płatna zabójczyni skala międzynarodowa
sprytny wąż
Awatar użytkownika
about
i suppose i love this life, in spite of my clenched fist
34 yo
170 cm

Post

„They light a candle every night hoping the daugher I couldn’t be comes home.”
W 1994 roku na terenie Australii dochodziło do zaginięć dzieci. Niektóre znikały bez śladu, śledztwa zamykano stosunkowo szybko. Niektóre z nich zostawiały po sobie wskazówki, próbowano odnaleźć porywaczy, czekano na okupy. Miejsca zbrodni były różne, do porwań/zaginięć dochodziło na terenie całego kraju. Ofiarami były dzieci do siódmego roku życia. Mały odsetek tych dzieci znajdowano. Jeszcze mniejszy odsetek tych dzieci znajdowano żywymi. Torturowane, gwałcone, odurzane narkotykami. Wracały do domów, ale nie były tymi samymi dziećmi, które uprowadzono. W pewnym momencie porwania ustały. Policja nic nie zrobiła. Zupełnie jakby porywacze uznali, że mają wszystko czego potrzebowali.
Urodziłam się w 1988 roku jako Gaia Barlowe. Byłam jednym z dzieci, które nigdy nie wróciły do domu.
„Here’s a thing about being under mind-control, the part nobody talks about, that you’re still in there. Some small piece of you is awake, watching. Like being passanger in your own body. You struggle to break free but you lose. Over and over again, you lose. And it makes whatever you’re forced to do that much worse.”
Niewiele pamiętam z najwcześniejszych lat mojego życia. Pamiętam śmiech mojej mamy i spacery z tatą. Pamiętam bycie starszą siostrą. A przynajmniej mam nadzieję, że to są wspomnienia, a nie moje wymysły i skryte pragnienia dziecka, które chce po prostu wrócić do domu.
Długo zajęło mi zrozumienie tego co się naprawdę działo. Handel ludzkim ciałem, pedofilia, tortury, pranie mózgów. Kiedy dorastaliśmy próbowali nas złamać. Tłumaczyli to tym, że chcą sprawdzić nasze charaktery. Tych silniejszych zostawiali, robili sobie z nas armię, słabszych pozbywali się. Rzadko kiedy pozwalali rodzinom na zamknięcie. Nie chcieli żeby ciała kiedykolwiek zostały znalezione. Kiedy dorastaliśmy i nie byliśmy już pożądani przez chorych zboczeńców, zaczynali nas trenować. Szkolili nas ze wszystkiego. Jak kłamać, jak rozpoznawać kiedy ktoś kłamie, jak się zachowywać wśród ludzi, jak zadawać ból, jak mordować, uczyli języków. Mieliśmy treningi fizyczne, sztuki walki, posługiwanie się bronią białą i palną. Truli nas odkąd pamiętam, twierdzili, że to nas uodporni na niespodziewane ataki. Tak wyszkolonymi dzieciakami i młodzieżą handlowali. Kosztowaliśmy miliony. Najsilniejszych, tych z odpowiednim potencjałem zostawiali. Ja zostałam.
Mijały dni, tygodnie, miesiące, lata. Trenowali mnie nieustannie, stawałam się coraz lepsza, coraz silniejsza. Robili wszystko, żebym zapomniała o moim poprzednim życiu, o tym kim byłam. Udało się. Moją rodziną stali się ludzie, którzy mnie trenowali, ci sami, którzy mnie porwali. To życie stało się jedynym, którym znałam. Wracali do tortur kiedy miałam przebłyski wspomnień z dzieciństwa lub kiedy zaczynałam zadawać zbyt wiele pytań. W końcu przestałam, nie dlatego, że nie pamiętałam, ale właśnie dlatego, że chciałam pamiętać. Nie chciałam tylko, żeby znowu majstrowali z moim mózgiem.
