Zablokowany
42 yo
185 cm
sumienny żółwik
preacher's son
Awatar użytkownika
about
szukał żony tak długo i gorliwe, że przyszło mu się wreszcie zakochać w dwudziestotrzyletniej Audrey, poza tym nadal robi trumny, hoduje alpaki i nie pogardzi dobrym bimbrem w każdym towarzystwie

Post

Wszystko zaczęło się od dziadka. Jebbediah Senior był znanym grabarzem w miasteczku. Mawiano, że nie ma osoby, której by nie pochował, a i bywały takie sytuacje, że nawet przywracał z martwych jak już delikwent dostał niesłusznie łopatą podczas libacji alkoholowych na łonie natury i nagrobków. Nie oceniał, życzliwym okiem spoglądał na każdego kto odważył się umrzeć na jego służbie i tym sposobem zaskarbił sobie nie tylko szacunek lokalnej społeczności, ale i rękę Miriam. Iście to było anielskie dziewczę! Wyglądała jakby jej Michał Anioł dłutem twarz rzeźbił (ale chyba wcześniej się narąbał, jak zwykł podsumowywać wnuk) i była łagodnego serca. Duszę oddała Kościołowi Adwentystów Dnia Siódmego, więc Jebbediah zostało ciało. Z którego korzystał uczciwie po ślubie i tak na świecie pojawił się jego syn – Jebbediah Junior pierwszy. Nie wiedzieć czemu gdy tylko osiągnął wiek nastoletni stały się dwie rzeczy:
- po pierwsze, stał się Billem i od tamtej pory każdy kto nazwał go Jebbediah zarobił pięścią w nos (tak, wliczamy w to matkę, nauczyciela, ulubionego psa i pastora),
- a po drugie (i chyba ważniejsze), jego ojciec postanowił wystawić swój własny cmentarny performance (ponownie, słowa wnuka) i zaprezentować podczas pogrzebu ludziom swoje genitalia.
Żona nieboszczyka zemdlała z wrażenia, a pobożna Miriam i wówczas cicho wyznała, że i ją klejnoty męża przyprawiały o palpitacje. Dopiero potem biedaczce wytłumaczono, że nie chodziło o rozmiar, a o sam fakt, że na pogrzebie nie wypada się rozebrać grabarzowi. Dodano też litościwie, że może wypadałoby to skonsultować z psychiatrą i wkrótce rozeszła się straszliwa wieść, że ukochany Jebbediah Senior zwariował w wieku zaledwie pięćdziesięciu lat.Nikt do końca nie wiedział co się stało, obwiniano rodzinę mężczyzny, który umiłował sobie chodzenie nago o każdej porze dnia i nocy oraz wykrzykiwanie obelżywych zwrotów w kierunku królowej brytyjskiej.Żadne z powyższych oszczerstw nie jest godne cytowania ich publicznie. A ludzie? Przywykli do tego, że grabarz nie nosi już łopaty tylko bawi się swoim przyrodzeniem i przestano zwracać na niego uwagę. Ot, dziwak jakich wielu w i nawet jak umarł to wszyscy byli zaskoczeni, że śmierć zastała go w ubraniu.Za to Bill (za Jeba w mordę) rósł sobie w przeświadczeniu, że nie będzie taki jak ojciec. Po młodzieńczych ekscesach postanowił zrobić coś dobrego i zostać pastorem. Zawsze mu się wydawało, że dzięki temu przynajmniej uniknie podłego losu ojca i będzie człowiekiem aż do śmierci szanowanym. Skończył więc seminarium i stał się duchownym z prawdziwego zdarzenia. Takim do którego chodzą wszystkie parafianki z ciastem i proszą o wybór ich córki na żonę. Najwyraźniej pamięć ludzka jest na tyle krótkotrwała, że wybaczyli mu ojca nudystę i stał się szanowanym obywatelem. Nudnym, bo wiadomo, że popadał w przesadę i jego kazania mogłyby uśpić nawet Mercury’ego po kokainie, ale przecież starał się być dobrym kaznodzieją. Do czasu, gdy nie poznał Euphemii. Kolejna z ciastem. Z tym, że zamiast wciskać mu córkę, przedstawiła swoją kandydaturę. Była starsza o pięć lat i na Przylądku już robiła za starą pannę, więc desperacja z niej wręcz kipiała. Tak obficie i sugestywnie, że młody duchowny sobie wpadł z jedynym dzieckiem, któremu mógł pokazać inne życie. Dać mu szansę na kochający dom i wspierającą rodzinę. Zamiast tego nazwał go Jebbediah, kurwa. Dziecko dorastało w cieniu skandalu, bo po szybkim ślubie okazało się, że Euphemia jest dziewczyną z braćmi i z ojcem ranczerem, któremu średnio podobał się pastor na zięcia. Zwłaszcza jak poczytał stare miejskie kroniki i odkrył, że z tym Billem to źle zakumulowana ściema. Orzekł więc, że córki się wypiera, że wnuk może jeść otręby, a jego ojciec kiedyś zwariuje jak dziadek. Brzmiało to co najmniej jak klątwa albo samospełniająca się przepowiednia, z tym że cholera, stary miał rację. Ledwo Bill (skończ z tym Jebbediah) przekroczył próg pięćdziesiątki stał się emocjonalnym nudystą i zaczął otrzymywać od Boga objawienia. Takie z apokalipsą, smokami i wielkim Lucyferem, którego trzeba pokonać żalem za grzechy. Zanim Jebbediah syn skończył dziesięć lat już umiał cytować Apokalipsę z pamięci o wiedział, że nadchodzi koniec świata i już trąby Serafinów wydają potężne ryki. To, że ojciec jest po prostu szurnięty wyszło znacznie za późno i to tylko dlatego, że wyrzucił mu piłkę do nogi, bo zamieszkał w niej szatan. Gdyby wtedy odkrył, że Jebbediah się masturbuje to pewnie by go spalił. Ba, próbował nawet, ale wtedy przekroczył linię porozumienia z żoną i został sam w świecie swoich wizji piekła. Które miał na ziemi, bo parafia się go wyparła, a on miał na utrzymaniu żonę i dziecko. Wtedy Euphemia przełknęła dumę i z podkulonymi ogonem wróciła do rodziców, tłumacząc że mąż jest trochę niespełna rozumu, ale przynajmniej nie rozbiera. Nie była to może najdoskonalsza wymówka, ale dzięki niej przynajmniej zyskali miejsce do życia, a Bill (któremu już naprawdę było wszystko jedno) chatę pustelnika, w której odwiedzał go jedynie syn. Do czasu, bo nim Jebbediah zdążył na nowo pod opieką ojca Euphemii wyrosnąć na człowieka