bo oboje wybierali rozpraszanie się od tych czarnych scenariuszy tym, co doskonale na nich działało. Coraz łatwiej było o tym wszystkim po prostu zapomnieć.
- Ty rób co chcesz, ja zamierzam rzeczywiście spać. - wyszczerzył się do niej rozbrajająco nie dając się wciągnąć w żadne gierki.
Oczywiście robił bardzo dobrą minę do, tragicznej wręcz, gry. Nie miał pojęcia jak miałby nawet nie spróbować dobrać się do niej gdyby spali w tym samym łóżku. Już teraz nie potrafił trzymać rąk przy sobie, a była w pełni ubrana. Gdyby jeszcze postanowiła na przykład spać tylko w bieliźnie z zarzuconą jakąś jego koszulką. Jak miałby się powstrzymać? No jak? Chyba musiałby sięgnąć po jakieś techniki oddychania, których uczyli na kursach w pracy. Tych, na które uczęszczał tylko połowicznie. Jakimś cudem zawsze był z nią na przegranej pozycji.
- To mamy różnicę opinii, bo na razie zapowiadasz się na najciekawszy cel, jaki do tej pory miałem. - uniósł wyzywająco brew powoli się od niej odsuwając.
Miał jeszcze kilka rzeczy do zrobienia zanim będą mogli usiąść do kolacji. Uwijał się w kuchni całkiem sprawnie. Jak pszczółka. Wszystko zdawało się mieć swój rytm. Przynajmniej dopóki nie usłyszał jej komentarza. Aż zaprzestał wykrajania makaronu by spojrzeć w jej stronę z bardzo wyraźnym wyrzutem oraz miną mówiącą - Ty tak na poważnie? Grabiła sobie i to mocno. Jednak łatwo było o tym zapomnieć kiedy tak sugestywnie oblizała łyżeczkę. Przewrócił oczami, ale nie w geście podobnym do niej. Ten był wymuszony tym, że cholernie go testowała. Z jego ust wydobył się też jakiś dźwięk pomiędzy jęknięciem, a warknięciem. Widział co robiła, a ona widziała, że to działa. Miał ochotę zerwać z niej sukienkę tu i teraz, wcale nie czekać do wieczora. Pieprzyć wszystko, co sobie obiecał jeszcze kilkanaście minut temu. Musiał jednak pozostać silny. Posłał jej tylko pożądliwe spojrzenie biorąc się dalej do roboty.
- Nie lubisz deserów z alkoholem? Może chlusnęło mi się odrobinę za dużo. - udawał niewzruszonego, ale jego dalsze ruchy w kuchni jakoś straciły ten poprzedni rytm.
Niemniej wstawił już makaron, na patelni mieszał sos. Jeszcze kilka minut i wszystko będzie gotowe. Zapach mówił, że wszystko jest tak jak miało być, a jednak nie myślał tak bardzo o tym jak to będzie smakować a bardziej o tym co robi dziewczyna siedząca na blacie za jego plecami.

mia ginsberg
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracowniczka zakładu pogrzebowego, która pół roku temu straciła przyjaciółkę w niewyjaśnionych okolicznościach, przez co stała się podejrzaną numer jeden
Zapewne wszystko byłoby prostsze, gdyby jednak nie zwrócił na nią swojej uwagi. Przywykła przecież do tego, że w towarzystwie Mindy wszyscy wydawali się dziwnie wyblakli, bo dziewczyna uwielbiała błyszczeć. Nie była to zbrodnia- po prostu taki charakter miała i do tego była przyzwyczajona od najmłodszych lat. Ginsberg zaś od zawsze znajdowała się w cieniu i również nie uważała tego za coś złego. Wręcz przeciwnie, świetnie odnajdywała się w roli osoby, która raczej obserwuje, a nie jest główną bohaterką dramatu. Gdy wreszcie nią została, było to tak dla niej szokujące, że skończyła, malując trupa kosmetykami, które przypadkiem znalazły się w jej torbie. To był jeszcze jeden argument za tym, by nie starać się o błysk reflektorów, bo kończy się to zawsze nieciekawie.
Nie do końca przez to mogła uwierzyć w to nagłe zainteresowanie Sala, choć przecież widywała się w lustrze i obiektywnie nie mogła sobie niczego zarzucić. Wręcz przeciwnie, zawiść ze strony Mindy również nie brała się z niczego i dziewczyna dostrzegała w niej rywalkę. To był właściwie koniec ich przyjaźni, choć Ginsberg jeszcze wtedy o tym nie wiedziała. I o tym jak wszystko potoczy się klasycznie- o chłopaka.
O mężczyznę, który był gotowy wziąć ją na tym blacie i widziała to w każdym jego spojrzeniu, czuła w pocałunku.