Miałam szesnaście lat kiedy uznali, że jestem gotowa na pierwszą misję. Początkowo wysyłali mnie do grupowych zadań. Żebym obserwował i się uczyła. Często miałam po prostu stać i wyglądać. Z czasem jednak stałam się ambitna, chciałam być zauważona i doceniona. Chciałam działać w pojedynkę. Moją ostatnią grupową misję miałam w wieku 22 lat. W końcu zasłużyłam sobie na szacunek i uznanie. Głównie dlatego, że byłam jedyną, która przeżyła. Zadanie z pozoru nie było niczym skomplikowanym. Wymiana towaru między jedną rodziną a drugą. Ktoś odbierał pieniądze, ktoś zostawiał towar. Niestety wszystko się pokomplikowało kiedy okazało się, że zostaliśmy oszukani. W jednej chwili rozpętała się strzelanina, która nie oszczędziła nikogo. No może oprócz mnie. Ostatniego przeciwnika wykończyłam nożem kiedy już skończyła nam się amunicja. Później tym samym narzędziem upewniłam się, że nikt nie przeżył. Nawet z mojej rodziny. Dopiero po jakimś czasie, kiedy emocje opadły poczułam, że sama zostałam postrzelona. Dwa razy. Próbując zatamować krwawienie (kule przeszły na wylot) zauważyłam, że nie jestem sama. Nie wiem jak przeoczyłam to wcześniej, ale któryś z kretynów z przeciwnej rodziny zabrał ze sobą swoją dziewczynę. Biedna siedziała w aucie i musiała na to wszystko patrzeć. Zapewne do ostatniej chwili liczyła na to, że chłopak przeżyje i ją uratuje. Jak wspomniałam, nie mogłam pozwolić na to, żeby ktokolwiek poza mną przeżył. Wstałam, powoli doczłapałam się do auta, stanęłam naprzeciwko dziewczyny i wycelowałam w nią broń. Zapomniałam o tym, że nie mam już amunicji. Nie miało to jednak znaczenia. Zdążyłam zemdleć zanim pociągnęłam za spust. Straciłam za dużo krwi i nie zdążyłam zatamować krwotoku.
“It takes a special someone to see darkness inside of someone and not condemn them.”
Nie wiem co dokładnie się wydarzyło i dlaczego to się wydarzyło, ale obudziłam się w mieszkaniu dziewczyny, którą miałam zabić. Zajęła się mną. Pozszywała mi rany, opatrzyła mnie. Nie wiem czy zrobiła to sama, ale… uratowała mnie. Nie wyrzuciła mnie kiedy w końcu się obudziłam. Wręcz przeciwnie, zajęła się mną, pozwoliła mi zostać tak długo, aż doszłam do siebie. To był pierwszy raz kiedy okazano mi dobroć. Taką prawdziwą, szczerą, niewinną, nie podszytą żadnymi ukrytymi motywami. W końcu mogła mnie zabić, prawda? Mogła mnie zostawić, żebym się wykrwawiła. Zostałabym dłużej, ale wiedziałam, że prędzej czy później zaczną mnie szukać. Nie chciałam jej narażać. Nie miałam nic czym mogłabym się odwdzięczyć za uratowanie życia. Nie miałam nic wartościowego, nie miałam pieniędzy, nie mogłam zaoferować nic. Poza jedną rzeczą. Wiedziałam, że to, że mnie uratowała i że była świadkiem tamtej strzelaniny stawiało ją w roli zagrożenia. Obiecałam sobie, że zrobię wszystko, żeby ją chronić. Prędzej umrę niż pozwolę żeby coś jej się stało.
Ponad dziesięć lat później, a ja nadal dotrzymuję mojej obietnicy. Zostałyśmy… przyjaciółkami. Spotykamy się regularnie, ja mogę liczyć na nią, a ona na mnie. Jedyna stała i dobra rzecz w moim życiu. Myślałam, że to ja jestem twoim obrońcą i stróżem. Udowodniłaś mi jednak, że się myliłam. Kilka lat po pierwszym razie, uratowałaś mnie ponownie. Pomogłaś mi zebrać informacje o ludziach, którzy mnie porwali i szkolili. Zbierałaś wszystko co mogłoby mi pomóc uwolnić się od tych ludzi.
W międzyczasie dowiedziałam się, że rozpoczęli nowy nabór, porywali kolejne dzieci, z którymi planowali zrobić to co ze mną. Chcieli je wytrenować zanim „nasz miot” jak nazywali mnie i moją generację, zdąży się zestarzeć. Nie mogli sobie pozwolić na to, żeby na jakiś czas przerwać działalność, bo nie mieli odpowiedniej do tego armii. Przy okazji misji, na które mnie wysyłano zabijałam każdego z nich po kolei, udaremniałam porwania, upewniałam się, że dzieci wrócą do domów. Trzy lata zajęło mi pozbycie się ich wszystkich i upewnienie się, że ta rodzina została rozbita. Zniszczyłam i spaliłam wszystko. Trochę czasu poświęciłam również na odnalezienie i pozbycie się wszystkich dzieci z mojego „miotu”. Nie mogłam ryzykować tego, że ktoś z nich zechce kontynuować tradycję, w której zostaliśmy wychowani.