z rancza to jego własny rodzic postanowił odejść. Po cichutku, nie przeszkadzając nikomu, będąc w kwiecie wieku, ale nie z tym już umysłem. Jebbediah lubił myśleć, że przynajmniej już jest w niebie i raduje się z wszystkimi aniołami, mówiąc im wprost, że są beznadziejni. Zaraz po pogrzebie przeniósł się także do jego chatki na ranczu, zostawiając matkę pod troskliwą opieką dziadków w dużym domu. Nie umiał jakoś sobie tego poukładać i choć kocha ranczo całym sercem i nigdy by go nie zostawił, to wie, że nie tak powinno wyglądać jego życie. Wiedział to już w szkole średniej, kiedy poznał Polly i zakrzyknął to co dziadek i ojciec na widok swojej wybranki: będziesz moją żoną. Nikt jednak biednemu Jebowi nie uświadomił, że zmieniły się czasy i nie wystarczy zawlec za włosy niewiastę do jaskini, żeby była jego. Chwilę trwało zanim pogodził się z faktem, że nie, nie będzie jego (albo nie zrobił tego nigdy) i że musi ciągle szukać innej niewiasty .Przez dekady wręcz (a dokładnie dwie) szukał kobiety swojego życia i praktycznie z każdą kończył przed ołtarzem, ale wizja bycia razem przygniatała go tak bardzo, że do ślubu nigdy nie dochodziło. Zrozumiał, że chatka pustelnika mówi sama przez siebie i jest skazany na żywot człowieka samotnego, szczęśliwego fragmentarycznie (przy alkoholu) i zapewne w przyszłości oszalałego. Dziś, gdy ma czterdzieści dwa lata wie, że pozostało mu najwyżej osiem i pójdzie w ślady dziadka i ojca, o tym samym imieniu, więc korzysta póki się da. Uczy się nowych rzeczy, struga trumny, przemawia jak ojciec, znajduje kobiety do łóżka, przeklina, pije i pali, a gdzieś nad nim czai się widmo szaleństwa, które sprawia, że czasami w swej chatce pustelnika boi się jak diabli.
***
Hipokryta i wieśniak. Nigdy nie wystawił nosa poza Przylądek i nie widzi potrzeby, by to zmieniać. Tu ma wszystko czego pragnie i nieprawdą byłoby określenie, że żyje własnym życiem. Nie, on skupia się na życiu wszystkich wokół, hodując co smakowitsze plotki. Tuczy je, a potem rzuca w świat takie wypasione, że niejednemu oko zbielało. Wszystko po to, by sam mógł błyszczeć w swoim nieskalnym prowadzeniu się, zasiadając w pierwszej ławie zboru w każdą niedzielę. Z tym, że on wcale taki święty nie jest i nigdy nie będzie.
Pięć razy próbował ślubować miłość, wierność i że cię nie opuszczę do śmierci, ale nigdy nie dokończył przysięgi. Za każdym razem nieznana panika krępowała jego matrymonialne plany, pozostawiając go stanu kawalerskiego. I w tym stanie nieco już zdziadział, a wszystkie najgorsze przywary ujawniły się z wiekiem -potwornie oszczędny, wręcz skąpy, opryskliwy, spełniający czas na złomowiskach, bo wszystko się przyda.
Jest gotów rzucać kamieniami w każdego grzesznika, ale sam spędza wieczory z butelką i coraz młodszymi dziewczynami. Tak naprawdę nigdy nie przyzna się, ale żyje mu się całkiem dobrze, w tym powolnym alkoholizmie, na ranczu, które odziedziczył przypadkiem i z naturą człowieka, który przywali ci krzesłem w twarz, jeśli tylko go sprowokujesz.
Tylko nie mów, że nie ostrzegał.
***
- ma iście radiowy głos – jego słowa brzmią tak pysznie jak roztopiony solony karmel i otulają uszy aksamitną konsystencją, która sprawia, że rozmówca niemalże ścisza głos do szeptu, by nie przepłoszyć tego wrażenia absolutnej uczty fonicznej; jeśli ktoś pyta jak sprawia, że każda dziewczyna wpada w jego objęcia to pokazuje na język i właśnie to oralne wykorzystanie ma na myśli, żadne inne!
- mimo wszystko potrafi brzmieć bardzo cierpko i obscenicznie, zwłaszcza gdy krzyczy o plagach egipskich, o karze za grzechy i o wiecznym potępieniu;
- jest prezbiterianinem i kocha wszystkich bez wyjątku, ale baptyści to skurwysyni i na pewno będą spaleni na Sądzie Ostatecznym;
- ma swoje quilty pleasure – ogląda wszystkie durne programy amerykańskie, na bieżąco jest Too Hot to Handle, Keeping Up with Kardashians (ale dlaczego to zakończyli?!), The Bachelorette i pięćdziesięcioma innymi tego typu;
- jest też aktywnym chrześcijaninem, każdą niedzielę spędza na nabożeństwach, wygłasza płomienne mowy o miłości Boga i zmusza wszystkich znajomych do moralnego i przykładnego życia, jego ulubionym zajęciem jest również pisanie listów do periodyków kościelnych w których krytykuje obecne postępowanie Kongregacji (jakie prawa gejów?!, na stos ich!)
- nadużywa alkoholu i nie jest wysokofunkcjonującym alkoholikiem, należy również wspomnieć o tym, że w kwestii doboru trunków jest wysoce tolerancyjny i pije wszystko co trzepie, niezależnie od tego czy to piwo, wino, whisky, czysta czy miłość;
- odnośnie tego ostatniego jest nieuleczalnym romantykiem, zakochuje się łatwo, gwałtownie, szybko prosi wybrankę o rękę i życie, ale zazwyczaj panikuje w ostatniej chwili i wycofuje się rakiem;
- w wolnych chwilach zajmuje się heblowaniem, stolarką i własnym ogrodem, w życiu się również nie przyzna do tego, że mama uczyła go dziergać skarpety i haftować kwiaty;
- przepada za zwierzętami, jeśli nie są tymi przeklętymi torbaczami;
- hipochondryk, to nie byle kaszelek to zapalenie płuc(!), to nie jego podły charakter to dziadek Jebbediah wstaje z grobu i ciągnie go prosto w odmęty szaleństwa; to nie atak paniki a szwankujące serce i tak dalej;
- nie warto rozmawiać z nim o polityce, ruchach gender, black lives matter, homoseksualizmie, religii bądź ulubionej trylogii Star Wars, bo może mocno przywalić w zęby, krocze, ewentualnie w czyjeś uczucia.