Może dlatego po raz pierwszy od dawna dała się zwieść wizji życia, w którym faktycznie nic jej nie grozi i ktoś zajmie się nią na tyle, że będzie mogła w spokoju pracować i doczekać dnia, w którym będzie miała własne mieszkanie. Takie, do którego może go zaprosi, jeśli nie będzie dopytywać, skąd Mia wzięła na nie pieniądze, bo to akurat była jedna z tych tajemnic, które należało chować głęboko przed federalnym. Oszustwo, jakiego się dopuściła, dało jej jednak szansę na nowy start i tego zamierzała się trzymać, niezależnie od pobudek człowieka, który zaproponował jej ten układ.
Poza tym skoro miała iść za coś do więzienia, chciała, by przynajmniej zarzuty były prawdziwe, bo może i Mindy spadła, ale to nie do końca była ich wina i powinna sobie to oswoić, choć nie był to łatwy proces.
Ba, miała wrażenie, że dokłada sobie poczucia winy, które uderzy w nią rano jak najdoskonalszy kac, ale nie mogła sobie tego teraz darować. Nie, gdy byli tak blisko siebie i nareszcie mogli tę bliskość wykorzystać do cna.
- Wydajesz się zupełnie rycerski z tym swoim postanowieniem. Nie wiem czy cię takiego znałam- zapewne nie, bo trudno było widzieć rycerza w mężczyźnie, który zdradza swoją dziewczynę, a z drugiej strony Mia była daleka od takich etykietek, bo sama nie była lepsza również teraz, gdy porzucała Mindy tam, gdzie było jej miejsce (na cmentarzu), a sama zajmowała się jej chłopakiem. A raczej planowała, że kiedyś oboje przekroczą tę niewidzialną granicę, której pilnowali jeszcze przed śmiercią dziewczyny.
- Dobrze, ty śpij. Ja zajmę się sobą- wyszczerzyła się do niego, zupełnie jakby groziła mu, że faktycznie on będzie mógł być tego świadkiem. Była ciekawa, ile wtedy wytrzymałby bez żadnego kontaktu z nią, skoro teraz już przychodziło mu to z trudem. Zdecydowanie jednak polubiła to igranie z nim, choć była przekonana, że prędzej czy później oboje przegrają z kretesem i w końcu rzucą się na siebie. Mia jednak nie uznałaby tego za katastrofę. Nie, gdy mówił do niej tak wprost i konsekwentnie odsuwał się od niej, powodując u niej jeszcze większy zawrót głowy.
Jednocześnie wiedziała, że jest doświadczony i świetny, a ona… Czuła się niewinna jak nigdy wcześniej.
- Nie zamierzam ci się tak po prostu oddać na srebrnej tacy, Salvatore- wypowiedziała jego imię w pełnej formie i spojrzała na niego wyzywająco. Nie, jeszcze raz nie, przynajmniej jeszcze nie teraz. Cholera, myśli przemykały przez jej głowę z prędkością światła i sama nie wiedziała, czemu nagle postanowiła z hukiem na nią upaść i zabawić się z nim w tę grę z tiramisu.
Lubiła wiedzieć, że na niego działa, choć odwracał się zawodowo od niej, przygotowując tę cholerną pastę.
- Zdecydowanie to nie alkohol jest problemem- orzekła, ale zamiast dalej być grzeczną dziewczynką i siedzieć na blacie, zsunęła się i stanęła za nim, a potem delikatnie przesunęła palcami po jego jeansach, by odebrać mu drewnianą łyżeczkę z dłoni.
Dość dziwną drogę obrała, ale przecież nikt nie mówił, że mają grać fair.

Salvatore Rossi
lorne bay — lorne bay
28 yo — 190 cm
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky,
and as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
Było jeszcze milion rzeczy, których o sobie nie wiedzieli. Potencjalnie pewnie tysiąc, który może ich poważnie poróżnić, ale czy w tym wszystkim nie chodziło właśnie o to poznawanie się od podstaw? Wcześniej nie mieli ku temu zbytnio okazji. W końcu on był z Mindy, więc nawet coś takiego jak proste wyjście na kawę odpadało. Tamta nie lubiła się dzielić, zwłaszcza z dziewczyną, która teoretycznie nie powinna być nawet rejestrowana na jej radarze z powodu statusu czy pochodzenia. A jednak, jego była dziewczyna doskonale wiedziała jakim zagrożeniem może być dla niej ta małolata. Salowi wydawało się, że bardzo dobrze ukrywał się z tym, co rodzi się po jego stronie względem Ginsberg, lecz nawet jeśli to co miał wtedy z Mindy nie było niczym prawdziwym i zażyłym, zdążyła go trochę poznać. To w końcu nie tak, że grał kogoś zupełnie innego niż był. Musiała czuć pewne sygnały. Widzieć niektóre spojrzenia, które rzucał jej przyjaciółce. Gdyby tak nie było nie nakryłaby ich wtedy na piętrze. Może nawet to wszystko ukartowała. Nie zamierzał nawet iść tym tokiem myślenia, ta część była już zupełnie bez znaczenia.