„Tired of shit not killing me and only making me stronger.”
W końcu byłam wolna. W końcu mogłam robić to co chciałam robić. Gdyby tylko to było tak łatwe do zrobienia. Długo próbowałam przyzwyczaić się do takiego życia, nie wiedziałam jednak co ze sobą zrobić. Widocznie potrzebowałam kogoś kto będzie mi wydawał rozkazy. Zrobili ze mnie żołnierza i nic poza tym nie potrafiłam robić. Zaczęłam szukać nowego pracodawcy, po kilku tygodniach poznałam Huberta Slezaka. Czech, który poszukiwał kogoś o moich zdolnościach został moim pracodawcą. Był bogatym człowiekiem z niewielką organizacją. Zostałam szpiegiem i zabójcą, mój dorobek powiększył się o kilka różnych tożsamości, które poznawałam coraz lepiej z każdą kolejną misją. Podróżowałam, kradłam informację, torturowałam ludzi, mordowałam. Nigdy nie kwestionowałam moich rozkazów, robiłam to co mi kazano i za co sowicie mi płacono. Z czasem jednak Hubert pragnął więcej i zamieniał się w człowieka, których zazwyczaj mordowałam. Chciwy, żądny władzy, posuwający się do robienia rzeczy, które nawet ja kwestionowałam. Robił to z taką śmiałością, że traciłam pewność tego czy chce dla niego pracować. Zaczęłam się sprzeciwiać na co absolutnie nie reagował. Dopiero jak zaczęłam mu grozić, z nożem przy gardle, z lufą przy skroni to pękł. Ale nie tak jakbym chciała. Wyśmiał mnie twierdząc, że jestem tylko jebaną marionetką w jego ręku i nie mogę nic zrobić, bo ma na mnie haka.
Już kilka tygodni temu zlecił mi obserwowanie grupy Australijczyków. Domyśliłam się, że są rodziną, nie dostałam jednak powodu, dla którego miałam ich obserwować. Powiedział, żebym zbierała wszystkie informacje na ich temat. Tak robiłam, nieświadoma tego, że obserwowałam moją rodzinę. Mamę i rodzeństwo. Nie zniszczyłam i nie spaliłam wszystkiego. Hubertowi udało się dojść do tego kim jestem, a właściwie kim byłam i upewnił się, że wykorzysta moją przeszłość przeciwko mnie w momencie, w którym zdecyduję, że nie chcę dla niego pracować.
Żeby upewnić się, że nie kłamie rozpoczęłam moje własne śledztwo. Nadal ich obserwowałam, ale tym razem posunęłam się o krok dalej. Postanowiłam poznać każdego z nich osobiście. Organizowałam niby przypadkowe spotkania, chciałam się upewnić, że byli dobrymi ludźmi. W pewnym momencie włamywałam się do ich domów, żeby dowiedzieć się jeszcze więcej. Zderzeniem się z moją rzeczywistością było wejście do rodzinnego domu. To rozbudziło wspomnienia o istnieniu, których nie wiedziałam. Wtedy też zdecydowałam, że Hubert Slezak nie pozostawił mi wyboru. Następnego dnia zabiłam jego i wszystkich ludzi pracujących dla jego organizacji.
To był też moment, w którym zadecydowałam, że już nigdy nie będę pracować dla kogoś innego. Chciałam sama decydować o swoim losie. Chciałam zasmakować chociaż częściowo normalnego życia. Zostałam zabójcą na zlecenie, zdobywałam informacje, kradłam, zabiłam. Wszystko co było dobrze płatne stało się moją codziennością. Plusem jest to, że teraz sama decyduje, który kontrakt jest wart mojego zainteresowania. Nie będę kłamać, kierują mną tylko pieniądze.