Jebbediah Ashworth
23.09.1978 r.
Przylądek Koala
ranczer
ranczo
Carnelian Land
tytuł najbardziej gorącego kawalera po 40 jest jego, oczywiście heretyk
Środek transportu
posiada łódkę, ale najczęściej porusza się starym fordem

Związek ze społecznością Aborygenów
Nie jest związany.

Najczęściej spotkasz mnie w:
okolicznych barach, na ranczu, w zborze

Kogo powiadomić w razie wypadku postaci?
Jordan "Polly" Pollard

Czy wyrażasz zgodę na ingerencję MG?
nie
JEBBEDIAH ASHWORTH
JOAQUIN PHOENIX
Julia, Richard, Enrica
enchante #8234
100 yo
100 cm
nietoperz
So we sailed up to the sun till we found the sea of green
Awatar użytkownika
about
Oh won't you come with me where the ocean meets the sky
And as the clouds roll by we'll sing the song of the sea

Post

witamy w lorne bay
Cieszymy się, że jesteś z nami! Możesz już teraz rozpocząć swoją przygodę na forum. Przypominamy, że wszelka niezbędna wiedza o życiu w niezwykłej Australii znajduje się w przewodnikach, przy czym wiadomości podstawowe odnajdziesz we wprowadzeniu. Zajrzyj także do działu miasteczko, by poznać Lorne Bay jeszcze lepiej. Uważaj na węże, meduzy i krokodyle i baw się dobrze!
brak multikont
lorne bay
Zablokowany