Niemniej był Mią zainteresowany. Nie dlatego, że mogłaby być jakimś projektem dziewczyny, którą mógłby uratować. Tych miał wystarczająco dużo w pracy prawie każdego dnia. Nie musiał być niczyim rycerzem. Może dla niej trochę chciał. Nie potrafił tego wytłumaczyć. Było w niej coś takiego, że nie potrafił przejść obok niej obojętnie. Chciał im dać tę szansę. Wydawało mu się, że oboje na to zasługują. Zobaczyć, czy mogłoby być z tego coś poza tym pociągiem fizycznym. Może jak już się ze sobą prześpią cały czar pryśnie. Może będzie jeszcze gorzej i zacznie go wyciągać na szybkie numerki w kostnicy? Tak, Sal był uodporniony na widok trupów i nie zaburzały jego libido. A może dojdzie do tego, że w końcu się ustatkuje? Da z siebie coś więcej niż po prostu dobry seks? Jeśli nie spróbują na pewno się o tym nie przekonają, a on chciał spróbować. Nie tylko jej ciała, ale zbudowania jakiejś relacji, która może mieć znaczenie. Jego rodzice pewnie by tego nie pochwalali, ale zdążył ich już kilka razy zawieść, raz jeszcze nie zrobi tak wielkiej różnicy. Tym bardziej, że może pozna ich szybciej niż przypuszczała.
- Jeszcze wielu rzeczy o mnie nie wiesz Mia. - uśmiechnął się do niej enigmatycznie - W końcu czym są federalni jeśli nie nowożytnym zakonem rycerskim? - puścił jej oczko z rozbawionym uśmiechem.
Nie zamierzał przyznawać się do tego, że po prostu zaczyna mu na niej zależeć. Po pierwsze, obawiał się, że to mogłoby ją przytłoczyć i przestraszyć. Po drugie, chyba sam nie był jeszcze do końca gotowy przyznać tego przed samym sobą. Tak bardzo jak doświadczony był w sprawach cielesnych uciech, tak jeśli chodził o związki i budowanie relacji... nie miał jeszcze niczego poważnego. Zawsze były to jakieś przelotne romanse. Niekoniecznie przygody na jedną noc, chociaż tych też miał sporo, ale nawet takie relacje, jak miał z Mindy, trwały co najwyżej kilka miesięcy. Polegały na dobrej zabawie, braku zobowiązań i w końcu się kończyły. Pod tym względem był równie niedoświadczony, co dziewczyna siedząca na jego kuchennej wyspie. Było jeszcze za wcześnie by do tego się przyznawać.
Nie dał się podpuścić. Po prostu nie odpowiedział na jej zaczepkę chociaż w jego głowie już formowały się obrazy tego, co robiliby w jego łóżku, gdyby rzeczywiście zajęła się sobą tak jak on to rozumiał. Nie miał wątpliwości, że na pewno by pękł i się na nią rzucił. Nie zamierzał jednak dawać jej tej satysfakcji. Czasami milczenie naprawdę było złotem.
- Znakomicie. Strasznie dużo byśmy stracili gdybyś po prostu tak się oddała. Lubię zdobywać. - oblizał dość sugestywnie usta nie kryjąc również swojego podniecenia w spojrzeniu niebieskich tęczówek.
To zawsze uważał za najlepszą część. Te całe podchody, zadziorność. Ustatkowanie się na pewno jest bardzo przyjemne po dłuższym czasie, ale cholera. On lubił zdobywać, lubił się starać i uwielbiał, kiedy ktoś z nim pogrywał. To czyniło nagrodę o tyle przyjemniejszą, a już podejrzewał, że na tej się nie zawiedzie.
Spodziewał się, że Mia nie będzie grała czysto. On też tego nie robił po prostu odwracając się do niej plecami i skupiając się na gotowaniu. Kiedy poczuł jej palce gdzieś na swoich jeansach, po jego kręgosłupie przeszedł przyjemny dreszcz. Chciał więcej. Znów nie ułatwiała mu skupienia się na zadaniu. To chyba będzie pierwszy raz kiedy ta pasta może mu rzeczywiście nie wyjść.
- Co w takim razie..? - obrócił się do niej gdy zabrała mu jakże potrzebne narzędzie patrząc na nią nieco wyzywająco.