„One day you’ll make peace with your demons and the chaos in your heart will settle flat. And maybe for the first time in your life, life will smile right back at you and welcome you home.”
Wróciłam do Australii na stałe. A przynajmniej tutaj najczęściej wracam między kontraktami. Staram się żyć normalnym, zwykłym życiem, ale daleko mi do normalności. Nie wiem czym jest normalność. Na chwilę obecną priorytetem jest dla mnie poznanie mojej rodziny i chronienie ich. Oczywiście nie zdradziłam im kim jestem i nie mam zamiaru tego robić. Nie mogę ryzykować narażając ich na poznanie mojego dotychczasowego życia. Poza tym nie widzę sensu w rozdrapywaniu starych ran, które na szczęście zdążyły się zabliźnić.


- Uwielbia deszczowe dni, zatłoczone kawiarnie i zapach starych książek.
- Wolne chwile, jeśli takowe posiada spędza w bibliotekach, albo kawiarniach.
- Ubiera się głównie na czarno, albo w khaki. Jej najczęstszym outfitem są golfy. Na różnego rodzaju misje czy wyjazdy zaopatruje się w świeżą, nową garderobę. Wtedy stawia na różne wariacje. Nie oszczędza jeśli chodzi o wydawanie pieniędzy na ubrania, stawia na te markowe lub od projektantów.
- Od kilku lat pija kawę z jednego kubka, takiego z napisem „Tata nr 1 na świecie”. Zabrała go sobie na pamiątkę od jednej ze swoich ofiar.
- Strasznie przeklina i pali dużo papierosów.
- Dużo maluje.
- Porusza się głównie na motorze.
- Ma pochowane (głównie pozakopywane) pieniądze w różnych krajach.
- Jej guilty pleasure to żelki.
- Zawsze ma przy sobie jabłko.
- Lubi jeździć furgonetkami i ogólnie wysokimi autami. Gdyby miała zrezygnować ze swojego obecnego życia to zostałaby kierowcą ciężarówki.
- Jej kryptonim to Adrasteja.
- Jedyną osobą, której nie potrafi zabić jest ona sama. Próbowała. Wielokrotnie.
- Mówi biegle w kilku językach. M.in. grecki, francuski, niemiecki, angielski, włoski, szwedzki, duński, norweski. Dogada się po mandaryńsku, aczkolwiek tutaj kuleje. Ostatnio zaczęła uczyć się polskiego. Dodatkowo potrafi naśladować różne akcenty.
- Kolekcjonuje stare książki. Głównie interesują ją tylko pierwsze wydania.
- Często chodzi do klubów gdzie samotnie pije, samotnie tańczy i sama też wychodzi. Próbuje przyzwyczaić się tylko i wyłącznie do swojego towarzystwa.

Sameen Galanis
18.04.1988
Przylądek Koala
Płatna zabójczyni
Samozatrudnienie
opal moonlane
Panna, biseksualna
Środek transportu
Sameen porusza się motorem lub autami.

Związek ze społecznością Aborygenów
W Australii jest stosunkowo od niedawna więc brak jakichkolwiek związków ze społecznością Aborygenów.

Najczęściej spotkasz mnie w:
W różnych kawiarniach, w bibliotece publicznej, w klubach

Kogo powiadomić w razie wypadku postaci?
Zoya Henderson

Czy wyrażasz zgodę na ingerencję MG?
Tak
SAMEEN GALANIS
VANESSA KIRBY
hej, jestem małpa
moje konta joel | matthew | salvador | irene
lorne bay lorne bay
sprytny wąż
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky
And as the clouds roll by we'll sing the song of the sea
100 yo
100 cm

Post

witamy w lorne bay
Cieszymy się, że jesteś z nami! Możesz już teraz rozpocząć swoją przygodę na forum. Przypominamy, że wszelka niezbędna wiedza o życiu w niezwykłej Australii znajduje się w przewodnikach, przy czym wiadomości podstawowe odnajdziesz we wprowadzeniu. Zajrzyj także do działu miasteczko, by poznać Lorne Bay jeszcze lepiej. Uważaj na węże, meduzy i krokodyle i baw się dobrze!
hej, jestem lorne bay
moje konta brak multikont
Zablokowany