mia ginsberg
tanatokosmetolog — The Last Goodbye
21 yo — 165 cm
Awatar użytkownika
about
pracowniczka zakładu pogrzebowego, która pół roku temu straciła przyjaciółkę w niewyjaśnionych okolicznościach, przez co stała się podejrzaną numer jeden
Poznawanie się od podstaw brzmiało przerażająco w jej słowniku. W tym samym słowniku, w którym znalazło się miejsce dla balsamowania zwłok, kremacji i szukania zagubionego trupa gdzieś na tyłach Shadow. Nic związanego ze śmiercią czy też możliwością stracenia przez nią swojego życia jej nie przerażało, ale wystarczyło, że ktoś wspomniałby o czymś takim jak dłuższe zaangażowanie, a Mia pewnie pobiegłaby tam, gdzie pieprz rośnie. Nie potrafiła po doświadczeniach matki uwierzyć w żaden happy end, a nawet jeśli ten miałby miejsce, ciągle bałaby się, że to kwestia tymczasowa. Sama myśl o tym, że ktoś mógłby ją skrzywdzić, napawała ją obrzydzeniem.
Być może dlatego długi czas układ, jaki mieli z Salem jej odpowiadał. Będąc w związku, nie mógł sam wymagać od niej zobowiązania. Na dodatek mogła bezkarnie twierdzić, że to jego wina. To było zdecydowanie łatwiejsze niż przyznanie się do tego, że gdzieś na drodze ewolucji jej system zawiódł i stała się przerażonym zwierzakiem, który niekoniecznie dobrze odnajduje się w relacjach międzyludzkich. O ile ta druga strona jest żywa, bo jeśli nie jest, to w ogóle nie ma tematu i jest w tym świetna.
Z tego też powodu teraz wiedziała, że się nieco przed nim odsłania i może mieć to różne skutki. Z jednej strony była tym podekscytowana, a z drugiej jakiś pojebany głosik w jej głowie oznajmiał jej stanowczo, że on może jej nie takiej nie polubić. Nie byłby to przecież pierwszy raz, bo jak dotąd sporo ludzi rozbijało się o jej urodę i świetne pierwsze wrażenie, a potem uznawało, że jest niewarta kruszenia kopii. Tak właściwie tego bała się najbardziej, choć nigdy nikt nie patrzył na nią tak jak Sal.
Sama jednak wiedziała, że stąpa po kruchym lodzie i niewiele dzieli ją od tego jednego tąpnięcia, które niekoniecznie będzie przyjemne. Zderzenie z zimną wodą nigdy nie jest przyjemne.
- Nazwałabym ich inaczej, ale myślę, że mogłabym cię obrazić- odpowiedziała pewnie, ale nie zdradziła jak. Cóż, mógł sobie to dopisać sam własnoręcznie, biorąc pod uwagę to jak traktuje się organy ścigania, zwłaszcza gdy jak Mia Ginsberg ma się dwadzieścia lat i ma się delikatne zatargi z prawem, choć akurat nie to sprawiało, że nie lubiła funkcjonariuszy. Raczej fakt, że wtedy siłą odciągali ją od Mindy, a ona jeszcze nie skończyła swojego dzieła, co okazało się najbardziej frustrujące.
Nie zamierzała jednak do tego wracać, zwłaszcza że rozmawiało się im tak dobrze o śnie tym, który z wiecznością niewiele miał wspólnego, choć słyszała, że Francuzi nazywają orgazm małą śmiercią.
Tego też jeszcze nie miała szansy doświadczyć, ale nie, nie zamierzała być niecierpliwa w tym temacie, choć już granie na nerwach Salowi i testowanie jego granic było całkiem zabawne.
Dla niej, bo sam mężczyzna wydawał się być innego zdania.
- Ja bym to rozpatrywała raczej w kategoriach, że w ogóle ci się nie oddam- poprawiła go z uśmieszkiem. - W ogóle co to za teksty? Może mógłbyś udawać, że jesteś zakochany w moich pięknych oczach?- którymi teraz przewracała zawodowo i pewnie oboje mogliby z sukcesem prowadzić tę grę, gdyby nie zbliżyła się do niego.
Gdy się odwrócił, wsunęła się w stronę kuchenki, zabierając od niego łyżeczkę i próbując sosu. Powoli, choć pewnie trudno było być seksownym, gdy kosztowało się czegoś tak nieprzyzwoicie… wrzącego.
- To, że miałeś mnie karmić- rzuciła mimochodem i odwróciła się powoli pośladkami do niego, opierając się całym ciałem. Była pewna, że w tej grze ktokolwiek wygra, będzie zaspokojona. Oddała mu łyżkę.
- Za to sos wyborny- bo to tylko o takie próbowanie chodziło, prawda?
Nie o dosłownie całą resztę.

Salvatore Rossi
ODPOWIEDZ